Niedziela...dzień odpoczynku...tiaaaa...
Jak można odpoczywać, jak się kilka dni wcześniej nie robiło nic?
To się dziś prało...ciuchy, pościel, ręczniki ( zwyczajowo, bardzo dokładnie segreguję rzeczy do prania, dlatego piorę i piorę, jak szop-pracz, jeszcze coś tam się kręci i potem z tym urobkiem trza pędzić na strych).
W końcu wyprałam też psa!
Nie wiem, czy u Was "psiarolubnych", o tej porze roku, w łożku kupa żwiru, na podłodze żwir?
U mnie tak. Ile by nie odkurzać i trzepać, zawsze ten żwir...piesień, z każdego spaceru w owłosionych łapach i niskim podwoziu niesie żwir...
Wkurza mnie to, bo bosą nogą nie przejdziesz po chałupie, żwir oblepia podeszwy, a pod kapciami zgrzyta!!!!
No to wyprałam dziada! Potem rozczesałam, wysuszyłam suszarą, ale jego zdaniem za mało wysuszyłam, więc trza się było dosuszyć po psiemu...a jak? To ułamek tych kombincji i widać je na filmie.
niedziela, 12 lutego 2017
niedziela, 5 lutego 2017
Marazm i jeszcze raz marazm.
Jak go przełamać? Jak się go pozbyć?
Na smutki najlepszy jest wysiłek, robota jakaś.
No, ale jak to zrobić, żeby zacząć coś robić?
Poprosiłam Hanę, żeby mnie w dooopę kopnęła, co też uczyniła zdalnie, zasadzając mi wirtualnego kopa w Kurniku.
Jakoś zadziałało, bo jeszcze dzisiejszej nocy, wydziubałam na szydełku włóczkowe kwiatki i ozdobiłam sobie pasiaste kolanówki z włóczki. Rankiem, w końcu zreanimowałam połamane pazureiry i wstawiłam pranie.
Popatrzyłam na ukończone kapliczki i pomyślałam, aaaa, co tam, pokażę. Jedynie ich malowanie przynosi mi radość i wyciszenie, a stoją już tak ukończone ze dwa tygodnie.
Florian, gasi pożary.
A teraz na powietrze, nabrałam ochoty, żeby łyknąć chłodu, nic to, że ze smogiem.
Na smutki najlepszy jest wysiłek, robota jakaś.
No, ale jak to zrobić, żeby zacząć coś robić?
Poprosiłam Hanę, żeby mnie w dooopę kopnęła, co też uczyniła zdalnie, zasadzając mi wirtualnego kopa w Kurniku.
Jakoś zadziałało, bo jeszcze dzisiejszej nocy, wydziubałam na szydełku włóczkowe kwiatki i ozdobiłam sobie pasiaste kolanówki z włóczki. Rankiem, w końcu zreanimowałam połamane pazureiry i wstawiłam pranie.
Popatrzyłam na ukończone kapliczki i pomyślałam, aaaa, co tam, pokażę. Jedynie ich malowanie przynosi mi radość i wyciszenie, a stoją już tak ukończone ze dwa tygodnie.
Florian, gasi pożary.
A Rita o smutnym spojrzeniu Cher rozmyśla o swoim ciężkim życiu.
Rita dostała wypukłą aureolę i jest to nowa dla mnie technika. Nawet fajna, pomysły na jej wykorzystanie mam, ale trza mi do Kaczorówki. Po stare dechy.
A teraz na powietrze, nabrałam ochoty, żeby łyknąć chłodu, nic to, że ze smogiem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)