Jakoś tak we wtorek z rana dzięki dobrym układom z listkowym otrzymałam paczuszkę od Hany.
Wiedziałam, że przyjdzie, ale Hanuś za nic nie chciała zdradzić, co w niej będzie. NIESPODZIANKA i koniec.
No to rozerwałam czym prędzej kopertę i oczom mym ukazała się ONA.
Anas querquedula czyli kaczka cyranka, wyhaftowana przez Hanę własnoręcznie na podusi.
Wiecie, jak się ucieszyłam? Szczególnie, że z ptaków to właśnie KACZKA, jest mi szczególnie bliska, ba sama się czasem kaczką nazywam i co mi bliżsi również też bywa, że mnie Kaczuszką zowią. Hana zastrzega się, że to czysty zbieg okoliczności.
Przy okazji, sprawdzając,co znaczy to anas querquedula, dowiedziałam się, nieco więcej o kaczce cyrance. Między innymi to, że w Polsce to nieliczny ptak lęgowy. Głównym obszarem lęgowym są Kotlina Biebrzańska oraz bagienna dolina Narwi. Fakt na Mazurach nigdy takiej nie widziałam.
Zaraz ubrałam w poszewkę podusię i zobaczcie jak pięknie wygląda.
Ale to nie wszystko, bo w przesyłce była jeszcze karteczka napisana WŁASNORĘCZNIE przez Hanę pięknym kaligraficznym pismem. Mogłaby kaligrafować manuskrypty, albo być kronikarzem. W karteczce są wklejone wycinki ze starych gazet znalezionych w tajemniczej walizce Hany.
To nie wszystko, bo Hana wiedząc, jakiego mam bzika na punkcie staroci, w tym bzika na tle starych zdjęć, podarowała mi, uszczuplając w ten sposób zawartość swojej tajemniczej walizeczki, dwa stareńkie zdjęcia, takie na kartonikach, które lubię najbardziej. Teraz muszę sobie wymyślić pele-mele, żeby te zdjęcia pięknie wyeksponować. Dostałam jeszcze fajny, lniany woreczek, prawdopodobnie z przeznaczeniem na bilon. Z napisów wynikałoby, że to woryszek pocztowy, angielski. Wiem, co w nim będę chować, zioła, bo w tym roku mam zamiar je suszyć i się nimi raczyć zdrowotnie.
Hanuś bardzo Ci dziękuję. Widać ile włożyłaś pracy i jak starałaś się dopasować te prezenty specjalnie dla mnie.
Dobrze, że dziś wróciłam za widoku do domu to mogłam zrobić tym skarbom zdjęcie, bo ostatnie dni miały napięty grafik i wracałam do domu w całkowitych ciemnościach, a potem był zjazd na leżance. Znaczy się padałam ze zmęczenia.
Może jutro troszkę odpocznę, bo wybieram się...tadam, tadam na Mazury!!! Troszkę roboczo, ale to mały pikuś w porównaniu z tym, co jest na co dzień. Zobaczę ten śnieg powyżej kolan, bo ponoć jest go tyle, a może i więcej. Jak dotrę do jeziora to zobaczę je w takiej odsłonie w jakiej jeszcze nigdy nie widziałam.
O i w takich okolicznościach to i śniegu się nie boję i nawet braku wiosny mi nie żal ( chwilowo).
Obiecuję zimowe na tym przedwiośniu fotki, mam nadzieję, że troszkę czasu będzie, żeby je zrobić.
Zaglądać do Was będę, wszak mam teraz mądrego telefona!!!!