Ze świątecznych wojaży przywlokłam ot, takie cudo.Wywlokłam toto z "górki", gdzie stało zakurzone ze śladami grasowania w środku myszy. Zapraszam do zgadywanki, co to jest, do czego służyło, bo podejrzewam, że nikt dziś tego urządzenia już nie używa ( no chyba, że się mylę). W nagrodę opiszę Wam później, jakim owe urządzenie było dla mnie w dzieciństwie utrapieniem i jak można było owe urządzenie przechytrzyć pod warunkiem, że mama nie widziała:)
W jednym z poprzednich postów obiecałam, że pokażę, co udało mi się wygrzebać w "tanim armanim" z myślą o wystroju Kaczorówki. Okupiłam to bólem ramion, bo trzeba było przewalać ogromną skrzynię pełną różności. Opłacało się, bo znalazłam w sam raz do mojej Kaczorówki zazdrostki, serwetki, poduszki. Wszystko za psi grosz i o to chodziło:)
Serwetek jest kilka i firaneczek też, w sam raz na moje okienka, bo oknami ich nazwać nie mogę. Ci co budowali mi Kaczorówkę chyba uznali, że okienka strzelnicze mi wystarczą:)
Poducha , kiepska na zdjęciu w oryginale jest "słodka"
Zazdrostki na okienka, fajne, lniane, proste. Będą pasować do świerkowych ścian.
I to na tyle dzisiaj, bo w de-kupie jestem w tyle, czas, czas, czas........nie mam, co pokazać, bo zabieram się za skrzynki jak pies za jeża....
Dziękuję wszystkim zaglądywaczom tu do mnie:)
Toż to stara masłownica, albo maselnica, czy jak to się tam nazywa!!! Ale cudna!!!
OdpowiedzUsuńSame skarby na tę Kaczorówkę szykujesz:)))
Chyba się tak jeszcze ten tydzień będziemy męczyć, Mnemosynko kochana, z pogodą, ale nie martw się, jak ruszymy to na pełny gwizdek:)))Buziaki.
No i tajemnica już się rypła:) A ja myślałam,że to będzie trudne zadanie:)Snowku, tłukłaś w tym kiedyś masło?
OdpowiedzUsuńteż bym widziała, ale chyba jesteśmy inne pokolenie...
OdpowiedzUsuńZa łatwa ta zagadka:(
UsuńMłodsze pokolenie może w muzeum archeologicznym widywało?
Kocham te koronki , serwetki z taniego armaniego;) niech tam bolą ręce stawy i ramiona.Warto pocierpieć dla tych wspaniałości;)
OdpowiedzUsuńSzczególnie, jak się kopie we dwie:) Zawsze raźniej:)
UsuńTo chyba naczynie do ubijania masła,widziałam w skansenie.Fajnie jest mieć takie miejsce do dopieszczania!Będzie cudnie!
OdpowiedzUsuńwitaj;-))) trafiłam tu do Ciebie po przeczytaniu Twojego pieknego i madrego komentarza u Ewy z ,,moich małych przyjemnosci'';-) pozwól sie się rozgoszczę na stałe;-)))))
OdpowiedzUsuńTo będę nieskromna i powiem, że też bym wiedziała choć nie wiem jak to się fachowo nazywa dla mnie to ubijaczka masła a te firaneczki i inne cuda są śliczne i jeśli rzeczywiście za grosze to tylko się cieszyć, bo potrafi to kosztować majątek w sklepach zresztą jest bardzo pracochłonne i nie ma co się dziwić dziergającym dziewczynom, że chcą za to godziwe pieniądze.
UsuńMaciejko, zapraszam serdecznie:)
UsuńGraszynko, dziewczyny mówią, że "maselnica" , ja znam regionalną nazwę "tłuczka do masła", chyba dlatego, ze trzeba było dobrze tłuc, żeby się ubiło:)