Moja Pańcia twierdzi, że czystość to podstawa. Dzięki niej już nauczyłem się nazw dni tygodnia. Najbardziej zapamiętałem sobotę. To taki dzień, kiedy moja Pańcia słodkim głosikiem woła do mnie "Mopciu? chodź do mnie piesku, no chodź kochanie......". Bierze mnie z uśmiechem na ręce i ni stąd ni zowąd, ciach wsadza mnie do wanny w wodą.
To jeszcze bym przeżył, w końcu w jeziorze pływam z chęcią, ale ona wylewa mi coś śmierdzącego na futro (mówi, że to szampon), a potem robi z tego obrzydliwe,białe bąble........Potem drapie, skrobie i miętosi mnie po futrze. Czekam cierpliwie, bo jestem malutki i tak z nią nie wygram. Jak zaczęła to chyba kiedyś skończy no nie? Ale trwa to za długo jak na mój gust. Po obrzydliwych bąblach i całkiem miłym skrobaniu przychodzi czas na płukanie mojego futerka prysznicem. Jestem cały czas cierpliwy. Już wiem, że do końca zostało jeszcze trochę, bo jak pod strumieniem wody zniknie piana to moja Pańcia wysmaruje mi futro zieloną mazią.
Jak robiła to pierwszy raz to myślałem, że przerobić mnie chce na Shreka, ale Pańcia do Pana, który asystował przy tych torturach powiedziała, " dam odżywkę na futerko, żeby pięknie błyszczało". Nie wiem, co to znaczy "pięknie błyszczało", ale jak Pańcia mówi, że będzie ładnie to nie mam wyjścia, muszę jej wierzyć. Tak mówiąc po cichu, to mam własną receptę na piękne futro. Wystarczy wytarzać się w jakieś zdechłej myszy, to nie dość, że skręt włosa lepszy, a i zapachu nabieram niepowtarzalnego. Nie wiem jednak, jak moją Pańcię przekonać, że moje zabiegi pielęgnacyjne są lepsze. Ta odżywka to jednak nie koniec, niestety. Pańcia jeszcze raz płucze moje loki prysznicem, a potem zawija mnie szczelnie w ręczniki. Pomyślałby ktoś ufffff to już koniec, ale skąd, wcale nie. Bo teraz moja Pańcia wyciąga narzędzie tortur nazywane SUSZARKĄ.
Chcę czy nie, owiewa mnie przez dłuższy czas ciepłym strumieniem powietrza przemawiając do mnie, czule co chwila: "stój Mopciu grzecznie, Pańcia wysuszy futerko, żeby nie zgniło". No to stoję! A mam inne wyjście? Nie, bo drzwi od łazienki też zamknęła.
Na koniec mycie zębów, ostatnio to wymyśliła, bo, jak twierdzi "wali mi z mordki". Nie wiem, co sobie myślała, że niby czym ma walić, fiołkami? Potem wszyscy domownicy, goście i starsze panie na spacerze zachwycają się moim wyglądem, ale ja ich i tak nie rozumiem. Zdecydowanie wolę sfilcowane futerko pachnące zdechłą myszą. Ludzie tego jednak nigdy nie pojmą..........
Jedyna korzyść z tych zabiegów pielęgnacyjnych to bezkarne tarzanie się po kanapach,
fotelach
i jeszcze jedna, najważniejsza, możliwość spania z Państwem w jednym łóżku:))
P.S. Dziś właśnie był ten dzień, Mopek czyściutki i pachnący okupuje kanapę.
Jaki śliczny piesiu po praniu:-)))
OdpowiedzUsuńRzeczywiście skoro przebywa w pościeli to prać musowo...
Głaski dla Mopka , dużo głasków...
Już to widzę jak ja swoje wielkoludy piorę :-)))
Pierzemy raz na jakiś czas, bo Mopek brudny wytwarza specyficzny smrodek, a ze śmierdzielem spać nie będę przecież:) No właśnie, a co z dużymi domowymi psami? Jak takiego wielkoluda prać?
UsuńHelo, helo, już widzę Kruczka w takiej akcji;) On się tylko kąpie w rzece, a żadnej głębi się nie boi;) Za to ja się boję;)
OdpowiedzUsuńJa też się boję, pływam tak daleko, jak czuję grunt, dalej nie wypływam:) I mam zawsze stresa na kajakach, szczególnie na środku jeziora......
UsuńO, Krecie już po imprezkach?? Hana chyba dalej walczy:)
UsuńA moich nawet nie ma jak prać, schłyby z tydzień. Tymek bardzo nie lubi prania, choć do stawku wchodzi, Orwell i Lajos tez wchodzą. Oni piją wodę będąc po szyję w wodzie. Nie wiem skąd taki sposób przyszedł im do psich głów.
OdpowiedzUsuńA Mopek śliczny, wyczesany i pachnący. Mój brudny i wielki Lajos okupuje jedyną kanapkę w domu teraz, bo miał chore ucho.
Na wsi miałam Beja, wielkie psisko, skakał do każdej wody z rozbiegu:) Mopek wchodzi do jeziora,każdej kałuży i rowu w upał. Kiedyś wyskoczył mi z kajaku do jeziora głupol jeden i dopłynął do brzegu, ale się strachu najadłam, że utonie. Ja nie pływam na głębinach, nie miałabym, jak ratować.......
UsuńBłyszczysz pięknie po tej zielonej mazi, warto było :)
OdpowiedzUsuńNo ponad cztery dychy kosztowała:) Tfuuu, żadna moja odżywka na włosy tyle nie kosztuje:))
UsuńCoz za elegancki piesio!! Moj tez lozkowiec, ale my sie pierzemy raz na pol roku (no chyba ze pysio zaliczy padline...) i do tego przedsiewziecia potrzebne sa dwie osoby, bo psina spora i ciezko sie wtlacza pod prysznic.
OdpowiedzUsuńMop niby mały, niby po kanapach, ale nie wiem skąd tego smrodku swojego nabiera i bez mycia co jakiś czas nie da rady.....
UsuńCzołem Dziewczęta! To ja, Wańka-Wstańka! Wróciłam obżarta i opita po kokardę. O głodówce pomyślę jutro. Fajna impra, ale w domu fajniej. A to miasto! Widziałyście kiedyś z bliska rynek (Łazarski) bez ludzi i towaru? Bleee...
OdpowiedzUsuńMojego kucyka nie kąpię poza sezonem letnim, bo to jest niemożliwe. Czeszę go i jest czysty - o dziwo, ani nie cuchnie. Na szczęście nie ma tendencji do tarzania się w padlinie. Specjalnie dla niego zbudowaliśmy w ogrodzie rodzaj sadzawki (małej!), ale on za cholerę nie chce tam wejść! Po długich namowach i wabieniu na wołowinkę i parówki wchodzi na palcach, ale następnego dnia trzeba zaczynać od początku.
No witaj, witaj, brakowało nam Ciebie:) Rynku nie widziałam, sto lat, jak nie byłam w Poznaniu.... Moja świnka, na Mazurach, bodaj w zdechłej dżdżownicy a się wytarza......kanapowiec jeden....
UsuńE tam, dżdżownica! Mój poprzedni pies uwielbiał to i raz wytarzał się w padlinie dzikiej gęsi na łące. Wieźliśmy go do domu w foliowym worku, tylko nos mu wystawał, a i tak smród był potworny. A jak widział w moich rękach coś, co wyglądem przypominało miskę, albo wanienkę (mały był), to spierdzielał w najdalszy i najciemniejszy kąt.
UsuńŁóżkowa u nas jest koteczka. Jak tylko zrobi się jasno (albo i nie) udeptuje mnie i domaga się jedzenia. Muszę się zwlec, nakarmić, potem ona wraca, ale wtedy już układa się spokojnie na moim brzuchu/cyckach/nogach/głowie, nigdy ot tak, tylko na kołderce. Uwielbiam to, chociaż cierpnę czasem, ale przecież jej nie przegonię!
OdpowiedzUsuńO, to masz kota??? Kota? Ja chcę kota, ale Wu twierdzi, że albo kot albo on, nie żeby nie lubił, lubi, na wsi mieliśmy, ale tu? Te kuwety, te podrapane meble, ten pierdolinik z wywożeniem na Mazury w koszu, a potem szukanie kotka, gdzie polazł.....
UsuńNo mam kota, taka bida, która 3 lata temu przyszła do naszego śmietnika. Była w opłakanym stanie, cudem jest, że przeżyła. Miała wszystko, co kot może mieć - w sensie chorób i przypadłości, poza tym naderwane ucho i ziejącą ranę pod pachą. Nie mówiąc o tym, że to był szkielet na nóżkach, bo nawet sierści na niej za wiele nie było. Ale udało się. Teraz to kocisko jak się patrzy. Nie wypuszczam jej na zewnątrz, bo wiem skąd przyszła i pewnie wróciłaby do tej mordowni, jak to kot. Poza tym, jeśli śpi ze mną w łóżku, łazi po stole itd. to wolę wiedzieć, że jest czyściutka. Musiałabyś zobaczyć, jak ustawiła sobie tego wielkiego psa i jak go szkoli - skonać można! Cała reszta, tzn. kuweta (żaden problem), podrapane meble (tylko narożnik kredensu w kuchni, ale to tylko dodaje mu patyny) po stokroć rekompensują radość, jaką ta przybłęda nam daje za darmoszkę. Kot jest prawie bezobsługowy. W kwestii wyjazdów nie mam doświadczeń, bo albo i tak wyjeżdżamy (na krótko na ogół) na zmiany, albo ktoś przyjeżdża (córka, koleżanka, siostra, kto tam może i chce). Mam taką koleżankę, która nie może się doczekać, kiedy wreszcie wyjedziemy.
UsuńJa go w końcu przekonam, bo ten kot do nas przyjdzie sam, jak kiedyś przyszedł królik :)))
UsuńSłuszna postawa! Ja czekam na drugiego psa...
UsuńMaluszka takiego, na kolanka??
UsuńKoty cudne sa!!! Teraz nie mam, bo moj mysliwski piesio niestety nie znosi, ale mialam przez dlugie lata, Kitka sie chowala pieknie z poprzednim psem, spali razem na lozku a jak mnie chciala obudzic to mnie lizala tym szorstkim jezyczkiem po powiekach, zebym oczy otworzyla, malpa jedna! Obecny pies za to uratowal od smierci dwa kociaczki wyrzucone przez jakas swinie w worku foliowym, ale to dluzsza historia to kiedys opowiem.
UsuńW zeszłym roku, mało co nie wróciłam z Mazur z drugim psem, jamnikiem....ale się znalazła właścicielka.....pies warował cały dzień na przystanku autobusowym myślałam, że porzucony, a on tylko czekał na właścicielkę, która była w pracy.....
UsuńBędzie, co ma być. Kołaczą się we mnie resztki rozsądku, ale jeśli przyjdzie, siła wyższa. Więc czekam.
UsuńPodglądacie żubry online? Tu link: http://www.lasy.gov.pl/zubr
OdpowiedzUsuńO są sarenki:))) Nie oglądałam, za to oglądam dziki, niedaleko nas na Mazurach w Strzałowie http://kamery.nocowanie.pl/piecki/67632/www,67632.html
UsuńAle się porobiło! Całe poprzednie lato emocjonowałam się bielikami. To ci technika!
OdpowiedzUsuńJa te świnie oglądałam całe wieczory.....no i bociany w Przygodzicach:)
UsuńKurna z tą techniką to nie nadążam, Wu mi jakiś program w telefonie zainstalował listę zakupów , skanuje kody w sklepie i porównuje czy drogo czy tanio!! Ale numer, mnie nie jest potrzebne, bo zakupy mam w łebki, ale jemu się przyda.....he, he
UsuńAle z czym porównuje? Ze stanem konta?
UsuńJak przekraczasz, wali w czerep?
UsuńCoś Ty, on nie wie ile chleb kosztuje:))Odkrył gadżet i się bawi jak dziecko:))Jak idzie na zakupy połowy zapomni, a tak powie do telefonu ten zapamięta, a Wu kupi wsio:)))
UsuńMiałam na myśli telefon, a nie Wu!!! Mój ma tak samo. Zawsze, ale to zawsze, jeśli wyślę go po coś do sklepu, nawet jeśli z LISTĄ, to nigdy nie jest to, o co chodziło. Plus jakieś świństwa, które akurat wpadły mu w oko, a to jakiś kaprawy pasztet z niewiadomoczego, a to jakiś owoc Bardzo Egzotyczny, z którym nie wiadomo, co zrobić itd...
UsuńJasiek dla spania z pańcią też by sobie dał zęby umyć:)))
OdpowiedzUsuńBiedny Mopuś, moze się jednak przekonasz do tej myszy, he,he
Buziaki.
Może to i obrzydliwe, ale lubię spać ze zwierzakami:)) Od dziecka spałam ku zgrozie rodzicielki:)))
UsuńNie widzę nic obrzydliwego w spaniu ze zwierzakami. Po to są, nie? Pies z nami nie śpi tylko dlatego, że za duży jest. Też dałby sobie w tym celu co najmniej zęby umyć. Chociaż koteczka uzurpuje sobie prawa do wyłączności, a on nie ma odwagi...Ale w sypialni śpi zawsze. Nie ma możliwości, żeby nocą spał w swoim koszu. Kiedy idę do alkowy w piżamce, on zwleka się z kosza i idzie ze mną do sypialni. Takie ma poczucie obowiązku.
UsuńMoj w nocy nie spi u mnie, bo mu ciasno, ale przez dzien to okupuje moje lozko. Na noc wynosi sie do drugiego pokoju na swoja sofe. Spanie ze zwierzakami to ogromna przyjemnosc...
UsuńNasz kucyk to też znajda. Nie pchał się do łóżka, a ja go nie zachęcałam, bo naprawdę wielki jest, ale Hukała, poprzedni, to i offfszem.
UsuńObrzydliwe to może być dla kogoś, kto nie ma zwierzaka, a jeśli ma i z nim nie śpi - nie wie, co traci! Ale nie wierzę, bo jeśli ktoś ma psa/kota, to prędzej, czy później spotka go w swoim łóżku i nie będzie się opierał... Mój jest tego dowodem. Kiedyś uważał, że pies w sypialni jest niehigieniczny i niedopuszczalny. Ale to było kiedyś i baaardzo krótko.
OdpowiedzUsuńW calej rozciaglosci popieram!
UsuńO mam taki obrazek przed oczami, siedzi Wu w fotelu, pod nogami pufa, a na tych nogach Mop do góry nogami wyciągnięty, jak długi. Siedziałby u mnie, ale ja ciągle w ruchu, a to laptop, a to lakier na zawieszkach, a to kawałek haftu na worku.....
UsuńNa Mazurach Mop robi za termofor w nogach:))
Toż to ósmy cud świata!
UsuńSliczny obrazek!
UsuńZwierzaki to czystsze niż nie jeden człowiek.........
UsuńNo bo, jak nie, szczepienia na czas, odrobaczony, wyprany, jak zaniemoże, rzygnie, czy nie chce jeść zaraz do weta..... a koło niektórych ludzi to się przejść nie da taki sztyng idzie.....
UsuńWidziałam w Niemczech ludzi z psami na zakupach w markecie, a u nas spróbuj tylko......
O to, to! Niejakiego G. zwanego Kulawym, za nic nie wpuściłabym do łóżka!
OdpowiedzUsuńMój ś.p. sąsiad z góry o mamo....wiedziałam, kiedy windą jechał, albo holem szedł. Jego już nie było widać, a smród został......
UsuńHana, dobrze, ze Kulawy tego nie czyta...
UsuńBy się rozczarował:)))
UsuńTaaa, na pewno. Tylko o tym marzy całymi dniami, jako i ja!
UsuńSpoko, Mika. On się zajmuje wszystkim, poza czytaniem. Raz zabrałam do samochodu "na stopa" taką starszą panią. Tutaj ludziska często stop uprawiają po wsiach i podwożę, dlaczego nie. A to dziecioki do szkoły, a to gospodynię jaką z siatami. Ale ta starsza pani, łomatkozcórką, Jesusssisicku kochany, nie wiem czym tak można cuchnąć. Chyba tylko zdechłą gęsią z łąki. Po tym doświadczeniu nie brałam pasażerów "na stopa", ale już mi przeszło.
OdpowiedzUsuńNajbardziej to chyba cuchnie po prostu niemycie sie...
OdpowiedzUsuńTo ona musiała się nie myć z 75 lat.
OdpowiedzUsuńNie prane sto lat ciuchy i zamknięte sto lat okna w chałupie, wystaraczy....
UsuńDziewczęta Kochane, idę pokonwersować z Moim, bo wyjątkowo dzisiaj o tej porze JUŻ nie pracuje i pyta, co ja tu robię. Ja tu uprawiam życie towarzyskie! No ale mus to mus. Ja tu wrócę! Dobranoc!
OdpowiedzUsuńDobranoc, ja juz tez sie wybieram w pielesze...
UsuńPa, pa karaluchy pod poduchy:))Pomaluję jeszcze butelkę.......
Usuńmina Mopka owianego suszarka -bezcenna:)))...Ryśkowi tez wali...ale w ogóle nie wyobrażam sobie ,że myję mu zęby....hihihichyba obdarłby mnie ze skóry:)))
OdpowiedzUsuńTo nie takie straszne to mycie ząbków. Nie musisz szczoteczką, można na palec, albo wacik nałożyć pasty. Dwa razy w tygodniu. Jest też taki aerozol do psikania na ząbki, rozpuszcza kamień i też przestaje "walić". Mopek znosi nawet szczoteczkę:) U weta można zdjąć ten kamień mechanicznie, ale usypiają i tego nie chcę. Jak jest kamień to ząbki szybciej wypadną zwierzakowi, więc zapobiegam:)
Usuń