czwartek, 23 sierpnia 2012

Lato się kończy.....

Tak, powolutku, niepostrzeżenie lato się nam kończy. I nic to, że to kalendarzowe trwać będzie jeszcze miesiąc.
Po urlopie zostało tylko wspomnienie, dzień już krótszy o 2,5 godziny, pola zaorane, bociany odlatują, stragany na bazarze aż uginają się od owoców i warzyw. Czas wracać do powakacyjnego rytmu.
Wyciągnęłam zaniedbane w lecie skrzyneczki, bo latem jakoś tak mi nie szło. Ciągle w podróży, do i z Kaczorówki, parę wypadów dalej, nie było zbytnio czasu.....
Na początek malutka skrzyneczka dla małej dziewczynki na ozdóbki. Urodzinowa. W szufladce bransoletki i korale, które zrobiłam z resztek pozostałych z czasów, kiedy troszkę bawiłam się koralikami. Reszta skrzyneczek już prawie gotowa, ale to innym razem.



Jeszcze bukiety z wrotycza i krwawnika w koszyczkach pobielonych na tą okazję i ozdobionych własnoręcznie kwiatkami szydełkowymi ( pierwsze w życiu takie popełniłam)



I moja chluba, przebarwiająca się pięknie hortensja z kaczorówkowego ugoru. Jest wyjątkowo dekoracyjna i  z całą pewnością zostanie rozmnożona. Miejsca u mnie dostatek i chętnie posadzę jeszcze kilka.

Witam serdecznie nowych obserwatorów. Już  wkrótce reszta skrzyneczek i może troszkę większe zwierzę, mianowicie skrzynia. Na razie stoi pobejcowana i czeka na czas, tzn. mój wolny czas :)

Pozdrawiam wszystkich serdecznie.
Miło mi, że chcecie tu zaglądać.

wtorek, 21 sierpnia 2012

Pasja nieco odmienna

Różne mamy hobby, pasje, świry, czy jakby tam nie nazwać wszystkiego tego, co robimy dla przyjemności poza obowiązkami domowymi i służbowymi. Dla jednych to będzie dzierganie na drutach, wyszywanie, szycie, decoupage, odnawianie starych chałup, mebli, hodowanie kotów, psów, rybek i  mnóstwa innych fantastycznych zajęć.
Dziś o pasji nieco innej, chyba troszkę już zapomnianej (coraz mniej widuję takich przydomowych hodowli). Będzie o hodowaniu gołębi. Nie po to, żeby z nich gotować rosołki (a jakże jadłam taki w chorobie, bo ponoć wzmacniający i nie wiem jak ja  mogłam brrr), ale dla samej przyjemności obcowania ze skrzydlatymi podopiecznymi. Kiedyś hodowca puszczał gołębie na tzw. loty i zawsze mnie dziwiło skąd taki gołąb wie, jak ma wrócić do domu, a bywało, że wywożono je do Niemiec bądź dalej, a one po jakimś tam czasie wracały do domu. Siedziało się wtedy w okolicy gołębnika przez wiele godzin i notowało godzinę przylotów, zdobywało puchary. Po szczególne okazy gołębi pocztowych jeździło się na Śląsk, bo tam nie tylko zagłębie węglowe było, ale też gołębie. Miałam też swego czasu okazję oglądać obrączkowanie gołębi, bo każdy pisklaczek dostawał obrączkę na nóżkę i chyba gdzieś tam był zarejestrowany. Dużo później dowiedziałam się, że po oznakowaniach wytłoczonych na obrączce można nawet dojść do właściciela. Znalazłam kiedyś taką obrączkę, pewno gołąb zginął marnie i pomyślałam sobie, że właściciel pewno chciałby wiedzieć, co stało się z jego pupilem. Widziałam jak wyczekuje się powrotu gołębi z lotów.Wyszperałam w necie potrzebne wiadomości i w końcu ustaliłam, kto jest właścicielem ptaka. Odesłałam tą obrączkę, gdzieś w drugi koniec Polski.
Mnie wnętrze gołębnika troszkę napawało obrzydzeniem, bo nie pachnie tam szczególnie pięknie, za to można było obserwować zachowania gołębi, ich zaloty, jak karmią młode, wysiadują jaja, przepychają się do ziaren. Właścicielowi jadły z ręki i siadały na ramionach, a czasem nawet na głowie. Do gołębnika zlatywały się na gwizd i tylko właściciel umiał je tym gwizdem przywołać.
Ta pasja potrafi być tak silna, że nawet po wyprowadzce na wyspy brytyjskie odnawia się stado, buduje gołębniki i hoduje 300 sztuk gołębi.
Pamiętacie Balcerka z Alternatywy 4? No własnie, taka to jest pasja, a poniżej na zdjęciach taki jeden pasjonat, który pozwolił mi pokazać swoje skrzydlate stado.










wtorek, 14 sierpnia 2012

W leniwym tempie

Po urlopie jakoś tak zwolniłam i w żółwim tempie postanowiłam spędzić weekend. Doświadczyłam więc wylegiwania się w łóżku, błogostanu przy piciu porannej kawy na schodkach tarasu, dumaniu o życiu, spacerków wśród wybujałego zielska w okolicy, krótkiej wycieczki rowerowej, która skończyła się odkryciem pięknego bagna, gdzie cisza i spokój, obserwacji, co to mi w tym roku urosło i przyglądaniu, jak powstaje altana i rojeniu jak będzie wyglądać ukończona.
Co więcej trzeba? Czas naładować akumulatory na długą jesień i zimę, nawdychać sosnowego powietrza, nacieszyć oczy zielenią i zebrać siły na wiosenne zasuwanie:))

 Zebrany na spacerach wrotycz i ukończone "dzieła", butelka po winie biedronkowym i puszka po kukurydzy z przeznaczeniem na ziarno dla ptaków.
 Sierpniowe zielsko niczym u Schulza w "Sklepach cynamonowych", gdzie " Splątany gąszcz traw, chwastów, zielska i bodiaków buzuje w ogniu popołudnia. Huczy rojowiskiem much popołudniowa drzemka ogrodu. Złote ściernisko krzyczy w słońcu, jak ruda szarańcza; w rzęsistym deszczu ognia wrzeszczą świerszcze; strąki nasion eksplodują cicho, jak koniki polne"
 Glany syna wciąż dobrze służą gruboszom, który to już rok? Jednak nie ma jak to buty ze skóry.
 Grzyb - dziwoląg spotkany na spacerze.
 Bagno, a może zaraz przejdzie tędy dinozaur?
Altana w budowie i moje niedorozwinięte słoneczniki na pierwszym planie.

sobota, 11 sierpnia 2012

Hortensje na moim ugorze

Historię mojej heroicznej walki z kaczorówkowym ugorem już znacie. Właśnie mija jej kolejny rok i powolutku widać efekty. Najwdzięczniejsze są hortensje i odpłacają moje ciężkie prace ziemne przy karczowaniu zagajnika tudzież przy zbieraniu krowich placków na nawóz, w postaci kwitnących całkiem ładnie krzaczków. 
Miałam szczery zamiar zrobić dla każdego krzaczka tabliczki z nazwą, ale mimo chęci to się jeszcze nie udało i pewno nie uda, bo większość nazw już zapomniałam, a sklepowe etykiety rozmył deszcz. Szkoda.
Wiem jednak, która jak będzie się wybarwiała. Mam takie, które na początku kwitnienia są białe, a potem będą  zmieniać kolor na seledynowy, takie, które od razu są seledynowe i takie, które przebarwią się na różowo, a potem na czerwono. Będzie ładnie jesienią.
Hortensje bukietowe rzeczywiście nie są trudne w uprawie, a efekt dekoracyjny murowany. 
A tak wyglądają moje piękności.







środa, 8 sierpnia 2012

Zrobiło się prezentowo.

Kto nie lubi prezentów? Szczególnie tych robionych własnoręcznie, żadne tam sklepowe, nawet najdroższe, nawet najmodniejsze nie zstąpią tych, które ktoś robi z myślą o Tobie.
Dostałam taki prezent ostatnio od mojej miłej, kaczorówkowej sąsiadeczki Oli.
Na wieszaczku zrobionym z masy solnej jest cała moja rodzinka i nawet pewnego rodzaju  herb rodzinny.
Olka uchwyciła nasze podobieństwo z zadziwiającą trafnością, jedynie córcia Oli sprawdziła, czy "ciocia" rzeczywiście ma cycuszki. Pomacawszy i zerknąwszy w dekolt stwierdziła "masz cycuszki" , czyli wszystko się zgadza. Zastrzeżeń do chłopaków i zwierzęcia nie miała:)
Małe dziewczynki są słodkie, prawda?

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Mam kota:)

Tak, tak od dziś mam kota:) Wzięłam udział w zabawie urodzinowej u Baby ze Wsi http://marszewskakolonia.blogspot.com/2012/07/nie-trzeba-wiele.html#comment-form, a że lubię tam zaglądać, czytać z przyjemnością jej wpisy i na dodatek siedzę do późna w nocy to wstrzeliłam się dokładnie. Jest to mój pierwszy blogowy prezencik, który dostałam. Kot dotarł do mnie w worku i to bardzo szybko. Zamieszkał sobie  w sypialni w starej makutrze. Babo, bardzo Ci dziękuję i obiecuję, że kot u mnie będzie miał bardzo dobrze.
Wszystkim polecam też bloga Baby ze wsi, ja z niecierpliwością zawsze czekam na kolejne notki.