Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pałace Wielkopolski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pałace Wielkopolski. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 stycznia 2014

Świat moich wujków...

Dziś mam dla wszystkich zainteresowanych życiem w majątkach przedwojennej Polski ciekawostkę w postaci filmu, który czasy wojennej zawieruchy i komunizmu przetrwał w .......konwi na mleko.
O czym jest ten film? Poniżej jego streszczenie żywcem przeniesione ze strony.

"Paweł Doerffer był synem Karla Julisa, ewangelickiego pastora, który ożenił się z przyjaciółką hrabiostwa Mycielskich - Polką, katoliczką, noszącą nazwisko Szafarska. Ich syn Paweł, całkiem już spolonizowany, w 1886 roku objął administrację dóbr w wielkopolskich Pawłowicach. Syn Stefan, zdobywszy odpowiednie wykształcenie, poszedł w jego ślady i 21 lat później został w Pawłowicach plenipotentem. Administrował dobrami obejmującymi trzy klucze - w Pawłowicach, Łęce Wielkiej i Mchach. Wchodzące w ich skład majątki i folwarki to ponad 10 tysięcy ha gruntów uprawnych, obory, stajnie, gorzelnie, krochmalnie, młyn, tartaki, cegielnie... Stefan Doerffer miał siedmioro dzieci. Wśród nich - syna Stefana, który już jako chłopiec fotografował, a z czasem jego pasją stało się filmowanie. Kupił w Poznaniu amerykańską kamerę Cine Kodak i utrwalał na taśmie sceny z życia rodziny. Kiedy wybuchła wojna, film, kamerę i projektor ukryto w konwi na mleko. W 1946 roku Stefan Doerffer wyjął pamiątki ze skrytki i przechowuje je do dziś. W 1998 roku rodzina zdecydowała, że film można zaprezentować publicznie. Miał się tym kto zająć: pasję Stefana przejawił po latach jego siostrzeniec, Krzysztof Magowski, dziś reżyser filmowy. I oto Magowski, rekomendując i wykorzystując film wujka, wprowadza widza w tamten odległy świat. Pod okiem współczesnej kamery sędziwy dziś Stefan wędruje po dawnych śladach, w czym towarzyszą mu równie wiekowi bracia - Jerzy i Antoni. Starsi panowie wjeżdżają w dzieciństwo i młodość lśniącym studebackerem, jakby wyjętym z sepiowych kadrów kręconych sześćdziesiąt lat temu. Niezbyt pewnie, podpierając się laseczkami, przemierzają wnętrza, wspinają na schody, zatrzymują w alejach, po których biegali jako dzieci, a jako nastolatkowie pędzili z hukiem na swoich ukochanych motocyklach. Przekomarzają się i strofują szukając w pamięci szczegółów, wspominają dawne zdarzenia i anegdoty z przeszłości, do której powracają z sentymentem i radością, bo - jak mówią -żyli w bardzo udanej i szczęśliwej rodzinie. Ze wzruszeniem i rozbawieniem oglądają razem film Stefana i w dzisiejszym pejzażu Pawłowic, Łęki, Brzostwoni, Żytowiecka i Księża Wielkopolskiego starają się odnaleźć ślady tamtych ujęć, powtórzyć sceny, przywrócić ich atmosferę. Pałac w Pawłowicach szczęśliwie nadal stoi, równie piękny i okazały, służąc dziś Zootechnicznemu Zakładowi Doświadczalnemu. Zachowano też dawne parowe maszyny - takie same jak te, które Stefan uwiecznił na polach ojca. Stoi też pałac w Łęce, gdzie psotni chłopcy uczyli kury latać. Trwa Brzostownia - do której rodzina przeniosła się w 1933 roku, kościół w Żytowiecku, gdzie Doerfferowie chrzcili dzieci. Jest i stacja w Księżu Wielkim, z której Jerzy w sierpniu 1939 roku odjeżdżał, by podjąć studia na Wydziale Okrętowym Uniwersytetu w Glasgow. Jego pies biegł jakiś czas za pociągiem, a potem usiadł na torach - zardzewiałych dziś i zarośniętych trawą, bo nie używanych od 1996 roku - i żegnał pana wyciem, jakby czując, że już go nigdy nie zobaczy... Jest też komórka w Księżu, w której Niemcy zamknęli ich ojca, by wkrótce potem rozstrzelać - za to, że nie chciał podpisać folkslisty. Choć wszystko to trwa, to jednak tylko materialnie. Nie ma już świata, który Stefan utrwalał na taśmie. Mimo że przecież jakiś ciąg dalszy nastąpił..."
źż\ródło: http://www.filmpolski.pl/fp/index.php?film=4212902


Film jest dostępny na: http://stopklatka.iplex.pl/filmy/swiat-moich-wujkow,8028. Trzeba zainstalować dodatek do przeglądarki, ale jest to dosłownie chwila. Na jutubie filmu niestety nie ma.

Dla mnie to bardzo interesujący temat, swego czasu zjeździłam południową Wielkopolskę w poszukiwaniu takich perełek, pałaców i folwarków. Dużą pomocą w tych poszukiwaniach był mój ojciec, który topograficznie był doskonale zorientowany, a o niektórych majątkach potrafił opowiadać ciekawe historie. Szczególnie bliski był mu pałac w Mojej Woli, w którego okolicy w czasie okupacji był na służbie u Niemca. Widywał nawet ostatnią dziedziczkę pałacu w Mojej Woli.  Zebrałam to wszystko w jedną "kupkę" i tak powstała moja praca magisterska. Podczas zbierania materiałów niejednokrotnie serce mi się ściskało widząc w jakim stanie dziś są niektóre z tych perełek.

Najbardziej mi żal pałacu w Mojej Woli, prawdziwej perełki wśród pałaców, ale o tym już pisałam TU.

Pałac w Kotowiecku miał więcej szczęścia, nie jest ruiną, jak wiele innych, ale też nie można powiedzieć, że jest w świetnej kondycji. W czasie, kiedy zbierałam materiały w jego murach było zlokalizowane przedszkole, czy jest tam nadal tego nie wiem.
To jest jednak nic w porównaniu z tym, jak prężnie działał ten majątek w czasach swojej świetności.

 Wyobraźcie sobie, że  w 1729 r. w Kotowiecku był dwór, owczarnia, stodoły, obory, karczma i 13 chałup. Majątek liczył 340 ha. Czynna była cegielnia i wiatrak, hodowano bydło szwajcarskie. Pod koniec XIX w. czynna była gorzelnia, istniało połączenie tzw. tramwajem konnym z Biniewem, działała mleczarnia, stosowano pługi motorowe, chowano 530 sztuk bydła i 1200 świń. W 1917 r. w Kotowiecku założono sklep "Konsum" dla urzędników i robotników folwarcznych. W latach 30. XX w. w majątku von Lekowa pracowało 30 urzędników, 60 robotników stałych i 150 sezonowych. Na polach pracowały dwa komplety pługów parowych, czynne były trzy urządzenia (z pompami elektrycznymi) do nawadniania, a także "deszczownia", istniała fabryka płatków ziemniaczanych, fabryka beczek i skrzyń drewnianych, tartak, kiszarnia kapusty. Z Kotowiecka do Żakowic i Głósek prowadziła prywatna elektryczna kolej o długości 3 km, która istniała do 1936 r. W 1928 r. czynna była kuchnia ludowa, piekarnia, rzeźnia dla potrzeb majątkowych, a także kasyno dla urzędników.  Sprytnie, bo ponoć, co zarobili w folwarku to wydawali na miejscu. No, a po II wojnie światowej majątek upaństwowiono. W takim stanie go zastałam podczas moich wędrówek.




Los zdecydowanie gorzej obszedł się z pięknym pałacem w Śliwnikach. Dziś jest w rękach prywatnych, podobno jest restaurowany.........
Jest w bardzo złej kondycji, co oddaje zdjęcie, które zrobiłam zza ogrodzenia, bliżej, jak to do własności prywatnej podejść się nie da.


Tylko pałac w Sobótce, w którym od wielu lat zlokalizowana jest Siedziba Hodowli Roślin ma się w miarę dobrze. Nie widać tak na pierwszy rzut okna wszechobecnego w innych pałacach zniszczenia i zaniedbania. Jest gospodarz, który widocznie dba o to wyjątkowe miejsce położone z daleka od turystycznych szlaków.


W 2011 roku w pałacu wybuchł pożar, który zniszczył pomieszczenia na parterze, ale na szczęście znalazły się środki na odremontowanie.

Mogłabym tak jeszcze długo, ale chyba na pierwszy raz wystarczy:)))
Skoro za oknem słota, która nie zachęca do wypadów w teren możemy sobie pobuszować po necie i poczytać chociażby o takich właśnie miejscach.
Polska usiana jest podobnymi perełkami, te najbardziej znane mają więcej szczęścia, leżą na popularnych szlakach turystycznych, są w nich muzea, hotele, te malutkie, schowane w miejscowościach, o których nikt nie słyszał kończą swój los po cichutku w zapomnieniu, często dewastowane i ograbiane.