niedziela, 16 lutego 2014

Kacza opowieść

Czasami dostaję aluzyjne prezenty. Jakoś tak niektórych prowokuje ku temu pewien fakt, który to w odległej przeszłości zaistniał i istnieje do dnia dzisiejszego.  Bywało, że fakt ów czasami pomagał, czasami prowokował dość osobiste pytania, a czasami bywałam obdarzana spojrzeniami, które delikatnie mówiąc były pogardliwe. Przywykłam. W końcu nie jednemu psu Burek.

Jakiś czas temu od koleżanki, która dziś szczęśliwie cieszy się uciechami wcześniejszej emerytury, dostałam taki oto prezent.


Owa kaczusia miała jeszcze zawiązaną amarantową kokardkę na szyi, co ponoć miało wzmocnić łudzące podobieństwo do mnie, bo w amarantach mi ponoć ładnie. Kokardka gdzieś się zapodziała, a kaczusia, stała do dzisiejszego dnia samotnie na półce.
Niechętnego zwykle Wu na takie eskapady z samego rana w niedzielę (zimno), namówiłam do wypadu na Koło. Ja uwielbiam takie miejsca, Wu też, ale ewentualnie, gdyby takie Koło na przykład lub inny pchli targ przyjechał do niego. Bez zbędnego jednak marudzenia pojechał ze mną, mrucząc pod nosem jedynie, po kiego grzyba mi serwis kawowy czy też herbaciany na 12 osób. Bo w  zasadzie pojechaliśmy jedynie sfinalizować zakup pięknego angielskiego serwisu w różyczki, który wczoraj w samotnej eskapadzie na Koło wypatrzyłam. Niestety cena była dla mnie zbyt wysoka, ale jakoś tak poprowadziłam rozmowę z bardzo miłym panem (wielokrotnie kupowałam u niego kropielniczki), że, jak nie uda mu się sprzedać za cenę, którą on chce, to sprzeda mi za taką, jaką ja proponuję. Wymieniliśmy się telefonami. Jednak dziś z samego rana uznałam, że lepiej jednak pojechać osobiście. No i pojechaliśmy. Niestety jeśli chodzi o serwis to wyszły nici, bo człowieka dziś na Kole nie zastałam. Trudno, choć żal pozostał, że taki piękniutki serwis poszedł mi koło nosa, choć szansa jeszcze jest tylko muszę zadzwonić.

Raczej się nie zdarza, żebym z Koła wróciła z pustymi rękoma i choć kieszeń pusta, ( żeby mieć serwis muszę z pewnej rzeczy zrezygnować) to za parę groszy zawsze coś przywlokę. Tak było i tym razem.
Wypatrzył go Wu i zdecydowanie oświadczył "chcę kaczora". Jak mogłam odmówić, w końcu zdobył się na takie poświęcenie jadąc ze mną na to Koło. Po krótkich targach cenowych Kaczor był nasz.




W końcu moja kaczuszka ma swojego chłopaka, a jakiego wypasionego!!!!
Ładna z nich teraz para, prawda?



W domu wyjmując kaczora z torby zapytałam Wu, jak mu damy na imię? Bo jakoś tak wszystko, co nabywamy musi zostać zaraz ochrzczone. Bez zastanowienia odpowiedział "Jacuś"i dodał, Ty masz tyle kolekcji to ja też chcę mieć "będę zbierał kaczki"................
Myślę sobie, że chyba powinien zbierać na nowe lokum, bo za chwilę nie będzie gdzie upychać tych wszystkich kolekcji:)))

A co jeszcze przywlokłam z Koła to już następnym razem:))) Najważniejsze, że kosztowało mnie to tle, co dwa obiady u "Chińczyka", a radochy zdecydowanie więcej, po chińczyku mam z reguły wzdęcia:)))

40 komentarzy:

  1. Cudne są ! I kaczuszka i kaczorek :) Obadwa drewniane ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obadwa:)) A kaczor zrobiony jest z jakiegoś korzenia, ma pełno wystających korzonków na kuprze, które imitują piórka:)))

      Usuń
  2. No to kaczątka się teraz posypią;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tfuu, na psa urok. Już się nie posypią, chyba, że wnuczki:))

      Usuń
  3. Świetna para, a z tym nowym lokum - to chyba trzeba zacisnąć zęby i... wygospodarować trochę przestrzeni życiowej na kolekcję pana Wu:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękna para ,a szczególnie Jacuś w pięknym stroju !!! Wiem ile miejsca może zająć taka miła kolekcja :)))
    Pozdrawiam serdecznie :)))

    OdpowiedzUsuń
  5. Szczególnie rozkoszny ma kuperek- taki zadziorny!

    OdpowiedzUsuń
  6. Drobinka z tej kaczusi przy panu kaczorze ;) Chłop z niego na schwał ;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Fajna parka :) Wiosna niedługo, to może jakieś maluchy się pojawią ;) znalezione znów na Kole, oczywiście.

    OdpowiedzUsuń
  8. Cudne. Uwielbiam pchle targi i w zasadzie cieszę się, ze nie mam żadnego w pobliżu, bo domowy budżet by cierpiał. A tak raz do roku mam swoje "święto" :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pchle targi to mój żywioł, na szczęście rozsądek jeszcze mam:)

      Usuń
  9. No nie :-)))
    Kaczki są extra :-)))

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja chodzę czasami na giełdę staroci ,tylko że ja wyszukuję jakieś takie rzeczy dziwne ,które kiedyś mogą się przydać ,no i warunek muszą kosztować grosze . Wyjątek robię tylko dla dzwonków to znaczy że mogą kosztować trochę więcej;) . Kiedys miałam o rzut beretem szaber place , ale wszystkie tereny pozabierali juz pod zabudowę .
    Twój lud znalazł już swoje miejsce i wygląda tak jakby tam był od zawsze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten kaczor bardzo pomysłowo zrobiony ,Jacuś znaczy sie :)

      Usuń
    2. Patrzyłam na dzwonek z kaczorkami, alem stwierdziłam, że niezbyt urokliwie ktoś go wymalował i odpuściłam.
      Niech Ci więc lud lekkim będzie:)

      Usuń
  11. Co ten Jacuś taki wyskubany? Wymyśliła mi się dzisiaj ni z gruchy nazwa dla Twoich ludów: Mnemoludy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba to zapamiętać:)

      Usuń
    2. Ja Ci przypomnę!
      Serducho przyleciało!!! Jest piękne i duże i pasuje do serduszek Lidkowych! Dziękuję Mnemo!

      Usuń
    3. Ha, a nie mówiłam, że będzie w poniedziałek? Cieszę się, że Ci się podoba, dochodzę do wprawy, każde następne wychodzi lepiej.

      Usuń
  12. Ale dorodne kaczorzysko! Ta twoja tak subtelna przy nim... Nie dziwię się Wu, też bym zakładała kolekcję:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Solidny jest, w razie, co będzie robił za maczugę:)

      Usuń
  13. Fajna parka, a kiedy jaja? :)

    OdpowiedzUsuń
  14. No jak mogłaś nie kupić? Już widzę całe stadko :) Buziole

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, Jolu, ale Cię długaśno nie było!!! Co tam w mazurskiej słychać krainie?

      Usuń
  15. Mnemo, Ty szczesciaro, grono domownikow Ci sie powiekszylo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można powiedzieć, że stado się robi powolutku:)

      Usuń
  16. He, he, Jacuś jest boski! A kacza panienka ma jakieś imię? Ona mi na Lucynkę wygląda, ale może być Agatka:)))
    Dziwię się, że Wu tak późno się zabrał za te kaczki, toż to świetna forma zbieractwa. No jak? Kaczorówka bez kaczek?

    OdpowiedzUsuń
  17. Lepiej późno, niż ... później - zapraszam do mnie na imprezę:)

    OdpowiedzUsuń
  18. Kiedyś byłam uzależniona od Koła , ba zbierałam nawet kaczki ale takich cudownych cudaków nie miałam!

    OdpowiedzUsuń

Fajnie, że zostawiasz słówko:) A im więcej słówek tym milej:)