Trochę się wahałam, bojąc o narkozę, ale dziś decyzję podjęłam w kilka minut.
Mopkowi wypadły dwa dolne ząbki, kiedy zajrzałam w paszczulkę zobaczyłam, że kolejne też się kiwają. Głębiej nie zaglądałam, ale wyobraźnia mi podpowiedziała, że tam nie jest lepiej, a te chore zęby muszą mu dokuczać. Nie było, co prawda po nim tego widać, jadł normalnie i na Mazurach ganiał za kołeczkiem, ale te wypadnięte zęby nie dawały mi spokoju.
Mopek przy mnie dostał głupiego jasia i po 10 minutach zasnął przy moich nogach.
W takim stanie go zostawiłam wetce. Uspokoiła mnie, że jeśli to będą tylko dolne ząbki (te małe) to jaś wystarczy, ale jak będzie trzeba rwać dalej to dostanie narkozę.
Po ponad godzinie poszliśmy odebrać bidusia, był już wybudzony, ale jeszcze na kroplówce i taki mętny. Ogonkiem niemrawo już machał. Jeszcze kilkanaście minut czekaliśmy na spłynięcie kroplówki i podanie dodatkowych leków, antybiotyku i przeciwbólowego. To konieczność, bo nie skończyło się na kilku dolnych, malutkich ząbkach, poleciało 16 sztuk, niestety:((( I tak długo miał dobre ząbki, yorki potrafią tracić zęby już w wieku 5 lat.
Teraz jeszcze 3 dni na antybiotyk, może jeszcze będzie konieczność podania środków przeciwbólowych. Na szczęście Wu jest w domu to bidusia dopilnuje.
Bidulek ładnie się wybudził i od weta przyszedł na własnych łapkach, ale spacer go nie interesował, siknął tylko raz, a w domu zaszył się w kocyki i teraz śpi.
Wiem, że wyrwanie tych chorych ząbków polepszy mu komfort życia, jeść będzie normalnie, choć mniejsze kąski, może mu tylko wypadać jęzorek, ale kiełki mu zostały to może nauczy się o nie jęzorek opierać.
No i pozbędziemy się smrodku paszczowego, bo niestety przy chorych zębach był to nieodłączny Mopkowy towarzysz. Mycie zębów, które uskuteczniałam mu czasem, albo płyn, którym mu je pryskałam pomagał na krótko.
Ufff, ulżyło mi, oby teraz ładnie mu się goiło i mógł już jeść bo do zabiegu głoduje od wczoraj.
A dzisiaj jest już apetyt, ładne dziąsła, różowe i dziury po wyrwaniu się elegancko goją.
Żałuję, że za długo zwlekałam z decyzją o wyrwaniu ząbków.
Mopek okupuje wszystkie poduszki, sam się tak usadowił. Miękko to znaczy wygodnie:)
poniedziałek, 30 maja 2016
czwartek, 19 maja 2016
I jeszcze jedna, bladym świtem focona.
Od jakiegoś czasu nie mogę spać. Budzę się co chwilę, a potem, nad ranem to już całkiem sen gdzieś ucieka. Robię kawę i powolutku szykuję się do huty.
Wykorzystałam ten ranny czas i sfociłam kapliczkę, którą ostatnio namalowałam.
A kwiatki to zakup do Kaczorówki- będzie niebiesko. Bo mnie wzięło na niebieskie kwiatki:)
Jeszcze tylko jutro i lecę, lecę, lecę:)))
Będę mogła pobyć częściej na blogu swoim i Waszych. Jak już solidnie odpocznę, bo przyznam, że jestem teraz okrutnie zmęczona.
Buziole.
Wykorzystałam ten ranny czas i sfociłam kapliczkę, którą ostatnio namalowałam.
A kwiatki to zakup do Kaczorówki- będzie niebiesko. Bo mnie wzięło na niebieskie kwiatki:)
Jeszcze tylko jutro i lecę, lecę, lecę:)))
Będę mogła pobyć częściej na blogu swoim i Waszych. Jak już solidnie odpocznę, bo przyznam, że jestem teraz okrutnie zmęczona.
Buziole.
niedziela, 15 maja 2016
Powsinowy zawrót głowy.
Zawsze go mam, kiedy w maju wybiorę się do Powsina. I zawsze wymawiam tam to zdanie" nie wracam, ja tu zamieszkam"
Jeśli ktoś był o tej porze w Powsinie to wie, o czym mówię. Żadne zdjęcia nie oddają tego, co oczy zobaczą, nie mówiąc o zapachu, który unosi się nad różanecznikami. Bo rododendrony w tym roku jeszcze nie kwitą. Nieśmiało tu i tam, jakiś różowy pokazuje płatki, ale szczyt kwitnienia będzie pewno za tydzień. Wtedy to już całkiem nie chce się opuszczać Ogrodu Botanicznego. Wyobraźcie sobie szpaler różaneczników w różnych kolorach wijący się kilkadziesiąt metrów (wysokość różna, najwyższy pewno 2-2,5 metra), a za nimi drugi wijący się szpaler rododendronów, o przecudnych kolorach, wysoki na 3-4 metry. I ten zapach. Szkoda tylko, że w czasie tej feerii barw i zapachów taki tłum ludzi...
Na fali zauroczenia powsińskimi rododendronami i ja zakupiłam kiedyś do Kaczorówki kilka, niestety, trzy w tym roku nie przeżyły zimy, trzy pozostałe wspólnie miały 1 kwiat. Też pewno kolejnej zimy nie przetrwają, trzeba dać sobie spokój, to krzew, który nie nadaje się na Mazury. Dlatego dziś zakupiłam odpowiednie do mojego ogrodu bylinki, floksa (połomyka) śliczną bylinkę okrywową, szałwię niebieską, dzwonek karpacki, i bylinkę - brunerę, zwaną niezapominajką kaukaską, śliczna, a dotąd jej nie znałam.
Ogólnie roślinki tam drogie, ale tym kilku nie mogłam się oprzeć
Zapraszam do oglądania, zapach sobie proszę wyobrazić...mnie pachniało wanilią, Wu twierdził, że koniem...
Magnolie już przekwitły, ale jeszcze udało mi się spotkać kilka kwiatków w zacienionych zakamarkach.
Zrobiłam też zdjęcia piwoniom drzewiastym, kokornakowi i daturze, która rosła w szklarni, ale o tym w kolejnym poście. Teraz proszsz napawajcie się widokiem różaneczników...
Ja idę podjeść ciasta drożdżowego. Wczoraj upiekłam pierwszy raz po przerwie...20 letniej? Jakoś pamiętałam, że to kupa zachodu, wyrabiania i rosnięcią, a efekt nie zawsze dobry. Znalazłam w necie rewelacyjnie prosty przepis, zero wysiłu, gwarancja powodzenia. To zrobiłam i faktycznie się udał. Placek jest z rabarbarem i kruszonką, mama taki piekła.
Was też zapraszam na kawkę z placusiem. Częstujcie się:)
Jeśli ktoś był o tej porze w Powsinie to wie, o czym mówię. Żadne zdjęcia nie oddają tego, co oczy zobaczą, nie mówiąc o zapachu, który unosi się nad różanecznikami. Bo rododendrony w tym roku jeszcze nie kwitą. Nieśmiało tu i tam, jakiś różowy pokazuje płatki, ale szczyt kwitnienia będzie pewno za tydzień. Wtedy to już całkiem nie chce się opuszczać Ogrodu Botanicznego. Wyobraźcie sobie szpaler różaneczników w różnych kolorach wijący się kilkadziesiąt metrów (wysokość różna, najwyższy pewno 2-2,5 metra), a za nimi drugi wijący się szpaler rododendronów, o przecudnych kolorach, wysoki na 3-4 metry. I ten zapach. Szkoda tylko, że w czasie tej feerii barw i zapachów taki tłum ludzi...
Na fali zauroczenia powsińskimi rododendronami i ja zakupiłam kiedyś do Kaczorówki kilka, niestety, trzy w tym roku nie przeżyły zimy, trzy pozostałe wspólnie miały 1 kwiat. Też pewno kolejnej zimy nie przetrwają, trzeba dać sobie spokój, to krzew, który nie nadaje się na Mazury. Dlatego dziś zakupiłam odpowiednie do mojego ogrodu bylinki, floksa (połomyka) śliczną bylinkę okrywową, szałwię niebieską, dzwonek karpacki, i bylinkę - brunerę, zwaną niezapominajką kaukaską, śliczna, a dotąd jej nie znałam.
Ogólnie roślinki tam drogie, ale tym kilku nie mogłam się oprzeć
Zapraszam do oglądania, zapach sobie proszę wyobrazić...mnie pachniało wanilią, Wu twierdził, że koniem...
Kilka uchwyconych z bliska, cudne formy, kolory i zapach. Najintensywniej pachniały te zółte.
Magnolie już przekwitły, ale jeszcze udało mi się spotkać kilka kwiatków w zacienionych zakamarkach.
Zrobiłam też zdjęcia piwoniom drzewiastym, kokornakowi i daturze, która rosła w szklarni, ale o tym w kolejnym poście. Teraz proszsz napawajcie się widokiem różaneczników...
Ja idę podjeść ciasta drożdżowego. Wczoraj upiekłam pierwszy raz po przerwie...20 letniej? Jakoś pamiętałam, że to kupa zachodu, wyrabiania i rosnięcią, a efekt nie zawsze dobry. Znalazłam w necie rewelacyjnie prosty przepis, zero wysiłu, gwarancja powodzenia. To zrobiłam i faktycznie się udał. Placek jest z rabarbarem i kruszonką, mama taki piekła.
Was też zapraszam na kawkę z placusiem. Częstujcie się:)
środa, 11 maja 2016
Przyjechała dostawa.
W końcu nie zapomniałam zamówić psowi jedzenia i dziś wczesnym popołudniem, czarująco uśmiechnięty kurier przystojny, jak cholera ( czyżby moja ekstrawgandzka mini go tak rozbawiła) dostarczył żarełko pod same drzwi. Jak ja lubię takie zakupy. Puszek było chyba 12, każda po 800 gram, to daje coś koło 10 kilo prawda? W życiu bym tego nie przydygała ze sklepu, a tak pies ma zapas jedzenia na 1,5 miesiąca. W sumie jest tego więcej niż on sam waży.
Po dostawie Mop zawsze skrupulatnie obwąchuje wszystkie puszki,( chyba wie, że to jest jego jedzonko) i szuka swojego gratisa.
Kiedyś dawali takie zwijane ze ścięgien kostki, które Mop uwielbiał, a teraz dają takie sztywne cygaro, coś niby kabanos.Tych jaskrawo zielonych mu nie pozwalam jeść, bo potem koopa wygląda, jak farba akrylowa wyciśnięta z tubki ( nie wiem, co to za chlerstwo takie zielone), te brązowe bardziej przypominają kabanosa, więc pozwalam pomymlać, choć z reguły kończy się na noszeniu tego w dziobie, jęczeniu, że nie wiadomo, co z tym zrobić, a na koniec zakopaniu. Najczęściej w łożku. Wetknięte między poduszki, albo wciśnięte w szczelinę przy zagłówku. Kiedyś w ten sposób schowane znalazłam w łóżku jajko gotowane na twardo.
Ale wracając do dostawy, proszę zobaczyć, jak wygląda cały ceremoniał.
Obwąchiwanie puszek.
Znalezienie gratisa.
Chwyt paszczęką.
Uformowanie w dziobie.
Pytające spojrzenie... "pańciu, co ja mam z tym zrobić?"
Przemieszczenie się na pokoje...
Wskoczenie na kanapę...(ciuchutkie pojękiwanie)
Kolejne zakłopotane wejrzenia...
No i ło, zrobiła się 22, a kiedy żyć??
Po dostawie Mop zawsze skrupulatnie obwąchuje wszystkie puszki,( chyba wie, że to jest jego jedzonko) i szuka swojego gratisa.
Kiedyś dawali takie zwijane ze ścięgien kostki, które Mop uwielbiał, a teraz dają takie sztywne cygaro, coś niby kabanos.Tych jaskrawo zielonych mu nie pozwalam jeść, bo potem koopa wygląda, jak farba akrylowa wyciśnięta z tubki ( nie wiem, co to za chlerstwo takie zielone), te brązowe bardziej przypominają kabanosa, więc pozwalam pomymlać, choć z reguły kończy się na noszeniu tego w dziobie, jęczeniu, że nie wiadomo, co z tym zrobić, a na koniec zakopaniu. Najczęściej w łożku. Wetknięte między poduszki, albo wciśnięte w szczelinę przy zagłówku. Kiedyś w ten sposób schowane znalazłam w łóżku jajko gotowane na twardo.
Ale wracając do dostawy, proszę zobaczyć, jak wygląda cały ceremoniał.
Obwąchiwanie puszek.
Znalezienie gratisa.
Chwyt paszczęką.
Uformowanie w dziobie.
Pytające spojrzenie... "pańciu, co ja mam z tym zrobić?"
Przemieszczenie się na pokoje...
Wskoczenie na kanapę...(ciuchutkie pojękiwanie)
Kolejne zakłopotane wejrzenia...
Męska decyzja "to trzeba zakopać!!!!"
Filmik jest króciutki. W razie odwiedzin u mnie już wiecie, gdzie szukać psich kabanosików?
No i ło, zrobiła się 22, a kiedy żyć??
Subskrybuj:
Posty (Atom)














