sobota, 29 marca 2014

Mazury 2014

Sezon otwarty. Pogoda jak drut, ptaki spiewaja, Mop moczy sie w jeziorze. Jest pieknie. Nie wiem, co bedzie jak noc nadejdzie. Cieple gatki czekaja:) Buziaki

niedziela, 23 marca 2014

Trójkąt bermudzki...............

Może nie całkiem, jak trójkąt bermudzki, ale prawie, wciąga mnie rzeczywistość i różne takie przypadki, co to odsapnąć nie pozwalają. Choć nie zawsze mi ostatnio do śmiechu i raczej skłaniam się do kwitowania wszystkiego " do dupy", to myślę sobie, że trzeba też mówić sobie "wiśta wio i do przodu". Szczególnie, jak się TAKI podkład sobie zapuści.......dobrze ogłusza:))


Można też tego słuchać tak, chyba nawet jeszcze lepiej..........



Dla zwiększenia przekazu powiedzenia "wiśta wio i do przodu" nabyłam też sobie koszulkę......... świeci w ciemnościach:))))


Mam nadzieję, że będzie działać odstraszająco tam gdzie będzie trzeba.......



Pocieszam się, że kiedyś może będę miała na wszystko czas i nikomu wielka krzywda się dziać nie będzie, jak zasiądę na godzinkę przed lapciem. Chwilowo oprócz ról pełnionych do tej pory bywam jeszcze pielęgniarką, niańką i pocieszycielką strapionych w tym siebie.

Nawet na Mazury nie pojechałam choć pogoda była cudna i sobota dniem wymarzonym na otwarcie sezonu.
Coś tam kombinowałam w tak zwanym międzyczasie, ale raczej to nędzne podrygi niż jakieś konkretne działania.
Zrobiłam "na nowo" pudełko po czekoladkach metodą postarzania "na cukier", którą podpowiedziała Ystin, a której opis jest tu: KLIK
Metoda fajna, prosta i efektowna, jak mi się zdaje.


Podkręciłam wygląd pudełeczka spękaniami nawierzchniowymi, które nawet udało mi się sfotografować, co nie jest takie łatwe.

Odebrałam od nieocenionej Qrki szyldziki do ziół, które mniej więcej sprawiedliwie podzieliłam pomiędzy siebie, psiapsiółkę i synową. Na razie wszystkie pilnują bazylii, którą uwielbiam, ale przyjdzie czas, jak każdy szyldzik stanie koło prawidłowego ziółka.

 Qrka, jak to Qrka do zamówionych szyldzików dołożyła jeszcze woreczki gratis i zawieszkę "Kaczorówka", którą dzierży na razie w metalowej łapce Eustachy rezydujący w Czerwonym Październkiu, choć groziło mu wygnanie mazurskie. Dzięki jego ujmującej fizjonomii zapragnęłam go mieć w mieście ot i mam.
Qrko raz jeszcze pięknie dziękuję.





Zdybałam gdzieś w SH taką niebieściuchną osłonkę, czy wazę, ale przez ten wsysający Trójkąt bermudzki jeszcze nie pomyślałam nawet, co z nim pocznę. Jakoś spodobała mi się ta pierdółka to zabrałam ze sobą, żeby "zaś" do czegoś wykorzystać. Wpisuje się wszak w kolorystykę panieńskiego pokoiku.


Byłam też na spacerze wiosennym raczej o zabarwieniu dramatycznym, fakt, że po drodze widziałam wiosnę w postaci białych i żółtych kwiatków, jednak facet popylający boso i w samych gatkach przez las bardziej niż te kwiatki utwierdził mnie w przekonaniu, że jednak wiosna już jest.





A następnym razem, jak mnie Trójkąt bermudzki nie wessie na dobre będzie o tłustym kocie, co pilnuje szopki, Franku i bezwzględnym zakazie go karmienia oraz o tajemniczym facecie, co stał na wieży.

P.S.
Przepraszam, że mało mnie u Was, chcem, ale nie mogem, doba ma tylko 24 h :(((


poniedziałek, 17 marca 2014

Dziś o psie będzie

Że mam lekkiego świra na jego punkcie to jest już powszechnie znane. Nie żebym była egzaltowaną paniusią, ale różne przypadki nauczyły mnie, że na takiego malutkiego pieska czyhają różne niebezpieczeństwa, z których malutki, głupiutki i kochający wszystkich piesek nie zdaje sobie sprawy. Dlatego uważam na niego i pilnuję, jak oka w głowie. Już drugi raz nie dopuszczę, aby został pogryziony, nie pozwolę przez nieuwagę zjeść żadnego świństwa z krzaków, które oczywiście uwielbia, a potem cierpi....W razie wyjazdu mam dwie tylko osoby, którym mogę powierzyć nad nim opiekę, bo im ufam, jest jeszcze wariant trzeci zawieść siostrze, nawet te 300 kilometrów, ale wolę to niż martwić się, czy Mopowi się nic złego nie stanie.

Lubimy być razem z Mopem w domu, sami. Najlepiej, jak nie mam nic konkretnego do roboty i na przykład oglądam sobie film. Wtedy Mop kładzie się obok mnie, albo nawet na mnie i rozkosznie zasypia. Widać, że mu błogo, bo nie reaguje na sesję zdjęciową, którą mu postanowiłam zrobić. Spał, jak zabity i chrapał w najlepsze...........



No sami powiedzcie, czy nie słodziak?














I jest nam dziś tak dobrze w domu, jest cicho, spokojnie, choć za oknami wiatr hula, ale my nic, ale to nic nie musimy:))))))

niedziela, 16 marca 2014

Czasem się iskierka zapali

Czasem się iskierka zapali i człek się weźmie do jakichś przyjemniejszych zajęć niż te codzienne, ale jak to iskierka zapali się i gaśnie, bo ciągle coś przeszkadza. Jakoś nic nie da się zrobić w 5 minut, a tak się teraz składa, że, jak tylko wezmę się do swoich zabawek to natychmiast coś się dzieje. Dlatego od momentu, kiedy postanowiłam "coś" ulepić z masy solnej do momentu zrealizowania minął tydzień, a dzisiejsze malowanie wyschniętych już ulepków też odbywało się na łapu capu, tak, jakby mnie ktoś popędzał.
Najlepiej udało mi się serducho i baranek, reszta taka nieudaczna, ale wiem, że to kwestia dojścia do wprawy. I nie można zrobić czegoś dobrze wiedząc, że za 15 minut trzeba już wyjść, albo coś zrobić. Dlatego chyba już na razie nie będę się do niczego więcej zabierać, bo moja frustracja tym wiecznym brakiem czasu jest coraz większa. Już chyba lepiej siedzieć i tak czekać, co znowu..............
Ostatnie dni mijają mi na bieganiu to w tą to w tamtą, a to do połamanej teściowej, a to z psią dupką do weterynarza, o hucie nie wspomnę. Dzień kończy się zwykle sennym odpłynięciem na siedząco w fotelu. Jakaś masakra. Dzień jest poszatkowany na godziny, kwadranse, minuty, wszystko jest od, do......
Kiedyś mieszkałam na wsi, paliłam w piecach, grzałam wodę na pranie, prałam we frani, jeździłam do huty na rowerze , miałam ogród warzywny, ogródek, podwórze, rąbałam drewno i nosiłam węgiel i jakoś dawałam radę. Z małym dzieckiem. Dziś nie palę w piecu, nie mam ogrodu, pralka sama pierze, dziecko wyszło z domu, a ja zagoniona, jakbym miała pięcioro małych dzieci i ciągle jest coś,co powinnam zrobić, a już nie mam siły.......
Piszę posty i ich nie kończę, a ten dziś to kolejny z serii tych sfrustrowanych, aż mi głupio.
Wiosno przyjdź, przyrodo obudź się, może dasz jakieś nowe siły i nastrój weselszy?








A to kolejne brzydactwa.........


Nie wiem, czy bez malowania nie było lepiej......





W zeszłym tygodniu, w niedzielę, kiedy jeszcze była piękna pogoda wytargałam Wu na spacer najpierw do parku na śniadanko...


potem do Cytadeli. Spacer do Cytadeli był trochę nieudany, bo wejścia na teren nie ma, trwa budowa. Z tablicy wyczytałam, że Muzeum Katyńskiego, ale było ciepło i już samo maszerowanie w jasnych promykach słonecznych dawało radość.





Spotkałam stary krzyż i wśród zabudowań fortecznych położonych za murem koty grzejące się w słońcu.







Tydzień temu widziałam też całe tabuny kowali wygrzewających się na murach Cytadeli, a w zasadzie na jakimś pniaku wyrastającym z murów. Dziś pewno się schowały, bo wieje i pada. Taka pogoda typowo marcowa, w marcu, jak w garncu..........




I tak to zbliżam się do końca a myślałam, że nici będą dziś z pisania:)))
Mam zamiar zrobić coś dobrego dla żołądka, taki deser zwany pawvlową, czy cuś, z bezy, bitej śmietany i owoców, jadłam to kiedyś i bardzo mi smakowało......... chrzanić te krasnoludki...............

wtorek, 11 marca 2014

Mnemo konsumuje

Mnemo zjadła homara podanego przez szefa kuchni prywatnie.
Taki luksus! Hmmm mimo całej tej egzotyki chyba jednak prościej zjeść schabowego:)

czwartek, 6 marca 2014

Szmaciane serca kontra ludzkie serca.


Szyję te szmaciane serca i tak dumam sobie nad nimi. Jakieś jednak smutne te dumania dzisiaj, bo przypominają mi się same złe doświadczenia i tak sobie myślę, dlaczego w niektórych ludziach tyle jest jadu tyle złośliwości, potrzeby dokopania drugiemu. I jeszcze dumam o kłamstwie.Ludzie zbyt często kłamią, a tym kłamstwem potrafią mocno skrzywdzić innych.


Z racji prowadzonej działalności bywa, że muszę wysłuchać czasami różnego rodzaju skarg.Jeśli skarga dotyczy konkretnej osoby bywa, że aby sprawę wyjaśnić raz na zawsze, doprowadzam do konfrontacji skarżącego z obwinianym. Czuję się czasami mocno zażenowana, kiedy na słowo konfrontacja nagle zarzuty słabną, następuje delikatne wycofywanie się, niechęć do konfrontacji spowodowana brakiem czasu, zaś na widok przed chwilą agresywnie obwinianego, wykwita na twarzy uśmiech, a zarzuty natychmiast są bagatelizowane, wręcz często uznawane za niebyłe. I nagle taki agresor staje się pokornym barankiem, który wyssał część zarzutów z palca a reszta to jest długa lista pobożnych życzeń, które oczywiście powinny jego zdaniem być spełnione. Na odchodne dziękuje, przeprasza, miło żegna się z obwinianym.........szok normalnie.......przed chwilą żądał co najmniej ustawienia pod pręgierzem, chłosty, a najlepiej wywalenia od razu z roboty.

Najgorzej się czuję wtedy, kiedy mam do czynienia z ewidentnym kłamcą, a ja w prosty sposób ( bez konfrontacji) mogę to kłamcy udowodnić( bywają takie przypadki). Kłamca się tego oczywiście nie spodziewa i trzeba byłoby zobaczyć, co w takim wypadku dzieje się z kłamcą. Typy są różne, w niektórych taki fakt przyłapania na kłamstwie wzbudza bestię, są krzyki, straszenie, inni udają, że nic nie rozumieją, jeszcze inni twierdzą, że to ktoś ich wprowadził w błąd i zmykają............
A ja z każdym takim przypadkiem mam mniej wiary w ludzi i zastanawiam się po, co tak robią.
Czy wyobrażacie siebie samych w sytuacji takiej osoby, która chodzi i rozpowiada nieprawdę w jakimś tylko dla siebie wiadomym celu, wiedząc, że krzywdzi tym innych ludzi?????
Za to mam wielki szacunek dla osób, które w sposób kulturalny,  merytoryczny zgłaszają swoje niezadowolenie, nie muszę tych osób widzieć to może się odbywać telefonicznie, po tonie głosu i sposobie przedstawienia sprawy rozpoznam, że człowiek ma rzeczywisty problem i nie zgłasza go po to, żeby komuś tylko i wyłącznie dokopać.

Dziś załatwiałam taką jedną sprawę zdalnie, nie było konfrontacji. Zaangażowanych w sprawę jest 5 osób, każda spędzi przynajmniej godzinę na przygotowanie wyjaśnień, a w toku ich przygotowań już widać, że człowiek bardzo mocno rozmija się z prawdą, a w pewnej kwestii nawet kłamie, co potwierdza kilkanaście innych osób i dokumenty..........
Smutne to, bo w tym czasie, kiedy przygotowuje się wyjaśnienia można byłoby zrobić wiele innych pożytecznych rzeczy.
Zastanawiam  się, jaki kolor mają serca kłamców? Są szare, czarne, bure? No bo chyba nie czerwone, ani żółte, ani różowe.........

Ale za to szmaciane serca są kolorowe, może powinnam je rozdawać kłamcom?



Te są z transferem, dla miłośników psów, kotów i .........koron.........



 ale z drugiej strony są kolorowe......................


I cała kolejna kupka ..........