czwartek, 23 października 2014

Moja Sagrada Familia, wykwintne danie na późną kolację.

Dzisiaj podam Wam, na późną kolację, danie niezwykłe, które nazywa się Sagrada Familia, zanim jednak jej skosztujecie parę słów o jej twórcy, bo to mu się należy:)

Urodził się w Reus koło Tarragony (Katalonia). Pochodził z wielodzietnej rodziny kotlarskiej. Jego pełne nazwisko brzmi Antoni Plàcid Guillem i Cornet, jednak szerzej znany jest pod hiszpańską wersją imienia, jako Antonio Gaudí, lub po prostu GAUDI.

W dzieciństwie był chorowity, dręczył go reumatyzm przez co rzadko opuszczał dom. Możliwe, że w tym okresie wyrobił sobie niespotykaną wyobraźnię, co pozwoliło mu potem stwarzać przełomowe projekty w architekturze. Choroby dzieciństwa, ilolacja od środowiska zadecydowały też o jego późniejszym wegetariańskim i spędzanym na częstych spacerach trybie życia. Już także w dzieciństwie stał się Gaudí samotnikiem. Potem podczas pracy nie lubił gdy mu przerywano. Miał żywiołowy temperament, ale był człowiekiem pogrążonym we własnym świecie.

Gaudí rozpoczął kształcenie w Reus u Francesco Berengauera, z którego synem długie lata potem współpracował. Następnie, także w Reus, jako jedenastolatek rozpoczął naukę w szkole pijarskiej. Zawdzięczał jej Gaudí, jak sam potem mówił, poznanie prawdziwej wartości nauki chrześcijańskiej, która miała później duży wpływ na jego dzieła. Nie był zbyt dobrym uczniem; wykazywał się raczej jako ilustrator gazetki szkolnej czy preparator dekoracji. Podobno nauczyciele stawiali mu złe stopnie, bo zamiast pracować mazał na krtkach swoje koncepcje. Najważniejszym jednak faktem z czasów szkolnych Gaudíego była, stworzona wraz z kolegami, próba zaprojektowania restauracji klasztoru w Poblet.

Dało to Gaudíemu impuls do wyjazdu do Barcelony, gdzie przeniósł się w 1876 roku wraz z ojcem i siostrzenicą (reszta rodziny zmarła). Wcześniej już (1875) osiągnął cel, dla którego przyjechał do stolicy Katalonii i rozpoczął studia w Escula Tecina Superior de Arquitectura. Problemy finansowe ojca (sprzedaż rodzinnego domu) zmusiły Gaudíego do podjęcia pracy. Zarabiał jako asystent barcelońskich architektów: Francisco Villara, Josepa Fontsere i Joana Martorella. Ten ostatni właśnie wprowadził Gaudíego "na salony" architektury. Dzięki nowatorskim projektom i świetnemu rysunkowi otrzymał dyplom w 1878 i podjął pracę zawodową.

Na samym początku pracy w zawodzie, Gaudí brał każde zlecenie (za sprawą Martorella nie narzekał na ich brak). Projektował kioski, bramy wjazdowe, płoty i mury. Jego projekt gabloty dla sklepu fabrykanta rękawiczek, Estevego Comelli, doczekał się premiery na Wystawie Światowej w Paryżu w 1878 roku. Na Wystawie ukazał się także inny projekt Gaudíego - osiedle domków robotniczych dla spółdzielni pracowniczej z Mataró - choć nigdy go nie wykonano. Oba te projekty bardzo rozsławiły katalońskiego architekta. W tym czasie też zaprojektował Gaudí dla Barcelony gazowe światła uliczne.

Przełomowym zdarzeniem w życiu Gaudíego okazało się spotkanie z barcelońskim przemysłowcem, Eusebim Güellem, z którym architekt nawiązał przyjaźń. Eusebi Güell docenił sztukę Gaudíego i finansował wykonanie bardzo wielu jego projektów, w tym opisywany w poprzednim poście Park Guell.

W 1883 Gaudí przejął zlecenie budowy świątyni pokutnej Sagrada Familia, ale do 1914 roku niespecjalnie nad nią pracował. Co ciekawsze miał on tylko skończyć gotowy projekt Francisco Villara. Po 1914 Gaudí poświęcił się zupełnie świątyni, nie przyjmował innych zleceń,jak sam określał, może nie ostatniej zbudowanej, lecz zapewne pierwszej z nowej generacji.

Ponieważ nie lubił domu (klik), który podarował mu Guell, przeniósł się na teren budowy Sagrada Familia. Jedni mówią, że mieszkał tam w barakowozie inni, że w kruchcie kościoła. Poświęcił się tej pracy całkowicie, jakby zapadł się pod ziemię. Praktycznie w tym czasie jakby zapomniano o Gaudim.Choć był bardzo już wtedy znany, niewielu wiedziało, jak naprawdę wygląda.

Najlepiej świadczą o tym okoliczności jego śmierci.

10 czerwca 1926 roku, jak zwykle, Gaudi późnym popołudniem udał się na przechadzkę do kościoła św. Filipa Nereusza, aby się tam, też zgodnie ze swym zwyczajem, pomodlić. W drodze potrącił go tramwaj. Stracił przytomność i upadł zalany krwią. Nikt nie rozpoznał w skromnie odzianej postaci sławnego architekta. Taksówkarze odmówili odwiezienia do szpitala biednie odzianej osoby myśląc, że to niewypłacalny nędzarz, zostali za to później surowo ukarani. W końcu zdjęci litością przechodnie zajęli się ciężko rannym. Osobliwy to koniec życia, jak na jednego z najsławniejszych architektów. Na pogrzebie jednak towarzyszyły mu już tłumy mieszkańców Barcelony.

Najbardziej rozpoznawalnym dziełem Gaudiego pozostaje kościół Sagrada Familia, który dziś chciałabym pokazać.
Wejścia do Sagrady pilnują umundurowani strażnicy i barierki.  Wchodzi się pojedynczo, rządkiem, i każdy musi pokazać zawartość torebki. Jest także omiatany od góry do dołu urzędzeniem, które robi pip, pip. Grupa nie może liczyć więcej niż 20 osób. Strażnicy są nieubłagani i dokładni. Są zachowane wysokie środki ostrożności.

Sagrada Familia nie jest to podobno katedrą, jak często się  pisze( nawet w albumie,który posiadam), katedra w Barcelonie to budowla gotycka. Sagrada Familia to kościół pokutny, który jest ciągle w budowie i do niedawna była to tylko fasada wschodnia i dolny kościół. Nadal trwa dyskusja, czy jest sens kontynuować budowę bez mistrza, który nadał jej dotychczasowy styl, i czy będzie możliwe udźwignięcie odpowiedzialności za kontynuację tego stylu?

Gaudi wiedział, że budowa będzie trwała długo, "to sprawa wielu generacacji", "kościoła nie stawia jeden człowiek"tak mawiał, tym bardziej, że budowla miała powstawać wyłącznie z datków i jałmużny.Zakończenie budowy planowane jest na rok 2026, w setną rocznicę śmierci Gaudiego. Głownym zródłem finansowania budowy są wpływy za bilety, które nie są tanie. Wejście do zwiedzjących grupowo kosztuje 14,80 Euro, od osoby.

 Prace trwają cały czas, nad Sagradą dominują poteżne dźwigi, które często na widokówkach, są usuwane za pomocą fotoszopa. Na moich zdjęciach oczywiście są widoczne. W chwili śmierci Gaudiego jego dzieło realniej istniało w wyobraźni twórcy niż w rzeczywistości. Sama budowa wschodniej fasady trwała 30 lat.
Trudno zrobić amatorowi dobrą fotkę Sagrady, całą dobę kręcą się tam tłumy, obok są ruchliwe ulice i jest dość ciasno. Budowla jest ogromna i trudno z bliska ją objąć obiektywem, zaś oddalić się nie można zbyt bardzo, bo zaraz coś zasłania.Na jej wnętrza miałam dosłownie 30 minut, gdy mi się to przypomni od nowa jestem wściekła, ale tak to już jest na wycieczkach objazdowych. Pośpiech nieustanny.
Dziś pokażę Wam tylko Sagradę z zewnątrz. To,co udało mi się sfotografować w środku, następnym razem.















Budowa trwa, te kolumny były przerażająco wielkie, a przecież to tylko ich część.








Choinka, a na niej ptaki, miała kilka metrów wysokości.















Na zdjęciu zrobionym kilka kilometrów od Sagrady widać, jaka jest ogromna na tle innych budynków.



Przepraszam, że to taki długi post, wiem, długie posty są męczące, ale nie miałam odwagi tak wklieć samych zdjęć, bez powiedzenia najważniejszch rzeczy o mistrzu i jego życiu. Posiłkowałam się wiadomościami zaczerpniętmi z albumu, wikipedii, internetu, a także zasłyszanymi od pilota wycieczki.
Niewątpliwie projekty Gaudiego są genialne, a pomyśleć, że wcześniejsze jego projekty, zanim zdobył uznanie i sławę, były nazywane "gniazdem szerszeni", "pasztetem", "kamieniołomem".........

środa, 22 października 2014

Gaudi - Park Güell



Park Güell znajduje się w dzielnicy Gracía, która stanowiła kiedyś przedmieścia Barcelony. Park położony jest na wzniesieniu, skąd roztacza się bardzo ładny widok na Barcelonę.































Jest to z całą pewnością jeden z najbardziej niezwykłych parków publicznych na świecie. Pierwotnie miało powstać w tym miejscu osiedle, miasto-ogród z sześćdziesięcioma budynkami mieszkalnymi o powierzchni 20 ha. Właścicielem był przemysłowiec, posiadacz fabryk tekstylnych. – Eusebi Güell, przyjaciel Gaudiego, który podczas swoich licznych podróży do Anglii zainspirował się tamtejszymi dzielnicami-ogrodami, zamieszkałymi przez zamożne warstwy społeczeństwa. Postanowił wybudować coś podobnego w Barcelonie, zlecając projekt architektoniczny Gaudiemu. Artysta przystąpił do prac około 1900 roku, ale z planowanych sześćdziesięciu budynków powstały jedynie dwa ( i pawilony) o niezwykle fantazyjnych kształtach, przypominających chatki z piernika. Budowa trwała do 1914, ale Gaudi nigdy tego przedsięwzięcia nie ukończył. W jednym z budynków zamieszkała rodzina Güell, drugi przemysłowiec podarował Gaudiemu, ale podobno Gaudi nie lubił tego domu. Po pewnym czasie przeniósł się do.......barakowozu na terenie budowy Sagrada Famila i słuch o nim zaginął na 11 lat, ale o tym, kiedy indziej.

Przemysłowiec wydał krocie na ten projekt, ale nabywcy luksusowych działek niestety się nie pojawili.

W 1922 roku władze miasta wykupiły teren i urządzono tam park publiczny.




















Nie wiem dlaczego Gaudi nie lubił tego domu, w sumie jest całkiem ładny i w pięknym otoczeniu. Obecnie mieści się tam muzeum Gaudiego.




Poza wspomnianymi budynkami, na terenie parku można zobaczyć inne, zadziwiające kształtami i dekoracyjnością, momentami nieco dziwaczne formy architektoniczne. Pośrodku parku natkniemy się na ceramicznego smoka, skąd schody wiodą do Sala Hipóstila czyli Sali Kolumnowej, gdzie miało się znajdować targowisko miejskie. Na tarasie znajduje się wijąca się ława, ozdobiona odłamkami szkła i ceramiki. Roztacza się stamtąd bardzo ładny widok na Barcelonę.

Ceramicznego smoka, czy też raczej synbolicznej jaszczurki nie zobaczyliśmy, tak samo, jak z bliska owej słynnej ławki. Ta część parku jest płatna i stoi się dość długiej kolejce po bilety, nasza wycieczka, oczywiście nie miała tak dużo czasu:))

Co mi pozostało? Zrobić zdjęcia, tego, co zdołałam złapać obiektywem.




























Bardzo ładną panoramę miasta można podziwiać również z miejsca, gdzie miała się znajdować kaplica - Turó de les tres creus, a gdzie obecnie znajduje się kopiec z trzema krzyżami.







Zauroczyły mnie też kolumny, tzw, Sala Kolumnowa (tzw. Sala Stu Kolumn) - główny pawilon o wymiarach 86 m x 40 m, który miał służyć za targ. Wbrew nazwie liczy jedynie 86 kolumn o wzorach antycznych, w których wnętrzach są specjalne kanały umożliwiające spływ wody z położonego nad pawilonem tarasu.

Jak się dobrze przyjrzeć, to każda z kolumn jest inna. Gaudi wzorował się na naturze i twierdził, że w przyrodzie nic nie jest jednakowe.





































Oczywiście siedziałabym w tym parku cały dzień, a nawet tydzień, gdyby nie patatajnia wycieczkowa. Zbuntowałam się jednak i nie bacząc na pędzących do autokaru wycieczkowiczów przystanęłam i poprzyglądałam się jeszcze na do widzenia...papugom. Najprawdziwszym, żyjącym tam dziko i gnieżdżącym się w palmach. Pożywienia miały pod dostatkiem, bo palmy były oblepione owocami. Papuga, jak to papuga skrzeczy i dość niezgrabnie lata, więc mogłam im się przyglądać z dość bliska. Widziłąm je jeszcze w innym miejscu, ale pokażę je w innym poście.














Jeszcze rzut oka za siebie i trzeba zmykać do autokaru, bo spóźnienia nie są mile widziane na wycieczkach.







Pewne jest to, że jedno z moich marzeń, w części się spełniło, zobaczyłam na własne oczy "Gaudiego", do tej pory pasłam tylko oczy zdjęciami z albumu.























Gaudi jest kontrowersyjny, jedni krzyczą, że to, co tworzył to kicz nad kicze, dziwactwa, inni uznają go za geniusza. Jedno jest pewne, architektury Gaudiego nie można pomylić z niczym innym na świecie. Nie waham się stwierdzić, że budowle Gaudiego są, jak egipskie piramidy, choć tych nie widziałam i jakoś nie mam już ochoty w te rejony świata się udać.


Gaudi mnie się podoba, jest inny, bajkowy, kolorowy, marzący. Wnętrza i kształty zachwycają, a mam jeszcze dla Was Sagradę Familię:))

Żadne zdjęcie nie odda ogromu tej budowli, przemyślności detali, wzbudzających zdziwienie postaciach, rodem z Gwiezdnych Wojen , a powstały sto lat temu.

Projektował nie tylko budynki, są meble, schody, kafelki..........a każdą z tych rzeczy chciałabym mieć u siebie.

Ot choćby takie "detale"..........







Chętnie opiszę resztę zwiedzanych miejsc, jeśli tylko je moimi oczami chcecie obejrzeć:)))


P.S.


Do Barcelony, poza sezonem, czyli np. teraz można polecieć samolotem ( tanie linie) za 900 zł we dwie osoby, wynająć pokój hotelowy już za 240 zł ( 2 osoby). Puszki można zabrać ze sobą i nie wydawać na jedzenie, i w taki sposób można zobaczyć piękną Barcelonę. Bo naprawdę jest piękna:)))