Pokazywanie postów oznaczonych etykietą warunki glebowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą warunki glebowe. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 kwietnia 2015

Rogaty z Wielkopolski, biały z Leroya.

Święta przyszły, poszły, teraz czekamy na majówkę, ale już bez przymusu pucowania okien, wietrzenia pościeli i kilkunastu godzin spędzonych w kuchni przy plackach, sałatkach i mięsiwach.
Co prawda, na święta żadnej z tych rzeczy nie robiłam, a święta  i tak były bogate w jedzenie i to okrutnie bogate.
Do dziś nie dopinam spodni.

Może to nudne, ale moje myśli ciągle krążą wokół grządek, siewów, pikowania i grabienia. Cichaczem zakupiłam już 100 litrów kory, 80 litrów kompostu, 10 litrów granulowanego nawozu bydlęcego, 2 litry biohumusu, 10 kilo dolomitu, 21 krzaczków lawendy, nie pamiętam ile torebek nasion, ale kilka dziwnych takich, np. stewii, słodkich listków, ponoć słodszych od cukru. Zainspirowana przez Agniechę zakupiłam fioletową marchew, a od siostry przywiozłam fasolkę tyczkową i krzaczastą.
Wu jeszcze nie wie, że w bagażniku nie zmieści się już nawet igła:)

Grządka u sąsiada już zamówiona. Tylko kopać i siać. I nie paść na pysk przy tym:)




Od siostry przywiozłam w dużej misie rogate fiołki, które wyglądają niczym miniaturowe bratki. Rozsiewają się same i pięknie wyglądają, taki dywanik. To bardzo stara odmiana. Już w latach 70- tych rosły w ogródku, i mimo wielu zaszłych w nim przemian przetrwały do dziś.
Wykopałam  sporą kępkę, chwilowo rosną w misie, potem pojadą do Kaczorówki, niech się i tam rozsieją.





W swoim szale ogrodowym nabyłam też dwie porcelanki, tak sobie na własny użytek nazywam białe z delikatnym muśnięciem różu, rododendrony. Dwa różowe, które rosną w Kaczorówce, mimo obaw o wymarzanie, mają się świetnie i w zeszłym roku były obsypane kwieciem. Lubią kwaśną glebę, której tam nie brakuje, a ja nauczyłam się je pielęgnować. Przez cały rok  korzenie obsypuję torfem i korą, zasilam je też regularnie. Odpłacają się pięknie i są ozdobą przez cały rok,  po kwitnieniu cieszą oczy pięknymi, skórzastymi liśćmi.




 Jedna z porcelanek miała już podczas zakupu pąk kwiatowy, który pod wpływem ciepła właśnie się rozwinął i cieszy moje oczy, choć do maja, kiedy jest ich pora kwitnienia jeszcze daleko.
Prawda, że ładny?


Nie przeszłam też obojętnie obok lawend, no nie mogłam. Naczytałam się o lawendzie i taka mnie ochota naszła na malutkie pole lawendowe...
Już wiem, że w naszym klimacie dobrze przeżywa zimę tylko odmiana angielska z ciemnymi i pachnącymi kwiatami. Te wszystkie hiszpańskie, włoskie (ogólnie śródziemnomorskie) zupełnie się do naszego klimatu nie nadają i zimy nie przetrwają. A szczególnie tej na Mazurach.
Mam nowych krzaczków ponad 20 i teraz tylko muszę im przygotować odpowiednie podłoże. Dobrze zdrenowane, przepuszczalne z domieszką żwiru i kamyczków.



Lawendę można w bardzo prosty sposób rozmnożyć. wystarczy odłamać gałązkę z częściowo zdrewniałą łodyżką, oberwać troszkę czubek wsadzić w piasek i podlewać. W ciągu jednego sezonu się ukorzeni i nawet troszkę podrośnie. Na drugi rok obcinamy krzaczki w połowie, dla lepszego rozrostu i tak możemy sobie naszą plantację powiększać i powiększać. Mam kilka tak rozmnożonych sadzonek w zeszłym roku.
I co mi pozostało? Tupać nóżkami i czekać, aż będę mogła wszystkie zaplanowane prace wykonać. Trzymajcie kciuki za piękną pogodę w łikend:)