wtorek, 30 grudnia 2014

Mam kota....

Spokojnie...jeszcze nie prawdziwego. O wiersz chodzi, który znalazłam na tablicy ogłoszeń przy sklepie z karmą dla zwierząt...

Sympatyczny i prawdziwy:)
Cyknęłam go dla Wszystkich Kociar, prawda, że TAKI też jest Wasz kot/koty???





A ja mam psa:)
I też go kocham, tylko jeszcze wierszem tego nie wyraziłam. Poetka ze mnie żadna, ale może, ktoś z Was (wiem, że posiadacie tego rodzaju talenty) potrafi, tą moją miłość do psa opisać?
Hmmmmm????




Czyż nie jest słodki??? Wiecie, gdzie zasiadł? Na łóżeczku, na którym leżał zwinięty w kostkę gruby koc, a on ten koc ślicznie rozgrzebał swoimi krótkimi łapeckami, zrobił sobie dołek i zaległ. Z wysokości przyglądał się temu,co robię.
Kurdybanek, jakoś tak ostatnio na niego mówię, taki mały, płożący się, ma działanie lecznicze:)))

WIERSZYKI:

Od Kalipso:

Mnemo ma kota na punkcie Mopa.
Ach! Jaki piękny z niego chłopak.
Sliczny, mądry i uroczy.
Spójrzcie tylko w jego oczy:)))

Od  Ewy

Na punkcie Mopa trzeba mieć kota !
bo widać na oko, że on pięknota ! 
Te oczka, nosek, ten loczek, 
Malutki jest jak breloczek,
Lecz niech nie zmyli nikogo, że mały,
bo z niego jest brytan dumny i doskonały !

sobota, 27 grudnia 2014

Na wojennej ścieżce.

Dzisiejszej nocy wykopałam topór wojenny i wkroczyłam na ścieżkę wojenną. Dokładnie o 5 rano, powiedziałam dość, chamom, chamstwu i prostactwu.
A było to tak.
Zamiast odpoczywać świątecznie, od północy biegałam i parzyłam miętę, podawałam termometry i medykamenty. Najpierw Wu zaczął stękać, potem zwijać się z bólu i okupować łazienkę. Na przemian WC z wanną, gdzie w gorącej wodzie łagodził okrutne skurcze. Wydawało się, że już, już lepiej, gdy nagle Młody zaczął jęczeć na tą samą nutę. Wieczorna pogawędka, zamieniła się w stęki, jęki, a wręcz momentami wycia. Trochę się wystraszyłam, matko z córką, zatrułam ich jedzeniem czy, co? Ale czym? Wszystko świeżo przygotowane przecież. Podejrzenie padało na susz kompotowy, albo na uszka- gotowce z paczki. Ani tego, ani tego ja nie tknęłam, bo wiadomo, jak się obiad gościom podaje to czasu się nie ma jeść, a potem, jak się posprząta to już jeść się odechce. A, jak inni się zatruli? Były dzieci, była teściowa, starsza osoba. Przecież nie będę dzwonić i pytać w środku nocy.
W tym ferworze niesienia pomocy nie zwracałam uwagi na głośną muzykę dobiegającą z piętra wyżej. Minęła godzina jedna, druga, trzecia, zaaplikowane leki trochę ulżyły w cierpieniach, każdy zajął swoje miejsce w łóżku (aby, co kilka minut i tak startować pędem do WC).
 A na górze coraz głośniej. Już słychać nie tylko buc, buc, buc z sufitu, ale sufit zaczyna drżeć, wydawało mi się, że nawet łóżko podryguje. Do tego doszło gremialne podskakiwanie fanów tańca, przy wtórze pisków kobiecych i stukocie szpilek. Towarzystwo widać rozgrzane tańcami i pewno innymi wspomagaczami, otworzyło okna i dalej wrzeszczeć na pół osiedla. Dowiedziałam się z tych wrzasków, że „kurwa lepiej było jechać do Zakopca”…….nożesz, lepiej było!!!!!
W jednym momencie (taki przychodzi), ja, tolerancyjna osoba, która rozumie potrzebę zabawy i radości, nie tylko  w czas świąteczny, zamieniłam się w chodzącą furię. No szlag mnie trafił!!!
Tu mi chłopy jęczą, tam wyją, a po suficie stado kucyków biega, no oszaleję!!!!! Patrzę na zegar, piąta godzina. Dość tego.
Złapałam za telefon, wykręciłam 997……doniosłam!!! Miły( o dziwo), dyżurny policji, uznał, że wyjątkowo byłam cierpliwa zgłaszając zakłócenie ciszy nocnej dopiero o 5 rano i obiecał, że wyśle patrol. Przyjechali za 15 minut. Wiem, bo słyszałam, jak kolejne kilka minut dobijali się do drzwi –dzwonka pewno i tak by nikt nie usłyszał. Potem zapanowała cisza, która trwała……15 minut??? A potem znowu puszczono muzykę, którą raz puszczano ciszej, raz głośniej, ale już bez wrzasków i tupania.
Zaczynało świtać, kiedy w końcu zasnęłam.
Obudziłam się z wielkim postanowieniem, że już nigdy nie będę czekać tak długo z interwencją. Następnym razem interwencja będzie o 22:10!!!!!
Darowałam już kilka takich imprez, inni sąsiedzi też interweniowali, ale widać, młody człowiek……przepraszam, cham jeden, gbur jeden, prostak, nie zasługuje na wyrozumiałość. Jak go matka nie nauczyła, trudno musi sąsiadka.
Jego dziadek, nasz wieloletni sąsiad w grobie się chyba przewraca ze wstydu za swojego wnuka.
Wnuczuś w dupie ma, że obok sami starsi ludzie, schorowani. Nie potrafi skończyć imprezy o przyzwoitej godzinie, a przynajmniej na tyle ją uciszyć, żeby inni mogli w swoich mieszkaniach spać.
Mieszkam tu kilkanaście lat i do tej pory nigdy nikt nie zakłócał tu porządku i ciszy, a wystarczy taki jeden cham, gbur, prostak i koniec spokoju.
Kiedyś w dobrym tonie było uprzedzać sąsiadów jeśli robiło się przyjęcie, które mogło przeciągnąć się na późniejsze godziny. Dziś nikomu to do głowy nie przyjdzie.
Dodatkową niespodzianką po nocnej imprezie był jeszcze utrudniony odpływ wody z WC. Podejrzewam, że imprezowiczki, to, co z reguły każda kobieta wyrzuca szczelnie zawinięte do kosza, wyrzuciły do WC. A  odpływ mamy wspólny... Na szczęście mam otwarty kiosk na dole i mogłam kupić kreta, którym udało się w końcu przetkać odpływ.
Po tych ekscesach nocnych, wymęczona męska część rodu spała do popołudnia, ja wyrwałam się na chwilkę do Saskiego, zobaczyć „kawałek świata” i odetchnąć świeżym powietrzem.
Reszcie rodziny nic nie było. Dowiedziałam się tylko, że wcześniej kilka dni przechodzili również podobne sensacje i też wybiórczo, bo dotknęły tylko mamę i starsze dziecko, a reszcie nic nie było. Widać zaraza przywędrowała z nimi do nas:)
Tym samym podejrzany przestał być susz owocowy i uszka-gotowce z paczki.
A ja w drugi dzień świąteczny, zamiast odpoczywać, przebierałam pościele, odkażałam łazienkę, żeby francę utłuc.
Jakoś nie mam ochoty na chorowanie. Szczególnie takie z częstym pobytem w łazience.

Oooooo, takie miałam fajne święta.








P.S. Zdjęcia zimy dla Was, a szczególnie dla Kasi, która lubi latać po Saskim:)

wtorek, 23 grudnia 2014

Wesołych świąt...

bo przecież już nadeszły!!!! Chcieliśmy, czy nie, stało się!!!! Jutro o tej porze będziemy stękać po Wigilii, niby postnej, ale po spróbowaniu 12 dań, to najtęższe żołądki wymiękają. Ci, co udają się na Pasterkę, trochę wytrzęsą uszek, barszczu i pierogów po drodze. Ci, którym Pasterka nie grozi uraczą się kieliszeczkiem na lepsze trawienie. I fajnie, tak ma być, co, kto lubi i jak lubi.
Aura jakoś świąteczna nie jest, leje, wieje od dwóch dni. Bez przerwy, ale, jakie to ma znaczenie, jak człek do huty nie musi??? W spowolnionym tempie gotuje, piecze, sprząta i nawet odnajduje w tym swoistą przyjemność, bo dom napełnia się zapachami.........i powiem czystości:)))

Nawet zakwitły w wazonie forsycje.........


Małe rzeczy cieszą...ot taka kaczka, którą sobie Mnemo w necie wypatrzyła....nie będzie czekać na Wielkanoc, żeby ozdobić nią chałupkę.....bo kaczusia cudna jest. Taka prosta, szwedzka ponoć. Kaczka Wikingów:)))
Jejku...lubię kaczki:))
Te na biegunach też:))


Dań przygotowanych sporo, są nogi kaczkowe upieczone ( niech żyje brytfanna z Lidla- rewelacja), jest barszcz, kapusta z fasolą, bigos, schab i boczuś pieczony, rybka w occie, sałatka warzywna, gulasz wołowy, ciasto czekoladowo-bananowe.......o czymś zapomniałam????? Aaaaa, jutro jeszcze kompocik z suszu....... i to wszystko w jeden dzień!!!! A nie jestem nawet troszkę zmęczona.


Choinki nie kupiłam, nie za 50 zł, drzewko pół metra wytargane z ziemi i wsadzone z donicę. Wolałam kupić od babiny wianek ze słomy i jemioły, a resztę wydać na dobre winko, które wypiję również za Wasze zdrowie.
Nie, nie mam różowych ścian, tak jakoś na zdjęciu wyszły, w realu to jest jarzębina.........


Pierniczków mojej córci-synowej, pilnuje kura. No, a kto niby miałby pilnować, no nie? Wtajemniczeni wiedzą, dlaczego kura. Bo kura jest wielofunkcyjna, teraz pilnuje pierniczków, ale może pilnować chlebka, jajek, kredek........co tam, zmieści się w koszyczku.





Całemu, temu powolnemu w sumie dniu przyglądał się PIESZCZOCH....z wysokości kanapy, kocyków dwóch i podusi, wykąpany i pachnący świątecznie. Psu też się należy na święta SPA.



I na koniec tej relacji,

 Wszystkim, którzy do mnie zaglądają i całej nieświadomej reszcie, życzę bardzo udanych świąt, relaksacyjnych, zwyczajnie dobrych i żeby ten nastrój świeżości i ciepła świątecznego utrzymywał się cały następny rok. 

I jeszcze roz, po naszymu:))

Bez to coście w cołkiym roku
Ciyngiym byli tutej z nami
„tuTej” mo dla Poznanioków
Swojskie rymy zez życzyniami

Zez życzyniami świuntecznymi
Bo szak Gwiozdka już niedługo
Szpycnuńć aby przyndzie wew łokno
Guli piyrszo gwiazdka mrugo

Gdy zamruga piyrszo gwiazda 
Niech famuły to zmiarkujum
Co wigilii czas już nastał
Żeli tradyncje szanujum

Karp makiołki barszcz czerwuny
I kapucha zez betkami
Niech dopełni stół świunteczny
Zez dwunastuma potrawami 

Dla zwyczaju zaś starygo
Co by kożdo zaś famuła
Dla wyndrowca zbłunkanygo
Jedyn talyrz zostawiuła

Niech sie kielczy wszyćko wiara
Młodo średnio i ta stara
Niech Gwiozdory miast z rózgami
Taszczum wory zez prezyntami

Kolynde so zaśpiywejcie 
Pod fest cindoratum strojnum 
„tuTej” tyż zaś wspuminejcie

Wew wigilijnum noc spokojnum.
Wasza Mnemo.

sobota, 20 grudnia 2014

Przeglądając zdjęcia ......

Przeglądając zdjęcia dla Gosianki, natknęłam się na takie oto...

Były wakacje, na które zaprosiłam siostrzenicę. Jest 6 lat starsza od mojego synusia, ale dogadywali się dobrze. W ciągu dnia, bo, jak przyszło do spania to robiła się mała awanturka.

 Musieli spać razem, bo mieliśmy wtedy malutkie mieszkanie. Łóżko po rozłożeniu było duże i spokojnie się na nim mieścili, ale awantura była o nogę, która wyszła "za połowę", albo poduszkę, którą "mi dotknęła", w końcu o kołdrę, którą ciągnęli każde w swoją stronę.
Musieli dostać, dwa jaśki i dwie kołdry, ale i tak się kłócili.

Kiedy już zmęczeni awanturką zasnęli, można było, zza uchylonych drzwi, oglądać takie obrazki.
Śpią zgodnie, w jedną stronę ułożeni.......młoda przykryta śpiworkiem, młody, jak zwykle odkopany, ale "jego" kołderka obok. Nie dał jej tknąć.
Mija jakiś czas, zaglądamy znowu...
Młoda capnęła młodemu "jego" kołderkę, a młody śpi już na podłodze....
Zepchnęła go, czy sam oburzony, że musi dzielić się łóżkiem, przeniósł się na podłogę?

Trudno stwierdzić, ale widok rozkoszny prawda? Komiks taki.
 A to inny dzień, poznaję, bo piżamka inna:)
Jak widać poduszki są zbędne, ułożenie "ciał" wskazuje, że przed zaśnięciem stoczono malutką wojenkę.......
Fajnie tak popatrzeć na zdjęcia w albumie.
Młoda dziś już jest sama matką, Pysia za kilka dni kończy roczek, a sama młoda już po 30-tce. Młody to już facet........

Nie do wiary, jak ten czas szybko leci.....

P.S.
U mnie duje, że mało łba nie urwie, paskudna aura, nic tylko leżeć i nosa nie wystawiać.
Z zakupów świątecznych to mam na razie 2 kilo buraków:))))





niedziela, 14 grudnia 2014

Mimo wszystko....

Mimo wszystko złamałam się i uległam świątecznej presji.
Upiekłam te cholerne pierniki. I to z dwóch porcji!!! 2 kilo mąki, 2 słoiki miodu, duuuuużo ciasta było.
Pierwsza porcja zabrała mi sobotnie popołudnie, druga niedzielne. Ale te foremki reniferki, liski, misiaczki, jeżyki i wiewiórki by takie fajne, że poświęciłam tych dodatkowych kilka godzin. Jeszcze ich do końca nie wylukrowałam, bo to dłużej  trwa niż pieczenie. Jutro dokończę... chyba:)))

Pierwsza partia już skończona i zapakowana w pudełko, mają teraz kruszeć. Nie wiem, czy dobre, nie próbowałam. Ale ładnie wyglądają:)))


Blokowy koć Filipek ma w pompce nadchodzące święta, całymi dniami śpi w koszyczku na kaloryferze. Ludziska mu aranżują na świątecznie kącik, poinsecja ( sztuczna, sprawdziłam) pojawiła się już w zeszłym tygodniu.


Dzisiaj zauważyłam nową dekorację.
Chyba się komuś święta pofikotkały:))



I już wiem, dlaczego Filipek nie chciał świeżutkiej wołowinki, którą mu przyniosłam.....


Bo ma za dużo w kociej doopce, zdecydowanie jest przejedzony, śniadanko stało tuż pod nim, chyba nietknięte. Ej ten Filipek....ten ma klawe życie i utrzymanie klawe, a niby taki piwniczny kot.............

P.S.
Wiem jedno, więcej pierników już w tym roku nie upiekę. Amen!!!

środa, 10 grudnia 2014

Patrzę .....baba leży na ulicy.......

Kiedy zaczyna się grudzień wszystkie dni stają się dla mnie jednakowe. Ciemne, a w zasadzie czarne, jak smoła. Jak mają takie nie być, skoro wychodzę z domu, kiedy jest ciemno i tak samo wracam, kiedy już czarno na dworze. Dlatego w takim dniu, jak dziś, kiedy mus mi było polecieć w ciągu dnia na posiedzisko do innego oddziału huty, mogłam zobaczyć miasto w ciągu dnia.
Wędrowałam przez Stare Miasto w samo południe, opustoszałe prawie o tej porze.


Choinka już się pyszni  na Placu Zamkowym, a Krakowskie Przedmieście też jest ładnie udekorowane, ale nie miałam czasu podziwiać szczegółów.
Kiedy dotarłam do ulicy Senatorskiej oczy moje dostrzegły za węgłem jakieś leżące nogi....


Matkobosko jakaś kobitka leży, zgrabna taka, może się upiła, zasłabła....ludzie idą, nawet nie spojrzą. Znieczulica panie......Trzeba zareagować, pomoc wezwać.......,a wcześniej zabrać się za udzielenie pierwszej pomocy ( ufff, dobrze, że mam kurs za sobą). Podchodzę do poszkodowanej i co widzę?


Reklama taka!!! Dziwna jakaś, no nie??? Poszłam dalej i tak sobie myślałam, co autor miał na myśli, ale nic nie wymyśliłam. Wy może wiecie, co autor tej reklamy chciał powiedzieć???
Szłam tak sobie dalej, kroczkiem wolnym, wstąpiłam do piekarni, gdzie kupiłam chlebek i napiłam się przy stoliku soczku marchewkowego, świeżo wyciskanego,popatrując na nastoletnią parę, która siedziała przy sąsiednim stoliku. Nic się do siebie nie odzywali, a młody od czasu do czasu miział młodą, a to po policzku, a to po ręce.....boszszsz, te zachowania młodych mimo upływu dekad nic, a nic się nie zmieniają......przypomniały mi się takie same milczące posiadówki z mizianiem:))

No i w końcu dotarłam do domu.

Nasz blokowy kot ma już swój kącik na holu,  w świątecznym wystroju oczywiście.
Czerwona podusia, gwiazda betlejemska................ 




Ha, tu się dba o koty piwniczne:))
Posmerałam kotka, ale dziś nie był w nastroju, widać przerwałam mu błogi sen.
W sumie mu się nie dziwię, też bym pospała na ciepłym kaloryferze, na czerwonej podusi mając w pompce jakieś smeranie baby w przelocie........







poniedziałek, 8 grudnia 2014

Tak mi się chciało zaszyć.......

A w tym zaszyciu zrobić "coś". Znacie to uczucie, kiedy chce się zrobić coś przyjemnego, takiego wyciszającego? I za cholerę nie wiadomo, co to mogłoby być?
To tak szukasz godzinę, dwie, pół dnia........
Może książka?  Czytasz kartkę, dwie, eeeee nie, to nie to......
Może coś uszyję?? Serduszko, jakie, albo lalę?  Eeeeee, nie za dużo zachodu, bo efekt musi być szybki. Nie masz dużo czasu, żeby czekać na efekty, łikend mija zbyt szybko.

Szukasz dalej, wywalasz szafki, otwierasz szuflady, grzebiesz w przydasiach......nic, nic Ci nie pasuje.
I nagle potykasz się o stertę ramek i kartek papieru, które od miesięcy stoją zakurzone......
Może porysuję??? Ale czy ja jeszcze wiem, jak to się robi??

Chyba w zeszłym roku, o tej porze miałam fazę na pastele, zainspirowana Hanczynymi, ślicznymi pastelami. Spróbowałam ( bo lubię próbować), choć o rysowaniu to miałam baaaaaaaaardzo mgliste pojęcie, a ostatni raz rysowałam w szkole podstawowej:))
 Po kilku próbach, pastele zarzuciłam, bo, huta, wyjazdy kaczorówkowe , huta, zmęczenie i tak sobie cały ten majdan w kącie leżał.

Za oknem już zmrok, rozkładam, kartki, wyjmuję kredki, włączam wszelkie możliwe lampki, bo wzrok to już bardzo, ale to bardzo nie ten i zaczynam.............

Godzinki mijają, radyjko cichutko sobie brzęczy, jest cieplutko, milutko, jak to bywa w niedzielne, grudniowe popołudnie.
Trudno u mnie o taki stan. Żeby wyhamować po hucianym tygodniu, nie zawsze starcza łikendu, bo myśli ciągle krążą po głowie, która próbuje rozwiązywać te niekończące się problemy.

W końcu TEN długo wyczekiwany stan nadchodzi........

A w tym samym czasie w centrach handlowych, gwar tłok, przedświąteczna wścieklizna, której nie mam zamiaru się poddawać, moja noga nie stanie w żadnym centrum przed świętami. Howk!!!
Prezenty zamówione w necie, jakieś drobiazgi zrobię jeszcze własnymi łapkami......

Ocykam się późnym wieczorem, a efektem tego cudnego stanu, kiedy myśli błądzą leniwie, są takie oto łobrazeczki.............

Zdjęcia robione w totalnym ćmoku, więc jakieś takie wyblakłe.........





P.S.
Hana nie dziwię Ci się, że mogłabyś rysować i rysować. To jest fantastyczny odstresowywacz:))))
Podobny stan osiągałam podczas robienia mnemoludów , ale na ten czas muszę znowu czekać do wiosny:(((((










niedziela, 7 grudnia 2014

Jeszcze raz o tym moim psie










Boszsz, ale Wy jesteście szybkie, jak te szczały:)))) Na dodatek wstają skoro świt i to w niedzielę!!!!!

 Puściłam posta przez nieuwagę. Wczoraj wkleiłam zdjęcia, dziś miałam dopisać, a tu frrrrr i jakoś mi się opublikowało:)))

To, ja donoszę, że chciałam go, tego pucusia pokazać, jaką ma krzywdę, właśnie, na tych poduszkach jak musi leżeć...

A ta wielka tuba to psi szampion, z odżywką, która pachnie delikatnie pudrowymi wiśniami, niweluje psi smrodek, szczególnie po spacerku, jak pada deszcz. I ładnie się sierść błyszczy. Miał różne szampony, ale ten jest super. Niestety, choć Mopcianek nie jest duży, to smrodek potrafi produkować spory, a ja nie mam ochoty spać razem z takim śmierdzielem, więc piorę psa. Zimą, bo latem w zasadzie nie trzeba. Wymoczy się, co tydzień w jeziorze ( lubi pływać), wytarza w mazurskiej trawce i smrodku nie ma:)))

Na ostatnich zdjęciach to ja mu nie robię żadnej krzywdy, chciałam Wam pokazać, jaki to spolegliwy i mądry psiul (jeszcze trochę i zacznie mówić, poważnie;)

Ostatnio, jak byłam na szczepieniu to  wet, dokonując przeglądu Mopka powiedział, że kamień na ząbkach psów to nie tylko smrodek z japki, to w przyszłości wypadanie zębów, przetoki i cierpienie zwierzaka.
Mopek ma trochę kamienia, bo on nie ma czym go sobie oczyścić, smakołyków i ciasteczek psich nie chce jeść, suchą karmę ma do pogryzania, głównie je puszki. Już się zdecydowałam na usunięcie tego kamienia przez weta, ale do tego czasu kazał czyścić zęby pastą dla psów. Wiecie, jak to fajnie wygląda, jak ja za to się zabieram? Wołam go łagodnie, on już wie, i przychodzi, ale tak po drodze to mu ogonek więdnie, co jest oznaką, że nie jest bardzo zadowolony. Nie muszę go trzymać na siłę, nic z tego, przemawiam tylko łagodnie, mówię, co teraz będę robić. A on siedzi i pozwala sobie te zęby myć......
O to tak miało w wielkim skrócie być....................

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Hrabia Lolo

Śpi taki.....wymyty, wyczesany, napachniony. Kocyk, dwie poduszki, byle wyżej.......
Zęby wyszorowane, kudełki na łapkach przez Pańcię wystrzyżone...
Nygus taki. Rozpieszczone to, jak dziadoski bicz. Królewicz psia mać.
Jak go nie kochać?
Darował mi nawet dzisiejsze szczepienia na te fszystkie parwaicośtam i inne nosówki:)) Ale jojczenia byłooooooo im bardziej głaskałam i bardziej przytulałam to jęków i ćwierków było więcej. A to tylko jedno ukłucie i po ptokach.
Za dwa tygodnie idziemy na zdejmowanie kamienia, czyszczenie ząbków to za mało, nie ma mowy o inwestycji w tik-taki, i tak z japki jedzie. Bez zdjęcia kamienia nie da rady.



Ale oko ma czujne, każdy mój ruch monitoruje, bo może Pańcia idzie już do łóżka???


P.S.
Zgubiłam czapkę, nową, futrzastą, z nausznikami, jeszcze ani razu jej nie założyłam. Gdzie ona jest? Szukam od wczoraj............

sobota, 22 listopada 2014

Wynik

Czekacie na wyniki wiem....... huta mnie raczyła właśnie wypluć, więc szybciorkiem je ogłaszam:))





Miejsce pierwsze na pudle zajęła KURA NR 6 - czyli........ Kalipso!!!!!!




Miejsce drugie na pudle zajęła KURA NR 1, czyli taaadammm - Arteńka!!!


Miejsce trzecie na pudle dostało się KURZE NR 2- a za tym lejkiem, sorrrry, dziobem ukryła się .....Pantera!!!!




To jednak nie wszystko, poza konkursem było, zgadywanie, która Kura, jest która i tu bezbłędnie poradziła sobie .......Mika!!! Brawo!!!!



Dziękuję Wszystkim Kurkom za nadesłanie zdjęć i wspólną zabawę. Obiecane DROBIAZGI, niestety nie będą mojego wykonania, bo huta mi wytchnienia nie daje i słowo daję nie miałam czasu swemi pazurami nic wytworzyć.
W oko jednak wpadły mi takie "cosie"...........



Mam nadzieję, że każdej Kurce się przydają, nawet myślałam, której na co. Starałam się też dopasować wygląd notesu do przyszłej właścicieli, nie wiem, z jakim skutkiem, ale to będzie tak:

Za zajęcie pierwszego miejsca, dla Kalipso, notes w delikatne, pastelowe kwiatki, bo Kalipso kojarzy mi się z istotą delikatną, wrażliwą i zwiewną. Podejrzewam, że Kalipso pomagały też troszkę jej urocze dziewczynki:) A notes może jej posłuży do zapisywania nagłych pomysłów na przyszłe notki na bloga, albo do śmiesznych powiedzeń jej córeczek?

Jak myślisz Kalipso? Dobrze trafiłam?


Miejsce drugie to Arteńka. Jestem pod wrażeniem jej kurzego przebrania, ale wiadomo, Arte to perfekcjonistka ( a może to kosmitka, dlatego taka doskonała?) Pomyślałam, że do Arte będzie pasował ten notes, w wesołe, choć uporządkowane kwiatki i szlaczki. Nada się i do plecaka i na żagle. Ponieważ Arte nie posiada komórki, gdzie obecnie trzyma się wszelkiego rodzaju zapiski i numery telefonów, to może przyda jej się, żeby tam to sobie wszystko zapisała???


Miejsce trzecie zajęła Pantera. Panterka siedzi w tej swojej Giermanii i pewno jej czasem tęskno za........................łowickimi wycinankami, więc dostał jej się notes w takowe właśnie!!!
Będzie miała kawałek polskiej krainy w torebusi:))) O!!! I po to on jej właśnie będzie potrzebny:)))

*(Pantera, nie mów, że nie lubisz łowickich wycinanek, dbałam bardzo, żeby się z kościołem nie kojarzyło)


No i nagroda poza konkursem, nie może być inaczej, bo przecież Mika bezbłędnie zgadła, która Kura jest która i to za pierwszym podejściem ( i nie przeszkodziło to " może i chyba" w odpowiedziach).

Do Miki poleci notes taki............zielony, jak te tatrzańskie smreki i hale, na których pewnie rośnie i koniczyna. Dla Miki specjalna, czterolistna, na szczęście, żeby się choróbska z dala trzymały ( i od Tropisia też)
A w notesie może Mika spisze sobie KURZE adresy i telefony??? Albo nie...... notes zostanie podręczną księgą pamiątkową, gdzie będą się wpisywać wszystkie Kurki, które Mikę odwiedzają w tym Zakopcu???



I dobrnęliśmy do końca. Dziefczynki, bardzo dziękuję za udział w zabawie i za komentarze.

Adres mam tylko do Miki. Miałam też do Arte, ale zapomniałam hasło do Elektronicznego Nadawcy, gdzie miałam i inne adresy zanotowane (chyba muszę sobie notesik nabyć), więc Arte poproszę Cię raz jeszcze. Kalispo i Panterka, niestety też nie mam, proszę słać na maila.

W przyszłym tygodniu wszystko zostanie spakowane i  wysłane:))))

poniedziałek, 17 listopada 2014

Głosowanie - KURA


Wszystkich pięknie przepraszam, że nie dotrzymałąm wczorajszego terminu publikacji, ale dopadła mnie jakaś franca, która usilnie wymuszała na mnie zachowanie pozycji horyzontalnej, bo w pionie to mi się jechać do rygi chciało. Przeleżałam całe popołudnie, bo ranek to spędziłam na wymianie opon w Madzi na zimowe. I tak szlag niedzielę trafił, a dziś wiadomo, od rana do zmroku HUTA. Pojechałam do tej Huty mimo bulgotu w trzewiach i jeszcze lekkiej chęci na puszczenie pawia.

No, ale już nie przeciągam i publikuję nadesłane zdjęcia.  Nie jest ich wiele, ale za to jakie!!!!
Głosować można na bloggerowej sondzie umieszczonej na lewym pasku. Głosujemy do piątku do północy. 

Możecie też próbować zgadnąć, która Kura jest która:))))






Zajęcie 1,2,3 miejsca grozi właścicielce zdjęcia otrzymaniem od Mnemo "DROBIAZU".
A jakiego to się dopiero okaże:)))