Najlepiej udało mi się serducho i baranek, reszta taka nieudaczna, ale wiem, że to kwestia dojścia do wprawy. I nie można zrobić czegoś dobrze wiedząc, że za 15 minut trzeba już wyjść, albo coś zrobić. Dlatego chyba już na razie nie będę się do niczego więcej zabierać, bo moja frustracja tym wiecznym brakiem czasu jest coraz większa. Już chyba lepiej siedzieć i tak czekać, co znowu..............
Ostatnie dni mijają mi na bieganiu to w tą to w tamtą, a to do połamanej teściowej, a to z psią dupką do weterynarza, o hucie nie wspomnę. Dzień kończy się zwykle sennym odpłynięciem na siedząco w fotelu. Jakaś masakra. Dzień jest poszatkowany na godziny, kwadranse, minuty, wszystko jest od, do......
Kiedyś mieszkałam na wsi, paliłam w piecach, grzałam wodę na pranie, prałam we frani, jeździłam do huty na rowerze , miałam ogród warzywny, ogródek, podwórze, rąbałam drewno i nosiłam węgiel i jakoś dawałam radę. Z małym dzieckiem. Dziś nie palę w piecu, nie mam ogrodu, pralka sama pierze, dziecko wyszło z domu, a ja zagoniona, jakbym miała pięcioro małych dzieci i ciągle jest coś,co powinnam zrobić, a już nie mam siły.......
Piszę posty i ich nie kończę, a ten dziś to kolejny z serii tych sfrustrowanych, aż mi głupio.
Wiosno przyjdź, przyrodo obudź się, może dasz jakieś nowe siły i nastrój weselszy?
A to kolejne brzydactwa.........
Nie wiem, czy bez malowania nie było lepiej......
potem do Cytadeli. Spacer do Cytadeli był trochę nieudany, bo wejścia na teren nie ma, trwa budowa. Z tablicy wyczytałam, że Muzeum Katyńskiego, ale było ciepło i już samo maszerowanie w jasnych promykach słonecznych dawało radość.
Spotkałam stary krzyż i wśród zabudowań fortecznych położonych za murem koty grzejące się w słońcu.
Tydzień temu widziałam też całe tabuny kowali wygrzewających się na murach Cytadeli, a w zasadzie na jakimś pniaku wyrastającym z murów. Dziś pewno się schowały, bo wieje i pada. Taka pogoda typowo marcowa, w marcu, jak w garncu..........
I tak to zbliżam się do końca a myślałam, że nici będą dziś z pisania:)))
Mam zamiar zrobić coś dobrego dla żołądka, taki deser zwany pawvlową, czy cuś, z bezy, bitej śmietany i owoców, jadłam to kiedyś i bardzo mi smakowało......... chrzanić te krasnoludki...............
Oj tam, zaro brzydactwa ;) Mniej udane, moze, ale bez przesady :)
OdpowiedzUsuńJak człowiek ma chęci i motywację do pracy, to wtedy na wszystko ma czas, a jak coś zgrzyta, to - wiadomo. Może z wiosną będzie lepiej.
Ależ cudne te zdjęcia kowali i kota, szczególnie :)) Kowale kojarzą się mi nieodmiennie z uwagą w dzienniczku, którą przyniósł mój bratanek będąc w pierwszej, czy drugiej klasie.
Brzmiała mniej więcej tak:" D. na przerwie straszy dziewczynki robakami/owadami - już nie pamiętam dokładnie. Proszę porozmawiać z synem na ten temat."
Młody wezwany na rozmowę przed oblicze dorosłych domowników i zapytany o tę sytuację powiedział, że on wcale nie straszył, to inni koledzy rzucali kowalami w dziewczynki, a on je tylko łapał i im przynosił.
Nam wszystkim ręce opadły i zaczęliśmy się śmiać :))
Mnie kowale kojarzą się z cmentarzem, zawsze ich tam siedziało mnóstwo przy nagrobkach, wygrzewały się, dlatego nie przepadam za nimi choć, jak na robale to całkiem ładne są:)))
UsuńChłostać je i biczować ( krasnoludki ) ! U nas tak pada i wieje, ża aż zupełnie ciemno. Nawet konie nie chcą wytknąć nosa ze stajni.
OdpowiedzUsuńPrzegrałam tą wojnę z krasnoludkami, ale nie mam siły na wieczne wyrzeczenia, ale jak je (krasnoludki) spotkam to kopa zasadzę.............
UsuńU mnie też duje, z drzew sypią się gałęzie........
Pavlova uwielbiam. Babcia była specjalistka w jej przygotowywaniu, chociaż nie nazywał się deser ten Pavlowa.
OdpowiedzUsuńSerce z masy jest bardzo urokliwe. Reszta towarzystwa też. Szczególnie przypadł mi do gustu baranek, z wiadomych względów. Moje palce są niestety za "grube" na takie delikatności. Praca fizyczna dodaję tężyzny, hartuje i w ogóle jest ok, ale roboty precyzyjne odpadają zupełnie. Jedynie szycie ręczne mi się udaje.
Mnemo, przypominam sobie moje miejskie życie, gdy czytam ten post. Tez zasypiałam siedząc, czasem nawet nie dawałam rady zdjąć butów po przyjściu z pracy, siadałam i zasypiałam. Teraz jest jednak inaczej, choć roboty huk. Właśnie wróciłam od owiec. Na dworze pada, z czego bardzo jestem rada. Wieczorem kończę szyć lniane roletki. Dziś, mimo niedzieli, maluję chałupę. Dobrze mi idzie, więc tam na górze chyba się jednak nie obrazili. A niedzielę miałam w piątek. Pozdrawiam Cię serdecznie. Czym się!
Jak robiłam baranka to myślałam o Tobie, a jakże.........
UsuńA mówi się, że miastowe życie wygodne, bo , co ty tam masz do roboty, tak czasami słyszę. To rzeczywiście jest paradoks. Z dwojga złego wolę zmęczenie fizyczne, które odeśpisz i możesz znowu działać, tego psychicznego zmęczenia nie niweluje żaden sen, choćby nie wiem, jak długi, to zmęczenie siedzi cały czas.....
Niech ta wiosna już będzie Kaczorówka choć troszkę mi ratunkiem..........
... mam dokładnie, tak samo ... ostatnie tygodnie, takie właśnie poszatkowane ... sprawy niedokończone, bo już coś ważniejszego czeka, a tu cielesność, własna i tych co najbliżej, niedomaga i o pomoc prosi ... młyn, kierat i wszystkie plagi naraz ...
OdpowiedzUsuńowca mnie powaliła ... na kolana ... :), rozbrajająca ci ona w swej słodyczy ...:)
Nie żebym się cieszyła, ale jednak pocieszające jest, że inni też to odczuwają, bo już myślę, że ze mną coś nie tak...........
UsuńMoże zapytamy czy ktoś zna na to sposób ( nie licząc udania się do psychiatry:)))
Owieczkę bardzo się fajnie robi, lepiej niż te wątpliwej urody janioły...........
Najbardziej mi się podoba serducho (w obu wersjach - pomalowanej i nie... oraz ta postać obok anioła - pan albo pani bo nie wiem - z dziwacznym nochalem:) Dzbanek do prezentacji wytworów - uroczy:) Przeczytałam post uważnie - faktycznie masz sporo problemów - i to nie swoich. Pewnie jest na to rada:
OdpowiedzUsuń1) nie przejmować się krasnoludkami, jeść to, co sprawia przyjemność,
2) więcej przebywania na świeżym powietrzu (ale chodzenie do sklepu nie jest tu formą spaceru),
3) więcej fizycznej pracy - obojętnie co, byle "złachała" człowieka pod wieczór,
4) reszta w @
To z dziwacznym nochalem to chyba chłop, krawat mu dorobiłam. Powstał z resztek:))
UsuńDzbanek z Koła przywlokłam za całe 9 zeta......
łowiecka cudna!!
OdpowiedzUsuńi dośc długi post, jak na te "niemoce"!!
będzie dobrze ♥♥♥
PS. nawet nie wspominaj o pavlovej.... jest boska, a ja nie mogę robić, bo mi nigdy beza nie wychodzi......choć może to i lepiej, bo bym żarła na okrągło....
Łowiecka super się robi, może Twoje chłopaki by miały przy takiej dobrą zabawę? Lubią lepić?
Usuńja kiedys miałam dwoje małych dzieci, też hutę na drugim końcu warszawy, zakupy, gotowanie, sprzątanie, psa, męza co go nigdy nie było i miałam dużo czasu dla siebie i swoich przyjemnosci. również dla dzieci.
OdpowiedzUsuńteraz jestem na emeryturze, nic nie robie i nie mam na nic czasu.
ot, życie....
Ewa nie dobijaj, a ja myślę, że ta emerytura to raj jakiś........
Usuńja też tak myślałam....
UsuńBaranek, baranek jest piękny, taki jakby wkurzony? Mój faworyt!
OdpowiedzUsuńDrwa rąbałaś i całą resztę, bo młodsza byłaś, a huta nie zdążyła Cię wyssać.
Ja też ciągle nie mam czasu...
To dzie on ten czas, ja się uprzejmnie pytam? Dzie? Kto go nam zajumał???
UsuńBaranek dostał takie bycze spojrzenie, ale to tylko brak wprawy w cienkich kreseczkach......
Ono mu dobrze robi! Temu baranku. Taki jest przerysowany, ale dzięki temu ma indywidualny sznyt!
UsuńBaranek boski, też mój ulubiony. Aniołka przepraszam, ale wolałam niepomalowanego.
OdpowiedzUsuńCoś chyba w tym jest, że zmęczenie psychiczne jest bardziej wyczerpujące niż fizyczne, zwłaszcza, jeśli jest długotrwałe. Czniać krasnoludki, jeśli Pavlova ci poprawi nastrój, to sobie zrób i już.
Aniołek ma spierniczoną facjatę nie potrafię takich cieniutkich kresek na oczętach namalować........na froncie Mnemo-krasnoludki jest obecnie kapitulacja. Jakoś i do tej walki sił mi brak.
UsuńMnemo, swiat "pedzi" a my z nim...Czasami mam wrazenie, ze nie ogarniam tego pedu i wtedy kropelki walerianowe ida w ruch. Twoje cuda z masy solnej sa przepiekne, takie oryginalne, wszystkie mi sie podobaja :)
OdpowiedzUsuńA troszke wiosny zagramanicznej przesle Ci na priv :) Mam nadzieje, ze sie usmiechniesz :)
Ten komentarz został usunięty przez autora.
UsuńWszystko przyszło, nie wiem, co to za komunikat ostrzegawczy dostałaś. Nie do wiary, że to co mi na zdjęciach przysłałaś jest tegorocznym zjawiskiem. Trochę to niesprawiedliwe jest!!!! Wiesz, jak u nas buro?
UsuńCo to jest to robactwo czerwone? Kowale ??
OdpowiedzUsuńMnie się wydaje ,że biegają po wykopanych dołach ...
Na Twoich zdjęciach nawet ładne...
Tak się zwą. One lubią nasłonecznione miejsca tam się wygrzewają w słoneczku.
UsuńCudeńka, własnoręczne anioły!
OdpowiedzUsuńNiestety mam czas wypełniony podobnie, jazda do chorej mamy na drugi koniec Warszawy i powrót i ogarnianie codzienności a tyle ciekawych rzeczy można zrobić i spróbować zrobić. Czekają znajomi na jajka Wielkanocne i inne dekoracje. Dawno nie byłam na Cytadeli..
Nie wejdziesz teraz na jej teren, tyle, co do Bramy Straceń a dalej kłóda wisi. Możesz pospacerować wzdłuż muru od strony osiedla starego Żoliborza ot i wszystko. Szkoda bo lubiłam ten spokój panujący na brukowanych uliczkach Cytadeli.
UsuńJa mam blisko do teściowej, ale w zwykły dzień po hucie to też jest już wysiłek. Doba skurczyła się niemiłosiernie.
Ulepki bardzo przyjemniaste...wszystkie!!!!
OdpowiedzUsuńCo do czasu...... to on się skurczył....ja cały czas szukam wolnych minut ;(