sobota, 27 grudnia 2014

Na wojennej ścieżce.

Dzisiejszej nocy wykopałam topór wojenny i wkroczyłam na ścieżkę wojenną. Dokładnie o 5 rano, powiedziałam dość, chamom, chamstwu i prostactwu.
A było to tak.
Zamiast odpoczywać świątecznie, od północy biegałam i parzyłam miętę, podawałam termometry i medykamenty. Najpierw Wu zaczął stękać, potem zwijać się z bólu i okupować łazienkę. Na przemian WC z wanną, gdzie w gorącej wodzie łagodził okrutne skurcze. Wydawało się, że już, już lepiej, gdy nagle Młody zaczął jęczeć na tą samą nutę. Wieczorna pogawędka, zamieniła się w stęki, jęki, a wręcz momentami wycia. Trochę się wystraszyłam, matko z córką, zatrułam ich jedzeniem czy, co? Ale czym? Wszystko świeżo przygotowane przecież. Podejrzenie padało na susz kompotowy, albo na uszka- gotowce z paczki. Ani tego, ani tego ja nie tknęłam, bo wiadomo, jak się obiad gościom podaje to czasu się nie ma jeść, a potem, jak się posprząta to już jeść się odechce. A, jak inni się zatruli? Były dzieci, była teściowa, starsza osoba. Przecież nie będę dzwonić i pytać w środku nocy.
W tym ferworze niesienia pomocy nie zwracałam uwagi na głośną muzykę dobiegającą z piętra wyżej. Minęła godzina jedna, druga, trzecia, zaaplikowane leki trochę ulżyły w cierpieniach, każdy zajął swoje miejsce w łóżku (aby, co kilka minut i tak startować pędem do WC).
 A na górze coraz głośniej. Już słychać nie tylko buc, buc, buc z sufitu, ale sufit zaczyna drżeć, wydawało mi się, że nawet łóżko podryguje. Do tego doszło gremialne podskakiwanie fanów tańca, przy wtórze pisków kobiecych i stukocie szpilek. Towarzystwo widać rozgrzane tańcami i pewno innymi wspomagaczami, otworzyło okna i dalej wrzeszczeć na pół osiedla. Dowiedziałam się z tych wrzasków, że „kurwa lepiej było jechać do Zakopca”…….nożesz, lepiej było!!!!!
W jednym momencie (taki przychodzi), ja, tolerancyjna osoba, która rozumie potrzebę zabawy i radości, nie tylko  w czas świąteczny, zamieniłam się w chodzącą furię. No szlag mnie trafił!!!
Tu mi chłopy jęczą, tam wyją, a po suficie stado kucyków biega, no oszaleję!!!!! Patrzę na zegar, piąta godzina. Dość tego.
Złapałam za telefon, wykręciłam 997……doniosłam!!! Miły( o dziwo), dyżurny policji, uznał, że wyjątkowo byłam cierpliwa zgłaszając zakłócenie ciszy nocnej dopiero o 5 rano i obiecał, że wyśle patrol. Przyjechali za 15 minut. Wiem, bo słyszałam, jak kolejne kilka minut dobijali się do drzwi –dzwonka pewno i tak by nikt nie usłyszał. Potem zapanowała cisza, która trwała……15 minut??? A potem znowu puszczono muzykę, którą raz puszczano ciszej, raz głośniej, ale już bez wrzasków i tupania.
Zaczynało świtać, kiedy w końcu zasnęłam.
Obudziłam się z wielkim postanowieniem, że już nigdy nie będę czekać tak długo z interwencją. Następnym razem interwencja będzie o 22:10!!!!!
Darowałam już kilka takich imprez, inni sąsiedzi też interweniowali, ale widać, młody człowiek……przepraszam, cham jeden, gbur jeden, prostak, nie zasługuje na wyrozumiałość. Jak go matka nie nauczyła, trudno musi sąsiadka.
Jego dziadek, nasz wieloletni sąsiad w grobie się chyba przewraca ze wstydu za swojego wnuka.
Wnuczuś w dupie ma, że obok sami starsi ludzie, schorowani. Nie potrafi skończyć imprezy o przyzwoitej godzinie, a przynajmniej na tyle ją uciszyć, żeby inni mogli w swoich mieszkaniach spać.
Mieszkam tu kilkanaście lat i do tej pory nigdy nikt nie zakłócał tu porządku i ciszy, a wystarczy taki jeden cham, gbur, prostak i koniec spokoju.
Kiedyś w dobrym tonie było uprzedzać sąsiadów jeśli robiło się przyjęcie, które mogło przeciągnąć się na późniejsze godziny. Dziś nikomu to do głowy nie przyjdzie.
Dodatkową niespodzianką po nocnej imprezie był jeszcze utrudniony odpływ wody z WC. Podejrzewam, że imprezowiczki, to, co z reguły każda kobieta wyrzuca szczelnie zawinięte do kosza, wyrzuciły do WC. A  odpływ mamy wspólny... Na szczęście mam otwarty kiosk na dole i mogłam kupić kreta, którym udało się w końcu przetkać odpływ.
Po tych ekscesach nocnych, wymęczona męska część rodu spała do popołudnia, ja wyrwałam się na chwilkę do Saskiego, zobaczyć „kawałek świata” i odetchnąć świeżym powietrzem.
Reszcie rodziny nic nie było. Dowiedziałam się tylko, że wcześniej kilka dni przechodzili również podobne sensacje i też wybiórczo, bo dotknęły tylko mamę i starsze dziecko, a reszcie nic nie było. Widać zaraza przywędrowała z nimi do nas:)
Tym samym podejrzany przestał być susz owocowy i uszka-gotowce z paczki.
A ja w drugi dzień świąteczny, zamiast odpoczywać, przebierałam pościele, odkażałam łazienkę, żeby francę utłuc.
Jakoś nie mam ochoty na chorowanie. Szczególnie takie z częstym pobytem w łazience.

Oooooo, takie miałam fajne święta.








P.S. Zdjęcia zimy dla Was, a szczególnie dla Kasi, która lubi latać po Saskim:)

30 komentarzy:

  1. Co za sąsiad! Mnemo, szkoda, że wcześniej nie zadzwoniłaś. Zdrówka życzę Twoim facetom! A Saski piękny!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A bo wiesz, myślę sobie, niech poskaczą, co tam.Trza się pobawić. Ale, żeby do 5 ??? Nie wiem, o której by się i jak skończyło, gdyby tej policji nie było.
      No muszę go nauczyć moresu, bo widzę, że człowiek nie ma za grosz kultury i to się powtarza.
      Chłopakom już lepiej,dziekuję, temperatura odpuściła i skończyły się sensacje. Tylko słabi jeszcze.

      Usuń
  2. ja w warszawie też miałam takiego sasiada, niech go szlag trafi. ja sie wyprowadziłam, on poszedł siedzieć za coś i podobno jest spokojnie.
    a ta żołądkówka to gangrena jest okropna. raz miałam ale ta, ze mnie do lekarza pod kropolówkę dziecko zawlokło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój to raczej szczaw, który od czasu do czasu się lubi zabawić ze znajomymi. Tylko, że trafił do emeryckiego bloku, tu się nie imprezuje do rana!!!!

      Usuń
    2. Nigdzie się qrna nie imprezuje w taki sposób! Tylko nie wymięknij i załatw dziada, żeby raz na zawsze odechciało mu się takich imprez. Bezwzględny egoistyczny cham. To jest coś, co mnie doprowadza do białej gorączki z bezradności, bo na chamstwo, niestety, nie ma rady.
      Okropnie mi Cię żal i Twoich biednych Chłopaków też.

      Usuń
    3. Dlatego nie można być wyrozumiałym, tak, jak miałam zamiar, bo imprezki w tym stylu się powtarzają, nie będzie reakcji to się rozhasa na całego. To takie beztroskie pokolenie, w nosie ma innych, jest tylko "ja" i moje potrzeby.Muszę sąsiadów popytać, co z tym zrobić. Może razem napiszemy pismo do spółdzielni.

      Usuń
  3. wirus grasuje, mam nadzieję, że już jesteście zdrowi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, chłopaki już na chodzie, ale pierwszy raz widziałam taką reakcję na ból. Momentami wyli z bólu.

      Usuń
  4. Dobrze, że chłopakom lepiej. Tak myślałam, że to wirus, a nie jedzenie.
    Takiego gnojka też miałam nad sobą, musiał się na szczęście wynieść i dobrze, bo chyba to wszystko skończyłoby się w sądzie. Bo nie pomagały żadne prośby, interwencja policji itp. Takich to tylko od razu lać i to mocno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wiec, żeby od razu poczuł, że nie będzie tolerancji trzeba wołać policję od razu, a nie czekać do 5 rano. To jeszcze szczaw młody, wyrwał się od rodziców na swoje, po dziadku i hulaj dusza.......

      Usuń
  5. Współczuję ogromnie. Obie te sprawy to koszmar: i tacy sąsiedzi i ta okropna choroba. I to na święta! Koszmar. Mam nadzieję, że to już tylko wspomnienie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, jakoś tak się składa, w zeszłym roku Wu miał grypę.....goście przy stole a on w łóżku:)))

      Usuń
  6. Nic innego, tylko grypa zoladkowa. Bardzo wspolczuje, akurat na swieta, co za pech !
    Dobrze, ze u nas nocne halasy nie maja prawa miec miejsca. Nie tylko policja natychmiast przyjezdza, ale i wynajemca ostrzega, ze jeszcze jedna skarga, a poskutkuje wymowieniem. I skutkuje! Ludzie maja prawo miec spokoj we wlasnym domu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas mieszkania lokatorskie, albo własnościowe, nie wiem, co robi spółdzielnia, pewno pisze pismo dyscyplinujące, ale wrzuca do skrzynki, nic to nie da. Tylko Policja, a więc odnotowanie gdzieś tam. Raz, drugi trzeci i zaczną solić mandaty, bo skończy się upominanie.
      Jestem zła, bo tyle lat i nigdy się nic takiego nie zdarzało, to spokojny blok, dużo emerytów. To blok "nauczycielski", wiec nie było tu jakiejś patologii. Ale emeryci wymierają.......

      Usuń
    2. W poprzednim miejscu zamieszkania, w wypasionej willi po przeciwnej stronie ulicy i to w sporej dość odległości, w okolicy 15 sierpnia, rok w rok odbywały się 3-dniowe imprezy z muzyką jak na stadionie, z wyciem, wrzaskami, ganianiem się po krzakach wokół domu itd. Rano wszystko przycichało, już, już świtała nadzieja, a około południa wszystko zaczynało się od nowa. Nie spała cała dzielnica. Przyjeżdżała policja, cichło na 10 minut (chyba na czas pogawędki z policją) i od nowa. Podejrzewam, że bawiła się jakaś mafia. Policja albo się bała, albo... Matko, jak sobie to przypomnę...

      Usuń
  7. Dobrze, ze przypadłość mija. W mojej klatce podobnie. Starzy, spokojni, zaprzyjaźnieni lokatorzy wymierają, Ci, którzy wynajmują, lub spadkobiercy już się sąsiadami nie przejmują.
    U nas też był zwyczaj uprzedzania o imprezie albo remoncie.

    OdpowiedzUsuń
  8. No to miałaś wyjątkowe święta
    i możesz się chwalić, że nikt takich nie miał :-)))
    Ale jednak Ci współczuję...
    I to wszystko akurat w święta hm....

    OdpowiedzUsuń
  9. miałam kiedyś takiego sąsiada, też młody, też nowy w bloku
    wytrzymywałam , starałam się, ale było tak głośno, że nie słyszałam co mówią w TV, a najmłodsza płakałą nie mogąc usnąć, aż mnie taki wqrf wziął i zadzwoniłam na Policję.. nie pomogło, zadzwoniłam ponownie- pomogłó :)
    później dzwoniłam zaraz po 22.00 i skończyło się
    do takich imprez są knajpy, nie blok i tyle
    współczuję i życzę zdrówka :)

    OdpowiedzUsuń
  10. To miałaś rzeczywiście święta. U mnie pode mną jest wynajmowane mieszkanie. Dorwałam nr telefonu do właścicieli, starszych już mocno ludzi, i każda impreza, to było budzenie ich, bez względu na porę nocy. A zdarzało się tak, że była 2, czy 4 rano. Ja nie spałam, to i oni nie spali. Bo dzwoniłam co 15 minut. Aż kiedyś się wkurzyłam i zadzwoniłam na policję. I policjant powiedział mi ciekawą rzecz, otóż : jeśli wezwiesz policję imiennie, czyli podasz swoje dane, to oni mogą wystawić łajzom natychmiastowy mandat w wys. chyba z 800. Ja się trzochę wystraszyłam z tym imiennym zgłoszeniem, bo konflikt był już na ostro. Bałam się, że mogą mnie uszkodzić. Na szczęście te mendy się wyniosły, i ostatnio jest nawet spokojnie. Współczuję Ci takiego sąsiedztwa, bo dobrze wiem, co to znaczy. A na policję dzwoń, od razu po 22.... Przypomniało mi się, kiedyś tę chatę wynajmowali ruskie, co chodzili w dżinsach obciętych tak, że im doopska bło widać. I grali se koncerty na gitarach elektrzycznych. To znaczy jeden koncert , i to nie do końca zagrali. Policja do nich lubiła bardzo przyjeżdżać. Jak dzwoniłam do nich, to już bez pyatnia o tożsamość pytali, czy już jechać. Wyjeżdżali na tyle wcześnie, że o 22 pukali już do ruskich :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Mnemo, współczuję. Mam nadzieję, że po chorobie Chłopaki dochodzą do siebie. A następnym razem zaczynaj dzwonić o 21.59:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Mnemo , popieram. I moge sie podpisac , gdzie chcesz!
    My interwniowalismy , nie w naszym domu, bo domu kuzynki w Krakowie. Kuzynostwo zdziwieni byli, ze nas to spotkalo, bo podobo zywkle mieli spokoj..
    A Ogrod cudowny, polecialabym na skrzydlach , jak gaska.
    W przypadkach zatruc, u mnie zawsze pierfsze so jagody jako lek podstawowy, kompocik z jagod.
    Trzymajcie sie!

    OdpowiedzUsuń
  13. faktycznie cierpliwa byłaś! chamstwo trzeba tępić, chociaż wychować się raczej nie da, ale może da się "zdyscyplinować"? tak czy siak, dobrze, że już po świętach, wszystko wróci do normy

    OdpowiedzUsuń
  14. Przedstawię się przylazłam od Hany przeczytałam o zdrowotnych kłopotach i postanowiłam może coś doradzę?
    Na bakteryjne takie zarażenia jest tylko jeden jedyny środek najlepszy PIOŁUN. Dowiedziałam się o tym kiedyś znienacka, kobieta w sklepie w Suwałkach mi opowiedziała a ja zapamiętałam. Jedna torebeczka herbatki z piołunu pomogłaby na bóle i utłukła bakterię. On tak ma ten piołun, nawet na salmonellę dobry cholernik gorzki wściekle.
    Mam, ale nie herbatkę tylko nalewkę na piołunie. Dawno temu zrobiłam, raz się przydała, gdy dziewczę wraz ze swoim polecieli w podróż poślubną do Egiptu, oni uważali co jedzą, nie kupowali na straganach i pili tylko wodę butelkowaną im naleweczka się przydała profilaktycznie a praktycznie tym co nie uważali. Piołun poradził sobie z zagranicznymi bakteriami koncertowo. Polecam w domu posiadać toto. :) Warto nawet teraz kupić w aptece herbatkę z piołunu i odkazić jelita porządnie. Wiem wściekle gorzkie. :) Dodam jeszcze szybciutko że gdyby ktoś w rodzinie posiadał niemowlę lub małe bardzo dziecko które uczęstować piorunem :) nie można, proponuję zdobyć w sklepach z ziołami Kobylak które to ziółko mądry lekarz polecił w przypadku malutkiego kilkudniowego niemowlaka z biegunką ciężką, szczęśliwie miałam w sklepie gdy zrozpaczeni dziadkowi bladzi jak ściana do mnie wpadli. Stąd wiem że pomaga. Ciepło pozdrawiam już po świętach.
    Elka

    OdpowiedzUsuń
  15. Hej, hej Ela, ja Cię kojarzę, z Pastelowego Kurnika. Dzięki, nie mam piołunu w domu, ale słyszałam o jego właściwościach, nawet, kiedyś zadałam sobie trud poznać, który to, tzn, jak wygląda w naturze. Warto się zaopatrzyć i mieć w domowej apteczce. Bo jeden zdechlak już na chodzie, drugi kwęka nadal, ale to już chyba jest przyzwyczajenie:)))
    W Egipcie, moi znajomi, nie ja, bo mnie w te strony nie ciągnie, uchronili się od "zemsty Faraona" tylko i wyłącznie wiskaczem wiezionym z Polski, twierdzą, że picie przed i po każdym posiłku skutecznie zapobiega:))))
    I ja również pozdrawiam po świętach, ale ciężko wrócić do rzeczywistości:))

    OdpowiedzUsuń
  16. Cierpliwa byłaś, oj cierpliwa!!! To jelitówka zapewne była, albo jakaś odmiana tego dziadostwa. Współczuję bardzo, bo pomijając bóle trzewi, kilka dni (i to zaraz po świętach!!!) trzeba być na diecie typu kaszka manna i ryż gotowany.

    OdpowiedzUsuń
  17. To się porobiło!
    Co do interwencji policji, to mi odmówili jak na pytanie czy są narkotyki powiedziałam, że nie wiem. Ja po prostu schodzą na dół i domofonem gromię, albo gdy impreza cichnie...ale to taka mała zemsta.
    Nic nikogo nie jest w stanie powstrzymać...koszmar.
    Zdrowia poszkodowanym, czasem tak bywa..zdjęcia fajne! Trzymaj się i odpocznij po świętach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Domofonu to chyba nikt by w tym jazgocie nie słyszał. A pytanie policji bezcenne:)))

      Usuń

Fajnie, że zostawiasz słówko:) A im więcej słówek tym milej:)