Powiem tak, nie jest to trudne. Z pewnością trzeba poćwiczyć, ale większych problemów bym raczej z opanowaniem tej techniki nie miała. Problemem za to jest tzw.pakiet startowy, coś koło tysiaczka...no i miejsce na wykonywanie takiej roboty. Na stole pod oknem raczej trudno byłoby, choć dla zdesperowanych każde miejsce dobre.
Co potrzeba na początek?
Szkoło, najczęściej sprowadzane z USA, choć nasze, rodzime też mamy. Różnego rodzaju cążki, taki brzeszczot do cięcia szkła, taśmy miedziane, lutownica, szlifierka do piłowania odłamanego szkła, cyna do lutowania elementów i inne rzeczy:druciki, płyny do patynowania. Niezbyt skomplikowany zestaw, ale kosztuje.
Na początek wybiera się wzór. Nie mogło być inaczej, od razu trafiłam na kaczkę. Nie musiałam już szukać innego wzoru. Są dwa egzemplarze wzoru. Jeden tnie się na elementy składowe, które są numerowane. Trzeba potem poskładać wzór według elementów. Jak już mamy pocięty wzór szukamy sobie szkła, dobieramy kolorystycznie.
Potem układamy pocięte papierowe elementy na wybranym szkle, obrysowujemy mazakiem, a następnie nacinamy szkło, specjalnym urządzeniem. Dziś robiła nam to prowadząca kurs. My uczyłyśmy się odłamywać elementy od tafli szkła- nie jest trudne, ale trzeba wiedzieć jak to zrobic, gdzie złapać, jak nacisnąć.
Potem trzeba dokładnie umyć wycięte elementy, nie moga być brudne i zatłuszczone, bo taśma się nie przylepi. Przed oklejeniem trzeba jeszcze wycięte elementy oszlifować, nie mogą być kostropate. Szlifowanie jest fajne-uspokaja. Po oszlifowaniu, umyciu i osuszeniu zaczyna się oklejać taśmą. Trzeba to robi ćdość precyzyjnie, ale też nie jest to nic strasznego. Mnie tylko przeszkadzało dość kiepskie światło w pracowni. Mój wzrok jest do kitu, nawet w okularach.
Tak wyglądają oklejone elementy, ułożone obok siebie i dopasowane.
Potem zaczyna się lutowanie. Łapie się i kropelka cyny sczepia wszystkie elementy. A potem już lutuje - też bardzo przyjemy etap.
Tak wyglądają już"zalutowane" elementy.
Mój wzór nie miał oczka, więc dorobiłam mu z kaboszona, może za duże to oko, ale mniejszych kaboszonów nie było. Trzeba jeszcze dorobić zawieszkę z drutu miedzianego, który też trzeba pokryć cyną.
Tak wygląda wersja na srebrno, czyli sama cyna.
Na koniec jest patynowanie. Specjalnym płynem przemywa sie miejsce lutowania, przepłukuje wodą i gotowe. Można wszystko nabłyszczyć prontem.
No i mam swoją kaczusię witrażową. Następny krok to kurs na dwa dni. Będziemy robić witraż formatu A4 składający się z 25 elementów, czyli już trochę więcej roboty.
Mam zamiar pójść...a potem? Się zobaczy:) Nowe doświadczenie, nowa przyjemność. wyszłam do ludzi, pogadałam, miło spędziłam czas.
Jak Wam się podoba moja kaczusia wisząca w oknie??






Super!!!
OdpowiedzUsuńDzięki za odwiedziny:)
UsuńCudna kaczusia! Będzie pięknie wyglądać na oknie.
OdpowiedzUsuńJuż wisi!!
UsuńPiękna kaczusia!:)Baaardzo lubię ten rodzaj tfurczości:)
OdpowiedzUsuńTak to przyjemna działalnośc i efektowna.
UsuńUrocza.
OdpowiedzUsuń:)
UsuńZarazilas sie kaczyzmem? Nic dziwnego w takim zakaczonym kraju... :)))
OdpowiedzUsuńAle mimo, ze kaczka, to witraz bardzo ladnie Ci wyszedl. :)
Bókbroń, ale kaczki są mi bliskie, a tu taki zbieg okoliczności i pech...
UsuńDziękuję: Koleżanka robiła papugę:)
Bardzo ładna kaczusia.Lubię nowe zabawki, też bym spróbowała.
OdpowiedzUsuńA masz gdzie? Są u Ciebie kursy? To może wart...
UsuńCudna :) I własnoręcznie robiona :)))
OdpowiedzUsuńKolejny talent Mnemo ;)
OdpowiedzUsuńEhm...wpadnij jeszcze, bo mam jeszcze coś do pokazania:) Eksplozja jakaś, szkoda, że w tym wieku, a nie 20 lat temu. Dlaczego mi się wtedy nic nie chciało, a teraz chce?
UsuńI dziękuję, za ten talent;)
Prawie, prawie. Szkła nie wycinałam!
UsuńTe 20 lat temu większości takich kreatywnych kursów nie było. Zazdrościłam swojej znajomej z Ostródy, bo u niej działo się więcej za bardzo małe pieniądze albo za darmo a w Warszawie płać, płać i to słono. 20 lat temu straciłam pracę, bezrobocie i... i w Urzędzie pracy był Kurs Witrażu i chciałam pójść ale to był dla tych bez zawodu potrzebnego ja ekonomista a jeśli chciałabym to chyba kosztowało ok.1500zł i refundacja po kursie wchodziła w grę w jakiejś części a ja bez pieniędzy.."
OdpowiedzUsuńTaki witraż i poddawanie się materiału i te kolory...pewnie wiele osób marzyło ja też a Tobie udało się choćby spróbować a może coś wykiełkuje, oby! Czego Ci życzę!!!!
No widzisz, gdybyś wtedy zaryzykowała może wczoraj uczyłabym się u Ciebie? 20 lat temu nie było do niczego dostępu, człek był tępy jakiś i wydawało mu się, że to wszystko takie trudne, dla wybranych. A prawda jest taka, że wielu rzeczy się można nauczyć nie mając wybitnego talentu. Lubię próbować tego i tamtego, cieszę się, jak mi coś wychodzi.
OdpowiedzUsuńBardzo mi się podoba :) Piękne hobby :)
OdpowiedzUsuńDziękuję Agatek:)
UsuńAle czad!!! to lutowanie mi się podoba;)))
OdpowiedzUsuńPierwiastek męski Ci się spodobał!!
UsuńFajnie, ze wzielas udzial w tym witrazowaniu.
OdpowiedzUsuńJestes bogatsza o nowa tworczosc i o pieknie wykonana wlasnymi recami kaczke :)
Bardzo łanna :)
OdpowiedzUsuńZawsze myślałam, że to jest bardziej skomplikowane. Kaczusia fajowska. Będzie ciąg dalszy?
OdpowiedzUsuńfajna kaczusia :)) a jak interesująco dzień spędzony - wśród ludzi, a przy ciekawym zajęciu! i tak trzymać! :)
OdpowiedzUsuńKaczka jak zywa!!! prosiemy wiencej!!!!
OdpowiedzUsuńUrocza kaczuszka, dobrze, że jej oczko dorobiłaś, nabrała wyrazu:)) Zdolna jesteś manualnie bardzo!
OdpowiedzUsuńWiency będzie, ale już w Nowym Roku. Teraz trzeba chałupę odgracić. To zabawa dla tych, co chcą w tym działać, sprzęt dość drogi. Fajnie wiedzieć, jak się to robi, bo można wykorzystać w innej działalności.
OdpowiedzUsuńKaczuszka jak żywa :)) Bardzo dobrze że spróbowałaś i masz rację to doświadczenie można wykorzystać gdzie indziej.
OdpowiedzUsuńTaka machnelas za pierwszym razem??? matkoo, jest sliczna!
OdpowiedzUsuńNo masz, też bym pomyślała, że to trudniejsze. Większość rękodzieła wymaga inwestycji. Zależy co się chce z tym dalej robić. Zastanów się. Możliwości jest wiele: zawieszki, dekoracje różne, abażury... mmmm:)
OdpowiedzUsuńSerdeczności!