czwartek, 21 lutego 2013

Anas querquedula, czyli jak mnie Hana obdarowała

Jakoś tak we wtorek z rana dzięki dobrym układom z listkowym otrzymałam paczuszkę od Hany.
Wiedziałam, że przyjdzie, ale Hanuś za nic nie chciała zdradzić, co w niej będzie. NIESPODZIANKA i koniec.
No to rozerwałam czym prędzej kopertę i oczom mym ukazała się ONA.
Anas querquedula czyli kaczka cyranka, wyhaftowana przez Hanę własnoręcznie na podusi.
Wiecie, jak się ucieszyłam? Szczególnie, że z ptaków to właśnie KACZKA, jest mi szczególnie bliska, ba sama się czasem kaczką nazywam i co mi bliżsi również też bywa, że mnie Kaczuszką zowią. Hana zastrzega się, że to czysty zbieg okoliczności.
Przy okazji, sprawdzając,co znaczy  to anas querquedula, dowiedziałam się, nieco więcej o kaczce cyrance. Między innymi to, że w  Polsce to nieliczny ptak lęgowy.  Głównym obszarem lęgowym są Kotlina Biebrzańska oraz bagienna dolina Narwi. Fakt na Mazurach nigdy takiej nie widziałam.

Zaraz ubrałam w poszewkę podusię i zobaczcie jak pięknie wygląda.




Ale to nie wszystko, bo w przesyłce była jeszcze karteczka napisana WŁASNORĘCZNIE przez  Hanę pięknym kaligraficznym pismem. Mogłaby kaligrafować manuskrypty, albo być kronikarzem. W karteczce są wklejone wycinki ze starych gazet  znalezionych w tajemniczej walizce Hany.




To nie wszystko, bo Hana wiedząc, jakiego mam bzika na punkcie staroci, w tym bzika na tle starych zdjęć, podarowała mi, uszczuplając w ten sposób zawartość swojej tajemniczej walizeczki, dwa stareńkie zdjęcia, takie na kartonikach, które lubię najbardziej. Teraz muszę sobie wymyślić pele-mele, żeby te zdjęcia pięknie wyeksponować. Dostałam jeszcze fajny, lniany woreczek, prawdopodobnie z przeznaczeniem na bilon. Z napisów wynikałoby, że to woryszek pocztowy, angielski. Wiem, co w nim będę chować, zioła, bo w tym roku mam zamiar je suszyć i się nimi raczyć zdrowotnie.
Hanuś bardzo Ci dziękuję. Widać ile włożyłaś pracy i jak starałaś się dopasować te prezenty specjalnie dla mnie.

Dobrze, że dziś wróciłam za widoku do domu to mogłam zrobić tym skarbom zdjęcie, bo ostatnie dni miały napięty grafik i wracałam do domu w całkowitych ciemnościach, a potem był zjazd na leżance. Znaczy się padałam ze zmęczenia.

Może jutro troszkę odpocznę, bo wybieram się...tadam, tadam na Mazury!!! Troszkę roboczo, ale to mały pikuś w porównaniu z tym, co jest na co dzień. Zobaczę ten śnieg powyżej kolan, bo ponoć jest go tyle, a może i więcej. Jak dotrę do jeziora to zobaczę je w takiej odsłonie w jakiej jeszcze nigdy nie widziałam.
O i w takich okolicznościach to i śniegu się nie boję i nawet braku wiosny mi nie żal ( chwilowo).

Obiecuję zimowe na tym przedwiośniu fotki, mam nadzieję, że troszkę czasu będzie, żeby je zrobić.
Zaglądać do Was będę, wszak mam teraz mądrego telefona!!!!


43 komentarze:

  1. Dzięki Mnemo, tyle och i achów na swój temat, to nie pamiętam, czy kiedykolwiek? Ludzie!!! Celebrytkom jezdem!!!
    A swoją drogą, jeden liścik napisany RĘCZNIE, a tyla radochy!
    Ten kawałek z gazety o harcowaniu, co jakoby wyrabia skłonności szpiegowskie jest boski, prawdaż?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ej, z takim pismem to nie tylko radochy, ale i dumy :) Dostałam jedną szkolną nagrodę z tekstem kaligrafowanym przez męża wychowawczyni - ponad 20 lat minęło, a wciąż z przyjemnoscią na nią patrzę - na tę stronę znaczy, choć nagrody były co roku i żadna to wyjątkowość - i staram się utrzymać książkę w całości :))

      Założę się, że i ta karteczka niejedno przetrwa u Mnemo :))

      Powłoczka też - że Ci się chciało... :D

      Usuń
    2. Dla mnie to relaks i przyjemność. Nigdy nie wiem do końca, co mi wyjdzie. Robię szkic, a reszta na żywioł. Obrus w kwiatki pewnie znudziłby mnie raz dwa.
      Dzięki za dobre słowo.

      Usuń
    3. O harcowaniu i o tej rencie:)
      A żebyś wiedziała, że radocha. Prezenty własnoręcznie zrobione i to bez żadnej okazji są najprzyjemniejsze. Na dodatek z taką specjalną myślą o Tobie i pod Twoje upodobania:)

      Usuń
  2. Pakujesz manatki? I zaraz po hucie? Fajnie, Mazury zawsze są piękne, o każdej porze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Huty to ja jutro nawet oglądać nie będę, no pewnie od słyszenia się nie wykręcę:)) Z samego rana startuję, wolniutko, spokojnie, żeby był czas nawet się zatrzymać, popatrzeć na widoki......

      Usuń
    2. To pięknie. Uwielbiam takie wycieczki.

      Usuń
  3. Z kaligrafią w sumie to przypadek. Mój, z czeluści swego biurka, wygrzebał pióro do kaligrafii oraz tusz. Zawsze lubiłam pisać piórem, więc zaczęłam kręcić te zawijasy i poooszło! A i rysować też tym można. Jak mnie opęta, to nie wiem, jakim landszaftem to się skończy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możesz pisać rodzinną kronikę, taka to zostanie, a z blogami różnie bywa, pójdzie w któregoś dnia w kosmos,jak się coś im w sieci pokręci i nasze godziny siedzenia i pisania w czortu.......

      Usuń
    2. Ostatnio znalazłam swoje telegramy ślubne, chyba je sfocę i wrzucę jaki wtedy dizajn obowiązywał, a latek już minęło oj minęło.....

      Usuń
  4. Piękna paczusia z fajnymi prezentami :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja mam pięknego lelka kozodoja, o którego są wojny w domu, bo każdy go chce przytulić;)))) A dziś też dostałam od Hany piękny "obraz" z częścią walizeczki;) I długachny list! Kaligrafowany!!!! A Książę raz po raz bierze go do ręki i wzdycha z żalu, bo nigdy takiego nie dostał;)))) I podziwia, i podziwiamy razem;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wu też wyczytywał wycinki z gazet i podziwiał pismo, co do kaczki to powiedział, że nawet podobna ździebko do mnie:)
      To pióro do kaligrafii mnie zaintrygowało, jak to to wygląda?

      Usuń
    2. To są normalne, wymienne, różnej grubości stalówki. Dokładnie takie, jakie pamiętam z zamierzchłych czasów. Wtyka się je w obsadkę marki Pelikan z normalnym tłoczkiem. I się pisze.

      Usuń
    3. Myślałam,że jakieś specjalne, gdzie np końcówkę trzeba samemu zaciąć, coś jak gęsie:))
      Wydaje mi się, że kiedyś ludzie mieli ładniejsze charaktery pisma, pewnie dlatego, że mieli czas na to pisanie. Ja smaruję byle jak, bo wiecznie w pędzie. Nie wiem, jak Ty, ale ja w pierwszej klasie podstawowej pisałam stalówką w obsadce atramentem z kałamarza i miałam na polskim kaligrafię. Tak się dzieci uczyło wtedy pisać. Trzeba było starannie te literki stawiać i kleksa nie zrobić mimo, że była bibuła do spijania kleksów. Ale czasy.......

      Usuń
    4. A chłopaki do kałamarzy wrzucały różne żyjątka (martwiątka raczej), które nadziewały się na stalówkę.
      Zacinana końcówka, oj, trzymajcie mnie, ludzie!!!

      Usuń
    5. No co, do japońskiej kaligrafii chyba używają patyczków!!
      Tych żyjątek nie pamiętam, tylko Plastusia w piórniku:))

      Usuń
    6. Może i patyczkami Japończycy skrobią, oni tam wszystko patyczkami. Ja wolę piórem. Chłopaki Ci nie wrzucały do kałamarza, bo może nie miały czego wrzucać? Ja chodziłam do wsiowej szkoły, takiej z czerwonej cegły. Szło się pieszo coś ze 2 kilometry, przez pole, przez lasek, to i nałapać żywioły było gdzie.

      Usuń
    7. A moja to niby gdzie? Przez lasek nie szłam, czerwona, ceglana też była,ale za to były piece kaflowe i woźna rano rozpalała w każdej klasie z osobna. I gotowali zima obrzydliwą herbatę z cukrem, lurę taką, a potem mleko.....

      Usuń
    8. Jasne, że piece kaflowe były, a jak? Woźnej nie było, bo szkoła maluteńka była, 4-klasowa bodajże. Potem szło się do nieco większej szkoły w nieco większej wsi.

      Usuń
  6. Kretowata, chyba muszę Ci drugiego i trzeciego ptaszora wymodzić.
    A i do Księcia mogę napisać cóś...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest w szoku autentycznym, chodzi i podziwia i nawet mówi: "schowaj to gdzieś, żeby nic się temu nie stało" - bo leży na stole na kupie papierów;) Ale zaraz żeby mu coś tam pisać, nie ma go co tak rozpieszczać;) Jeszcze pamiętam, jak się wyrażał o pisaniu bloga;))) Niech se jeszcze trochę pozazdraszcza;)))

      Usuń
    2. Krecie już masz prezent dla Księcia, pióro mu sprawisz i masz chłopa z głowy, będzie Ci peany pisał i będzie szczęśliwy:)

      Usuń
    3. On tak pisze, że sam siebie odczytać nie może;) Masakra!!!

      Usuń
    4. Kaligrafowanie go nawróci i zacznie ładnie pisać:))))

      Usuń
  7. Ja cie, Hana, kobieto Renesansu, wszystko umie, pisac, haftowac, rysowac, Benedyktynka istna!!! Mnemo, kaczka jest boska po prostu!!! Zazdrosc mnie zre. Dobrego wyjazdu na Mazury, odetchnij troche od tej huty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękuję Mika, obawiam się ino, że tam śniegu po pas i nie dojdę nawet nad jezioro. To nic i tak się cieszę.

      Usuń
    2. A jak mówię, żem kobietą renesansu, to mi nikt nie wierzy. Benedyktynka to nie, Mika, coś Ty! Cierpliwość nie jest moją mocną stroną. Ta dzióbanina (dziubanina?) mnie uspokaja.

      Usuń
    3. Ehm, a jakbys sie tak jeszcze bardziej chciala uspokoic, na przyklad i tak by cie nosilo, zeby cos zrobic... (wymowny wielokropek to byl) :)))

      Usuń
    4. Zaraz tam aluzju, tylko takie napomknienie niechcacy:)) Ale tylko jakbys sie okropnie nudzila...

      Usuń
    5. Zawsze tak może się zdarzyć, nie (zz)

      Usuń
  8. Do Księcia anonim napiszę. Gotykiem.

    OdpowiedzUsuń
  9. Mnemo, pakuj walizki i baw się dobrze.
    Dziękuję Dziewczyny za ciepłe słowa, Mnemo, złóż głowinę na kaczusi i śnij o Mazurach. Pa!

    OdpowiedzUsuń
  10. Piękna niespodzianka. A kaligrafia - szok - szacun.
    Mazur szczerze zazdroszczę :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No też tej kaligrafii się przyglądam, a przyglądam:)

      Usuń
  11. weselnapiekarka23 lutego 2013 18:25

    A ja mam taką kaczkę,raczej kaczorka na żywo.Od trzech lat pływa sobie po naszej rzece.Niestety,nie ma potomstwa chociaż cały czas towarzyszą mu kaczki ale te zwykłe dzikie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musiał się do Was zabłąkać, szkoda, że nie ma pani kaczorkowej, bo mogliby mieć potomstwo. Nie wiem, czy z innymi się mogą krzyżować.

      Usuń
  12. Och ,zazdroszczę. Czekam na zdjęcia i wrażenia. :))

    OdpowiedzUsuń

Fajnie, że zostawiasz słówko:) A im więcej słówek tym milej:)