Sama nie wiem, czy pisać o tym. Jednak mam pewien problem, który mnie męczy i wpędza w rozterki, bo dotyczy bliskiej mi osoby, bardzo kochanej zresztą.
W mojej hucie nudzić się nie można, przez cały dzień odpowiadam na pytania ( mądre i durne), słucham, tłumaczę, a najczęściej mówię, mówię, mówię. Podejmuję decyzje jedna za drugą, rozwiązuję konflikty mniejsze i większe, przepraszam, wyjaśniam, słucham narzekań, podnoszę na duchu, dodaję energii, zachęcam, wydaję dyspozycje, zwracam uwagę, przy okazji zetrę kurze (bo sprzątaczka nie zauważyła, ale już poszła do domu), " naprawię jakiś mebel, bo się odkręciła śrubka i najlepiej to ślusarza wezwać, a roboty na 2 minuty "palcyma", pozbieram papierki, obsmarkane chustki do nosa, bo ludność nie zwykła używać kosza na śmieci. Oprócz tego mailuję, rozmawiam przez telefon i odpowiadam na pytania, które ktoś mi nagle zadaje nie zwracając uwagi na to, że już na ten przykład rozmawiam przez telefon. Jednocześnie wyliczam różne dane w różnych konfiguracjach, bo jeden chce dane z góry do dołu, a inny te same, ale policzone z prawej do lewej. Nieustannie też czegoś szukam, często też tego, czego być może nigdy nie było:)))To zaledwie kilka przykładów z jednego dnia w mojej hucie.
Bywają dni, w których wydaje mi się, że niechybnie czekają mnie w najbliższym czasie wakacje w domu dla bardzo, bardzo, bardzo nerwowo chorych w Tworkach, albo jakimś innym Kościanie. Nie dziwcie się, więc, że kiedy przychodzę do domu to ostatnią rzeczą, której mi się chce to rozmawiać, odpowiadać na pytania, słuchać narzekań i relacji ze wszystkich dopołudniowych wiadomości telewizyjnych. Pragnę minimum godziny pełnej ciszy.
Wydawało mi się, że znalazłam ostatnio na to sposób, o 17:00 ( jak mi się uda do tej pory wrócić) zaczyna się taki jeden serial. Głupi, bo głupi, ale bywają w nim śmieszne teksty, zjadam więc pośpiesznie jakiś obiadek, uciekam do "panieńskiego pokoju" i na leżąco oglądam ów serial przez 50 minut. Tzn. próbuję oglądać. No i po tym przydługim wstępie dochodzę do meritum.
Bo niestety, kilka razy w tygodniu, równo o 17:05 ( no czasem 17:15) mam odwiedziny........ Nie chcąc być niegościnną zwłóczę się z tego wyrka, ale już nici z godzinnego prawie bezmyślnego gapienia się na głupi bo głupi, ale czasem śmieszny serial, koniec mojej godzinki ciszy, której wyczekuję od ranka. Już sam ten fakt uruchamia we mnie jakiś agresor, takie coś w środku, co się trzęsie i drży ( kiedyś tego nie miałam) bo wiem, że podczas tych odwiedzin zawsze, ale to zawsze usłyszę: kto i co powiedział dziś w telewizji, jakie to łobuzy ci politycy, usłyszę całą relację z Ukrainy ( albo dowolnie innego zakątka ziemi w zależności od sytuacji) i własne przemyślenia na ten temat, nie zabraknie też o służbie zdrowia, zegarkach Nowaka, podatków Hoffmana, min Kaczyńskiego, wilczych oczu Tuska......... Odpowiadam też na różne pytania, bo głupio tak siedzieć i milczeć, choć w zasadzie tylko na to ma się ochotę. Ale mój agresor wewnątrz rośnie i mam wrażenie, że mnie za chwilę rozerwie na strzępy. Dziś mnie prawie rozerwał, bo oprócz tematów wymienionych wyżej padł temat krzeseł za 10.000,zł i stole za 170.000 zł, które to rząd (?), gdzieś tam sobie kupił, " a głupich ludzi to się oszukuje itd.itp." Wszystko świetnie, wszystko rozumiem, mnie też wkurza to, co się dzieje i w polityce i w gospodarce i w wielu jeszcze innych dziedzinach, ale kurza i motyla noga, czy dysputowanie o tym w każdym polskim domu, przez całe godziny i codziennie to zmieni? Czy te kupione już kiedyś krzesła nagle znikną i nie będą już kupione? Czy ja mam na boga na to jakiś wpływ, że tak się dzieje? Dla mnie gadki o tym wszystkim to bezsensowne bicie piany i nie po to nie oglądam wiadomości w TV ( chyba, że podsłyszę, jak WU ogląda), żeby mnie raczono wbrew mojej woli opowieściami o tym wszystkim, dodatkowo z recenzjami własnymi osoby przekazującej. I choć zwykle jestem grzeczna to dziś nie wytrzymałam. Najpierw zamilkłam, co oczywiście zostało zauważone przez Wu, a kiedy doszło do tych nieszczęsnych krzeseł za 10.000 zł i "rozbójnictwie w biały dzień polityków" to zduszonym głosem poprosiłam o zmianę tematu, na jakiś inny, może o nadchodzącej wiośnie na przykład............a potem dodałam, że naprawdę, bardzo proszę, ale nie chcę już słuchać ani o polityce, ani o krzesłach, ani o Ukrainie ani o niczym innym, chcę po prostu ciszy.......bo mam ostatnio trudne dni w pracy i też tylko słucham narzekań..........
Nastąpiła konsternacja, Wu się wkurzył i wymieniliśmy parę ostrych zdań, chyba za ostrych, kiedy gość w domu, gość........... zebrał się do wyjścia, bo stwierdził, że awantura jest przez niego.......... ja poczułam się głupio...........................
No i co ja mam zrobić?
Chyba i tak skasuję tego posta..........