A było to dawno, dawno temu, za lasami, za górami, w czasach, kiedy do pierwszej komunii nie strojono dziewczynek w "bezy", nie prowadzano do kosmetyczki i fryzjerki, a prezenty były sprawą drugorzędną, albo ich nie było wcale....
Zaczynamy od zdjęć najstarszych:
Ciotka Bronka, siostra mojej Babci, rocznik, jeśli dobrze pamiętem, 1904 i jej mama Marianna.

A to siostra ciotki Bronki, nie wiem, kiedy się urodziła. Dość młodo zmarła i jej nie znałam.

Kolejna siostra, jedna z młodszych. Też jej nie pamiętam.

Nie wiem, kim jest ta dziewczynka w stroju komunijnym, ale zdjęcie pochodzi z albumów rodzinnych. Uroczy strój prawda? Z pewnościa jest to zdjęcie zrobione przed rokiem 1920.

A to już moja ukochana babcia Marta ( to wyższa) rocznik 1906 z młodszą siostrą Stasią.

W latach 30 XX wieku, chłopcy do komunii udawali się w takich oto strojach. Ten wyższy to mój ojciec, rocznik 1927 r. Młodszy brat obok stoi, tak dla uwiecznienia na fotce.Z opowiadań ojca pamiętam, że po nabożeństwie kościelnym w domu odbyło się "przyjęcie", na którym była tylko matka chrzestna, poczęstunek stanowił placek drożdżowy i kawa zbożowa. Prezentem był jakiś pieniążek, ale już nie pamiętam ile to było, z pewnością symboliczna kwota. Komunista po "przyjęciu" przebrał się w zwykłe ciuchy i poszedł.......paść kozy na łące.

Ten chłopiec na zdjęciu to Stefan,syn cioci Stasi, siostry babci Marty ( tej ze zdjęcia powyżej) Lata 50-te XX w.

A to już czasy późniejsze, powojenne i moja ciotka Truda, ( córka jednej z dziewczynek ze zdjęcia powyżej, najmłodszej z sióstr). W czasach mojego dzieciństwa ciocia Truda była dorosłą kobietą, miała córki w moim wieku i była dla mnie uosobieniem kobiecej urody zaraz po Marilyn Monroe)

Ciocia Truda i dziewczynka poniżej to kuzynki. Ciocia Genia to jest siostra mojej mamy, rocznik 1937.

A to moja śliczna kuzynka Bogusia, córka brata mojego taty. Chciałam mieć takie śliczne włosy i taką lilię do komunii, ale nie miałam.

Rok 1950, warszawskie Bielany i ciocia mojego męża Ania w stroju komunijnym. Widać, że miastowa prawda?

A tak paradnie cioteczka sobie do tej komunii jechała, a wszystko to działo się w stolicy. Trudno w to uwierzyć prawda?

A to już ja we własnej osobie. Szalone lata 70 -te. Królujące elastiki, elastany, nonairony i krempliny. Pamiętam, jak babcia Marta mi obiecywała, że do komunii kupi mi kremplinę na sukienką, bo to był wtedy hit. No i miałam taką sukienkę z krempliny i na dodatek z baskinką, też szczyt mody w tym czasie!!! Wtedy do komunii nie chodziło się w długich sukniach, te były zarezerwowane dla panien młodych. Tylko jedna z dziewczynek w moim roczniku miała długą suknię i pamiętam, że dorośli byli tym zniesmaczeni.
Nie byłam oczywiście ani u kosmetyczki, ani fryzjerki. Za fryzurę służyły mi loki, uczesane w dwa kucyki. Starsze siostry, moje cienkie włosiny nakręciły poprzedniego wieczora na klamerki do bielizny i tak spałam z nimi całą noc, piły w głowę te klamerki niemiłosiernie. A loki rano po zdjęciu klamerek były.....kwadratowe.
Pamiętam, że po obiedzie zdjęłam tą prześliczną kremplinową sukienkę i ganiałam po podwórzu z kuzynostwem w samej halce, żeby kiecki nie zabrudzić.
Kiecka poszła dalej w świat, chyba została sprzedana w komisie.
A prezenty, które dostałam? Niektóre były dziwne, np. serwis do kawy w różyczki, nawet mam jeszcze cukierniczkę, albo komplet sztućców i też mam go do dziś. Dostałam też pieniążki, z których rodzice kupili mi składak wigry i zegarek Czajka, kwadratowy z czerwonym cyferblatem produkcji CCCP. Reszta poszła na wydatki komunijne.

Może w którymś z postów pokażę, jak kształtowała się moda na sukienki ślubne, bo w albumach rodzinnych też mam sporo takich zdjęć.
Dopiero na tych zdjęciach widać, jak bardzo ta moda się zmieniła, prawda?
Gdybym miała córkę, która teraz by szła do komunii to chyba sprawiłabym jej taką sukienkę retro.....
A o Pompejach jeszcze napiszę, obiecuję:)))
Niesamowite zdjęcia! Obejrzałam i powspominałam. Do Komunii miałam krótka sukienkę /marzyłam o długiej/ ładną, przysłaną z Ameryki przez chrzestną siostry, na głowie welonik z diademem a koleżanki stokrotki..na nogach lakierki no i loki angielskie robione jakimś żelastwem. To był smutny czas, bo dwa miesiące wcześniej zmarł tata. Prezenty chyba tylko zegarek i czekolada. A było to w 1969 r, i takie furki pamiętam, choć my przyszliśmy piechotą. Zazdroszczę Ci tych zdjęć, nasze zginęły podczas wojny, jeden dom strawił pożar w drugi spadła bomba a resztę dokonał czas... Patrzę w oczy postaciom na twoich zdjęciach i podobne są do mich, ocalałych. Może to ta moda, może fryzury..
OdpowiedzUsuńTak się szczęśliwie złożyło, że dużo zdjęć przetrwało, z czego bardzo się cieszę, bo bardzo lubię stare fotografie.
UsuńTo bardzo przykre, że będąc dzieckiem straciłaś tatę....
nie mam albumów rodzinnych niestety. szkoda....
OdpowiedzUsuńsukienkę do komunii miałam z białego, plisowanego tiulu, uszytą przez moja zdolną mamę.
prezentów nie pamiętam, pewnie jakieś były.
natomiast dobrze pamiętam, że mój młodszy brat dostał kasę i schował ją razem z kolegami w schowku pod schodami do piwnicy. znaczy kasę schował, koledzy zostali na zewnątrz.
jak można się domyśleć kaska nóg dostała....
Ach ci bracia, mój też był niezłe ziółko..........
UsuńCudowne, dużo ładniejsze i skromniejsze niż te teraz, chociaż w albach też ładnie dzieci , o ile nie są ufryzowane i wymalowane :-) Przypomniałaś mi, ze mój Tata ma podobne zdjęcie jak Twój :-)Co do prezentów i przyjęć moda zmieniła się diametralnie - niestety :-/
OdpowiedzUsuńDzieci były....dziecięce, przejęte ogromnie i nawet przestraszone.
UsuńSpotkanie origami w najbliższą sobotę o 17, bo jest dzień bibliotek.
OdpowiedzUsuńA to pech, ja do Kaczorówki lecę, tak to już jest, jak się sezon zacznie.......ale dzięki za info.
UsuńWydaje mi się, że kiedyś te ubrane na biało dzieci dalej były dziećmi, teraz jakoś tak wyglądają, jak lalki, choc z pewnością dziewczynki są szczęśliwie w tych strojach i z makijażami:) Jak się czujesz Martek?? W moim otoczeniu też dobra nowina 7 tydzień, na razie jest etap puszczania pawia co chwila:)))
OdpowiedzUsuńMatko kochana, to teraz dziewczynki się maluje na komunię???? Nie wiedziałam... Jakbym była księdzem tobym nie wpuściła do kościoła:))
UsuńPonoć się maluje, ale ja nie widziałam. Tam, gdzie byłam malowania nie było:)
UsuńMasz szczęście, tyle rodzinnych zdjęć! Ja mam niewiele, niestety. Jakoś nie bardzo pamiętam swoją komunię. Sukienka była od kogoś, ale nie podobała mi się, to akurat pamiętam, bo w kwestii ubierania byłam upierdliwa od dziecka. I Mama nie chciała mi zrobić loków, chociaż wszystkie koleżanki miały - taki był trynd. Od chrzestnej dostałam zegarek, który nigdy nie chodził. Ale nieszczęścia z tego powodu nie było. I jakieś grosiki chyba też, ale symboliczne. Samej komunii nie pamiętam w ogóle.
OdpowiedzUsuńWidzisz, a mnie utkiwła w pamięci, bo to było wydarzenie!!!! Tylko uczenie się katechizmu na pamięć mi się nie podobało i egzamin u proboszcza.....
UsuńTeż zazdroszczę zdjęć i tego, że znasz historię swojej rodziny.
OdpowiedzUsuńStroje są niesamowicie piękne, wszystkie. Takie skromne i dziecięce.
Chyba rzeczywiście sporo wiem o rodzinie, ale może dlatego, że nie jest zbyt duża? Starsi chętnie opowiadali, a ja zawsze chętnie słuchałam i dopytywałam:)
UsuńGenialny post. Jakie piękne te dziewczynki! Ale buty miały okropne, niepasujące wcale do białych sukienek. uroda tej ciotki jak MM powala, co za śliczna buźka!
OdpowiedzUsuńMiny chłopców, odjazdowe ;-)
Dziękuję:) Buty fakt, też się kiedyś dziwiłam, że takie były paskudne. A z taty i jego brata zawsze się śmiałam, na tym zdjęciu mieli miny, jak młodociani kryminaliści:)) Ale chyba były z wielkiego przejęcia.......
UsuńZatkało mnie - album rodzinny imponujący:)
OdpowiedzUsuńWspaniały post, wspaniałe zdjęcia:)
Buziaki
Dzięki Jolu:) W odpowiednim czasie zadbałam, żeby zrobić skany albumów rodzinnych. Oryginały mam tylko niektóre, reszta jeszcze przechowywana przez starsze pokolenie:)
UsuńAleż miałaś genialny pomysł z tym postem!!!! Fantastyczne zdjęcia, uwielbiam takie wspomnienia rodzinne. Stroje prześliczne w swojej prostocie, a te wysokie sznurowane trzewiki to rarytas. Ja mam też zdjęcie mojej mamy od komunii w roku chyba 1924, ma jakiś przedziwny welonik na głowie i na to wianek z mirtu oraz krótką sukienkę, wyglądała jak przerażony wypłosz. Moja komunia była w 1966 i miałyśmy w większości długie sukienki i lilijki. Krótkie sukienki były w następnym roku na powtórkę komunii.
OdpowiedzUsuńRaz jeszcze dzięki za przepiękny post! Pozdrawiam
Tak mnie naszło, czytając "komunijne" posty, żeby te zdjecia tu pokazać. Bo na drugim blogu już kiedyś je wstawiałam. Mam tych zdjęć sporo, ślubnych też:)) Super wtedy się ubierano:)) Widocznie w różnych rejonach kraju było różnie z tymi sukienkami, moje starsze siostry też wszystkie miały krótkie sukienki, choć nie tak bardzo, jak ja:))
UsuńUwielbiam oglądać stare zdjęcia, przyglądać się jak ludzie są ubrani i co jest w tle :)
OdpowiedzUsuńJa szłam do komunii w 1990 roku, kiedy powoli zaczynał się ten cały szał. Wspominam ten czas bardzo dobrze - sukienkę miałam długą, uszytą przez bardzo zdolną sąsiadkę, która ze zwykłego taniego materiału wyczarowała cudo. Wszelkie dodatki też mi się podobały, włosy mialam podkręcone lokówką, przez mamę(specjalnie je zapuszczałam na komunię - nigdy więcej nie miałam długich). Czułam sie jak królowa jadąc do kościoła białą syrenką wuja. Z prezentów pamietam ten klasyczny zestaw: zegarek + długopis + kalkulator, walkman, a poza tym książki, kwiaty i słodycze. Pieniądze też dostałam, ale rodzice je zgarnęli i dołożyli do kwoty przeznaczonej na zakup naszego pierwszego samochodu - malucha. Pamiętam też dom ustrojony kwiatami bzu, szparagi na obiad, skrzynki z oranżadą, piękną pogodę i mnóstwo dobrej zabawy z kuzynkami :) Pozdrawiam
A tak słodycze się dostawało, bombonierki i czekoldaę. Musowo od każdego gościa i jeszcze taką pamiątkę. Nie wiem czy moje gdzieś jeszcze nie leżały w domu, ale teraz pewnie po remoncie wyrzucono.
Usuńbardzo Ci dziękuję za udostępnienie rodzinnych pamiątek, siedzę tu już całą kawę i odwijam tam i z powrotem, podziwiając i odzież, i fryzury! Jakie fale miały te panie! Wszystko niezwykle interesujące.
OdpowiedzUsuńZ przyjemnością je udostępniam, sama się dziwię, że tyle lat przetrwały. Te najstarsze zdjęcia są cudne, przyklejane na takich kartonikach. Nie mam ich wiele bo oryginały są u starszego pokolenia jeszcze, ale wszystko, co się dało i daje, skanuję. I czasem przy pomocy mamy i sióstr, przypominam sobie, kto to był na tych zdjęciach, bo to się juz zaciera.
UsuńBardzo lubię rodzinne albumy, ale nie mam ich w moim posiadaniu. Przy każdej okazji z przyjemnością je przeglądam. Moi bliscy dziwnym trafem rodzili się w tym czasie, kiedy i Twoi więc i podobne mają stroje.
OdpowiedzUsuńJa przystępowałam do komunii w 1971 roku. Wszystkie dziewczynki miały długie proste sukienki, ale moi uważali, że dziewczynka powinna mieć sukienkę krótką przed kolano, szytą na miarę. Moja była bardzo ładna, z pięknej angielskiej gipiury, którą jako nastolatka wykorzystałam na świetną bluzkę (bo materiału nie żałowano na tę sukieneczkę). Włosy były lekko "żelazkiem trefione", trzewiczki szyte na miarę, pończochy delikatne. Wszystko niczym u Orzeszkowej. Bardzo cierpiałam, bo chciałam wyglądać, jak moje koleżanki. Ale w tłumie jakoś się schowałam. Brat miał zdecydowanie gorzej, bo odziany był w bielutki garniturek z krótkimi spodniami, wszak chłopiec przed trzynastym rokiem życia długich spodni do garnituru nie nosił, a do komunii tylko w białym odzieniu się przystępować godziło. Nie muszę dodawać, że wszyscy koledzy mieli granatowe garnitury z długimi spodniami.
Bardzo fajny post, przypomniałaś mi moje dzieciństwo, jak na Mnemosyne przystało. Dziękuję Mnemo
Bardzo mi miło, że wywołałam przyjemne wspomnienia:) Mój brat też miał chyba krótkie spodnie, ale garniturek był ciemny. Powinnam gdzieś to zdjęcie mieć......
UsuńAle byłoby fajnie zrobić post z naszych (blogowych) zdjęć komunijnych....byłby przekrój od lat 60-tych do 90 -tych. Też byłoby ciekawie.
Pacjan z Barcelony bardzo mi się podoba, nawet zaczęłam tak mówić na mojego psiaka:)) ale już mi chyba Owieczką zostaniesz:))
Jaki fajny pomysł na ten przekrojowy post!!! I trzeba byłoby zgadnąć who is who:)))2
UsuńW zasadzie wiem, kto jest kto, tylko osoby obce, albo daleka rodzina parują z pamięci........
UsuńCieszę się, że Ci sie podobał:)
Zazdroszczę Ci takich pamiątek,zdjęcia są niesamowite!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i dziękuje za podróż w czasie
Ja Ciebie też pozdrawiam Kasiula. Twoje na koniku też fajniutkie:))
UsuńTeraz dawaj ślubne, plissss... Ja też mam stare zdjęcia, niestety, nie z mojej rodziny. Czytałam, że we Wrocku, chyba w Narodowym jest wystawa dziecięcych strojów na przestrzeni wieków, nie pamiętam tylko jakich i ilu (wieków). To musi być szalenie ciekawe, wiadomo, że kiedyś dzieci ubierano w miniatury dorosłych strojów (gorsety, kapelusze, wszystko). Dopiero na początku XX wieku zaczęto szyć ciuszki przeznaczone specjalnie dla dzieci. Mówię o dzieciach z zamożnych rodzin, bo na wsi - wiadomo - z koszuliną w zębach i z butami na patyku, żeby nie niszczyć, bo jedne były na całą rodzinę. Kto tam sobie rozmiarówką głowę zawracał?!
OdpowiedzUsuńTak, jest. Warto zobaczyć.
UsuńTrochę dzieciów na starych zdjęciach też mam:)) To już na kolejny post będzie:))Jak pojdę do mamy jeszcze raz wybebeszę te zdjęcia i może więcej skanów zrobię, skanowałam wcześniej te wybrane, najstarsze.
OdpowiedzUsuńJa już z czasów rajstop jestem, ale moje siostry wspominają te gacie klapą i pończoszki.....Ja nie znosiłam flanelowych koszul, bo jeszcze je pamiętam, nie nosiło się wtedy bawełnianych koszulek bieliźnianych, ale zimą flanelowe koszuliny a w ciepłą porę roku haleczki jedwabne albo stylonowe pod sukienki. Pamietasz takie??
To szykuję te ślubne.......
A ja nie mam żadnych ślubnych zdjęć. Nie chciałam ich przy rozwodzie drzeć i palić (tu ma być uśmieszek, ale nie wiem gdzie są te emotikony). A ślub braliśmy 13. w piątek, więc się trzeba było "zabezpieczyć".
UsuńMoje własne, pozowane, są okropne. Nie lubię się na tych zdjęciach, z jakimś kokiem na głowie, mąż własnoręcznie strzyżony ( skracał włosy do ślubu, bo nosił wtedy taką roczochraną punkową fryzurę) Leżą gdzieś w kącie....ale ja pokaże takie stare i starsze zdjęcia rodzinne:)
Usuń( też nie wiem, gdzie emotikony)
Rany boskie, Owieczko, ja też 13 w piątek! Bez sensu, jak się okazało. A ja nic, niewyuczalna - nadal nie wierzę w piątki 13! Zdjęcia gdzieś są, ale gdzie? Chyba zacznę szukać, bo tych raczej nie darłam, z późniejszych wióry leciały.
UsuńMnemo, nienawidziłam haleczek, a potrafiłam Mamie dać do wiwatu w sprawie ciuchów, i to od kołyski. Na ogół stawiałam na swoim, a przegrane pamiętam jak hańbę i sromotę. Np. takie wełniane, grube rajstopy, rodzaj getrów, z gumką pod stopą, jak dawne spodnie-narciarki. Mama uważała, że to spodnie, a nie rajstopy, ja wręcz przeciwnie. Tu poległam, a w szkole dziecioki śmiały się, że w gaciach przyszłam, bez dyrdunów, czyli spódnicy! Wszystkie lekcje i przerwy przesiedziałam w ławce, czułam się jak goła. Wyobrażasz sobie tę traumę?
ja 17 września:)) pamiętna data, ruscy nas napadli, no niewola panie na ładnych dziesiąt lat, a ja ciut przed końcem tej niewoli dałam się zaobrączkować:))
UsuńMoja mama mi wydziergała z jakiejś gryzącej wełny cały komplet, takie gacie, jak Twoje, sweter i czapkę. Wyłam, jak mnie w to ubierała i stałam nie ruszając się wtedy mniej gryzło........
Większość ciuchów była po siostrach, no chyba, że babcia cos uszyła......
Myśmy też chcieli 17 września, ale wszystkie godziny były zajęte. Pytamy więc czy są jakieś inne terminy we wrześniu wolne, a pani że owszem 13 w piątek. Los zdecydował. A ten ślub to tak nam przyszedł był do głowy "z marszu". Mój brat przykładem starszej siostry także poślubił swą żonę w piątek 13, ale wiele lat później, bo już jako stary kawaler. Stąd te komunie u niego, gdy u kolegów już śluby dzieci.
UsuńTakie rajtki miałam i ja,ale mama je robiła sama na drutach we wzorki. Bardzo je lubiłam. Lubiłam też spodnie narciarskie, ale na nartach nie jeżdżę. Najgorsze było to, że nie miałam prócz tych spodni nic gotowego. Wszystko było szyte u krawcowej na miarę. Nienawidziłam tego wtedy. Też się wszyscy śmiali, że taka modystka. Do tego nosiłam okulary i w ogóle byłam "nie z tego świata".
Co ja miałam, kiedy Mama kupiła mi kurtkę - taką szarą w kratę, zapinaną na drewniane kołeczki i z kapturem. Nie wiem, co dostarczało dzieciakom większej uciechy - kołeczki, czy kaptur? Chyba jednak kaptur, bo wrzucały mi tam co popadnie: a to kamień, a to żabę, a to baboli trochę (nasion łopianu). Moja Mama była wtedy szalenie awangardowa i miastowa jak na wsiowe warunki. A dzieci na wsi są (były) bezwzględne. Każda inność wzbudzała emocje. Co ja się nawalczyłam! I z Mamą, i z dzieciokami. I jeszcze Mama z upodobaniem szyła mi tzw. bezrękawniki. Do dzisiaj nienawidzę kamizelek i innych temu podobnych bez rękawa.
OdpowiedzUsuńBezrękawniki, fartuszki do szkoły na szelkach, spódniczki w szkocką kratkę, skarpety wełniane kolorowe (robione na drutach) i do tego berety, rękawiczki i szaliczki. Koszmar przeżywałam. Jak dziś na to patrzę, to byłam super odziana, w porządne i ładne ciuchy. Ale wtedy to był koniec świata. Czułam się jak wyrzutek.
UsuńMiałam też taką w kratę sraczkowato-popielatą, z kapturem i kołeczkami, śmiać się nie śmiali, ale to było dla mnie brzydkie, jak noc. Gadania jednak nie było, trza było nosić bo cała wyprawa po zakup tej kurtki była. Do Wrocławia do hali targowj, oczywiście kupiona ze 2 numery za duża, żeby była na zaś. Jak podrosłam to podbierałam siostrom ciuchy, bo one strsze i już pracowały. Jezu jakie były awantury, bo ja zawsze jak podebrałam to albo podarłam, albo wyszarpałam.....
UsuńSsybko nauczyłam się szyć, aby w liceum już się nie dać tak ubierać. Zresztą, po śmierci Babci Anieli, wiele się zmieniło w kwestiach ubioru. Mama nie ingerowała w moją garderobę, a od 16 roku życia pracowałam w wakacje i weekendy, aby zarobić na ciuchy i podróże po Polsce.
UsuńA taką kurteczkę-płaszczyk z kapturem, klasyczny z kołeczkami mam i dziś w kolorze czerwonym, porządny, wełniany. Mama, jak mnie widzi w nim, to mimo Alzheimera wypomina mi, że tak się procesowałam, a teraz sama kupuję i noszę.
Też mam starszą siostrę i podbierałam jej ciuchy. Cała sztuka polegała na tym, żeby wrócić do domu zanim ona wróci i się połapie. Zazdraszczałam jej strasznie, bo ona miała nowe, a ja donaszałam - normalna rzecz. Awantury też były, a jakże. Dzisiaj wspominając, pękamy ze śmiechu. Podbierałam np. kierpce, żeby przejść się po wsi w tę i nazad i zadać szyku. Kiedyś modne były strasznie, jakieś 200 lat temu. Do tego białe kolanówki.
OdpowiedzUsuńAlbo białe tenisówki odświeżane pastą do zębów!
OdpowiedzUsuńO tak!
UsuńDo takich kapciochów (od spodu z ceratą były) przyszywałam koronki i tak jeździłam do szkoły. To były chyba kapcie czy coś, takie z gumką,no nie służyło to jako buty, ale ja z tego robiłam coś na kształt balerinek.....
UsuńJa przerabiałam zwykłe białe tenisówki na różne pantofelki do kolorowych spódnic. Miałam całą manufakturę. Robiłam "balerinki" też dla koleżanek. Odcinałam z tenisówek ten fragment z dziurkami na sznurówki. Farbowałam potem te tenisówki farbkami do tkanin pędzlem, wypchane jakąś tkaniną i folią, aby nie pobrudzić wnętrza, utrwalałam octem, przyszywałam lamówkę z jakiegoś materiały gładkiego lub wzorzystego, naszywałam koraliki, kwiatki szydełkowe i przyszywałam też paski z klamerką. Były ładne i nie wyglądały na przerobione tenisówki. Inspiracją były takie pantofelki szmaciane w piśmie dla nastolatek Seventeen, które nasza szkoła otrzymywała z zagranicy w ramach wspierania nauki angielskiego (to była prywatna szkoła klasztorna).
UsuńTo były chyba tzw. kapcie gimnastyczne. Taką gumkę z przodu miały?
OdpowiedzUsuńNo własnie gimnastyczne chyba. Najgorzej, jak padało, to noga zaraz mokra. A tenisówki, jak owieczka też obrabiałam, aż zaczęłam jeździć do Czech i tam były te ich ćwiczki.......
UsuńO ja głupia, przecież piszesz, że gumkę miały.
OdpowiedzUsuńDobranoc Kochane, ale udaję się w objęcia Morfeusza, bo jutro o 5 wstać muszę.
OdpowiedzUsuńCzym się Owieczko, śpij dobrze, chociaż z Pacjanem.
OdpowiedzUsuńCzym się czym, ja zaraz wstawiam ślubne i też bęc do łożka, jutro patataj,patataj na Mazury po hucie........
UsuńGdzie wstawiasz? Tutaj? To warto czekać? Poczekam, ja swoje Mazury mam tutaj.
OdpowiedzUsuńA tak tutaj, mam nan ukończeniu, bo sobie juz raz skasowałam.........
UsuńCzekam, czekam...
OdpowiedzUsuńJuż poszło.......
UsuńO, ale sobie fajnie powspominałyście... Te białe z gumką też pamiętam, a potem się przemycało czarno-białe z paskami po bokach ze Słowacji, to dopiero szpan był!!! Mój ojciec jeździł często służbowo na Słowację i przemycał w takim małym chlebaczku podręcznym. Z wcześniejszego dzieciństwa to koszmarem były bawełniane rajstopy w prążki, w których robiły się koszmarne obwarzanki przy kostkach...
OdpowiedzUsuńChyba gorsze były elastyczne, tak czasem ciasne po praniu, że nogi wetknąć nie szło. I takie melanżowe swetry, które mama robiła " na co dzień", były tak koszmarnie brzydkie, że wolałam nie wyjść niż iść w trakim burym melanżowym swetrze zapinanym na guziki......
UsuńŚwietny przegląd mody a dzieciaki takie urocze no a Ty moja droga to nie szczędziłaś w odsłanianiu uda. Rewelacja!
OdpowiedzUsuńU nas w latach 70=tych dziewczynki szły do komunii w długiej komży więc na odwrót! ;)Co do ubioru chłopców to krótkie spodenki były chyba aż do lat 60-tych!Najbardziej mnie przerażały sukienki z lat 80/90 bufiaste, falbaniaste przerośnięte w formie! I do tego burza loków taka stara maleńka z dziewczynki się robiła...A najbardziej lubię te z lat 20-tych i oczywiście najstarsze jakie widziałam wiktoriańsko-edwardiańskie!
OdpowiedzUsuńPosiadasz wspaniałe pamiątki rodzinne! Jestem oczarowana fotografią Twojej babci ze swoją siostrą w tych białych sukieneczkach. Po prostu jest cudna!
Pozdrawiam serdecznie!