poniedziałek, 3 lutego 2014

Wyniki konkursu na ubraniową tandetę

I stało się!!!! Konkurs zakończony. Drugiej dogrywki nie było:) A ja czekać z publikacją już nie będę, jakoś się wyrobiłam.



Uwaga, uwaga!!!!!

Wolą ludu głosującego na zaszczytnym miejscu pierwszym uplasowała się tandeta przedstawiona na zdjęciu nr 2!!!!! Właścicielką tandety własnoręcznie zrobionej lat temu dwadzieścia, jest...........

cudARTeńka  z bloga o tej samej nazwie:)))




Miejsce drugie, wyłonione w dogrywce, zajmuje zdjęcie nr 7, którego autorką jest....... Orszulka,  która jeśli się dobrze zorientowałam, nie prowadzi własnego bloga, ale przysłała mi fantastyczny eksponat, który wzbudził duże zainteresowanie, włącznie z sugestiami, aby właścicielka zaprezentowała onego na sobie.......hkm.........



Miejsce nr 3 zdobyła tandeta ze zdjęcia nr 9, której właścicielką jest majab. Maja, przysyłając do mnie fotki, napisała tak : " Jak to się dawniej mówiło : nie jest źle, Ameryka śle - stamtąd te bałwanki...  natomiast ten kwietny wzór w jakimś obłędzie zakupiłam sama ..............wiedziona istnie cygańskim amokiem. "



Janiołek frunie do cudARTeńki.........
 Do Orszulki fruną kolczyki, choć miała frunąć makatka. Wszystko jest uzgodnione, bo....majab, nie nosi kolczyków, choć je wygrała, za to chętnie weźmie makatę, a Orszulka weźmie w zamian kolczyki.......nie wiem, czy coś nie pokręciłam...............uffffff
I nagroda trzecia - majab - makatka/serwetka/bieżnik



Dziewczęta proszę o jakieś adresiki, w tym tygodniu spakuję i wyślę:))

Za udział w zabawie chciałabym też serdecznie podziękować:


KLARCE

ANI.MANI

 BEATCE ZASADZIE
 HANIE
AGNIESZCE

ZŁOTEMU KOTU


KRETOWATEJ
LIDII

I jeszcze raz MAJCE.B



Moje Drogie, bardzo Wam wszystkim dziękuję za udział w zabawie, fajnie, jak nawet mając całą kupę obowiązków potrafimy na chwilę oderwać się od nich i powygłupiać, szczególnie, jak za oknem straszna zima, straszny mróz, straszna chlapa. Dziękuję za uśmiech, który, kiedy siadam tu do kompa często gości na mojej paszczęce, a to wszystko dzięki Wam:)))


P.S. Z ostatniej chwili. Okazuje się, że właściciel rogatych gatek nie krępuje się nic a nic i z ochotą zechciał zaprezentować owe gatki na sobie..........tadammmmmmm



niedziela, 2 lutego 2014

Przerywnik

Coś drgnęło w moim leniwym ostatnio podejściu do jakiejkolwiek działalności twórczej. Ni z gruchy ni z pietruchy wywaliłam dziś cały krawiecki majdan na podłogę i zaczęłam grzebać w tasiemkach, koronkach, szmatkach. Jakże się zdziwiłam, kiedy odkryłam kilka prawie ukończonych haftów, serduszek i woreczków. Tak się ochoczo zabrałam do szycia, że nawet nie zauważyłam, kiedy zaczęło się robić ciemno, więc w pośpiechu sfociłam jedno ukończone serduszko i kawałek książki, z której to mam zamiar dawkować Wam mądrości ludowe.

Serduszko wyszło w klimacie walentynkowym inne są bardziej sote, ale pokażę je  innym razem, kiedy w końcu zrobię porządne zdjęcia w dziennym świetle.





Lubię te serduszka wiszące tu i ówdzie, choć inni sarkają, że wszędzie coś dynda i zwisa. Co to będzie, jak zawieszę resztę? W serduszkowym zapomnieniu tak długo trwałam, aż zaczęło mi w brzuchu burczeć. Wu ostentacyjnie robił sobie cały dzień kanapki i zjadał ciastem drożdżowym, z nutką żalu pytając, co jakiś czas, czy dziś "coś" będziemy jeść. To "coś" oznaczało obiad. No będziemy, będziemy........jak tu nie dać ślubnemu jeść w niedzielę?

Nie chciało mi się zbyt długo zabawić w kuchni to postanowiłam zrobić coś na szybko.
Makaron cannelloni, mięsko mielone na farsz, sos pomidorowy - na blat i po 30 minutach obiad już siedział w piecyku. Makaronu nie trzeba wcześniej gotować, bo zalany sosem pomidorowym zmięknie, jak trzeba.


Tuż przed podaniem można wszystko posypać tartym serem.......

i zieleniną, ja miałam szczypiorek z dymki.


Czas, który danie spędziło w piecyku ja spędziłam na przeglądaniu książki kupionej na starociach za 3 zeta napawając się mądrościami ludowymi, takimi choćby, jak ta:


albo ta:


albo taka jeszcze, uważam, że przydatna bardzo. Wiem już jak chłopa kurować, kiedy go dopadnie choroba zwana leń-go-tropi.............


Jest też opowieść, jak poznać jaja od czarnych kur..........




Razem jest 427 opowieści wzbogaconych bogato ilustracjami. A opowiastki, co jedna to lepsza.

Do zakończenia głosowania na tandetę, jeszcze troszkę ponad 3 godzinki zostało, są emocje, jest ruch. Jedna z właścicielek tandety, zaszyta gdzieś w ostępach na urlopowym wyjeździe śledzi niecierpliwie wyniki. Wiecie, co mi zasugerowała? Żeby zwycięska tandeta została zaprezentowana na właścicielce!!! Hmmmm, co Wy na to?

Robię Wam pa, pa wieczorne i wstawiam sobie wiosenny banerek. Coś czuję, że idzie ku wiośnie, hiacynty mi szaleją, leń trochę mniejleniwy, mróz zelżał. Trza zerknąć do netu, co tam z boćkami w Afryce, może szykują się już do wylotów?






sobota, 1 lutego 2014

Tego nie przewidziałam:) Będzie dogrywka!!!!!!

A powinnam przecież. Bo w temacie konkursowym mamy klasyczny suspens, "Suspens - chwyt narracyjny, stosowany w filmach lub powieściach polegający na okresowym wstrzymaniu (zawieszeniu) biegu akcji i jej emocjonalnym wyciszeniu używany w celu wzmożenia napięcia albo zaskoczenia widza lub czytelnika niespodziewanym zwrotem akcji lub poprzedzający moment grozy. Pozwala on osiągnąć zwielokrotniony efekt dramaturgii" - Wikipedia
Nasz blogowy suspens zrobił się nieoczekiwanie i teraz muszę sobie z tym poradzić.

Dwie tandety bowiem uzyskały taką samą ilość głosów i będzie dogrywka!!! Nie mam przecież dwóch nagród pierwszych, janiołek jest jeden.




To teraz szybciutko robię dogrywkę, a w związku z tym muszę troszkę zmienić wcześniejsze ustalenia, czyli to, że do 2 lutego do północy będą ogłoszone wyniki głosowania.

Będzie tak:  do północy 2 lutego będzie można głosować w ramach dogrywki na tandetę ze zdjęcia nr 7 i 2, które w pierwszym głosowaniu otrzymały po tyle samo głosów, czyli 12.





Miejsce trzecie już jest wyłonione, jest to tandeta ze zdjęcia nr 9 z ilością głosów sztuk 7.



Jeśli w głosowaniu dogrywającym obie tandety ponownie uzyskają tyle samo głosów, będzie kolejna dogrywka (już się zabezpieczam na wszelki wypadek), jeśli nie to najpóźniej do 5 lutego do północy ogłoszę kompleksowe wyniki i zaprezentuję wszystkie właścicielki przesłanych tandet.

Przypomnę, że upominki dla właścicielek zwycięskich tandet są takowe:

Miejsce pierwsze: 

Janiołek, z serii "ludy z drewna"  -wytwór w 100% Mnemowych rączek.

Miejsce drugie:

makatka, serweta, bieżniczek, ręcznie haftowany, ale Mnemo w tym rączek nie maczała.


Miejsce trzecie:

 kolczyki do wyboru - wytwór w 100 % Mnemowych łapek.



Właścicielka tandety ze zdjęcia  nr 9 już może pisać do mnie maila, które kolczyki wybiera:)


Nie pozostało mi już nic innego, jak po raz kolejny serdecznie Was zaprosić do drugiej części zabawy. Zarówno ja, jak i pewnie właścicielki tandet ze zdjęć nr 2 i 9 z niecierpliwością czekają na Wasze głosy:)))

Aaaaaa, zapomniałam........ agitować można,a  nawet trzeba, gdzie się chce i jak się chce!!!!!!


Buziaki, lecę teraz poczytać do Was, a Wy tu głosujcie ile wlezie.

piątek, 31 stycznia 2014

Ja Was rozgrzeję.......


Żebyście wiedzieli, jak jest potwornie zimno. To przez ten wiatr, który wciska się każdą szczeliną i powoduje, że pomieszczenia dotychczas ciepłe stają się zimnymi norami. W chałupie okno balkonowe uszczelnia gruby koc, w hucie zamykamy się w pokojach i przemykamy chyłkiem przez zimne korytarze. Choroby grasują, dziś policzyłam, że na 70 osób, które pracują w mojej hucie 17 było na zwolnieniu lekarskim. Ja nie byłam. Oprócz lekkiego smarkania i targających bóli prawej ręki jakoś nic mi nie jest. No, ale ja jem ostre papryczki, pijam herbatkę z miodem i imbirem i ubieram się ciepło. Może to mnie ratuje od mikrobów? A może, zupełnie, co innego? Np. obowiązek?

No dobra. Zimno jest. W zeszłym roku też było, nawet w kwietniu a dokładnie 9 kwietnia, zalegały jeszcze kopy śniegu, a ja wyruszałam w podróż do Włoch.
Za oknem autokaru długo, długo były takie same pejzaże, buro, szaro  z łatami i kopami śniegu tu i ówdzie.
Troszkę wiosny zobaczyliśmy w Czechach, gdzie zjedliśmy sobie pierwszy posiłek. Pokazało się troszkę zielonej trawy i widziałam fiołki w ogródkach.


Alpy austriackie były jeszcze przyprószone śniegiem, choć widoki na tyle mnie ożywiły, że przestałam spać. Dobrze nawet bo już mnie głowa bolała od obijania się o okno ( śpię, jak suseł w każdych warunkach).






Za to, jak przekroczyliśmy granicę Włoch i zbliżaliśmy się do Padwy to wiosna zaczęła widoczna być bezapelacyjnie.




Cały czas kierowaliśmy się na południe, a widoki były coraz bardziej wiosenne.............................




Na Monte Casino w najlepsze kwitły cudne kwiaty w donicach przypominające róże....................


I po trawnikach śmigały żółwie...........................


Widoki zmieniały się, co chwila..........


Aż dojechaliśmy do Neapolu..... jaka szkoda, że tak krótko tam zabawiliśmy, bo miasto urodne, klimatyczne, a ludzie? Zobaczcie sami. Te dziewczyny do nasz szczerzą zęby i przybierają pozy modelek. Bardzo sympatycznie się zachowywały. Może kiedyś opiszę, ale jazda po Neapolu to jest niezły hardcore. 


 Widok na Zatokę Neapolitańską........... odbywały się przygotowania do jakiś światowych regat, nazwy jednak nie pamiętam...........

O...a to widok z okna naszego hotelu w Figgi, skąd przez kilka dni mieliśmy bazę wypadową do Rzymu. 


 Kwitnie sobie w najlepsze kwiat w donicy inne zimotrwałe mają się dobrze, a pąki na hortensjach wielkie, że aż strach.



Kto ma taki stojak do parasola ogrodowego? No? Ja wiem,Gina, właścicielka sympatycznego hoteliku, która karmiła nas tak pysznie, że nic w tych Włoszech nie schudłam.
Tak mi się ten pies spodobał, że postanowiłam takiego w glinie zrobić, ale jeszcze nie wiem kiedy:))


Tymczasem zrobiło się.......26 stopni, Celsjusza, żeby było wszystko jasne.

Było na tyle gorąco, że bezpańskie psy w Pompejach szukały schronienia w cieniu..........
No i jak tu takiemu przeszkodzić, jak leży na środku przejścia?



Drugi, czarny schował się wśród ruin też w łateczce cienia.

A w Rimini było lato!!!! Tzn. dla nas lato, moczyliśmy się cieplutkim Adriatyku, Mnemo wylegiwała się na łódeczce, łapiąc brzoskwiniową opaleniznę.



A miejscowi ubrani dość ciepło łowili omułki i tak sobie na nas dziwnie spoglądali. Byli jeszcze tacy, co spacerowali po plaży w puchowych kurtkach. Ci to dopiero się na nas patrzyli. No pewnie, przecież był 19 kwietnia, to chyba dla niech jeszcze koniec zimy. Dla nas z całą pewnością już było lato.


Nie wiem, czy w tym roku uda mi się gdzieś wyjechać. Włochy są takie ładne i chętnie bym tam wróciła, zobaczyć inne, nowe miejsca. Ale jest jeszcze dużo innych ciekawych miejsc, w których nie byłam. Zobaczymy, jeszcze mamy troszkę czasu do namysłu. Trudno, najwyżej "kumina" znów nie postawimy w Kaczorówce:)))

To, co rozgrzałam Was? 

Ha, z pewnością, więc przypominam, że jeszcze do północy można głosować na "tandetę"   TU , a efekty głosowania pokażę najpóźniej w niedzielę do 24:00, co nie znaczy, że nie mogą pojawić się wcześniej:) 

Buziaki cieplutkie wszystkim przesyłam w ten mroźny i wietrzny wieczór.