środa, 26 lutego 2014

O tym, jakie Mnemo ma rozterki....

Sama nie wiem, czy pisać o tym. Jednak mam pewien problem, który mnie męczy i wpędza w rozterki, bo dotyczy bliskiej mi osoby, bardzo kochanej zresztą.

W mojej hucie nudzić się nie można, przez cały dzień odpowiadam na pytania ( mądre i durne), słucham, tłumaczę, a najczęściej mówię, mówię, mówię. Podejmuję decyzje jedna za drugą, rozwiązuję konflikty mniejsze i większe, przepraszam, wyjaśniam, słucham narzekań,  podnoszę na duchu, dodaję energii, zachęcam, wydaję dyspozycje, zwracam uwagę, przy okazji zetrę kurze (bo sprzątaczka nie zauważyła, ale już poszła do domu), " naprawię jakiś mebel, bo się odkręciła śrubka i najlepiej to ślusarza wezwać, a roboty na 2 minuty "palcyma", pozbieram papierki, obsmarkane chustki do nosa, bo ludność nie zwykła używać kosza na śmieci. Oprócz tego mailuję, rozmawiam przez telefon i odpowiadam na pytania, które ktoś mi nagle zadaje nie zwracając uwagi na to, że już na ten przykład rozmawiam przez telefon. Jednocześnie wyliczam różne dane w różnych konfiguracjach, bo jeden chce dane z góry do dołu, a inny te same, ale policzone z prawej do lewej. Nieustannie też czegoś szukam, często też tego, czego być może nigdy nie było:)))To zaledwie kilka przykładów z jednego dnia w mojej hucie.

Bywają dni, w których wydaje mi się, że niechybnie czekają mnie w najbliższym czasie wakacje w domu dla bardzo, bardzo, bardzo nerwowo chorych w Tworkach, albo jakimś innym Kościanie. Nie dziwcie się, więc, że kiedy przychodzę do domu to ostatnią rzeczą, której mi się chce to rozmawiać, odpowiadać na pytania, słuchać narzekań i relacji ze wszystkich dopołudniowych wiadomości telewizyjnych. Pragnę minimum godziny pełnej ciszy.
Wydawało mi się, że znalazłam ostatnio na to sposób, o 17:00 ( jak mi się uda do tej pory wrócić) zaczyna się taki jeden serial. Głupi, bo głupi, ale bywają w nim śmieszne teksty, zjadam więc pośpiesznie jakiś obiadek, uciekam do "panieńskiego pokoju" i na leżąco oglądam ów serial przez 50 minut. Tzn. próbuję oglądać. No i po tym przydługim wstępie dochodzę do meritum.

Bo niestety, kilka razy w tygodniu, równo o 17:05 ( no czasem 17:15) mam odwiedziny........ Nie chcąc być  niegościnną zwłóczę się z tego wyrka, ale już nici z godzinnego prawie bezmyślnego gapienia się na głupi bo głupi, ale czasem śmieszny serial, koniec mojej godzinki ciszy, której wyczekuję od ranka. Już sam ten fakt uruchamia we mnie jakiś agresor, takie coś w środku, co się trzęsie i drży ( kiedyś tego nie miałam)  bo wiem, że  podczas tych odwiedzin zawsze, ale to zawsze usłyszę:  kto i co powiedział dziś w telewizji, jakie to łobuzy ci politycy, usłyszę całą relację z Ukrainy ( albo dowolnie innego zakątka ziemi w zależności od sytuacji)  i własne przemyślenia na ten temat, nie zabraknie też o służbie zdrowia, zegarkach Nowaka, podatków Hoffmana, min Kaczyńskiego, wilczych oczu  Tuska.........  Odpowiadam też na różne pytania, bo głupio tak siedzieć i milczeć, choć w zasadzie tylko na to ma się ochotę. Ale mój agresor  wewnątrz rośnie i mam wrażenie, że mnie za chwilę rozerwie na strzępy. Dziś mnie prawie rozerwał, bo oprócz tematów wymienionych wyżej padł temat krzeseł za 10.000,zł i stole za 170.000 zł, które to rząd (?), gdzieś tam sobie kupił, " a  głupich ludzi to się oszukuje itd.itp." Wszystko świetnie, wszystko rozumiem, mnie też wkurza to, co się dzieje i w polityce i w gospodarce i w wielu jeszcze innych dziedzinach, ale kurza i motyla noga, czy dysputowanie o tym w każdym polskim domu, przez całe godziny i codziennie to zmieni? Czy te kupione już kiedyś krzesła nagle znikną i nie będą już kupione? Czy ja mam na boga na to jakiś wpływ, że tak się dzieje?  Dla mnie gadki o tym wszystkim to bezsensowne bicie piany i nie po to nie oglądam wiadomości w TV ( chyba, że podsłyszę, jak WU ogląda), żeby mnie raczono wbrew mojej woli opowieściami o tym wszystkim, dodatkowo z recenzjami własnymi osoby przekazującej. I choć zwykle jestem grzeczna to dziś nie wytrzymałam. Najpierw zamilkłam, co oczywiście zostało zauważone przez Wu, a kiedy doszło do tych nieszczęsnych krzeseł za 10.000 zł i  "rozbójnictwie w biały dzień polityków" to zduszonym głosem poprosiłam o zmianę tematu, na jakiś inny, może o nadchodzącej wiośnie na przykład............a potem dodałam, że naprawdę, bardzo proszę, ale nie chcę już słuchać ani o polityce, ani o krzesłach, ani o Ukrainie ani o niczym innym, chcę po prostu ciszy.......bo mam ostatnio trudne dni w pracy i też tylko słucham narzekań..........
Nastąpiła konsternacja, Wu się wkurzył i wymieniliśmy parę ostrych zdań, chyba za ostrych, kiedy gość w domu, gość........... zebrał się do wyjścia, bo stwierdził, że awantura jest przez niego.......... ja poczułam się  głupio...........................

No i co ja mam zrobić?


Chyba i tak skasuję tego posta..........

54 komentarze:

  1. Nie kasuj. Wiele z nas ma takie przypadki gościnności na siłę na koncie. Ja przez wiele tak uczyłam się asertywności i w końcu się nauczyłam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To trudne w szczególności do bliskich, wiem przecież, że jesteśmy czasami jedyną rozrywką podczas długiego dnia........

      Usuń
    2. Nie możesz być rozrywką wtedy, gdy nie masz siły odezwać się do człowieka, nie mówiąc o przyjaznym zagadaniu:)

      Usuń
    3. Czyżby ta osoba nie mogła przyjść np, 1,5 godz później?

      Usuń
    4. pewnie potem ma swoje seriale;)

      Usuń
  2. Nie kasuj... wyrzucenie z siebie negatywnych uczuć czasami pomaga. Można sobie pogadać do dobrej sąsiadki albo i myśli przelać na blogu. Każdy sposób jest dobry, najgorszy to tłumienie agresji... Reszta w e-mailu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem się boję tej swojej złości w sobie, tej pretensji do innych, że nie rozumieją, jak bywam koszmarnie umordowana zwykłym obcowaniem z wieloma ludźmi codziennie........

      Usuń
    2. Jeśli jeszcze możesz odreagowywać w bezpieczny sposób, to trzeba to zrobić., a później na spokojnie pogadać, i mówić tyle razy (na spokojnie), aż pojmą co się z Tobą dzieje i zrozumieją Twoją potrzebę odpoczynku od wszystkiego.

      Usuń
  3. Mnemo, tak ty, jak każdy człowiek ma prawo do odrobiny prywatności i czasu dla siebie, szczególnie gdy ma tak stresującą pracę jak ty. Musisz jakoś kiedyś odreagować i odizolować się, choć na tą godzinkę dziennie. Nie widzę nic złego w prośbie o zmianę tematu rozmowy, przecież nie zrobiłaś awantury , tylko grzecznie poprosiłaś...Nie można tylko dostosowywać się do potrzeb innych, trzeba też czasem poprosić, aby oni dostosowali się do twoich. A jeśli tego nie zrozumieją, to już ich problem.
    Pozdrawiam ciepło, trzymaj się!
    I nie kasuj tego posta, wbrew pozorom to nie jest tylko twój problem.
    A a propos seriali, to taka daleka ciocia miała swój ulubiony serial, podczas którego nie odbierała telefonów i nie przyjmowała żadnych wizyt. Jeśli ktoś zadzwonił, podnosiła słuchawkę i odkładała z trzaskiem bez słowa. A sąsiadce po prostu nie otworzyła drzwi, mówiąc, że w tych godzinach gości nie przyjmuje. I wszyscy się jakoś nauczyli i przyjęli to do wiadomości:)) Czego i tobie życzę:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam to od drugiej strony, moja ulubiona sąsiadka ma takie seriale i próbuję o tym pamiętać. Nawet jak się zdarza, że trafiam na serial, to po prostu wychodzę i... przychodż epoźniej. To tylko kwestia dobrej woli, albo wyczucia, albo lubienia się nawzajem.

      Usuń
    2. Telefon to niby pryszcz, można nie odebrać, ale też jakoś mi to z trudem przychodzi, bo przecież może coś się stało, jestem potrzebna, szczególnie, jak dzwoni najpierw domowy, a potem obie komórki...........

      Usuń
    3. No proszę cię, ludzie dawniej żyli bez komórek i jakoś się dało sprawy załatwiać. Taki sposób myślenia jest zgubny. Przez godzinę świat się bez ciebie nie zawali.

      Usuń
    4. No widzisz, Mnemo, to też trochę w Tobie siedzi, że trzeba, że musisz... Kiedy inaczej nie możesz, to wyłączaj dźwięk w telefonie w określonych godzinach. Pomaga! No i pokrowiec na telefon, żeby się na niego ciągle nie gapić, czy ktoś jednak nie dzwonił.:-)

      Usuń
  4. Nie oglądam i nie czytam, jeśli mnie wkurza- jestem wolnym człowiekiem i u innych wolność cenię!

    OdpowiedzUsuń
  5. Dobrze byłoby, gdyby ta osoba i Wu też przeczytali ten post. Nigdy im tego nie powiesz, bo awantura murowana. Słowo pisane ma czasem moc większą, niż słowo mówione. Osoba posta pewnie nie przeczyta, ale spróbowałabym spokojnie, za dwa dni, kiedy emocje opadną, powiedzieć jej to, co tu napisałaś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można napisać list (taki na papierze), to też czasami skutkuje:)

      Usuń
    2. Wu nie przeczyta (chyba) bo mu zabroniłam tu wchodzić (hi hi), druga strona tym bardziej nie przeczyta. Z Wu sprawa załatwiona, rozmowy była część dalsza, drugiej stronie chyba jednak będę musiała powiedzieć, że ostatnio bywam bardzo zmęczona pracą i chętnie się spotkam, ale w jakiś wolny dzień........

      Usuń
    3. Dobry początek. Założę się, że Osoba tkwi w słodkiej nieświadomości i nie ma najbledszego pojęcia o tym, jaki zdziczały jest współczesny rynek (także pracy) i jak praca może człowieka wykończyć. Tłumaczenie może być trudne, ale zawsze warto spróbować.

      Usuń
    4. Ta osoba wie teoretycznie, że w pracy to teraz trochę inaczej, ale co innego wiedzieć ze słyszenia, a co innego to czuć na swojej skórze. CudARTeńka podsunęła mi dobry pomysł, trzeba zachęcić tą osobę do jakichś działań, może do spisywania wspomnień????

      Usuń
    5. Do pisania bloga zachęć!

      Usuń
    6. Blog wssysa jak usta Mariana. Kretowata to samej sobie musiała blokadę na parę godzin założyć. Ja też powoli do tego dochodzę.

      Usuń
    7. Prowadzenie bloga skutecznie wymiata gości:))) Widzę, że usta Mariana ktoś lubi nucić:)

      Usuń
    8. Nie ta generacja na blogga, ale pisanie wspomnień, jak Arteńka podsunęła to już tak:))) Jutro zakupię brulion i wyjdę z propozycją..............

      Dziewczyny ja pracuję, ale gdybym siedziała w domu to pewno też bym sobie blokadę musiała zakładać, bo to straszny wsysacz.........

      Usuń
    9. Straszny - ja nie mam czasu już na tworzenie swoich cudarteniek:) Na początku możesz dla zachęty poprosić, żeby gość opowiadał, a Ty będziesz pisać. Później przekazać można gościowi brulion do uzupełniania w domu:)

      Usuń
    10. Rzecz w tym, że ja siedzę tylko teoretycznie i w dodatku pracuję w kompie. Ktoś musiałby mi po łapach dawać, żebym nie zaglądała tu i tam...
      cudArteńka, u nas usta Mariana to taka pompko-ssawka do odtykania zlewu.

      Usuń
    11. Tak, jak rzucamy chlebek, papierochy i inne nałogi, tak kiedyś rzucimy ten net.........albo będziemy bulić za jakiś odwyk.........bo mam nadzieję, że do takich przypadków, jak w Korei nie dojdzie, że ludzie z głodu przy klawiaturze umierali.........

      Usuń
    12. Usta Mariana:))) - to u Was jest ssawka:) A ja myślałam, że piosenka A. Rosiewicza o tym tytule:)

      Usuń
    13. Nałóg jest nałóg, ale nie martw się Mnemo, zrobimy sobie wspólny odwyk, to się nagadamy do syta...

      Usuń
  6. Nie ma innej metody jak szczerze i otwarcie powiedzieć to wszystko. Możesz się zdziwić, że ta osoba zrozumie, a jak nie to zawsze możesz się na tę rozmowę powołać.
    Ja też nie cierpię tych rozmów o polityce, o tym czym karmią ludzi w dziennikach, o całej tej nienawiści, strachu, krytyce. Rozumiem cię, bo ja bym tego nie zniosła!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, bo sam fakt tych odwiedzin to nie jest taki problem, przecież można sobie razem taki serialik obejrzeć, herbatkę wypić ( swój ogląda o innej godzinie i skrupulatnie na niego wraca do domu), ale rozdrażniają mnie te rozmowy pseudopolityczne, a szczególnie to narzekanie i pomstowanie. Bo mam świadomość, że to i tak niczego nie zmienia, a tylko wszystkim nastrój psuje.........

      Usuń
    2. A widzisz, swój serial ogląda:)) Podsuń jej jeszcze jeden bardzo ciekawy serial o godzinie 17.05:) Trzeba skierować tory myśli kochanego gościa na tematy bardziej przyjazne i neutralne. A o polityce nie należy rozmawiać, nawet się nie można zająknąć.

      Usuń
    3. Nc nie zmieni ale da temat do życia takim osobom co go nie mają, bo nic ich nie interesuje, wszystko im się należy i one same są bez skazy. Żal słuchać, ta hipokryzja jest powalająca. Rząd to złodzieje itp, itp, ale będąc w toalecie w przychodzi ręczniki papierowe ukradnie, bo to przecież "państwowe" (guzik prawda). I to się kradzież nie nazywa tylko "wzięłam sobie trochę". :)
      Ze mną się nie pogada tą mową nienawiści. Mówię wprost, że nie chcę o tym słuchać. Polecam. :)

      Usuń
  7. A możesz nie wychodzić z pokoju? Albo grzecznie się przywitać i przeprosić, ale masz teraz godzinę relaksu dla siebie, jesteś wykończona po pracy, musisz koniecznie ten serial w spokoju obejrzeć i moze wystarczy?
    Posta nie kasuj.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teoretycznie mogę, ale to bardzo krepująca sytuacja dla mnie a pewno i dla tej osoby też.......nie chcę, żeby poczuła się odrzucona, czy niepotrzebna........taki ot układ......

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  8. Podsuń ten brulion i może namów na dokumentację zdjęciową - kto, z kim itd. Osoba na pewno ma rodzinny jakiś album. Sama propozycja pisania może ją spłoszyć, a opisanie zdjęć w albumie/zeszycie, to co innego. Konkret.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdjęciowa już zrobiona, zeskanowane i opisane pod dyktando:)))) Z oryginałkami zdjęć się jeszcze nie chce rozstać.......

      Usuń
  9. Dobranoc Kurki i Sikorki
    Mnemo idzie do swej norki
    idzie sobie spać,
    nie da rady się wymigać, rano trzeba wstać:))))

    OdpowiedzUsuń
  10. No skoro Ci się rymnęło, to humor chyba lepszy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. najważniejsze , że z Wu wyjaśniłaś. Pomysł z pisaniem fajny, trzeba aktywność na inne tory skierować. A jeśli chodzi o serial, to mozna przy okazji napomknąć: No widzisz, ty masz swój serial o np.19.00, a ja WŁAŚNIE o 17.00...

      Usuń
    2. Asertywności musimy uczyć się w dorosłym wieku, bo wcześniej nikt o tym nie słyszał, a mówienie "nie" uważane było za niegrzeczne.
      Pomysł z pisaniem wspomnień - super :) Myślę, że namiętny oglądacz seriali zrozumie drugiego, Mika bardzo dobrze to podsumowała :)

      Usuń
  11. zaprosić do oglądania serialu;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Kochana trzeba się nauczyć, trzeba... ostatnio była u mnie moja przyjaciółka siedziałysmy w saloniku, nagle telefon, u góry.... nawet nie drgnęłam.... nikt nie zareagował.... skończył...a Ania mówi: widzę, że masz tak jak ja.... no mam- jak coś robię to nie będe leciec na złamanie, żeby odebrac a tu w słuchwce cisza, bo komuś nie chciało się czekac dłużej niż trzy sygnały.... jak sprawa pilna i ważna, zadzwoni jeszcze raz!

    a z wizytami? na pewno trudniej. Ja bym wlazła do wanny, raz i drugi...niech gość czeka... To jest trudne, ale trzeba! ja potrafiłam przesiedzieć kiedyś w wannie 2 godziny, bo mi mąż nieuprzedzając zaprosił jakichś przypadkowych ludzi...;-))) taka zołza jestem!

    A może po prostu poprosić, żeby odwiedziny były później....jasno i wprost!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem trzeba być zołzą, mus mi się tego nauczyć......

      Usuń
  13. Nie kasuj. Ludzka jesteś normalnie, każdy ma prawo do własnego kawałka podłogi (vel serialu). Trzeba mówić od razu że ci się agresor włącza i pogadasz o tym ale za godzinkę - wiem że to trudne (z autopsji wiem...), ale jak już przyzwyczaisz kogoś, że go słuchasz "o każdej porze dnia i nocy", a ta osoba nie wychwyci subtelnych sygnałów narastającego agresora:) to jak to później będziesz chciała zmienić, to będzie obraza i ostre słowa. No bo do tej pory Ci nie przeszkadzało...a teraz co, "okres masz"???? - te ostatnie zapytanie ZAWSZE wprowadzało mnie w stan potrojonego agresora bez hamulców słownych i bez szans na złagodzenie konfliktu przez kolejne dwa do trzech dni:) Dobrze radzą dziewczyny, trzeba nauczyć się asertywności i walczyć o swoje pięć minut w panieńskim.

    OdpowiedzUsuń
  14. Mysle, ze u wiekszosci z nas miala miejsce podobna sytuacja. Mozna to rozwiazac spokojna rozmowa, wyjasnieniem. Jesli masz do czynienia z kims madrym to zrozumie. U mnie wiele osob nie zrozumialo...stwierdzili, ze zmienilam sie. Owszem, zmienilam bo przestalam pozwalac wchodzic sobie na glowe i nauczylam sie grzecznie ale stanowczo mowic NIE.
    Mnemo, masz prawo odpoczac, masz prawo pobyc sobie sama jak masz ochote. Pomysl troszke o sobie. Sciskam

    OdpowiedzUsuń
  15. A wiecie co? ja też tak mam!!!! Ale inaczej;)
    W mojej pracy mam do czynienia z WIELOMA LUDŹMI, naprawdę wieloma, RÓŻNYMI!!! Tak różnymi, jak to tylko możliwe i jak Wam się czasami nawet nie śniło... Na dodatek - w większości słabo mnie rozumieją;) i co? I muszę się uśmiechać, żeby dawać sygnał, że wszystko jest ok, że nikt ich nie zje za chwilę... Cały zatem boży dzień się uśmiecham... Jak wariat. Teraz to jest już tak automatyczne, że nie zauważam tego, do tego na ogół jestem otwarta i ciepła i wesoła, więc to jest dla mnie poniekąd naturalne, ale - nie w TAKIM wymiarze!!! Kiedy wracam do domu, na przykład w samochodzie łapię się na tym,że ciągle się uśmiecham, jak idiotka, aż... bolą mnie mięśnie twarzy - to fakt!!! Ta godzina dojazdu do domu służy mi właśnie "wyprasowaniu" twarzy, nadaniu jej "prywatnego" wyglądu. Możecie się śmiać lub dziwić, lub krytykować, ale tak jest. Gdy wchodzę do domu mam kamienną twarz i nie odzywam się, bo po całym dniu gadania mam już naprawdę dosyć mówienia. Wtedy słucham sprawozdań brygady i z wolna "przechodzę na tryb domowy". KAŻDY ma do tego prawo, dlatego też dojazdy mnie nie męczą - to mój bufor. Gdy mieszkałam w mieście, czasami siedziałam sobie w samochodzie pod blokiem, zanim weszłam do domu - na zmianę trybu: profesjonalne/prywatne potrzebuję godziny. Tak samo, jak każdy zdrowy na umyśle człowiek;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam tylko kilka minut na powrót i najczęściej tak mi jeszcze mózg trybi, że nie pamiętam, jaką przejechałam, bo nagle ocykam się na parkingu.
      A uśmiech w pracy to też mam przyklejony, obowiązkowo, nawet uśmiecham się, jak przeztelefon gadam, bo podobno rozmówca to wyczuwa, a ja mam różnych rozmówców.........

      Usuń
    2. Wiesz co - to jest straszne, bo jednak u mnie nie do końca mechaniczne, ale jednak pod koniec dnia czuję, jak to męczy...

      Usuń
  16. Franc Fiszer w podobnej sytuacji powiedział do pewnej damy: Teraz muszę panią zamordowac i nie będzie gafy.
    I jest to jakieś rozwiązanie. Osoba zamordowana nie będzie się dąsać, a Ty spokojnie pooglądasz swój świętospokojowy serial. Z moich doświadczen wynika, ze rozmowa z nagabywaczem nie ma sensu, bo nic ludzi bardziej nie obraża niż stwierdzenie, że nie chcesz rozmawiać o tym, co oni uważają za takie interesujące.

    OdpowiedzUsuń
  17. Kiedyś bym się biła w piersi tak jak ty i cierpliwie dalej znosiła wysysanie resztek energii, które można by spożytkować lepiej. Przeszło mi, odkąd zmarła moja kochana przyjaciółka uświadamiając mi, że czas jest ważny i istotny w każdej sekundzie. Jasne, czasem też patrzę w oczy tego typu rozmówcy i odpływam myślami zupełnie gdzie indziej, odganiając się jak od muchy zdawkowymi: ukhm, tak, może kawy? Myślę, że szacunek to musi działać obusiecznie. Jeśli ktoś cię szanuję to nie będzie ci robił wyrzutów, że padnięta idziesz się drzemnąć czy pomulić serialem. Tylko trzeba to prosto komunikować najlepiej na wstępie, zanim sytuacja zbyt się rozwinie i podryfuje w złym kierunku. Wiadomo co innego praca co innego dom. Tam jest twój azyl i królestwo i nie daj sobie błota wcierać w dywan ;) tylko wal już w drzwiach: to miłe, że Pani mnie znów odwiedziła ale nie mam siły dziś na towarzystwo i rozmowę, zadzwonię w przyszłym tygodniu i umówimy się na kawę, jeśli będę miała mniej stresów i będę się lepiej czuła. Jak nie zrozumie, znaczy nie warto się kolegować, bo to już zawsze będzie relacja pod znakiem straty czasu.

    OdpowiedzUsuń

Fajnie, że zostawiasz słówko:) A im więcej słówek tym milej:)