W tym roku to ponoć pierwsze takie huczne obchody, w ramach przywracania pamięci o Powstaniu Wielkopolskim. Trafiłam na nie całkiem przypadkiem na spacerze po Starówce, który przerodził się w gorączkowe poszukiwanie ustronnego miejsca (trudne zadanie w tym miejscu), gdzie można byłoby pozbyć się nadmiaru wypitej przed wyjściem kawki. W końcu uwolniona i szczęśliwa pomaszerowałam uliczkami Starówki w kierunku kolumny Zygmunta, gdzie natknęłam się na pokaźny tłum przed Archikatedrą św. Jana Chrzciciela. Właśnie skończyła się msza i potężny pochód szykował się do wymarszu w kierunku Placu Piłsudskiego na resztę oficjalnych obchodów.
Nie zabrakło oczywiście oficjeli, rozpoznałam profesora Nałęcza ....
I arcybiskupa Nycza (choć inaczej trochę wygląda tak w cywilu).......
Orkiestry.....
Tłumy, jak okiem sięgnąć, cały Plac Zamkowy pełny i aż po horyzont tłumy........
Powstańcy na koniach, jak prawdziwi.......
Zobaczcie sami, powstaniec wypisz, wymaluj ( mój dziadek na obrazie z tego okresu wygląda podobnie) ......
A konik się popisywał, kłaniał, salutował nóżką.....
Cały ten orszak zamykały służby porządkowe, nie zabrakło powstańca ze szczotką i wiaderkiem. Wiadomo koniki szły przodem.......
Niebawem i szczotka i wiaderko się przydały..........
A potem podążyli dalej, w kierunku Placu Piłsudskiego......
Pogoda dopisała wyśmienicie, Plac Piłsudskiego był skąpany w słońcu, zupełnie wiosennym.......
Muszę powiedzieć, że łezka mi się zakręciła, bo przecież to Powstanie to zryw moich krajan, szkoda, że nie dopytałam, kiedyś babci, jak to zapamiętała, była wtedy dorosłą 20 letnią dziewczyną.....
A kolejnym razem o anomaliach przyrodniczych spotkanych podczas spaceru:)