czwartek, 31 grudnia 2015

Jeszcze zdążę, jeszcze zdążę...

życzyć Wam czytacze, podczytywacze, zaglądacze  do niniejeszego bloga:

Przyjemności w dotyku, słodkości w przełyku, szelestu w kieszeni i słońca promieni oraz by Rok cały po prostu był wspaniały!

Dziękuję za kolejny razem spędzony tu  rok.

Planów żadnych nie robię, bo podobno, jeśli chcesz rozśmie­szyć Bo­ga, opo­wiedz mu o twoich planach na przyszłość. Postanowień też nie będzie. Jak schudnę to dobrze, jak przestanę palić jeszcze lepiej. Chciałabym, aby kolejny rok upłynał nam Wszystkim w zdrowiu, reszta lepiej lub gorzej jest do załatwienia.
Kochani tym, co się teraz bawią na balach-szampańskiej zabawy, tym, co balują na "białej sali" też życzę uroczej nocy -solidaryzuję się z Wami:)

Stukam się z Wami kieliszkiem z szampanem i do miłego w Nowym Roku 2016.


Znalezione obrazy dla zapytania życzenia noworoczne

Dla Waszych zwierzaczków życzenia od Mopka przesyłam, który ma w pompce wystrzały, jego żywiołem są poduszki, im więcej tym lepiej:)


niedziela, 27 grudnia 2015

Przemieńce WieśniakaM.

Podczas rozważań świątecznych wspomniałam o pasjach rodzinnych. Okazuje się, jak tak bliżej się przyjrzeć, że oprócz pracy, domu, prawie każdy z nas ma jakieś zajęcie, którym się oddaje w chwilach wolnych. Chwil tych jest tak niewiele, a jednak...
WieśniakM w chwilach wolnych pisze limeryki i rzeźbi. Rzeźbi i wiesza swoje wytwory na ścianach. Są wszędzie, łypią oczami zza szafek kuchennych, służą za wieszaki w łazience, zdobią przedpokoje i salon. Dużo tego jest.  Każda twarz inna, wszystko zależy od kawałka drewna, a drewno musi być liściaste. Dobrze wysuszone. Ze starej, mazurskiej gruszy, która rodziła tysiące gruszek dość marnego smaku i przyciągała jeszcze więcej tysięcy os i szerszeni, powstały te Przemieńce, tak je roboczo nazwałam. Oprócz Przemieńców powstala też Baba, ale stoi sobie na Mazurach i jest częstym obiektem do fotografowania przez turystów. Jest jeszcze taboret, który niedmiennie wzbudza we mnie żądzę jego posiadania. WieśniakM jest samoukiem- rzeźbi, bo lubi.
Te cztery Przemieńce to tylko taka mała kropelka, taka próbka możliwości. Mój ulubiony z tej serii to Big nose. Pierwszy z prawej, choć równie sympatyczny jest ten skośnooki o mongolskich rysach przystojniak. I ma z brwi wyrastający róg - świetny do zawieszania bizuterii, np. zegarka, czy bransoletek. Ostatni w szeregu ma coś z diabełka, twarz niby poczciwa, ale te różki...




A teraz każy z osobna, Wielki nos...
Diabełkowaty...

Płaskotwarzowiec...

I mongolski wojownik.

Mazurska baba z grzybem na cycu.


I jeszcze ów taborek, na który mi ślina cieknie już ze trzy lata.



A tu próbka pisaniny WieśniakaM:

na choinkę mu taki prezent

dostał bachor pod choinkę całkiem spory kraj
mikołaju mój kochany jesteś brachu naj!
rozpakował a papiery rzucił w mysi kąt
jak nie kochać mikołaja i cholernych świąt!
choć drzy ręka u dzieciny chwyta ostry nóż
powykrawam zeń kawałki niepotrzebne już
tej nie lubię tej nie cenię tamtej  też mam dość
ale co to? zgrzyt pod nożem? to przeszkadza kość!
stal się kruszy ostrze słabe chińska widać rzecz
rzuca zęby na kość wredną wygryźć chce ją lecz…
…to zęby poleciały dzieciak chwyta młot…
babcia palcem pokiwała- starczy ! dosyć psot!
wujcio wkurzył się i ciocia lecą zewsząd bluzgi
oj zobaczysz ty za roczek! doczekasz się rózgi!
czas na morał tej bajeczki nad skrwawionym krajem
uważajcie na bachora - na to- co dostaje!
oraz na to co mu przy tym zostawiamy w dłoniach

chcecie prezent dać? to dajcie!- na biegunie konia

I tak się zrobiło, że już po świętach. Szkoda, bo człek by jeszcze posiedział, porobił coś ciekawego...odpoczął.
A Wy odpoczęliście w te święta?

sobota, 26 grudnia 2015

Rozmyślania świąteczne.

Święta powolutku dobiegają końca, za szybko upływają w stosunku do tego czasu poświęconego na przygotowania. Bilans jednak i tak wychodzi na plus, bo w codziennej gonitwie zaniedbujemy najbliższych, jesteśmy zmęczeni, zabiegani, nie mamy sił na organizowanie imienin, urodzin, czy też innych pomniejszych okazji. A święta obligują i bardzo dobrze. Bo niestety przy świątecznym stole co jakiś czas kogoś ubywa. Kilka lat temu, moja siostra zorganizowała Wielkanocne śniadanie dla całej rodziny. Wtedy jeszcze żył mój ojciec, już nie pamiętam ile nas osób było, ale coś koło dwudziestu. Był gwarno i wesoło. Bardzo te święta miło wspominam.
Boże Narodzenie spędzam z rodziną męża. Grono jest mniejsze, ale, jak policzyłam prawie w każdym przedziale wiekowym mamy przedstwiciela. Między 1-10- kręci się mała osóbka, oczko w głowie, potem między 10-20, jest dwóch przystojniaków, kolejny przystojniak, między 20-30. Brakuje nam przedstawiciela między 30 a 40-tką. Jedni jeszcze nie dorośli, a inni już wyrośli, dlatego między 40 a 50 jest nas aż czworo. W przyszłym roku to  ja zapełnię przedział między 50, a 60... Kolejny przedział między 60, a 70 też zapełniony i na koniec dwie nestorki rodu, w całkiem dobrej formie, to przedział między 80, a 90 lat.
Tak sobie siedzieliśmy i rozmawialiśmy, ciesząc się prezentami. Każdy się cieszył swoimi. Ja swoimi cieszę się do dziś.
Pisząc tutaj używam dobrodziejstwa myszy bezprzewodowej, którą przyniósł mi Mikołaj, popijam pyszną herbatkę, też sprawka Mikołaja, popatruję na ptaszęta i obrazek, które przyleciały od dobrych blogowych duszyczek i co rusz zerkam na kolejny prezent, wspólny dla mnie i Wu. Prezent ten wprawił mnie w osłupienie i zachwyt.
Wiecie, jak kocham Kaczorówkę i jak tesknię do niej w zimowy czas. Pewna zdolna osóbka chytrze wykorzystując Mikołaja postanowiła nam Kaczorówkę dać... na zdjęciu?


To byłoby zbyt proste. Zdjęć Kaczorówki mam pierdylion. Więc się tak przyglądam i ...dopiero wtedy widzę, że nasza Kaczorówka w jesiennej odsłonie została...WYHAFTOWANA!!! 33.600 krzyżyków!! Słownie: trzydzieści trzy tysiące sześćset krzyżyków.Ufff.
Sami zobaczcie, co za precyzja, taka, że w lekkim półmroku świątecznego stołu uznałam ten haft za zdjęcie.






Wszystkie prezenty są miłe, ale, chyba się ze mną zgodzicie, te wykonane ręcznie z myślą o nas, szczególnie są bliskie naszemu sercu.

Jak te ptaszki z czerwonymi skrzydełkami, które przyleciały od Lidki.


Albo rysuneczek, chyba nie muszę nawet pisać, czyją ręką napastelowany. Ręka Hany to już jest marka:)


I tak siedząc przy tym stole zeszliśmy na nasze pasje i umiejętności. Okazało się, że nestorka rodu, zamiast wielbić OR i słuchać RM, dzierga piękne, obrusy, nie mam zdjęcia, ale uwierzcie, trudno mi było uwierzyć, że można na cienkim szydełku, cienką niteczką takie cudo stworzyć. Druga do niedawna czarowała na maszynie sukienki, garsonki, co kto chciał.  Przedstawicielka przedziału wiekowego 60 -70, mimo trudności w utrzymaniu w dłoniach igły czy szydełka,  też pięknie haftuje- to taka rodzinna zdolność, przekazywana z matki na córkę.
Męska część rodziny też skrywa talenty. Jeden piórkiem (ale nie węglem) tworzy fantastyczne światy i postaci, które jednych trwożą innych zachwycają, drugi wybrał inną technikę. Przemienia drewnine pienki w ...ale to może następnym razem pokażę:)
Pokażę, bo mnie się bardzo podobają, ciekawa jestem, czy Wam też. No i niech te "Przemieńce" w końcu zobaczą świat, bo tak to tylko ta ściana i ściana.
A teraz życzę Wam odpoczynku, odpoczywajcie, jeszcze dziś i jutro mamy do tego prawo:)



czwartek, 24 grudnia 2015

Życzę Wam.


Auta na wodę,
Beczki na kasę,
Cudów na Co dzień, 
Domku pod lasem,
Energii życia,
Fartu w miłości,
Gór do zdobycia,
Huk możliwości,
Iskry na świeczce,
Jaśka pod główkę,
Kasiory w beczce,
Lat życia stówkę,
Łódki z jeziorem,
Męża lub żony,
Nagród co wtorek,
Od przełożonych,
Pierniczka z miodem,
Rodzinnej zgody,
Stałości uczuć,
Tudzież 
Urody, 
Wszystkim kochani, 
Z daleka, z bliska,
Życzy serdecznie - Mnemosyne

P.S. Lecz żeby zamknąć alfabet do końca, dorzucę jeszcze:
Ździebko słońca!!!


Śpiewająco - Seweryn Krajewski.




I jeszcze Wam życzę choinki do nieba, prezentów wiele i tego, czego Wam trzeba.




P.S. Życzenia autorstwa Danuty Noszczyńskiej

niedziela, 20 grudnia 2015

Wytforki za dnia.

Wyglądają tak. Trochę lepiej, niż pokazane w piramidce wczora, bo słońce dziś nawet wyjrzało zza chmurek, zależało mi na pokazaniu, że chusteczniki mają spękania (oprócz kaczkowego).
Cały dzień dziś jadałm i jadłam, brzuch mam, jak balon i dalej bym jadła. Gdyby zapowiadali mróz to by mnie ten apetyt nie dziwił, na mróz zawsze mi się chce jeść, ale jest ciepło, coś 10 sopni na plusie, a  zapowiadają nawet +12 stopni, co za temperatura? Pietruszkę siać można. Obawiam się, że na Wielkanoc będziemy lepić bałwany i łopatami wygrzebywać autka z zasp.












Skrzatułka z pieskami, taka turkusowawo-zielono-różowa. Najpierw zabejcowana na zielono, potem zawoskowana na biało, wytarta, ot i tak to wyszło. Dla jakiejś miłośniczki buldożków - wyglądają mi na angielskie.



I na koniec dnia jeszcze zrobiłam porządek z pazureirami. Opitoliłam do opuszków. Zawsze tak mi się robi na święta, całą jesień mocne, twarde, przychodzi koniec grudnia pazury się łamią. To taka jakaś u mnie prawidłowość, pewno witaminek zaczyna brakować.

Na blogach zastój jakiś, pewno wszyscy szaleją ze szmatami, zakupami i ubieraniem choiniki. Ja też przystroiłam i sobie mryga na biało w kącie.
Szkoda, że jutro poniedziałek. Nie lubię, oj nie lubię...

sobota, 19 grudnia 2015

Ta ostatnia sobota...

przed świętami upłynęła pracowicie. Na tyle, że już w zasadzie przygotowanam do świąt. Wytrawne PPD ( Perfekcyjne Panie Domu) oburzą się zapewne, bo, jak to? W jedną sobotę tak zrobić wszelkie przygotowania? Wypucować zakamarki, wyczyścić szafy? Wyprać dech i mech, zrobić zakupy? TO NIEMOŻLIWE!! A ja mówię, możliwe, bo trzeba iść na skróty. Zakamarów nie tykałam, porządek (względny) został zrobiony na dwóch półkach, szafy przydasiowej, bo już mi na łeb z tych półek leciało. Wu był niepocieszony, bo to jego zagoniłam do wywalania zbędnych klamotów. A ja w tym czasie stanęłam w kuchni. I jakoś tak mi zgrabnie poszło. Rybki (brońbuk karpie) morszczuki zwykłe, posmażyłam i wsadziłam w zalewę octową, dwa wielkie słoje. Roladki wołowe, nadziewane ogórkiem, słoninką, cebulką i czosnkiem usmażyłam- to na świąteczny obiad. Tymczasem  zostały zamrożone. Reszta mięs zakupiona, wymyta i tudzież zamrożona, w środę wyjmę i znowu stanę przy piecu. Zakupy już mam, te wszystkie włoszczyzny i inne potrzebne produkty. Wyjście na bazar było małym koszmarem - armagedon, mówię Wam. Z dwoja złego wolę bazar niż Centrum Handlowe, przynajmniej blisko domu i na świeżym powietrzu. Menu świąteczne też obmyślone, Będzie sałatka jarzynowa, kurczaczek w galarecie,  schab pieczony. Na obiadek świąteczny wyżej wspomniane roladki, kaczkowe piersi i udka, z ziemniaczkami, może i kluskami, bo do ciemnego sosu pasują, jakaś surówka, barszczyk czerwony. Na deser oczywiście ciasto marchewkowe i sernik na zimno. Starczy w zupełności. Tak sobie pichcąc rozmyślałam, a  pralka prała. Potem z letka przecierałam tu i ówdzie kurze, płytki w kuchni, Wu pomagał, Młody ogarnął swoje włości. Nawet psa wyprałam świątecznie - teraz Mopeczek pięknie pachnie i jest puszystym misiem. Tak mi dobrze się pichciło, że wypichciłam jeszcze zupę ogórkową na dziś i jutro, a rzutem na taśmę upiekłam ciasto marchekowe- dwie brytfanki i jednej już nie ma. Pożarliś. A pierników nie będzie- nie chce mi się ich robić.
Był też mały ból- musiałam zlikwidować swój warsztat na stole pod oknem, bo stół będzie potrzebny do świątecznego obiadu. Miałam problem, co zrobić z warsztatowym bałaganem, ale upchnęłam to wszystko w jakieś kartony. Potem nie wiedziałam, co zrobić z kartonami, więc stoją w kącie. Wszystkie kąty u mnie zajęte, ani jednego wolnego:)
Troszkę ostatnio poszalałam z decu, robiłam chusteczniki na prezenty gwiazdkowe, które poszły w świat, ale, jak zwykle zrobiłam więcej niż trzeba. Taka piramidka się z tego zrobiła:)
Pomyślałam, że je Wam pokażę, może ktoś jeszcze nie ma prezentu, albo nawet pomysłu na prezent?Są "do wzięcia".
Piramidka nie oddaje ich uroku, bo zdjęcie zrobione w marnym oświetleniu. Jutro poprawię zdjęcia i pokażę każdy wytworek z osobna. Opiszę, jak zrobione, bo na tym zdjęciu widać prawie NIC.



I tak powolutku sobota ma się ku końcowi, jutro trzeba odpocząć, odespać. Czekają mnie pracowite dni w hucie, nie będzie wytchnienia, aż do Wigilii. Tak to już u mnie jest - koniec roku, to zawsze "pogoń z drągiem za pociągiem". W tym roku zwykły pośpieszny został zamieniony na Pendolino, ale chyba to jakoś zniosę.
A, jak tam Wasze bitwy świąteczne, wygrane, przegrane? Czy może dopiero ruszycie do boju?

niedziela, 13 grudnia 2015

Czy widzisz tu łokrong- zaskakujące wyniki testu.



Wczoraj zadałam pytanie "czy widzisz tu łokrong" - dziś odpowiedź. Sama tego nie wymyśliłam, prowadzono badania w USA.
Zdradzę tylko, że ja widziałam w tej figurze okrąg, choć nieco zdeformowany.
Test, jak test, różne dziwne widziałam, z pewnością okupiony sporym błędem statystycznym, nie trzeba się martwić swoją odpowiedzią na nie:)



.


Może trzeba było zrobić sondę na wczorajszym i dzisiejszym marszu? Te wyniki to by mnie nawet ciekawiły.

 Na dzisiejszym nie byłam, z wczorajszego mam kilka fotek. Trochę nagrań tego, co skandował tłum, a potężny był! Części tych sloganów TV  nie puszczała, były mocne, ale nikt nikogo nie chciał wieszać na latarniach, rozliczać. Odczuwało się taką symaptyczną atmosferę.

 Ten transparent...uśmiałam się szczerze powiedziawszy.

 A to jest dobre:) Dobrze, że nie mieszkam na Saskiej...

 Komu bije dzwon?
 Kto pamięta tego kogutka?


Hitem był skandowany slogan "wyrwać kempę z korzeniami" i "prezydencie ty pajacu", przy którym cała ulica skakała robiąc pajcyka.
Byli młodzi, starzy, rodziny całe.
Dzisiejszą oglądałam trochę w TV -czułam się, jak na nabożeństwie różańcowym, pompa, dęcie w trąby, przy wtórze zacietrzewionych, przywiezionych autokarami z całego kraju popleczników.

A tu rozwiązanie testu.



Jeśli odpowiedziałeś „tak, to coś na kształt okręgu” – to masz najpewniej poglądy liberalne, zgadzasz się, że rząd powinien wspierać najuboższych, bezdomnych i bezrobotnych. Opowiadasz się ponadto za prawem osób homoseksualnych do zawierania związków partnerskich (a nawet małżeństw) oraz za legalizacją leczniczej marihuany.
Jeśli odpowiedziałeś „nie, to w żadnym razie nie jest okrąg” – to bliżej ci najpewniej do poglądów konserwatywnych. Opowiadasz się zatem m.in. za silną armią i wsparciem dla biznesu. Jesteś za to przeciwnikiem nielegalnej imigracji, prostytucji, posiadania niewielkich ilości narkotyków, drobnej przestępczości itp.
Owszem, test nie ma mocy profesjonalnego narzędzia do badania postaw i poglądów politycznych. Choć stoi za nim poważna publikacja. Stosowny tekst ukazał się bowiem właśnie na łamach „Journal of Personality and Social Psychology”. Jego autorzy – Tyler G. Okimoto z University of Queensland oraz Dena M. Gromet z University of Pennsylvania – dowodzą, że ludzie, którzy widzą okrąg (kwadrat, prostokąt, trójkąt, elipsę itd.) w figurach kształtem do nich tylko zbliżonych, mają generalnie większą akceptację dla odstępstw od tzw. statystycznej normy. Czyli na przykład dla mniejszości społecznych takich jak bezdomni (ok. 100 mln ludzi na świecie) czy osoby homoseksualne (10 proc. populacji).
Autorzy stawiają nawet tezę, że ludzie, którzy znajdują w sobie akceptację dla środowisk z różnych powodów dyskryminowanych, nie tylko je akceptują, ale też są gotowe nieść im pomoc.
Żeby to ustalić, naukowcy przeprowadzili trzy badania, przedstawiając uczestnikom różne kształty (m.in. zbliżony do okręgu, jak powyższy). „To, co badani widzieli, wiązało się z ich poglądami na politykę społeczną. Na przykład na system kar (czy dla tzw. Innych powinny być wyższe, surowsze?), na finansowanie ich problemów ze środków publicznych itp.” – tłumaczą autorzy. Czyżby zatem ludzie z większą wyobraźnią przejawiali odpowiednio więcej empatii?


Żywcem wzięte z: KLIK

sobota, 12 grudnia 2015

Widzisz tu łokrong?


Tak mnie zapytał WU. Popatrzyłam i odpowiedziałam.
Pytanie jest proste, czy to jest okrąg? Czy ten kształt go przypomina? Wystarczy odpowiedziedzić tak lub nie.
A Wy chcecie odpowiedzieć? Zapraszam do zabawy.
Później będzie interpretacja odpowiedzi:)


.

wtorek, 8 grudnia 2015

Uwaga! Wiewióry napadają na ludzi...


W zeszłym roku, podczas spaceru w Łazienkach napadła mnie wiewióra. Podbiegła do mnie, wspięła się po nodze, ja narobiłam wrzasku, ona uciekła. Co to było, do jasnej anielki? Wściekła, czy co? Zadawałam sobie pytanie, nie rozumiejąc wtedy zachowań łazienkowych wiewiór. Okazuje się, że to jest ZWYCZAJNE zachowanie wiewiórek przyzwyczajonych do karmienia przez ludzi. Tak są ośmielone, że nie mają żadnego problemu, aby się wspiąć po człowieczej nodze, jak po pniu i wypatrywać, czy będzie orzeszek.
W zeszłym roku, nie miałam orzeszków, w tym roku nabyłam deputat wiewiórczy od pani stojącej przy wejściu.

No i zaczęło się...

Wiewióra na nodze...


 Wiewióra na biodrze...


 Wiewióra na dłoni...


 Dwie wiewióry, jedna umykająca z orzeszkiem, druga w drodze po orzeszek...


Wiewióra ciekawska (masz, masz orzeszka?)


Wiewióra jedząca z ręki...


Wiewióra na kolanach...


Wiwióra skradająca się po ławce...


Wiewióra rozłupująca orzech...


 Wiewióra zakopująca zdobycz. One nie jedzą tych orzechów, rozłupują, a potem zagrzebują w liście lub wykopane dołki i wracają po następne orzechy.


Wrony szare to mądre ptaki, łażą w ślad za wiewiórkami i to, co wiewiórka zakopie, wrona jednym machnięciem dzioba wygrzebuje i smacznie zajada.

A głupiutka wiewióra myśli, że zrobiła wielkie zapasy na zimę...


Te wiewiórki wywołały na mej facjacie beztroski uśmiech, bawiałam się równie dobrze, jak małe dzieciaki, ktore z rodzicami przychodzą karmić do parku wiewióry.

Jeśli ktoś wybiera się do Łazienek niech koniecznie zabierze orzechy, laskowe najlepiej, bo włoskim też dają radę, ale czasem nie mogą unieść w łapkach, nie mówiąc już o pyszczkach.

Dobrej nocy i pięknych snów. U mnie za oknem mgua, może jutro będzie szron na drzewach?

niedziela, 6 grudnia 2015

Kapliczka malowana o poranku.

 Wstałam dziś nawet wcześnie, jak na niedzielę, słonko już świeciło, nikt się po chałupie nie szwendał, pomyślałam...pomaluję sobie, zanim towarzystwo się obudzi.
Wyciągnęłam z kąta kapliczkę, na którą nie miałam od dawna pomysłu. Dziś pomysł się pojawił wraz z otwarciem ocząt. To chyba po wczorajszym kursie witrażu tak mnie naszło.
Miło spędziłam kilka godzin na machaniu pędzelkami. Pomachałabym jeszcze, ale już koniec weekendu, szkoda, za szybko się skończył. I Magda się znowu zatkała, trzeba lecieć na autostradę przepychać.

Moim zdaniem na żywo kapliczka jest ładniejsza niż na zdjęciu.


A Wam się podoba?

Sobota z witrażem.

Zapisłam się na ten jednodniowy kurs, bo byłam ciekawa, jak robi się witraże. Nosi mnie ciągle, rączki swędzą, coś chciałoby się fajnego robić, a nie wszystko można robić w domu. Do takiego witrażu potrzeba jednak trochę sprzętu. Zajmowałam się dziś witrażem Tiffanyego, kto zacz był można sobie wyguglać, nie będę Wiki przepisywać.
Powiem tak, nie jest to trudne. Z pewnością trzeba poćwiczyć, ale większych problemów bym raczej z opanowaniem tej techniki nie miała. Problemem za to jest tzw.pakiet startowy, coś koło tysiaczka...no i miejsce na wykonywanie takiej roboty. Na stole pod oknem raczej trudno byłoby, choć dla zdesperowanych każde miejsce dobre.
Co potrzeba na początek?
Szkoło, najczęściej sprowadzane z USA, choć nasze, rodzime też mamy. Różnego rodzaju cążki, taki brzeszczot do cięcia szkła, taśmy miedziane, lutownica, szlifierka do piłowania odłamanego szkła, cyna do lutowania elementów i inne rzeczy:druciki, płyny do patynowania. Niezbyt skomplikowany zestaw, ale kosztuje.

Na początek wybiera się wzór. Nie mogło być inaczej, od razu trafiłam na kaczkę. Nie musiałam już szukać innego wzoru. Są dwa egzemplarze wzoru. Jeden tnie się na elementy składowe, które są numerowane. Trzeba potem poskładać wzór według elementów. Jak już mamy pocięty wzór szukamy sobie szkła, dobieramy kolorystycznie.


Potem układamy pocięte papierowe elementy na wybranym szkle, obrysowujemy mazakiem, a następnie nacinamy szkło, specjalnym urządzeniem. Dziś robiła nam to prowadząca kurs. My uczyłyśmy się odłamywać elementy od tafli szkła- nie jest trudne, ale trzeba wiedzieć jak to zrobic, gdzie złapać, jak nacisnąć.

Potem trzeba dokładnie umyć wycięte elementy, nie moga być brudne i zatłuszczone, bo taśma się nie przylepi. Przed oklejeniem trzeba jeszcze wycięte elementy oszlifować, nie mogą być kostropate. Szlifowanie jest fajne-uspokaja. Po oszlifowaniu, umyciu i osuszeniu zaczyna się oklejać taśmą. Trzeba to robi ćdość precyzyjnie, ale też nie jest to nic strasznego. Mnie tylko przeszkadzało dość kiepskie światło w pracowni. Mój wzrok jest do kitu, nawet w okularach.
Tak wyglądają oklejone elementy, ułożone obok siebie i dopasowane.


Potem zaczyna się lutowanie. Łapie się i kropelka cyny sczepia wszystkie elementy. A potem już lutuje - też bardzo przyjemy etap.


 Tak wyglądają już"zalutowane" elementy.


Mój wzór nie miał oczka, więc dorobiłam mu z kaboszona, może za duże to oko, ale mniejszych kaboszonów nie było. Trzeba jeszcze dorobić zawieszkę z drutu miedzianego, który też trzeba pokryć cyną.
Tak wygląda wersja na srebrno, czyli sama cyna.


Na koniec jest patynowanie. Specjalnym płynem przemywa sie miejsce lutowania, przepłukuje wodą i gotowe. Można wszystko nabłyszczyć prontem.


No i mam swoją kaczusię witrażową. Następny krok to kurs na dwa dni. Będziemy robić witraż formatu A4 składający się z 25 elementów, czyli już trochę więcej roboty.
Mam zamiar pójść...a potem? Się zobaczy:) Nowe doświadczenie, nowa przyjemność. wyszłam do ludzi, pogadałam, miło spędziłam czas.
Jak Wam się podoba moja kaczusia wisząca w oknie??