O historii Czerwińska nie będę się rozpisywać, wszystko jest dokładnie opisane w Wikipedii. Sam klasztor już kiedyś zwiedzałam i to przy udziale sympatycznego ojczulka, który bardzo chętnie opowiadał o historii tego miejsca i misjach, na które tutejsi ojczulkowie wyjeżdżają. Nie mam z tego wyjazdu zdjęć, bo to dawne czasy. Dziś nie zaglądaliśmy do środka, bo trwała msza. Za to spacerowaliśmy wokół i po ślicznej, acz chylącej się ku ruinie, najstarszej części mieściny.
Widok z tarasu przyklasztornego, za drzewami płynie Wisła.
Stary krzyż i drzwi na dziedzińcu.
Prawdopodobnie urządzenie służce do przepraw na Wiśle.
Widok ogólny klasztoru.
Stara cześć miasteczka, sporo chałup w totalnej ruinie. Ta część tchnie dawnymi czasami. Kojarzy mi się z klimatami jak u Bruno Schulza.
A to zwały lodu tuż przy Wiśle.
Szczerze powiedziawszy klimaty zupełnie nie wiosenne. Spacer mimo szczerych chęci nie był zbyt długi, a zakończony w miejscowym sklepiku i pożarciem drożdżowej buły z czekoladą, ku wzmocnieniu, oczywiście. Drogę powrotną Mnemo spędziła w błogostanie ciepełka samochodowego, śniąc o słoneczku i nie wiedzieć czemu chodzeniu w klapkach po ciepłym bruku:))
Zastanawiałam się , co to za koty masz do odetkania :-)))
OdpowiedzUsuńA tu o zupełnie co innego chodziło :-)))
Chodzenie po ciepłym bruku, w moim przypadku po cegle, śni mi się od miesięcy. Ale chciałabym boso. I po trawie. I czereśnie z prosto z drzewa. I te wróble w rynnach.
OdpowiedzUsuńPóki co, sypie i u nas.
Klapki to taka oczywistość gorącego lata, a bruk to przecież nie miasto, pewnie dlatego mi się śnią:)
UsuńPS. Piękne detale na fotkach. Chcę taką klamkę. I krzyż. I misy.
OdpowiedzUsuńMisa jest do zrobienia, dać przepis, jak sobie ją zrobić? Ale starej klamki i krzyża nie umiem........
UsuńNo co Ty? Koło garncarskie masz, czy co? Gliny jeszcze nie kręciłam!
OdpowiedzUsuńŻadne tam koło. Są prostsze techniki:))) Masz je w zasięgu ręki:)
UsuńJuż Ci mówię, bierzesz naczynie, wsio jedno, takie żeby Ci kształt podobał, wygrzebiesz na złomie. Dziurawą miskę, garnek, kociołek, rozrabiasz klej do kafelków, albo taniej cement z żwirem i np. torfem, taki w konsystencji gęstej śmietany, z torfem od razu będzie burego koloru, bez torfu to takie szare, ale możesz dodać sypkiego barwnika, a jak nie to na koniec sobie pomalujesz jakś farba, albo wapnem na biało. Zaś bierzesz, stare szmaty porwane w pasy, prześcieradła,flanelowe, labo bawełniane koszulki, pieluch tetrowe, co masz. Moczysz te szmaty w zaprawie i warstwa po warstwie oklejasz naczynie. Każda warstwa musi zaschnąć, w ciepły dzień idzie szybko. Oczywiście szmaty możesz fantazyjnie drapować, zaplatać, robić różyczki no co ci do główki wpadnie. Po zaschnięciu robisz dziurę odpływową wiertłem,jak nie masz zadbaj przed owijaniem szmatami, wybij dziurę gwoździem i nie zaklejaj szmatami. Po wyschnięciu pomaluj akrylami, albo wapnem, albo nie maluj. Jak chcesz, żeby donice szybko się zestarzały, to posmaruj jogurtem i wstaw w cień, ładnie szybko zzielenieją od mchu, który na tym jogurcie za jakiś czas wyrośnie. I masz antyczna misę własnego wyrobu. Produkowałam taką w Kaczorówce z plastikowej wanienki, minęły 3 lata i stoi do dziś, na zimę nawet jej nie chowam,bo ciężka jak koń.
UsuńNaprawdę??? Człek się jednak całe życie uczy! A Kretowata mówi, że blogi wpędzają Ją w kompleksy! Mnie tam zachwycają i inspirują! Dzięki! Jest coś, czego NIE potrafisz robić?
UsuńTeż mnie wpędzały, ale dziewczyny to robią latami, ja od zeszłego roku. I na żadne kursa nie chodziłam , wszystko z podpatrywania. Zaczęłam od robienia biżuterii, a potem poszło. Ale żyć z tego nie da rady. Kamienie i półfabrykaty do biżu były tak drogie, że to zupełnie się nie opłaciło. Ale parę rzeczy poszło w świat :)
UsuńO takie biżu robiłam, ale to tylko parę rzeczy muszę zobaczyć , gdzie reszta.
Usuńhttp://www.blogger.com/blogger.g?blogID=2346961891938264122#editor/target=post;postID=8758577827756384482
Gadaj mi zaraz!
OdpowiedzUsuńWracając do zawartości walizki, skarby tam mam. Jakiś dokument po niemiecku (nie wiem, co to, niemiecki jest mi całkowicie obcy) z 1874 roku, pamiętniki z 1896 i takie tam. Byłabyś zachwycona. A zdjęcia!
Kilka zdjęć podarowałam Złotemu Kotu, dla mnie to obcy ludzie i nie mam stosunku emocjonalnego.
OdpowiedzUsuńTo mi choć zeskanuj te zdjęcia, plisssss, uwielbiam. Widziałaś moje zbiory zdjęć na drugim blogu??? Niemiecki tłukłam przez 4 lata, ale co innego tłumaczenie starego dokumentu:))
UsuńPewnie, że widziałam. Na razie ślę Ci te skany.
UsuńKochana jesteś:))
UsuńNiemiecki dokument pisany jest gotykiem, nie potrafię odszyfrować nawet nagłówka.
UsuńTo już klops na całego, ale przynajmniej ładnie wygląda :)
UsuńMyślę, że ktoś, kto zna niemiecki, spokojnie domyśli się o co chodzi. Mam koleżankę, ale jak tu jest, nie pamiętam o tym. To jest chyba jakieś pozwolenie na coś. Jakaś przepustka, czy coś takiego. Chyba wyślę też te poezje Kretowatej. W końcu zna się, nie? Na takiej poezji na pewno!
UsuńZaraz zrobi konkurs na list pisany w tonie tamtejszej epoki, ja się już szykuję:))
UsuńŚlę Ci dwa przesmaczne skany. List i wiersz miłosny. Ten drugi zwłaszcza pisownię mam taką, że skonasz chyba, bo ja prawie skonałam. Taki poeta! A już dokumentnie załatwił mnie podpis!
OdpowiedzUsuńPodpis jest moim zdaniem zgodny z duchem epoki, szarmancki i czuły. Jakbym Bodo na filmie widziała:)
UsuńNie chciało się wkleić, ale poszło. Posikasz się.
OdpowiedzUsuńPodpis pod listem tak! Rozśmieszył mnie rzeczowy - w zestawieniu z poezją - podpis poety pod wierszem: Fr. Skrzypczak Rokietnica pow. Poznań
OdpowiedzUsuńPodpisał się dla potomnych, coby w mrokach dziejów nie zaginąć, i ma szanse!!! Wszak go znalazłaś.Zdaje się że w tej Rokietnicy do dziś nazwisko Skrzypczak funkcjonuje, może żyją jacyś potomkowie? Wrzuciłam do netu....
UsuńSkrzypczaków jak mrówków, sama znam ze trzech.
OdpowiedzUsuńZ Twoich okolic bliżej Rawicza, wywodzi się moja rodzina o dość nietypowym nazwisku, ale nie wiemy, jak to dokładnie było. Pradziadek poznał prababkę na robotach w Niemczech na długo przed I wojną, tam się pobrali, tam urodziła się moja babka. Ojciec nosił nazwisko babki, no i ja toż samo. Wiadomo tylko, że pradziadek był z okolic Rawicza.
UsuńA popatrz tylko na to ogłoszenie (to samo źródło): DLA GÓRALKI. Za list stokrotne dzięki. I ja tęsknię i chciałbym odpisać, ale czy pod wskazanym adresem nie zanadto dużo ryzyka? Czy można tak dużo ufać? Przejeżdżałem później. Będę przejeżdżał znowu wczas rano ale co jest za wczas dla Ciebie. Odpisz. Chłopak.
OdpowiedzUsuńMatko, tłumacz drugą część bo nie kumam czaczy:))))
UsuńWczas to jest wcześnie. Chyba chodzi o to, że on pyta, czy nie za wcześnie będzie przejeżdżał. Ale się tajniaczą. Ona mężatka, albo odwrotnie, albo mezalians jaki?
OdpowiedzUsuńTo fascynujące, nie?
OdpowiedzUsuńNa kanwie tych wycinków powieść można napisać:), a przynajmniej nadaje się do blogowej publikacji Hanuś, no i masz odpowiedź, co Ty na tym blogu.......
UsuńCo MY na tym blogu...
OdpowiedzUsuńNo My też, ale widzisz, połowa zalatana, zaowczona.......czekaj niech się ogarną:)
UsuńA donicę będziesz robić?
UsuńBędę, ale na lato poczekać mus.
OdpowiedzUsuńMam olbrzymi ogród, miejsca Ci u mnie połno!
OdpowiedzUsuńWidziałam gdzieś taki cudny śródziemnomorski zakątek zrobiony z tych donic, a w nich lawenda i kwiatki w tonacji niebiesko, fioletowej, super wyglądało.
UsuńJa na pewno zrobię taką misę, i wannę;))) i basen;) i cysternę;) i akwedukt!!!!!
UsuńWcale się nie zdziwię, a obok postawisz zdekupażowaną beczkę:))
UsuńNie dekupażuj beczki, ja wezmę surową, a Tobie znajdę w zamian pełno różności!
UsuńNie plasticzaną niech zdekupażuje, chyba, że mo drewnianą to nie, sama bym taką z obręczami capnęła........
UsuńA tam, plajztikową niechaj tam se dekupażuje. Ale z obręczami nie! Jedną mam, druga nadałaby się dla symetrii.
UsuńJeszcze ni mom ani jednyj, ino same gornki kamiunkowe......tyż je kochom....
UsuńBeczkę wyrwałam sąsiadowi ze strychu, bo mówił, że ino mu zawodzo. Ale tylko dlatego, że beczka w ich oczach nie jest "antykiem". Ludzie tu pełno skarbów po oborach mają, ale chitre są i liczą sobie drożej niż w antykwariacie. Za kompletnie zeżartą szafę praktycznie bez drzwi niejaki R. wołoł 150 złociszy. Olałam go.
UsuńJa też w donicach raczej, ze względu na krety chwasty i kiepską ziemię. To jest ugór, a pod spodem glina i nic - poza wikliną, niektórymi iglakami i wiązowym żywopłotem - nie rośnie. Musiałaby przywieźć ze 40 tirów ziemi. W pompie mam.
OdpowiedzUsuńU mnie tez kiepsko - piach i klasa, ale mini warzywniak daję radę obrobić, w tym roku chyba pójdę w skrzynkowe grządki;)
UsuńTo jest wyjście, takie grządki na podwyższeniu, robią takie z podkładów kolejowych, ale dziewczyny nie róbcie tego nigdy. Te podkłady można kupić na kolei, bo wymieniają je na betonowe i ponoć jest tego ful. Ale nie róbcie z nich nigdy warzywnika, bo to drewno było nasączone straszną chemią, żeby na tej ziemi lata wytrzymało. Potem to wszystko z wodą deszczową wsiąka w glebę i w nasze warzywka. Lepiej upleść niskie płotki z wikliny i tam dać dobrej ziemi.
UsuńDziewczyny, ten poeta nie tak źle pisał, tzn. ortografia była wtedy trochę inna, ale zżynał;))) co gorsza;)))
OdpowiedzUsuńBo może dzioucha była ze wsi i chciał zaimponować?
UsuńAż tak inna nie była! Z kogo zżynał?
OdpowiedzUsuńAż tak inna ortografia nie była! Z kogo zżynał?
OdpowiedzUsuńNo jasne, że robił błędy, a zżynał z tzw. "skrzydlatych słów" - kiedy umrę, kiedy zginę... - toż to wpleciony wierszyk sztambuchowy;)))
UsuńTeż miałam taki sztambuszek,w podstawówce, ale to się już wtedy zwykłym pamiętnikiem nazywało i wpisywali się o tak " na górze róże na dole fiołki kochajmy się, jak dwa aniołki" :))))
UsuńA w mojej walizce sztambuszek z wpisami z 1896.
OdpowiedzUsuńAle rarytas:)
UsuńA jakie wpisy tam są! A jaka kaligrafia! Nie mogę zeskanować wszystkiego.
UsuńJesuuu! Jak sieknę ten komputer! Nie odświeża mi i już. Muszę wyjść i nazod wejść.
OdpowiedzUsuńWiesz co, Mnemo, i Ty Kretowata? Jak tak dalej pójdzie, nie dostaniecie żadnej niespodzianki, ani listu pisanego piórkiem do kaligrafii, bo niby kiedy mam to robić? U Mnemo już świeży post, nie nadanżam!
OdpowiedzUsuńA nie śpij ze dwie nocki podciągniesz:))) To dowcip Hanuś, spoko, jo jutro w Hucie nie będę tu klikać od samygo rana:) Bydziesz miała spokój:)
UsuńNo właśnie. Jak Ty w Hucie, to ja też w swojej, a potem, jakbym podgonić mogła, to nie mogę, bo z Tobą i Kretowatą godum. I tak w kółko. Ale tero to już ide. Pa!
OdpowiedzUsuńPa, pa tu i tam:)
OdpowiedzUsuń