Różne mamy hobby, pasje, świry, czy jakby tam nie nazwać wszystkiego tego, co robimy dla przyjemności poza obowiązkami domowymi i służbowymi. Dla jednych to będzie dzierganie na drutach, wyszywanie, szycie, decoupage, odnawianie starych chałup, mebli, hodowanie kotów, psów, rybek i mnóstwa innych fantastycznych zajęć.
Dziś o pasji nieco innej, chyba troszkę już zapomnianej (coraz mniej widuję takich przydomowych hodowli). Będzie o hodowaniu gołębi. Nie po to, żeby z nich gotować rosołki (a jakże jadłam taki w chorobie, bo ponoć wzmacniający i nie wiem jak ja mogłam brrr), ale dla samej przyjemności obcowania ze skrzydlatymi podopiecznymi. Kiedyś hodowca puszczał gołębie na tzw. loty i zawsze mnie dziwiło skąd taki gołąb wie, jak ma wrócić do domu, a bywało, że wywożono je do Niemiec bądź dalej, a one po jakimś tam czasie wracały do domu. Siedziało się wtedy w okolicy gołębnika przez wiele godzin i notowało godzinę przylotów, zdobywało puchary. Po szczególne okazy gołębi pocztowych jeździło się na Śląsk, bo tam nie tylko zagłębie węglowe było, ale też gołębie. Miałam też swego czasu okazję oglądać obrączkowanie gołębi, bo każdy pisklaczek dostawał obrączkę na nóżkę i chyba gdzieś tam był zarejestrowany. Dużo później dowiedziałam się, że po oznakowaniach wytłoczonych na obrączce można nawet dojść do właściciela. Znalazłam kiedyś taką obrączkę, pewno gołąb zginął marnie i pomyślałam sobie, że właściciel pewno chciałby wiedzieć, co stało się z jego pupilem. Widziałam jak wyczekuje się powrotu gołębi z lotów.Wyszperałam w necie potrzebne wiadomości i w końcu ustaliłam, kto jest właścicielem ptaka. Odesłałam tą obrączkę, gdzieś w drugi koniec Polski.
Mnie wnętrze gołębnika troszkę napawało obrzydzeniem, bo nie pachnie tam szczególnie pięknie, za to można było obserwować zachowania gołębi, ich zaloty, jak karmią młode, wysiadują jaja, przepychają się do ziaren. Właścicielowi jadły z ręki i siadały na ramionach, a czasem nawet na głowie. Do gołębnika zlatywały się na gwizd i tylko właściciel umiał je tym gwizdem przywołać.
Ta pasja potrafi być tak silna, że nawet po wyprowadzce na wyspy brytyjskie odnawia się stado, buduje gołębniki i hoduje 300 sztuk gołębi.
Pamiętacie Balcerka z Alternatywy 4? No własnie, taka to jest pasja, a poniżej na zdjęciach taki jeden pasjonat, który pozwolił mi pokazać swoje skrzydlate stado.
Gołębie towarzyszą mi od dzieciństwa. Może nie bezpośrednio, ale są obok. Może dlatego, że mieszkam na Śląsku:). Zawsze blisko ktoś hoduje je, a także dziko żyjących jest mnóstwo. Jak jestem na ogródku to wciąż kołują, bo ktoś niedaleko ma gołębnik. Przyzwyczaiłam się do nich, aczkolwiek muszę przyznać, że nie patrzę łaskawym okiem, gdy chcą założyć gniazdo na balkonie, bo w efekcie jest masakra!
OdpowiedzUsuńNatomiast wiem, że jest to pasja, która niesamowicie wciąga i potrafi zajmować najmniejszą chwilkę w ciągu dnia.
Swoją drogą śliczny ten gołębnik od środka, który pokazujesz:).
Pozdrawiam serdecznie, bohatera relacji również!
Ten gołębnik jest już pusty, teraz jest inny daleko "za wodą". Musiał się odrodzić na nowo, bo jak pasja to pasja, ale zdjęć nowego nie mam na razie:)
Usuńpodziwaim wszystkie pasje a ta wyjątkwo emanuje miłością...lubię patzreć na mołojące gołębie, sąsiad zza drogi hoduje, więc widzę je codzień...
OdpowiedzUsuńświetne zdjecia- takie klimatyczne...
serdeczne
Dzięki, w sumie dobrze, że wtedy zrobione, bo już dzisiaj byłoby to niemożliwe.
UsuńPiękna pasja (na przeziębienie proponuję chleb z czosnkiem posypany obficie natką pietruszki dla zabicia zapachu) i pięknie o niej piszesz i ten pasjonat jest chyba bardzo szczęśliwy, bo w dzisiejszym świecie mają co tu gadać przechlapane a przynajmniej ten warszawsko-podwarszawski światek traktuje takich jak margines społeczny i od lat tego nie widziałam i jeszcze te naukowe teorie, że gołębie roznoszą choroby.
OdpowiedzUsuńA wiesz, że ja czasami widuję kołujące w okolicy lotniska Bemowo? Pewno jeszcze ,gdzieś ktoś na ogródkach działkowych chowa.....
UsuńLepiej niż w "Alternatywy 4" pokazano to w "Warszawskich gołębiach" z 1988 roku- polecam. Ja kocham ptactwo wszelkie...
OdpowiedzUsuńA to nie widziałam, albo nie pamiętam, muszę poszukać w necie filmu. Dzięki.
Usuń