wtorek, 28 maja 2013

Ścierki i efekt łapania licznika

Szczęśliwe posiadaczki urządzenia zwanego zmywarką tego problemu raczej nie mają. Te gospodynie domowe, które tradycyjnie myją statki,  w zlewozmywaku, a potem je muszą wycierać, problem dotyczy, jak najbardziej. Do nich zaliczam się również ja. Przeszkoda najważniejsza,która uniemożliwia mi zakup maszyny zmywającej gary, to brak miejsca, zwyczajnie nie mam gdzie wstawić tego pożytecznego ustrojstwa. Dlatego potrzebne mi są ścierki/ręczniki do wycierania naczyń. Ostatnio stwierdziłam, że ścierki, te otrzymane w wianie i prezentach ślubnych ( były takie czasy, kiedy ścierki dostawało się w prezencie) kończą swój żywot, a te nowe, zakupione niedawno do niczego się nie nadają. Małe to jakieś, sztuczne, wytrzesz dwie szklanki i już mokre. Wyraziłam swoją dezaprobatę na temat nieprzydatności ścierek nowoczesnych i zużycia tych stareńkich w obecności nieocenionej mojej teściowej, która podumała chwilkę, pokiwała głową i rzekła, słuchaj ja powinnam mieć jeszcze takie dobre lniane ścierki. poszukam tylko........

Poszukała i przyniosła. Pokazuję je Wam, bo te ścierki pamiętają dawne czasy, niektórych ludzi  to nawet w tym czasie jeszcze na świecie nie było, kiedy te ścierki się produkowały.  Mimo słusznego już wieku są jakby  nowiuśkie, bo ni razu nie użyte, z metkami jeszcze, słusznej wielkości, wystarczy na wytarcie do sucha garów z całego obiadu. No to patrzcie, bo takie metki to tylko można teraz w muzeum oglądać:) No chyba, że i u którejś z Was takie w zakamarkach leżą:)))







Mam spokój, w temacie ścierek do statków, na kilka lat. Nie ma, jak to mieć taką zaradną i zapobiegawczą teściową:)))


Chciałam powiedzieć, że do zabawy w łapanie licznika przystapiła Ewa z mazurskiej krainy, która złapała 25.000 wyświetlenie na moim blogu, co postanowiłam uhonorować małym prezentem.



Zgodnie z życzeniem Ewki, żeby ją postawić przed faktem dokonanym, w wyborze upominku, bo nie wiedziała, czy chce dekupkę czy haft wstążeczkowy, postawiłam ją przed tym faktem  i zrobiłam dla niej chustecznik. Mam nadzieję, że zda egzamin w tym trudnym czasami mazurskim klimacie i jeszcze na dodatek spodoba się Ewci.


I tak kończę ten trudny dla mnie dzień, nie dość, że przyroda zgłupiała, leje, wieje to jeszcze przywlokłam się z huty skonana........

Buziaczki wieczorne.

poniedziałek, 27 maja 2013

Byłam przez chwilę w raju.......

Niedziela, 7:00 rano, otwieram oczy i wstaję, choć to dzień wolny, można spać do woli. Jednak nie mogę, czeka robota, bo postanowiłam prasować, a jest tego ojej, ojej.  Prasuję i przygotowuję obiad do 10;00, a potem budzi się męska część domostwa (włącznie z psem). Jemy szybkie śniadanie i jedziemy do Powsina, (bez psa), tam mnie dziś ciągnie. Jak nie mogę być w Kaczorówce to choć do ogrodu botanicznego mi się chce. Trochę błądzimy, bo dawno tam nie byliśmy, ale w końcu trafiamy do celu. Pominę, do jakiegoś kolejnego postu, widok wnętrza szklarni i okolic, a skupię się na tym kawałku raju do, którego trafiłam. Bo ja zapomniałam, że teraz kwitną rododendrony i różaneczniki i tak spacerując w tym Powsinie nagle wyszliśmy na aleję, pole, łan kwitnących rododendronów, azalii i różaneczników. W jednej chwili ogarnął mnie taki amok, który zawsze mnie ogarnia w styczności z piękną roślinnością i przyrodą. Nic nie widzę, nic nie słyszę tylko te rośliny i kwiaty przesłaniają mi rzeczywistość.........
Ostrzegam zdjęć będzie dużo, ale nie mogę inaczej.....
Zdjęcia nie oddają urody tych łanów kwietnych wyłaniających się jeden zza drugiego i trzeciego i czwartego. Wokół unosi się cudny zapach i krąży całkiem spory tłumek innych podziwiających, pstrykających fotki, achających i ochających.......

To zobaczyłam na poczatek....

A potem......




















Kolorów, wyglądu kwiatów, pokroju krzaka, zapachu - nie potrafię zliczyć, fakt, że oniemiałam. Daltego też, wąchałam, kucałam, pstrykałam , wtykałam nos w kwiaty, najpierw od frontu......




A potem od zaplecza. Tam dopiero widać, jakie niektóre z krzewów są ogromne, 3- 4 metry, pewno, jakaś ogrodniczka/ogrodnik potrafią określić wiek tych krzewów.









A potem tak zgłodniałam, że mając w nosie (chwilowo) krasnoludki, zakupiłam pajdę chleba ze smalcem i ogórkiem i popędziłam do sklepu ogrodniczego obok. Ludziska zainspirowani i oczarowani wychodzili z niego z donicami pięknych rododendronów. Ja zakupiłam pnącze o jasnych sercowatych liściach, krzak aronii, i jakieś okrywowe bylinki do mojego lasu. Bo rododendrony mam dwa w Kaczorówce, ale nijak nie chcą u mnie kwitnąć.
I takim to sposobem w Dzień Matki zaznałam troszkę raju, jak tam tak wygląda to mówię Wam, warto się starać, żeby do niego trafić:)))

A przeżycia i fotki ze szklarni ( też pikne) niebawem..........

sobota, 25 maja 2013

Panny i chłopcy na starych fotografiach



Czy na każdym z tych zdjęć w  100 % jest panna lub chłopiec nie zaręczę, ale wytężę moją szwankującą pamięć i postaram się przekazać, to co pamiętam.

To jedno z moich ulubionych zdjęć. To przedwojenne panienki , koleżanki z jednej wsi. Trudno uwierzyć, że  to panienki, nastolatki, prawda? Ale to fakt, kanon urody wtedy był nieco inny i dziś tym dziewczynom spokojnie można byłoby dać 30- 40 lat, patrząc tylko na wygląd.   Dlaczego one takie wystrojone, teraz  już nie pamiętam. Wszystkie z nich były na służbie w dworach, a moja ciotka Cecylia, siostra babci, to nawet wiem, że służyła we dworze Borzęciczki w Wielkopolsce gdzieś koło Krotoszyna.  To ta ładna dziewczyna w górnym rzędzie, trzecia od lewej.  To chyba najsympatyczniejsza  z pięciu  sióstr. Do dziś pamiętam słowa piosenki, której mnie nauczyła..... " w stodole, na dole, na wojowisku, tańcować nie umioł dostoł po pysku...."  Miała poczucie humoru i......nigdy nie wyszła za mąż. Dożyła sędziwego wieku 93 lat. Jeśli dobrze sobie przypominam to pierwsza w górnym rzędzie od lewej jest jej siostra, Marianna.



"Chciałbym przy pani Jadziuchnie
Być takim skromnym amantem,
Co go się puszcza przez kuchnię,
Zanim się puści go kantem"…

czy tak słowami Boya ów amant ze zdjęcia poniżej zagadywał dziewczyny to nie wiem, ale wiem, że ciotka Bronka ( pierwsza z lewej) szczęścia do chłopców nie miała. Wyszła za mąż za wdowca, ale małżeństwo się jakoś nie udało. Chodziły słuchy, że były powody w postaci  matrimonium non consumatum, ale mogę coś pokręcić, bo, kiedy te słuchy chodziły byłam dzieckiem, a wiadomo dziecko pamięta różne wydarzenia inaczej.



Ten amant nie jest mi znany, ale wyjęty został z albumu rodzinnego. Może to jest jakiś kolega dziadka, który miał swój udział w Powstaniu Wielkopolskim?
Owieczka Rogata alias Pacjan z Barcelony z pewnością pomoże mi w rozszyfrowaniu, co to za mundur ów chłopiec nosi.


I tu nastąpi seria nieznajomych mi osób wyjętych z rodzinnych albumów.  Zdjęcia z pewnością zrobione w okolicach I wojny światowej.





To jest okres II wojny światowej, jeśli dobrze pamiętam to jest jakaś Niemka. ( żałuję, że nie zapisywałam tych babcinych opowieści, zamykam oczy, słyszę babaci głos, kiedy opowiada mi o tych ludziach, ale ja nie  zapamiętałam wszystkiego .......:(((((  )


To chyba ta sama dziewczyna, co na zdjęciu powyżej. 


A to moja urodziwa ciocia Trudzia, zawsze mi sie podobała. A oczy to miała po swojej mamie. Szkoda, że nie włosy, bo jej mama miała w czasach swojej młodości włosy za kolana. Nie mam tego zdjęcia, ale takie istnieje w rodzinie, kiedy Marianna, siostra babci,  a mama Trudzi, pozuje u fotografa z rozpuszczonymi włosami do kolan. Pamiętam, jak babcia mi opowiadała, że te włosy myło się w wodzie dwa razy do roku na święta. Cały sukces ich pielęgnacji polegał na codziennym wyczesywaniu kościanym grzebieniem i raz na jakiś czas przemywaniem naftą, taką specjalną do włosów. Mam nawet w swoich zbiorach rodzinną  fajansową butlę z uchem do przechowywania nafty. Może to była właśnie "ta nafta"?

A to już śliczna Lusia, babcia mojego męża. Sukieneczkę z pewnością babcia sobie sprawiła sama, bo miała zręczne ręce, pięknie rysowała i szyła. Lubiła koronki, falbanki i pliski, co widać  takoż na zdjęciu.


Pani Helena. Możliwe, że na tym zdjęciu jest jeszcze panienką. Ponoć była z Warszawy  i może tam to zdjęcie zrobiono? Skąd ją wziął mąż siostry mojej babci Marty to już nie wiem, ale jak Stasia zmarła to wdowiec ożenił się powtórnie właśnie z Heleną. To była pogodna i elegancka osóbka i bardzo długo nie wiedziałam, że to jest nasza rodzina ( i o wielu jeszcze tajemnicach dowiedziałam się dopiero będąc dorosłą) Ale syna Stasi wychowywała moja babcia, widać takie były układy. Mnie wtedy na świecie nie było i wszystko to wiem tylko z babcinych przekazów. Bo wiecie, moja babcia Marta to była superowa kobitka. W sam raz na  osobny post:))



I tak powolutku kończą sie moje zbiory zdjęciowe. Coś tam jeszcze mam, ale już niewiele, jeśli chodzi oczywiście o takie ewidentne starocie.


Chciałam Wam powiedzieć, że licznik 25000 złapała Ewa z mazurskiej krainy i już szykuję dla niej chustecznik, zdekupażowany oczywiście.

Buziaki sobotnio-wieczorne przesyłam Wszystkim:))

czwartek, 23 maja 2013

Ona i on, na starych zdjęciach.....oraz łapanie licznika.

Zachęcona Waszymi pozytywnymi opiniami na temat poprzednio pokazanych starych zdjęć, ( tu, tu i tu) znowu  poszperałam w archiwach. Troszkę tych zdjęć jeszcze mam, ale w tej partii mam takie, na których nie zawsze  wiem, kto jest. Bo nie jest to rodzina, ale jacyś znajomi, dalsi kuzyni dziadków, ciotek. Szkoda, że nie opisałam ich przy skanowaniu licząc, że wszystko zapamiętam, ale nie zapamiętałam, niestety. Dobrze, że na stronie domowej zostały umieszczone w konkretnych albumach przypisanych do rodziny. Muszę przy okazji podpytać jeszcze mamy i ciotek, one powinny pamiętać kogo te zdjęcia przedstawiają.

Dziś będzie partia zdjęć pod tytułem "ona i on".

Zaczynamy:)

To zdjęcie z albumu moich ciotek, sióstr mamy. Niestety nie pamiętam kogo przedstawia. Podejrzewam, że może to być rodzina pierwszej żony mojego dziadka, ojca mamy. Z ubioru można wywnioskować, że to lata 1910-1920, tak jakoś.


Z tego samego albumu, rodzina pierwszej żony mojego dziadka. Może Ci sami co na zdjęciu powyżej tylko w starszym wieku.


 A to już osoby doskonale mi znane, brat mojej baci Marty, Jan  z żoną Weroniką. Ciocia zmarła niedawno, była już bardzo wiekową panią. Wuj zmarł dość dawno temu, byłam nastolatką i pamiętam, jak babcia rozpaczała po jego śmierci. Została sama z rodzeństwa. Wujek był bardzo przystojnym mężczyzną. Jego synowie, bo takich ma, przekazali swoim synom nasze dość oryginalne nazwisko. W naszej linii nazwisko zginie razem z mim bratem, bo on ma same córki.
Wujek i ciocia mają pięknie ufryzowane fale, modne w latach 50 -tych i z tego czasu pochodzi też zdjęcie.


 To zdjęcie z albumu mojej babci Marty i nie wiem, kim jest ta para. Mało wyraźnie mi się przypomina, że to jest jakaś rodzina, albo znajomi męża mojej babci. Nie jestem jednak pewna.


A to już zdjęcia z albumów rodziny mojego męża.
Na zdjęciu pradziadkowie mojego męża, rodzice ślicznej babci Lusi.  Elżbieta i Bolesław w młodości. Myślę, że to czasy I wojny światowej, a może jeszcze zanim wybuchła. Dla mnie to zdjęcie pachnie belle epoqe :)

 Tutaj ta sama para nieco później.

I jeszcze jedno zdjęcie Elżbiety i Bolesława na warszawskiej ulicy.


 A to prababka Elzbieta solo. Dość oryginalne, bo kolorowe zdjęcie wykonane przed wojną.


Koniec lat 40 -tych, początek 50 -tych. Ta dziewczyna z lewej jest mi bardzo dobrze znana, i wiele jej zawdzięczam, a ta druga to jej siostra. Siotra już nie żyje, panów nie znam.


Jeszcze nie wszystkie zdjęcia pokazałam :) Chcecie jeszcze? Bo może bym jeszcze pokazła zdjęcia z serii dziewczyny- nastolatki na starych zdjęciach :))


Witam miłe nowe obserwatorki :))

P.S.
Przy okazji, jak tak do mnie tu zaglądacie to proszę zerknijcie na licznik u dołu strony głównej (po lewej stronie) Jeśli ktoś trafi  w równe 25000 wejście i przyśle mi na maila zrzut ekranowy dostanie mały prezent.  Nie robiłam jeszcze candy, bo chcę je dobrze przygotować, więc niech tak się chociaż odwdzięczę za Wasze odwiedziny u mnie. Prezentem może być jakiś mały dekupażyk zrobiony moimi łapkami, albo woreczek z haftem wstążeczkowym:)))
 Próbki tego, co potrafię zrobić można obejrzeć tu.