Zacznę od końca, czyli od zmagań z de-kupa-mi (tak to sobie nazywam). Ostatnio skupiłam się na kilku skrzynkach, a dwie z nich udało mi się wieczorami głównie skończyć. Cały czas eksperymentuję i dochodzę powolutku do pewnych wniosków. Już wiem, że jak pędzle to tylko syntetyczne (po co mi cała reszta?), zamiast akryli raczej mieszanie bejc czasem nawet z akrylami. Lubię jak widać strukturę drewna, słoje, które znikają pod farbami. Zabawa kolorami jak najbardziej, chciałabym dojść do takiego ich wyczucia, że uda mi się je zmieszać od razu na taki, jaki mam gdzieś tam w głowie. Nie zawsze tak mi się udaje za pierwszym razem. Do zabezpieczania lakier, ale do niektórych prac wosk.Tyle obserwacji:) A tak wyglądają dwie ostatnie skrzyneczki. Nowy właściciel czeka już na nie,ciekawe, czy się spodobają?
Róż nie jest takim typowym różem, choć na zdjęciu tak wygląda, to zmieszane bejce czerwona i biała.
Skrzynka na winko, góra lakierowana, dół woskowany, a jak pięknie pachnie:)
A teraz w pogoni za wiosną, dosłownie, bo pogoniłam do Kaczorówki licząc na to, że wiosna na wsi będzie tętnić kwiatkami, brzęczeniem pszczół, zielenią buchającą z każdego kąta. No i guzik z tego. Zielona trawka jest, ale taka nieśmiała, hiacynty ledwo z ziemi się wyłoniły, krzaczki łyse, nie wiem, czy przeżyły srogie mrozy. Jedyne, co, to w lesie pięknie kwitną przylaszczki, o tak:
i jeszcze przy bagienku odkryłam łan cebulicy syberyjskiej
Wiosnę niby ogłasza żuraw wyjadający oziminę, ale 3 tygodnie temu też już je widziałam, teraz pozwolił się pstryknąć w ładniejszej scenerii.
Przy porządkowaniu i przemeblowaniu, wiecie, "salon" tam, gdzie "kuchnia", " kuchnia" tam gdzie "salon", znalazłam biednego myszorka, całkiem suchutkiego i sztywnego niczym maskotka, został uwieczniony na zdjęciu, pożałowany, że tak marnie skończył i wyniesiony do ogrodu. Okazało się w nocy, że jeszcze wiele innych myszorków żyje, bo chrupały i tupały całą noc. Jak się nie wyprowadzą dobrowolnie to....no, wiadomo, co...
Moja kropielniczkowa kolekcja zmieniła miejsce, a tu w fazie ich przeglądania i przygotowania do powieszenia.
A na koniec o babie z grzybem miedzy biustem. Jeśliby przyjąć, że wiosna jest wtedy, kiedy grzyby zaczynają rosnąć między babskim biustem to mogę powiedzieć, że jest jednak ta wiosna. Na podwórku u Wieśniaka Milkliwego stoi baba, własnoręcznie wystrugana przez wspomnianego na ściętej gruszce. I babie tej jak nic grzyb wyrósł między cyckami. Ot taka obserwacja:)
I to byłoby na tyle. A Wam dziękuję, że tu zaglądacie :)
wtorek, 24 kwietnia 2012
sobota, 21 kwietnia 2012
W moim magicznym domu
Hurra, zaczął się weekend, wszyscy się (chyba) cieszą. Będziemy odpoczywać lub harować w swoich magicznych domach, albo innych Kaczorówkach, a żeby nam było wszystkim wesoło i jeszcze weselej załączam link do magicznego domu w wykonaniu Mariana Opani. Prawda, że uroczy jego magiczny domek, nie mówiąc już o lokatorach:) Miłego weekendu i słoneczka życzę bo ja już na torbach siedze i tylko ranka czekam, żeby pognać do Kaczorówki.
http://www.youtube.com/watch?v=VRjrGT0k5kA
http://www.youtube.com/watch?v=VRjrGT0k5kA
czwartek, 19 kwietnia 2012
Urodziły mi się dwie skrzyneczki i znalezisko
Minęła 22:00 i nadeszła moja pora na nocne buszowanie. Ostatnio o tej porze jeszcze śpię, albo dopiero, co budzę się z popołudniowej drzemki. Nie wiem, co się dzieje, ale po przyjściu z pracy padam na kanapę i w towarzystwie psa podsypiam do tej pory i nic nie jest w stanie mi przeszkodzić. Dziś wyjątkowo nie zasnęłam i dzięki temu dokończyłam dwie skrzyneczki i rozpoczęłam kolejne trzy. Wyjątkowy sukces, ale gary po obiedzie stoją do tej pory w zlewie i chlebek z żurawinką wyrastający na kaloryferze czeka na upieczenie....
No ale do rzeczy, skrzynki wyglądają tak, a zaraz poniżej znalezisko, wiadomo jakie... śmietnikowe. Że też ludzie takie skarby wyrzucają. O wielkości, całkiem ładnej, drewnianej ramy od obrazu niech zaświadczy moja psinka, która go skwapliwie obwąchała ( dobrze, że nie obsikała, bo też tak potrafi).
No ale do rzeczy, skrzynki wyglądają tak, a zaraz poniżej znalezisko, wiadomo jakie... śmietnikowe. Że też ludzie takie skarby wyrzucają. O wielkości, całkiem ładnej, drewnianej ramy od obrazu niech zaświadczy moja psinka, która go skwapliwie obwąchała ( dobrze, że nie obsikała, bo też tak potrafi).
Rama czeka na wykorzystanie, koncepcje są dwie, albo malowanie i siatka hodowlana ( widziałam na blogach), a na niej stareńkie zdjęcia przypięte spinkami do bielizny, albo jedna z grafik mojego męża. Jedną grafikę już mam, o taką
dostałam w prezencie i bardzo ją lubię, ale inne też są fajne i żal, że nie ma ich za bardzo gdzie wieszać. Jednak na jeszcze jedną nawet tak dużą znajdzie się miejsce :)
Tak więc dobranoc kładącym się spać, a dobry wieczór właśnie wstającym:)
Rozwiązanie bardzo prostej zagadki
Ponieważ zagadka była, jak się okazuje prosta, poznałyście, że to maselnica, czy też po naszemu tluczka do masła, to teraz muszę się wywiązać z obietnicy i opisać jak można było przyśpieszyć ubijanie masła. Nie wiedzieć czemu, czasami masło ubijało się błyskawicznie, kilka minut tłuczenia i już masełko było gotowe, a czasem tłukło się pół godziny i nic. Podejrzewałam, że to za jakąś karę czy, co. Jak bolały już ręce,a na dodatek śpieszyło się "na wieś" do dzieciaków to można było przyśpieszyć wyprodukowanie masła, ale było to surowo zabronione przez mamę, bo masło robiło się białe, a przecież powinno być ładne takie żółciutkie. Sposób był bardzo prosty, wystarczyło zagotować troszkę wody i takiej gorącej wlać do środka urządzenia, potem było ciach, ciach i masło gotowe. Wystarczyło krzyknąć "mamo ubiło się" i zmykać do dzieciaków. Burę dostawało się po powrocie, bo mama i tak poznała, że masło było "oparzone".
Muszę powiedzieć, że ubijanie masła było udręką, ale za to wypijanie świeżutkiej maślanki ( produkt uboczny wyrobu masła) troszkę łagodziło tą uciążliwość. Do dziś uwielbiam maślankę, choć żadna już takiego nie ma smaku i zapachu.
Muszę powiedzieć, że ubijanie masła było udręką, ale za to wypijanie świeżutkiej maślanki ( produkt uboczny wyrobu masła) troszkę łagodziło tą uciążliwość. Do dziś uwielbiam maślankę, choć żadna już takiego nie ma smaku i zapachu.
sobota, 14 kwietnia 2012
Zgaduj zgadula i zaległe pokazywanki.
Ze świątecznych wojaży przywlokłam ot, takie cudo.Wywlokłam toto z "górki", gdzie stało zakurzone ze śladami grasowania w środku myszy. Zapraszam do zgadywanki, co to jest, do czego służyło, bo podejrzewam, że nikt dziś tego urządzenia już nie używa ( no chyba, że się mylę). W nagrodę opiszę Wam później, jakim owe urządzenie było dla mnie w dzieciństwie utrapieniem i jak można było owe urządzenie przechytrzyć pod warunkiem, że mama nie widziała:)
W jednym z poprzednich postów obiecałam, że pokażę, co udało mi się wygrzebać w "tanim armanim" z myślą o wystroju Kaczorówki. Okupiłam to bólem ramion, bo trzeba było przewalać ogromną skrzynię pełną różności. Opłacało się, bo znalazłam w sam raz do mojej Kaczorówki zazdrostki, serwetki, poduszki. Wszystko za psi grosz i o to chodziło:)
Serwetek jest kilka i firaneczek też, w sam raz na moje okienka, bo oknami ich nazwać nie mogę. Ci co budowali mi Kaczorówkę chyba uznali, że okienka strzelnicze mi wystarczą:)
Poducha , kiepska na zdjęciu w oryginale jest "słodka"
Zazdrostki na okienka, fajne, lniane, proste. Będą pasować do świerkowych ścian.
I to na tyle dzisiaj, bo w de-kupie jestem w tyle, czas, czas, czas........nie mam, co pokazać, bo zabieram się za skrzynki jak pies za jeża....
Dziękuję wszystkim zaglądywaczom tu do mnie:)
W jednym z poprzednich postów obiecałam, że pokażę, co udało mi się wygrzebać w "tanim armanim" z myślą o wystroju Kaczorówki. Okupiłam to bólem ramion, bo trzeba było przewalać ogromną skrzynię pełną różności. Opłacało się, bo znalazłam w sam raz do mojej Kaczorówki zazdrostki, serwetki, poduszki. Wszystko za psi grosz i o to chodziło:)
Serwetek jest kilka i firaneczek też, w sam raz na moje okienka, bo oknami ich nazwać nie mogę. Ci co budowali mi Kaczorówkę chyba uznali, że okienka strzelnicze mi wystarczą:)
Poducha , kiepska na zdjęciu w oryginale jest "słodka"
Zazdrostki na okienka, fajne, lniane, proste. Będą pasować do świerkowych ścian.
I to na tyle dzisiaj, bo w de-kupie jestem w tyle, czas, czas, czas........nie mam, co pokazać, bo zabieram się za skrzynki jak pies za jeża....
Dziękuję wszystkim zaglądywaczom tu do mnie:)
wtorek, 3 kwietnia 2012
Chwalę się masowo:)
Czas najwyższy na pokazanie tego, co obiecałam pokazać, bo zaraz wszyscy utkną w kuchni przy pichceniu jadła świątecznego i nikt tu nie zajrzy :) No to zrobiłam troszkę tego....idą święta, więc będzie okazja obdarować, czy ktoś chce czy nie moimi puzderkami. Są też rzeczy, które zrobiłam, bo ktoś mnie poprosił konkretnie. Mam nadzieję, że się spodobają, bo bardzo się starałam, ale taki już mam charakter, że nigdy nie jestem do końca zadowolona z tego, co zrobię, więc tym razem też wydaje mi się, że mogłoby być lepiej.
To zaczynamy:)
Troszkę inaczej niż zwykle, bo na biało-szaro ( na wierzchu są spękania, oczywiście ich nie widać na zdjęciu)
A to środek.
"Poważna" skrzynka na biżuterię.
Baaardzo pomarańczowy komplecik zrobiony dla kogoś, kto chciał bardzo kolorowo i ciepło (żeby było ciepło to wybrałam motywy afrykańskie)
A tu środek bardzo kolorowego i ciepłego zestawu.
Chustecznik dla Ani, bo jej się podobała serwetka:)
Ha, ha, a to moje "okropne" kartki wielkanocne. Jak umiałam tak zrobiłam, pierwszy raz w życiu. Już w rękach Poczty Polskiej pędzą do adresatów ( przepraszam adresatów:))
A to chlebek własnego wypieku zmodyfikowany według pomysłu Ani, zamiast ziaren i otrębów dodatkiem są suszone pomidory.....chlebek jest pyszny!!!!!!
Obietnicę spełniłam, więc idę się szykować na jutrzejszy dzień i bardzo ważne spotkanie z guru:)
I przepraszam za zdjęcia i tak nie wyszły dobre. Wrrrrrrr.
Bardzo dziękuję za odwiedziny u mnie i pozostawienie miłych słów :)))
To zaczynamy:)
Troszkę inaczej niż zwykle, bo na biało-szaro ( na wierzchu są spękania, oczywiście ich nie widać na zdjęciu)
A to środek.
"Poważna" skrzynka na biżuterię.
Baaardzo pomarańczowy komplecik zrobiony dla kogoś, kto chciał bardzo kolorowo i ciepło (żeby było ciepło to wybrałam motywy afrykańskie)
A tu środek bardzo kolorowego i ciepłego zestawu.
Chustecznik dla Ani, bo jej się podobała serwetka:)
Ha, ha, a to moje "okropne" kartki wielkanocne. Jak umiałam tak zrobiłam, pierwszy raz w życiu. Już w rękach Poczty Polskiej pędzą do adresatów ( przepraszam adresatów:))
A to chlebek własnego wypieku zmodyfikowany według pomysłu Ani, zamiast ziaren i otrębów dodatkiem są suszone pomidory.....chlebek jest pyszny!!!!!!
Obietnicę spełniłam, więc idę się szykować na jutrzejszy dzień i bardzo ważne spotkanie z guru:)
I przepraszam za zdjęcia i tak nie wyszły dobre. Wrrrrrrr.
Bardzo dziękuję za odwiedziny u mnie i pozostawienie miłych słów :)))
Subskrybuj:
Posty (Atom)