Pamiętacie bęc i tysięczny komentarz? Ponieważ nie zrobiłam jeszcze żadnej rozdawajki typu candy, pomyślałam, że dla osoby, która wpisze 1000 komentarz zrobię taką malutką niespodziankę.
Tą osobą okazała się być Krystynka z blogu Klub Kota Jasna 8 i do niej to poleci zawieszka na drzwi z kotem. Krysia jest miłośniczką kotków, dlatego też na zawieszce znalazł się odpowiedni do upodobań motyw.
Żeby nie było smutno tym, co się w ten tysiączek nie wstrzelili, czym prędzej ogłosiłam, że 1300 komentarz też zawieszką obdaruję. Bo wiecie, ja bardzo lubię rozdawać te moje pierdółki. Nie trwało to długo i już mamy właścicielkę kolejnej zawieszki, którą jest, tadam, tadam, Wańka- wstańka, czyli Hana. Hanuś, jako miłośniczka pierzastych dostanie zawieszkę na drzwi z kogutkami. Nie dam linka do bloga Hany, bo go nie ma, ale już ją trochę molestuję, żeby go założyła. Coś mi się wydaję, że nie jeden wieczór byśmy na Hanowym blogu posiedziałby i boki pozrywały.
Zakładka typu "kot"
Zawieszka w niebieskościach
Zawieszka w fioletach z dziewczynką- aniołkiem
Zakładka z dziewczynką -aniołkiem.
Jak widać wszystkie w oprawie właśnie kwitnących białych hiacyntów. I tu informacja dla Rogatej Owieczki, one nie pachną, no może minimalnie. Chińskie jakieś czy, co?
Fajne jest takie rozdawanie, to chyba już stanie się takim zwyczajem, że co któryś tam komentarz taką małą pierdółkę podaruję wpisującemu.
Sama też zostałam obdarowana, zobaczcie tylko, na blogu u Anki Wrocławianki w konkursie wygrałam takie oto cudeńka.
Książkę, kubeczki (śliczne), herbatkę i czekoladowe gwiazdki, na które od razu rzucił się mój słodkolubny ślubny.
Bardzo Ci Aniu dziękuję. Książkę już podczytuję, bo pasjami lubię ciekawe biografie, a ta jest wzbogacona jeszcze całą masą starych fotografii, które również uwielbiam i zbieram. Jak ktoś nie wierzy może zerknąć tu, na mojego drugiego bloga.
W ramach przegonienia bólu głowy, z którym się dziś obudziłam, poszłam na spacer z psem. Ból jednak nie przeszedł, a spacer był krótki, bo w moim spacerowym parku zrobiło się kilkanaście basenów, między, którymi spacerować można tylko chodnikami.
Biedy Mopcio nawet nogi nie mógł podnieść na żadne drzewko, bo wszystkie stoją w wodzie. W błoto nie pozwolę przecież wejść, wszak wczoraj było pranie psa:))
Jak widać tylko kaczki z takiego obrotu rzeczy są zadowolone i w najlepsze, mając w kuprze zjadliwy ziąb, pływają w te i wewte po dowolnie wybranym basenie.
Licząc, że głowa przestanie boleć pod wpływem jakichś przyjemnych doznań wyciągnęłam Wu na giełdę staroci, jedyna szansa, bo ona tylko w weekendy czynna. Moim zamiarem było kupić widelec, taki ładny, misterny, bo mam pewien plan, co z nim zrobić. Zamiast zakupu jednego zakupiłam 6 sztuk plus tyleż samo łyżek za marne 35 zł, a sztućce całkiem porządne, nie żadne tam Made in China. To była faktycznie okazja, bo wszędzie indziej za jeden chcieli najtaniej 5 zł. Trzeba je tylko ładnie oczyścić.
Ponieważ to, co chcę zrobić wymaga jednego widelca połaziłam jeszcze trochę i kupiłam jeszcze trzy sztuki, każdy z innej parafii, plus łyżeczkę.
Chętnie zawiesiłabym jeszcze oko na innych starociach, ale ślubny był skostniał i szczękając zębami błagał o litość i powrót do domu. Mając na uwadze niedawne nasze przeziębienia i upierdliwy bronchit, który do dziś się ciągnie,ustąpiłam z placu poszukiwań i wróciliśmy do domu.
Łeb boli jak bolał. Na nic spacerki, na nic przyjemne doznania, trzeba było od razu łyknąć procha.
P.S.
To bolenie głowy to tak tylko mnie, czy u Was też podobne objawy w związku z pogodą?
Skarby rozdałaś, skarby dostałaś i jeszcze piękniejsze kupiłaś. Taka giełdę i ja bym chętnie odwiedziła nawet w 40 stopniowym mrozie. Piękne sztućce. Zazdraszczam bardzo.
OdpowiedzUsuńWłaśnie obwąchałam hiacynty w piątek i kupiłam, bo nie pachną, czyli George'a mam z głowy. Ale ja lubię pachnące i muszę jakiś jeden pachnący kupić. Wczoraj bolała mnie głowa, potylica. To na zmiany ciśnienia tak mam. A w nocy przysypało nas śniegiem i chwycił mrozik. Dziś było pięknie. Biało i słonecznie.
Ta-daaam, ta-daam, siala la la, kogutki mam! Jakie piękne! Kurcze, Mnemo, kiedy jakiś okrągły komentarz mniej więcej? Dziękuję!!!
OdpowiedzUsuńA teraz wbiję Cię w poczucie winy: mnie głowa NIE boli (może masz zapchane zatoki?), gdyż machnęłam z kijmi 10 kilometrów. Po powrocie lekko mnie znosiło z kursu i mroczki latały przed oczami (szok tlenowy!), ale pół godziny i jedną kawkę później taki pałer we mnie wstąpił, że posprzątałam w domu!!! Ludzie! Zrekompensowałam w ten sposób wczorajsze obżarstwo. A w okolicznościach przyrody dzieję się, oj dzieje! Zające zaskoczone w miłosnym amoku śmigają spod nóg, kruki zalecają się do siebie i tańczą w powietrzu, a na wierzbach - uwaga - BAZIE. Najprawdziwsze! W domu różne robale wychodzą ze szpar, a to niechybnie oznacza rychłe nadejście wiesz, czego! Bo jak już mrówki wyjdą w tzw. salonie to wiosna murowana!
A ja wiem, co zrobisz z widelca!
Ech, te okazje...
Zrobimy na jakiś okrągły np. 1700? A jak założysz bloga na inaugurację też coś wymodzę (he, he, ale Cię podeszłam, co?)
UsuńMam wrażenie, że rzeczywiście w przyrodzie, coś się dzieje, dzisiaj dwa gawrony siedziały na gałęzi i gadały do siebie, dziwnymi dźwiękami,skubiąc sobie nawzajem piórka. Gołębie łażą za gołębicami. No i moja alergia daje znać o sobie, rano, jak tylko wstanę kicham jak głupia, swędzą uszy i nos. To też pewien znak.
Wiem, że wiesz, co będzie z widelca:))
Ale strasznie jestem ciekawa, jak Ci to z widelca wyjdzie. Pokażesz?
UsuńW kwestii blogu, to czekam... helou, Rogata! Helou Kretowata!
Głowa boli Cię od alergii pewnie, albo od przed - poniedziałkowego stresu. Nie boisz się, że na kota też będziesz kichać?
Za tydzień przebierana impreza. Mam długą, różową, płócienną koszulę z falbaną i pełno różnych akcesoriów od czapy (m.in. czarna peruka afro oraz futrzany pasek, który może robić za ogon. I kowbojski kapelusz z diademem. Jakieś pomysły?
Pokażę:) Jak mi się uda:)
UsuńOd alergii, jestem pewna. Na kota nie kicham, ja to mam na jakieś grzyby czy cuś, nie badałam, ale, jak wilgotno to zaraz jadę z koksem. Kiedyś zwiedzałam jaskinię w Czechach i myślałam, że się uduszę. Zaraz pojadę na zyrteku, żeby się nie męczyć. Z akcesoriów widać, że możesz być kobietą z dzikiego zachodu. Tylko kabaretki jeszcze, jakieś kowbojki,ino dekold se zrób,i obszyj ogonem, coś, jak z filmu Viva Maria z Brigitte Bardot i Jeanne Moreau. Do kapelusza dołóż piór, na szyję aksamitka, rękawiczki po łokieć i efekt murowany. Matko, ja też mam sesję "kowbojską", jedno z mazurskich wcieleń:))
Ty masz łeb! Mnie jeszcze lata po głowie rusałka, nimfa (!), pastereczka, te rzeczy, bo mam pełno różnych kwiatków, kwiatuszków, tiulu, srulu itp. Podstarzała nimfa, to mogłoby być coś!
UsuńA moze jakies odjechane kalosze (zz) Do tego stroju kowbojskiego mam na mysli. A jak wersja z pastereczka to owieczka niezbedna.
UsuńOd Rogatej wypożycz Franka:) I badylek koniecznie w rączkę.....Co się będziesz na podstarzałą rusałkę robiła, zrób się na pociągającą, seksowną i wyzwoloną dziewczynkę:)))
UsuńHana, helou, helou. To co trzeba jeszcze zrobić w kwestii "helou", bo ja akces zgłosiłam i nie wiem, co dalej.
UsuńNimfa mogłaby być, a może Eurydyka, a Twój jako Orfeusz. Ja to tylko w renesansie aktualnie (Monteverdi Orfeusz)
A madrygały? Masz madrygały Monteverdiego??
UsuńNa Eurydykę mam za mało akcesoriów. I ona taka więcej roznegliżowana - nie, żebym miała coś przeciwko, ale inni mogą mieć... co ja im będę poczucie estetyki zaburzać!
UsuńW Tej kwestii co wiesz, Rogata, trzeba się skrzyknąć, ustalić i zadzierzgnąć. A u Ciebie owieczki rodzo i rodzo, to pewnie czasu nie masz.
Mojego psa przebiorę za owcę, co będę Franka ciągać!
Uwielbiam słowo "madrygał". Kojarzy mi się z "dryganiem". Coś jest na rzeczy, prawdaż?
UsuńMadrigali guerrieri ed amorosi VIII księga. Kocham Monteverdiego, ale też Hiszpanów.
UsuńMuszę odkopać, dawnom nie słuchała.....
UsuńKocia zakładka przepieka. Widelce rewelacyjne, pozdrówki. :)))
OdpowiedzUsuńKocia jest zawieszka, na drzwi:))) Widelcem dam pojeść przy okazji:)
UsuńTeż się byle jak czuję...
OdpowiedzUsuńAle to chyba pogoda...
Śliczne te zawieszki i zakładki wszystkie :-)
Biedny piesio , jak tu spacerować po kałużach ??
Witaj w klubie łbów bolących Krysiu:)
UsuńZawieszka jutro poleci do Ciebie:)
Przepiekne zawieszki i zakladki, a kogutki Hany rewelacja! Cudne sztucce kupilas, zazdrosc mnie ssie... Uwielbiam takie rzeczy. Czekam niecierpliwie na tworczosc widelcowa, ani rusz nie moge sie domyslic o co chodzi, tym fajniejsza niespodzianka. U nas zima wrocila, od wczoraj sypalo, ale raczej buro. Glowa nawet nie boli, tylko sennie.
OdpowiedzUsuńHana, z tym blogiem twoim to nie taki zly pomysl, pomysl, caly dzien i wieczor tylko bysmy sie przenosily od Kretowatej do Rogatej, Mnemo i ciebie... Zycie towarzyskie w pelnym rozkwicie!
Pozdrawiam was wszystkie
Byłoby nieźle. Nam to by się forum przydało jakieś. Byłby niezły ruch, jak na Marszałkowskiej w godzinach szczytu. Pozdrawiam odwrotnie
UsuńWidelcowe wymaga trochę sprzętu, młotek, imadło....coś wymyślę:)
UsuńJuż to widzę, zamiast prać my do Owcy, zamiast gotować do Hany, zamiast prasować chyc do Kretowatej, no i żeby nie było, że jeszcze coś trza zrobić to Mika też założy bloga i bęc do Miki. No słodkie życie, sama przyjemność:))
Fajnie by bylo, nie gadaj. Pranie mozna nastawic na noc, prasowac od 6 rano a gotowac w przerwie obiadowej, po czym poinformowac kolezanki, co sie ugotowalo. Ja to mam jakis wewnetrzny opor przed blogowaniem i chyba go predko nie przelamie. Ale was czytac uwielbiam:))
UsuńA do roboty, kiedy zaś chodzić??
UsuńA też miałam, założenie tego to był żart, bo ten drugi założyłam świadomie. I jakoś tak się rozkręcam powolutku, jest miło odkąd się nas taka zwarta grupka zaczęła robić:)
Ło matkobosko! Już jezdem w dumu, setna impreza, ale trzeciej bym już nie przeżyła;))))
OdpowiedzUsuńO witaj Krecie, zapraszamy, zapraszamy, Hana szuka inspiracji na przebranie, dawaj coś wymyślać. A głowa Cię nie boli po tych imprezkach?
UsuńA po co do roboty!? Trza mieć taką przy kompie, to tylko się przeskakuje z okieneczka do okieneczka, zupa w gorku na trzy dni, to jest życie!
UsuńPrawda Hano, taka robota najlepsza, ale zawsze na wczoraj. Przynajmniej ja mam takie zezowate szczęście. Wtedy ani zupy, ani siku, ino tyra
UsuńTo kwestia samodyscypliny, z którą u mnie dość słabo. Ale daję radę. Ja z tych, co to jeśli pali się pod tyłkiem, sprężają się i jazda wtedy bez trzymanki dzień i noc. A co sobie przedtem poużywam (np. na blogach), to moje!
UsuńTo ja takiej chce, z tego okieneczka w okieneczko, a nie dzień w dzień.....
UsuńZaweź się w sobie i już mosz! Z okieneczka w okieneczko mówiący miałam na myśli to, że sobie robię swoje w swoim okieneczku, a jak już pokusie nie daję rady, to myk do Kretowatej, myk do Mnemo... Czasem kończy się tak, że moje okieneczko pustawe, a ja wyłącznie myk i myk.
UsuńMika! Prasowanie to przeżytek! W ten sposób zyskujesz (nie prasując) parę godzin na blogowanie.
OdpowiedzUsuńZanim Kretowato w piecu napoli, to zdążę wrócić z tej przebieranej imprezy! Jak ji w chacie nie buło ze 2 dni, to jem tam dundle pod nosem zamarznum!
OdpowiedzUsuńKochana! Na wejściu 9 stopni! Ale:piecyk nałożony, odpalony z miejsca, za 15 minut już ciepłe grzejniczki, do tego mał elektryczny, w kuchni gaz i w te pyndy już troche lepi! Najbardziej żąłuję, że nie mam kominka - na usunięcie awarii poczekam jeszcze kilka tygodni;)
OdpowiedzUsuńJuż jest bardzo fajnie, nawet zdjęłam kurtkę;)
Herbaty z prundem się napij, ganc rozgrzywo, wiym, bo w Kaczorówce stosuje:)
UsuńTej, z 15 stopni już byś miała?
OdpowiedzUsuńNie wiem, zbiłam termometr lately;)
UsuńCzeko mnie wizyta w Kaczorówce pod koniec lutego, mam zamiar spać, no chyba, że będzie z minus 15, w zaprzyjaźnionej Lemurii epidemia, nie radzą nocować, coby francy nie łapnąć. Damy radę, jest gaz, górkę się zamknie, gazem napali, a do wyrka 2 butle po 5 litrów z ciepłą wodą. Kołder i kocy jest dostatek.
UsuńDacie radę, u mnie tak zawsze, mamy procedury, wdrażamy, śpimy wszyscy razem, następnego dnia jest już normalnie;)
UsuńDo wyrka dwie butle ale nie z wodą przecież! Do końca lutego lemury się nie wychorują?
UsuńJak słyszę procedury, projekty, wdrażanie to mi włosy na języku rosną........
UsuńMoja procedura np. przewiduje po wprowadzeniu Miśka i zamknięciu chałupy, dwa kieliszki Tatusiowej wiśniówki - działa zawsze;) Wszystko zależy od tego, co rozumiemy przez "procedurę" - mogą być bardzo przyjemne;)
UsuńWygląda, że nie, bo u nich od listopada grasuje i ostrzegają, choć ludzie gościnni, ale nie chcą nam problemu narobić.
UsuńW tyn mróz???
UsuńNo bo ja o procedurach pracowych, poniedziałek tuż, tuż.......
UsuńPowyższa odpowiedź była dla Kretowatej w sprawie procedur!
UsuńA nie mówiłam, że od tego głowa Cię boli? Od stanie w bloczkach startowych od wczoraj. Jak robiłam w kapitalisty, to tez tak miałam.
UsuńNo i na co nam ten kapitalizm? Głowy ino bolą.....
UsuńNiechby był, tylko mniej krwiożerczy.
UsuńHana :D Dobre, dobre, gratuluję, zasłużone :)))
OdpowiedzUsuńGłowa boli okrutnie. Nawet męża, choć on taki mało marudzący, już się zaczęliśmy zastanawiać, czy coś się gdzies nie ulatnia...
He, he Hana się szykuje na następny licznik:))) Ale to już nie może być zawieszka:)
UsuńCzyli z tymi głowami to dziś tak już jest, a myślałam, że to tylko moja odmawia posługi....
A propos posługi wczoraj moja córka rozśmieszyła mnie do łez opowiadając o swoim koledze, lekarzu OSTATNIEGO kontaktu, patologu znaczy! Jak tak dalej pójdzie ze służbą zdrowia, to tylko takich mieć będziemy! Właściwie to dobry pomysł - kształcenie lekarzy byłoby tańsze.
UsuńJuż stoję w bloczkach startowych, a nawet wystartowałam!
UsuńNie strasz, jak medycynę zaczną studiować na zaocznych to zaczynam chodzić do znachorów:)
UsuńPo licencjacie będą wypuszczać lekarzy pierwszego kontaktu.
UsuńMasz na myśli zawieszkę? Wiadomo, jak się baba uprze...
OdpowiedzUsuńGłowa mnie bolała ostatnie 3 dni, dzisiaj też chciała, ale się przełamawszy i poleciawszy z kijami 10 km. Pomogło!
Dziewczyny, dobranoc,kładę Księżniczkę, bo jutro szkoła;) Zapraszam rano do mnie;) Jutro będzie na temat,któryście same wyciągnęły!!!
OdpowiedzUsuńTo znaczy, że wdrażasz procedury?
UsuńA bo to jeden wyciągnęłyśmy?
OdpowiedzUsuńNo właśnie, jeden? Dobra to ja idę szyć, szyję takie cuś........Przyda się na kolejną rozdawajkę:))
UsuńA moje ranne parkowe baseny zamarzły, jutro pójdę się poślizgać:))
Też się ewakuuję, aby czytać jedną z moich ulubionych nastoletnich lektur. Chyba mi już do lekarza ostatniego kontaktu, ale takiego od głowy, trza - mówi G.
UsuńTylko jeszcze powiedz, jaka to lektura? Ale on dowcipny, Twój G!
UsuńDzieci z Bullerbyn, e to jest dziecinna......mój nic na razie nie mówi, obiad był dobry:))
UsuńA ja kocham Fizię Pończoszankę! Pa!
UsuńDzieci z Bullerbyn czytałam niedawno, przed narodzinami jagniat, aby sobie poprzypominać. Nie, to Magdy Szabo...zgadnijcie która
UsuńMoja ulubiona to trylogia Szpada na wachlarzu, Jak na starym gobelinie i Na wersalskim szlaku, ach jak ja chciałam mieć taką przygodę osadzoną w XVII czy też XVIII Wieku:))
UsuńJa też, albo nawet w XVI. Podobało by mi się też życie chwilkę w średniowiecznej Flandrii.
UsuńMnie się wszystko podoba, co stare, dawne, byle nie cyborgi i SF, no chyba, że Lem:)
UsuńTo moze Dyl Sowizdrzal de Costera (zz)
UsuńCiekawam, co szyjesz? To ja teraz do mojego okieneczka...Narka!
OdpowiedzUsuńTrzy rzeczy, woryszek, podusię na igły i mysz:))A i butelkę dekupażuję, normalnie rozczworzenie jaźni mam:)
UsuńNo właśnie Rogata, jaka to lektura? Ja mam zaczętych z pięć, leżą na szafce nocnej, ale w łóżku czytam stronę i zapadam w sen.
U mnie leżą wszędzie, grzbietami do góry. Nawięcej ich przy łóżku, bo tam i moje i G., zabić się można, bo my mamy wszystkie pomieszczenia malutkie, jak w domku dla lalek. To "Tajemnica Abigel".
UsuńAch, był nawet film, pamiętam i książkę też czytałam:)
UsuńMyślałam, ze Owieczkę, ale to wiersze....
Wiedzialam, ze Tajemnica Abigail, wiedzialam, tylko nie zdazylam naipsac!!!
UsuńNapisac oczywiscie
UsuńO raty przeraty, na chwilke jeno mnie nie bylo a tu juz procedury, wdrazanie, zmiana pracy i krytyka ustroju. Ani nie wiem jak i do czego sie ustosunkowac, bo sie zgubilam. Czekam zatem na jutrzejszy temat u Kretowatej, trzymajcie sie kobitki.
OdpowiedzUsuńHe, he dialogi wielowątkowe się odbywały:)
UsuńDobrej nocki:)
zawieszki urocze :) sztućce piękne zakupiłaś a głowa pewnie bolała na zmianę ciśnienia.
OdpowiedzUsuńDzisiaj powtórka z rozrywki, też boli:((
UsuńPewnie się powtarzam, ale te Twoje ludowe wytwory podobają mi sie najbardziej i kojarzą mi się z Tobą bardzo a widelce super. Kiedyś taki komplet walał się po domu bez szacunku a teraz byłby skarbem, ale co tam grunt, że bajora poznikały.
OdpowiedzUsuńTrafiła mi się gratka, jak ślepej kurze ziarnko:)
UsuńMnie głowa rozbolała od tych Twoich rozdawajek:))))
OdpowiedzUsuńJak ich nie było cały rok, to muszę nadrobić:)
Usuńależ Wy tu sobie pogaduchy dziewczyny urzadzacie...
OdpowiedzUsuńWszytsko piekne lae widelcy zazdroszczę okrutnie!- piekne są...
i też chodzi z mną jeden ( nie! dwa) projekty z widelcem w roli głównej... moze kiedyś. I ciekawa jestem Twojego...
O jestem bardzo ciekawa, jakie masz widelcowe pomysły:)
UsuńDzisiaj też mnie głowa boli, już myślałam, żem wybrana!
OdpowiedzUsuńGuzik tam wybrana, zrobiłam w hucie sondę, połowa populacji z łbami bolącymi przyszła do roboty, druga połowa wcale nie przyszła. Z tego wszystkiego musiałam odpierać od rana ataki z frontu i zabezpieczać tyły, a na swoje miejsce wróciłam już koło południa, oczywiście z bolącym łbem. Zawieszka poleciała dziś do Ciebie:))Szykuj dowcip dla listkowego:)
UsuńDzięki za zawieszkę, pewnie już jutro będzie. Mojego wyślę, niech się przy skrzynce pomęczy.
OdpowiedzUsuńWczoraj byłam jak skowronek, przy ornitologicznych porównaniach pozostawszy, dzisiaj jak glapa.
Dzisiaj ja mam doła - proszę mnie pocieszać!
OdpowiedzUsuńNo dobrze, dobrze, w liście, będzie jeszcze coś, co prawda nie dla Ciebie, ale może chwilowo posłużyć za przytulaka, na doła oczywiście:)) Dół bez powodu, czy z powodem???
OdpowiedzUsuńNo właśnie bez, takie są najbardziej dołowate. Ale przy Was, z małą, różową do jutra mi przejdzie, a może nawet jeszcze dzisiaj. A właściwie już mi przechodzi.
OdpowiedzUsuńZnaczy się niespodzianka będzie? Kocham niespodzianki wszelkiej maści.
Jak to nie dla mnie? Na moje naźwisko, to dla mnie!
OdpowiedzUsuńPękniesz ze śmiechu na ten mój wyrób:) Z założenia nie dla Ciebie, ale w sumie możesz sobie od czasu do czasu pożyczyć:))No chyba, że będziesz bez serca i sobie zawłaszczysz:)
OdpowiedzUsuńMatko, aleś mnie rozpaliła! Do czerwoności! To jestem gotowa jakiś dowcip dla listkowego znaleźć w internecie, żeby mi Mój czego nie przechwycił. On już się pogubił w tych paczuszkach!
OdpowiedzUsuńJa też rękodzieło ciągnę, już bliżej, niż dalej, ale jednak jeszcze trochę.
OdpowiedzUsuńNo to czekaj na listkowego:)Ale jutro nie przyjdzie, wysłałam ekonomią:)
OdpowiedzUsuńCieszę się, że podobają Ci się kubeczki. Długo je wybierałam. :)
OdpowiedzUsuńSą śliczne i kształt mój ulubiony:) A ostatnio kupiłam serwetki z podobnym deseniem ,którymi mam zamiar coś zdekupażować, to powstanie komplet:)Książka już w połowie przeczytana:)Jeszcze raz dziękuję:)
UsuńNo dooobra. Ale mam teraz emocje.
OdpowiedzUsuńTrochę muszę podgrzać atmosferę. Z mojego rękodzieła dla Ciebie zaczynam być zadowolona, a ja rzadko jestem zadowolona z rękodzieła (własnego). To znaczy, że nie jest źle.
OdpowiedzUsuńTeż jestem ciekawa, coś wymyśliła:)) Ja lubię robić z namaszczeniem, dokładnie, więc trochę mi czasu schodzi,bywam zadowolna, jak wszystko idzie po mojej myśli. Nie lubię roboty przerywać, a wiesz, jak to jest , jak się do pracy chodzi. W deku to jeszcze wkurza, że czekasz i czekasz, bo długo schnie. Ale wczorajszy wyrób był ekspresowy to nie spodziewaj się arcydzieła:))
UsuńSpodziewam się wyłącznie arcydzieł!
OdpowiedzUsuńObawiam się, że się rozczarujesz:)
Usuń