niedziela, 25 września 2016

Gumno we mgle.

Nastał piękny czas, nawet chyba jest piękniej niż latem. Gumno wygląda inaczej, szczególnie, kiedy otula je mgła.
Dziś gumno we mgle, następnym razem będzie w słońcu.
Zostało tam i słucha sobie śpiewu jeleni, ach, jak one pięknie śpiewają. Pierwotnie tak.
Padam na ryjoszek, znaczy się dziób, (Orka słusznie prawi, Kura ni mo ryjoszka ino dziób) po dzisiejszym grabieniu, zbieraniu końskich placków, czyszczeniu gumna, więc podaję kilka zdjęć, na gumnie, przed gumnem i za gumnem. I idę spać.

Na prawo po wyjściu z gumna ( do wsi).

Na lewo po wyjściu z gumna, do lasu i na bagienko. No i do Sokołów, są za płotem.

Jeszcze raz do wsi.
Gumno z furtki.
Z lewego szczytu.



Z prawego szczytu, kącik z ławeczką.




Z prawego szczytu. Ścieżka na tyły, do ogniska i do kakuaru.


Widok z tarasu, łączki nie koszę do późnej jesieni.

W drodze nad jezioro.

Dom Pani Zosi.



Buziaki.

niedziela, 18 września 2016

Przez tą dynię żółciutką, żółciutką oszalałam...

Przez te dynie oszalałam. Wpadłam w amok. Z kilkunastu  wysadzonych, zaowocowało ich sześć, dwie żółte i cztery hokkaido. Wielkie nie były, ale wyszło kilka słoiczków dżemu i w occie.
Dynię hokkaido znam i w zeszłym roku namiętnie gotowałam z niej zupę, którą ja zjadałam ze smakiem, ale męska część część rodziny miała nad talerzami miny, jakbym podawała zupę z papieru toaletowego.


Natomiast tej żółciutkiej dyni przyglądałam się i nie mogłam skapować, co to za odmiana.
Oszalałm, kiedy zrobiłam z niej dżem (z pomarańczami i anyżem) i włożyłam ją w słodką zalewę octową.
Ta w zalewie w smaku była ni to ananas ni mango -pychota. Dżem zaś "śliski" na podniebieniu niby galaretka, delikatniuśki i wykwintny w smaku.
Teraz już wiem, że to dynia melonowa. W przyszłym roku posieję jej więcej.


Z tego, co mi wyrosło nie było zbyt wielu przetworów, zaledwie kilka słoiczków, które pożeram namiętnie wieczorami jako deser, dlatego zaczęłam kupować inne dynie i przetwarzać na dżemy. Niestety z żadnej innej odmiany nie wyszedł taki pyszny. Te z pomarańczowym miąższem po rozdźabdzianiu blenderem miały kaszkowatą konsystencję. Makaronowa nadaje się na pieczoną z nadzieniem- ja nadziewałam mięsem mielonym.
Dziś zakupiłam dziwną dynię o niebieskawej skórce i taką w kształcie dzwonka. Tej żółciutkiej nie było ( u mnie na bazarze też takiej nie ma) W tygodniu zajmę się nimi. Ciekawe jaki będą miały smak.
Dynia to cudne warzywo, przechowuje się długo,warto teraz zrobić zapasy, kiedy jest tania. Gdybym miała piwnicę kupiłabym z 50 kilo i jadła całą zimę.
 Ma dużo witamin, karotenu i mało kalorii.
Podobno pyszne są frytki z dyni.
Ciasto z dyni już piekłam - pyszne, mokro-soczyste.

Wiem, że w przyszłym roku naszykuję więcej stanowisk dla dyń, ale nie będę już wysiewała wcześniej do doniczek tylko od razu do gleby. Te wysiane w domu szybko rosną i takie wysilone, wsadzone do ziemi chorują, zanim nabiorą tężyzny, te z pestek w ziemi je doganiają i lepiej rosną.
A Wy jaki macie stosunek do dyń? Lubicie nie lubicie? Polecacie jakąś odmianę?
No to idę po słoiczek, zmęczonam...ganiałam, trułam, szorowałam, sypałam, pół dnia staraciłam, pierdzielone insekty, które mnie doprowadzają do szału i nie spocznę, aż nie wytępię.

poniedziałek, 12 września 2016

Jeżownia na szybko.

Trochu smutków ostatnio było, to i pisać się nie chciało. Latało się w te i nazad, a dnie tak szybko mijały.
Na Mazurach cudna nam się pogoda zrobiła, taka miód-malina, komfort.
Letnicy już pojechali, grzybów brak. Żeby tak jeszcze nie rżnęli tego lasu wokół, a rżną na potęgę. Ponoć mus, las ma ponad sto lat (wtedy tu był pożar, spłonęła wieś i las wokół) i teraz nadszedł czas wycinki.
Robią większe przecinki i mniejsze "gniazda" bliżej wsi. W te gniazda posadzą inne gatunki drzew niż monokulturową sosnę i świerk. Dęby ponoć.

Nasz pies tropiący, o ten...


wytropił jeża, który zrobił sobie gniazdko w altanie pod stertą desek. Idąc po śladach ( czytaj jeżowych kupkach) doszliśmy do wniosku, że jeży tu sporo. Jeden jeż nie ma chyba tak szybkiej przemiany materii. Nie widujemy ich,  nocami żerują, no i przecież cały tydzień nas tu nie ma, żeby je wyśledzić.

Uprosiłam Wu, żeby zrobił dla nich maluśki domek, niech mają. Wu po zbudowaniu kolejnej skrzyni na przyszłoroczne warzywa nie bardzo chciał, ale koniec końców uległ.

Miał być maluśki domeczek na szybko, ale skończyło się na paradnym domku, z dachem, dwoma wejściami, od frontu i zaplecza ( tak opnoć ma być).
Ledwo zatachaliśmy go w krzaki.
Teraz tylko czekać, aż jakaś rodzina go zasiedli...






Na zachętę włożyłam do środka troszkę sianka i kilka listków dębowych, resztę meblowania niech jeże załatwią same...


niedziela, 21 sierpnia 2016

Co siedzi w krzakach?

Na Mazurach w krzakach sporo siedzi tajemnic. Niektóre czasem uda się zauważyć i podejrzeć.
 I jeszcze obfocić.
Za płotem leży złamana przez wiatr sosna, a na niej zrobił sobie stołówkę dzięcioł czarny. Wcześniej go tu nie widziałam, teraz już wiem, że tu mieszkają, znam nawet jego głos, bo sobie zaskrzeczał podczas podjadania. Zobaczcie, jaki jest ładny. To naprawdę duże ptaszysko. Ma czerwoną czapkę i połyskujące na zielono skrzydła. Może mi się uda podejść bliżej żeby zrobić lepsze zdjęcia.





Zmykam do kapliczek, jeszcze parę godzin i trza się ewakuować.
Buziaki niedzielne przesyłam.

czwartek, 18 sierpnia 2016

Muszka ma dom.

Podobno dwa tygodnie błakała się po wsi. Spała w rżysku, lub na chodniku. Zwinięta w kłębek, malutka, drobniutka z obciętym w połowie ogonkiem. Patrzyła błagalnie na przechodniów.
Kto ją wyrzucił i kiedy tego nikt nie wie. Dobrze, że wyrzucił w środku dużej wsi, a nie przywiązał drutem gdzieś w lesie do drzewa...
A teraz Muszka ma dom i dwóch psich braci.
A moja sister ma trzeciego pieska:)
A ja mogę zagwarantować, że Muszce nie zabraknie ptasiego mleka...
Muszka jest łagodnym pieskiem, umie chodzić na smyczy, dogaduje się z braciszkami, choć młodszego musiała obwarczeć, bo się "dobierał".
Na razie została wykąpana, zakroplona na pchły i kleszcze. Sterylka też będzie.
Przedstawiam Muszkę, która znalazła dom.



A to pryszywani braciszkowie Muszki:

Pinio- diabełek, roczny mieszanic ratlerka i sznaucerka. Urocze diablątko, a szczekliwe...


Pikuś- dziaduś, staruszek, ale jeszcze się trzyma.


A za płotem do towarzystawa jeszcze jest Mela, siostra rodzona Pikusia, też babcia wiekowa, ale pani na włościach. Żyje w komitywie z Ciciusiem i Walerką, zwaną też Hitlerką (kocury). Ten dzwoneczek na szyi to dlatego, że Mela jest już głucha i jak wychodzi wieczorem na podwórko na siku to nie słyszy wołania, więc ma dzwoneczek, żeby ją zlokalizować w razie co.


A to Pepo, też kiedyś zabrany z ulicy, zapchlony, zagłodzony. To był najsłodszy i najmądrzejszy pies pod słońcem.  To było dawno temu, ale do dziś serce mi się kurczy, jak go wspominam.



czwartek, 11 sierpnia 2016

Boginki, rusałki łąkowe.

Zrobiło się jesiennie jakoś. Dwa deszczowe dni całkiem zmieniły aurę, wydaje mi się, że lato już za nami. Będą jeszcze gorące dni, ale jesień nieuchronnie nadchodzi. O 21 jest już ciemno za oknami.

Dla mnie koniec sezonu to tęsknota za Mazurami, planowanie działań, które nie zawsze są potem realizowane i czekanie, byle do Nowego Roku, potem już z górki.

Zimową porą przeglądamy zdjęcia z lata, Wu skręca filmiki, wspominamy, wzdychamy...

Westchniemy też pewnie i do tych zdjęć, które zrobiłam patrząc, jak moje zapłotkowe rusałki czerpią radość z bycia na wsi...

Przygotujcie się na sporą ilość zdjęć, a to tylko ułamek tych, które rusałkom zrobiłam.



































Czy nie chciałoby się być jeszcze raz dziewczynką?