Nigdy wcześniej tu nie byłam. Jakoś drogi mnie tu nie wiodły. W tym roku jednak zachęcona i zaproszona wybrałam się razem z WU i Mopkiem. Wizyta miała trwać jeden dzień, skończyło się na trzech, a w zasadzie to moglm zostać jeszcze dłużej, bo gospodarze puścić nie chcieli.
Mazury są piękne i ta ich specyficzna aura, która sobie nie ma równych, kazała mi zbudować tam swój kaczy grajdołek. Ale Podlasie...też jest piękne, też ma aurę i myślę, że tam też mogłabym mieć swój kaczy grajdołek.
Co mnie zauroczyło w Podlasiu? Ano piękne wioseczki, drewniane domy tonące w zieleni, podwórza z trawą, żadnych klinkierów, czy innych betonowych kostek. Szerokie widoki za oknem, na pola gryki lub połacie łąk, ale blisko lasu. Stodoły drewniane, komórki, komóreczki i ludzie ze swoją śpiewną mową, przywiązani do swojej ziemi, znający jej historię i szanujący tradycję.
Oni są "tutejsi", jak mówią.
Zobaczyłam kilka pobliskich miejscowości, byłam w Białowieży w Sioło Budzie, w Jałówce, obejrzaam kilka cerkwi, zaliczyłam wiskanie przez Straż Graniczną, jechałam wzdłuż granicy, odwiedzając piękne wioseczki, czasem droga szutrowa miała kilknaście kilometrów, tam praktycznie na łąkach za wioską jest granica, widać słupy graniczne. Wioseczki...marzenie, można tam kręcić film umiejscowiony w XIX i nie robić żadnej scenografii. Wypadłam w Bobrownikach na drogę mijającą korek stojący do przejścia granicznego.
Szkoda, że tylko liznęłam tego Podlasia, ale wiem, że trzeba tu wrócić.
Ten domek, to obejście sobie upatrzyłam. Może będzie kiedyś do sprzedania, może podejmę jeszcze jakąś życiową decyzję...kto, to wie?
A jak ktoś potrzebuje do szczęścia wody, to nie ma problemów, kilka kilometrów i jest już zalew Siemianówka, a tam atrakcje wodne, rowerki, kajaczki żaglówki, wieża widokowa, pole namiotowe i kempingowe. I świetna baza wypadowa.
Przywiozłam też bukwicę, która nie jest bukwicą i aniołka wystruganego przez miejscowego rzeźbiarza ludowego. Tylko, że o tym następnym razem.
czwartek, 28 lipca 2016
wtorek, 12 lipca 2016
Mnemotempadzida.
Ożesz jasna mać.
Popłynęłam dziś Krutynią. Aparat wzięłam, baterie naładowane, kanapki zapakowane, nastrój odpowiedni. Plenery cudne, zwierzyna pozowała, a ja tempadzida, ślepakura, tak pstrykałam fotki, że po ich zgraniu 95% było do kitu. Poruszone, zaciapane. Na co ja ten aparat ustawiłam? Jakaś funkcja mi się włączyła, która wymaga zupełnie innych warunków.
Trudno pokazuję, co się dało uratować i nie ma wyjścia trzeba płynąć jeszcze raz, ale to już po powrocie z Puszczy Białowieskiej.
Kto jeszcze nie płynął szlakiem Krutyni zachęcam, to tak cudne miejsce, że chce się tam wracać i wracać. Jeśli ktoś nie lubi pływać po jeziorze (po drodze jest Gant i Białe) nie musi, odcinki Babięckiej Strugi między jeziorami są wystarczające na wycieczkę około pół dnia z popasem. Leniwie, bez napinki. Wiosłowanie nie zmęczy, bo nurt jest leniwy. Wyśmienitym punktem wypadowym jest Stanica wodna w Babiętach, gdzie są domki i można coś zjeść. Albo kawałek dalej Czarci Młyn, gdzie można zjeść żurek z jajkiem, lody, albo napić się czegoś zimnego.
Płynę tam już któryś raz i za każdym razem jestem zauroczona tak samo. Cisza, spokój, ptaki i oczywiście trochę turystów z którymi się mijamy na szlaku, ale bez przesady, można pobyć samemu przez dłuższy czas.
P.S.
Zjadł kiełbaskę z żurku. Kot z Czarciego Młyna.
Popłynęłam dziś Krutynią. Aparat wzięłam, baterie naładowane, kanapki zapakowane, nastrój odpowiedni. Plenery cudne, zwierzyna pozowała, a ja tempadzida, ślepakura, tak pstrykałam fotki, że po ich zgraniu 95% było do kitu. Poruszone, zaciapane. Na co ja ten aparat ustawiłam? Jakaś funkcja mi się włączyła, która wymaga zupełnie innych warunków.
Trudno pokazuję, co się dało uratować i nie ma wyjścia trzeba płynąć jeszcze raz, ale to już po powrocie z Puszczy Białowieskiej.
Kto jeszcze nie płynął szlakiem Krutyni zachęcam, to tak cudne miejsce, że chce się tam wracać i wracać. Jeśli ktoś nie lubi pływać po jeziorze (po drodze jest Gant i Białe) nie musi, odcinki Babięckiej Strugi między jeziorami są wystarczające na wycieczkę około pół dnia z popasem. Leniwie, bez napinki. Wiosłowanie nie zmęczy, bo nurt jest leniwy. Wyśmienitym punktem wypadowym jest Stanica wodna w Babiętach, gdzie są domki i można coś zjeść. Albo kawałek dalej Czarci Młyn, gdzie można zjeść żurek z jajkiem, lody, albo napić się czegoś zimnego.
Płynę tam już któryś raz i za każdym razem jestem zauroczona tak samo. Cisza, spokój, ptaki i oczywiście trochę turystów z którymi się mijamy na szlaku, ale bez przesady, można pobyć samemu przez dłuższy czas.
P.S.
Zjadł kiełbaskę z żurku. Kot z Czarciego Młyna.
środa, 6 lipca 2016
Bagno.
Kawałek trzeba pójść, ale warto. Okolice bagna to grzybodajne tereny, jesienią, jak jest dobry rok, podgrzybków jest masa, ci, co wiedzą, gdzie szukać znajdą też borowiki i koźlaki. Nawet, kiedy w lesie jest sucho tam opary bagienne delikatnie nawilżają runo.
Lubię tam chodzić, bo jest tam tak...pierwotnie. To tam widziałam zimorodka, normą są czaple, łabędzie, szybujące nad bagnem drapieżniki. Ostatnio też spotkałam sarenkę, która widząc mnie wolniuśko oddaliła się w głąb bagna. W tym roku bagno jest jakieś dziwne, jakby wysychało. Z błota wyłoniły się konary i kępy bagiennych traw. Była jakaś wichura bo na cyplu leżą połamane drzewa.
Z pewnością zamieszkały też tam bobry, o czym świadczy zwalone drzewo, precyzyjnie podgryzione w kształt ostrosłupa. Kiedyś wybrałam się tam wczesnym rankiem, opary, które unosiły się nad bagniskiem tworzyły niesamowitą atmosferę. Kiedy indziej wdarłam się na bagno kajakiem i slalomem dopłynęłam do jego krańca po drodze podziwiając życie w płytkiej wodzie. Muszę odkopać te zdjęcia, wtedy nie prowadziłam jeszcze bloga.
A nad brzegiem jeziora przycupnął inny zwierzak. Kto zgadnie jaki?
Lubię tam chodzić, bo jest tam tak...pierwotnie. To tam widziałam zimorodka, normą są czaple, łabędzie, szybujące nad bagnem drapieżniki. Ostatnio też spotkałam sarenkę, która widząc mnie wolniuśko oddaliła się w głąb bagna. W tym roku bagno jest jakieś dziwne, jakby wysychało. Z błota wyłoniły się konary i kępy bagiennych traw. Była jakaś wichura bo na cyplu leżą połamane drzewa.
Z pewnością zamieszkały też tam bobry, o czym świadczy zwalone drzewo, precyzyjnie podgryzione w kształt ostrosłupa. Kiedyś wybrałam się tam wczesnym rankiem, opary, które unosiły się nad bagniskiem tworzyły niesamowitą atmosferę. Kiedy indziej wdarłam się na bagno kajakiem i slalomem dopłynęłam do jego krańca po drodze podziwiając życie w płytkiej wodzie. Muszę odkopać te zdjęcia, wtedy nie prowadziłam jeszcze bloga.
Przy bagnie rośnie ogromna sosna, jest niesamowita, na zdjęciu nie zobaczycie tego ogromu. Dziwna jest,sosna lubi suche tereny, a tu korzenie w wodzie i ma się świetnie.
A nad brzegiem jeziora przycupnął inny zwierzak. Kto zgadnie jaki?
niedziela, 3 lipca 2016
Wyciszenie numer dwa
Stan wyciszenia trwa, bo musi.
Pomagają w tym liliowce od Eli J, które cieszą oczy i pomagają się skupić. Przy fotografowaniu. Elu, widzisz, jakie one piękne? Królowe jednego dnia, na drugi dzień już ich nie ma, rozwijają się następne...
Kolejne, (przynajmniej cęściowo) mogłyby być przyrodniczymi zagadkami. Ktoś się zmierzy?
Byłam dziś na długim, bardzo długim spacerze, w deszczu, pod parasolem, z aparatem...deszcz padał i płukał te pokłady smutku i rozgoryczenia, wydaje się, że dał radę...
Były przemyślenia i oglądanie na spokojnie świata. Przyroda jest piękna i fascynująca. Czasem się trzeba schylić, czasem klęknąć, wejść w bagno, żeby zobaczyć, coś czego nie widać stojąc.
Każdy krok trzeba celebrować, rozglądać się, bo mijamy rzeczy niezwykłe, takie, które istnieją kilka sekund, tak, jak te niżej...
Warto nie wierzyć, że to, co tam w oddali, na bagnie to tylko kawałek pnia, dopiero obiektyw pokaże prawdę...
To był udany poranek. Zapomniałam, że lubię deszcz, szczególnie po tej serii piekielnych upałów. Deszcz jest ciekawszy, ucisza przyrodę, żeby ją potem ożywić. Jeszcze mi w uszach dzwoni szum kropel na liściach...
Subskrybuj:
Posty (Atom)

