Pokazywanie postów oznaczonych etykietą woskowane meble. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą woskowane meble. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 21 kwietnia 2015
Grunt to wywiązać się z obietnicy.
Jeśli sobie coś obiecuję, to czasami tej obietnicy nie spełniam. Ja, to ja, mogę poczekać, sama sobie nie nawtykam, ani się na siebie nie obrażę (choć czasami mam ochotę).
Co innego z obietnicami, które się składa innym. Z tych należy się bezwzględnie wywiązać i choćby byk na byku(ekhmmm) terminu dochować.
W marcu pokazałam troszkę moich wyrobów de-kupkowych i obiecałam wtedy, zrobić, najpóźniej w kwietniu, szafki na klucze dla Lucy i Kasi Bezblgiej. Dzień za dniem schodził, a to wyjazd w góry, a to huciane wariactwo, a to otwarcie sezonu i wylot do Kaczorówki. Wieczorami siadałam do warsztatu i działałam, ale z de-kupkami już tak jest, że przyspieszyć się nie da. Bejca musi schnąć, to samo z elementem dekoracyjnym. Każda warstwa to czas, który trzeba odczekać, aby zaschło, stwardniało, spękało itd.itp.
Jak już pisałam, modyfikuję technikę i obecnie nie stosuję do swoich wytworków lakieru. Drewno zabezpieczam woskiem. Z kilku powodów. Lakier jest taki toporny i sztuczny, wosk - delikatny, naturalny, ładnie pachnie, drewno nabiera aksamitnej faktury. I jeśli przy lakierze trzeba było odczekać na wyschnięcie każdej warstwy, to przy wosku, niestety nie ma bierności po jego nałożeniu. W czasie, kiedy lakier zasychał, ja mogłam zająć się czymś innym. Przy wosku jest inaczej, trzeba go najpierw położyć, a potem froterować drewno długimi godzinami, żeby nabrało owej aksamitności.
Myślę też, że woskowane szafeczki będą się ładnie starzeć. A lakier wiadomo, może z czasem pękać, łuszczyć się.
Ostatecznie udało mi się dochować terminu i szafeczki dla dziewczyn skończyłam.
Postarałam się, aby były, jak najbliższe zamówieniu.
Kasia prosiła o szafkę w ciepłych brązach, najlepiej z kotkiem. Wyszła, jak widać poniżej.
Oczywiście element dekoracyjny jest także na wewnętrznej stronie drzwiczek.
A spękania wyszły, jak ta lala!
Mnie się podoba. Teraz oby się spodobała Kasi.
Lucy miała ochotę na szafeczkę z kaczką, a sama szafeczka miała być zielona. Odradzałam Lucy zieleń, bo bejcę, którą miałam była w ohydnym chemicznym, zielonym kolorze. Nie o taką jej zapewne by chodziło. Taka, trochę staroświecka szafka, powinna mieć staroświecki kolor. Poszperałam w internecie i udało mi się kupić bejcę w proszku. Zaryzykowałam i to było to.
Kolor zdecydowanie jest staroświecki, choć na zdjęciu może tego nie widać. Zaryzykowałam i zrobiłam troszkę przecierań, żeby drewno nie było takie jednolite. Wyszło tak.
Oczywiście obie szafki są pachnące, woskiem i akacją.
To już zostało mi tylko spakować paczki i wysłać szafki w świat.
Prewencyjnie zaopatrzyłam się w kilka dodatkowych szafeczek, żeby, jeśli komuś wpadną w oko móc zrobić od razu, a nie zaczynać od zamawiania drewienek.
Jedną z tych dodatkowych mam na ukończeniu. Mogłaby być dla jakiegoś miłośnika koni, bo element dekoracyjny to konisie.
Pokażę ją, jak tylko dokończę, jestem na etapie szlifowania wosku:)
A Wam, jak się podobają?
Subskrybuj:
Posty (Atom)