Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sałata rzymska zapiekana. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sałata rzymska zapiekana. Pokaż wszystkie posty

środa, 27 listopada 2013

Dziś na obiad kacze nogi i coś dla roślinożerców.

Kacze nogi w ciemnym sosie plus kluski śląskie to dobry obiadek, prawda? Pytam mięsożerców, bo wegetarianie powiedzą, ble, fuj świństwo. I ja to rozumiem. W moim domu są trzy frakcje, a ostatnio nawet cztery. Co ja gadam,  nawet pięć!!
 Pierwsza, czyli ja, zje wszystko, nawet  śledzia, golonkę, flaki, tatara  i każdą zieleninę z naciskiem na zieleninę. Sałatki to coś co nigdy mi się nie nudzi, ale pozostałe frakcje do zieleniny podchodzą z pewną rezerwą. Zieleninę tolerują jako dodatek do dań głównych, ale nakarmić  się tym ich nie da.
 Frakcja druga (według starszeństwa) preferuje kopiaty talerz ziemniaków, sztukę mięcha i warzywka w każdego postaci, z naciskiem na buraczki, groszek z marchewką lub inne brokuły. Nie odmawia sobie ta frakcja słodkości, które jakoś przedziwnie w przeciwieństwie do mnie nie odkładają się w postaci przyrastających centymetrów tu i ówdzie. Zupę traktuje, jak zło konieczne i twierdzi, że czymś do picia człowiek się nie może najeść. Śledzia nie tknie, golonki tudzież. O flakach nie wspomnę -ma drgawki na sam widok.
Frakcja trzecia  i czwarta to już nowa generacja, która preferuje kluchy typu spaghetti, pizza, lazania, i wsio, co ostre, pikantne, na przykład ostre skrzydełka, które frakcja pierwsza od czasu do czasu funduje w ilości kilku kilogramów na jedno posiedzenie. Frakcja ta zieleninę zjada, ale wybiórczo i o ile frakcja druga zje buraczki to frakcja trzecia zje tylko połowicznie, bo wolałaby na przykład szpinak. I weź tu gotuj dla tak odmiennych gustów!!! Frakcja trzecia na słowo śledź dostaje drgawek, a od golonki odwraca się z obrzydzeniem. Zupę jednak poważa, o ile jest to żurek, chińska maminej roboty, grzybowa lub " kwaśne" ( z pyrkami dziabdzianymi), ewentualnie jakaś inna byle gęsta i pikantna.
Z frakcją piątą problemów nie ma, jest pucha jest suche, frakcja jest zadowolona. Słodkiego nie tyka bo nie zna smaku, za to nie wiadomo dlaczego lubi na przykład gotowany bób albo fasolkę. Frakcja piąta zdecydowanie jest najprostsza do obsługi. Po zjedzeniu, frakcja piąta przychodzi na środek pokoju i bezceremonialnie beka z głębi trzewi, ale o tym kiedy indziej.

Jednak, kiedy staje się tak jak dziś, że obiadek składa się z pieczonej kaczyny, klusek śląskich i sałaty rzymskiej zasmażanej na masełku z czosnkiem, wszystkie frakcje nagle się jednoczą i ochoczą wciągają, co im się na talerzach podsunie. No z małym wyjątkiem, bo frakcja piąta to by i zjadła, ale nie dostanie. Tyle jego, co popatrzy. Ryzykować psich haftów po nocy nie zamierzam, a tak kończy się najczęściej zjadanie ludzkiego żarełka.

Smażone kacze nogi pewno każdy widział, kluski śląskie też, to nie pokażę, za to pokażę moje nowe odkrycie. Zasmażaną sałatę rzymską!!! Sposób przyrządzania sałaty w ten sposób znam od wczoraj i uwierzcie mi jestem w tym daniu zakochana. Wczoraj jadłam, dzisiaj jadłam i jutro też będę, bo narobiłam zapasów.

A sposób jej przyrządzania jest prosty.


Kupujemy sałatę rzymską ( albo wyrywamy z ogrodu) ...........


Myjemy listki, wrzucamy na patelnię, gdzie jest już kawalątek masełka......


delikatnie solimy i dodajemy troszkę czosnku, mieszamy kilka chwil, ale nie za długo, żeby nam się z sałaty nie zrobiły flaki.......

i..........gotowe.......

Potem jemy, aż pękniemy.
Frakcja piąta w tym czasie wcina puchę......


I jeszcze jedna wiadomość.... u mnie też dziś zagościła zima, na chwilę, bo biały puch spowił rano otoczenie, na szczęście w okolicy południa już śladu po nim nie było, z czego to jestem bardzo, ale to bardzo rada:)))



P.S.

Na jutro szykuję danie popisowe, gęś pieczona z majerankiem........

P.S. Na banerku kaczka rezydentka, dożyła swoich dni w spokoju, odeszła do krainy wiecznych łowów ze starości , dożyła sędziwego, kaczego wieku:)))