W takim stanie przyjechał.
Obejrzeliśmy go z Wu ze wszytskich stron, odkryliśmy na nim ślady krojenia nożem, a pod blatem widać ślady od przykręcania maszynki do mięsa. To te kółeczka, poznaję, bo w naszym domowym stole też takie ślady były.
Stół ma takie kopytka, pewno, żeby nogi nie gniły od jakieś wilgoci, w starych domach nie zawsze było sucho,najwyżej jak zgniją kopytka, to dorobi się nowe. Musieliśmy od razu dorobić dwa, bo jednego już nie było, a drugie zgniłe i spróchniałe ledwo się trzymało. W stole jest też sporo wbitych gwoździ, zardzewiałych oczywiście, dostał też kilka nowych, zardzewiałych gwoździ, bo dechy się kiwały na różne strony i trzeba to było jakoś umocować.
Pierwotnie stół był łączony za pomocą drewnianych kołeczków, które widać w miejscu, gdzie są przymocowane nogi.
Stół przez lata z pewnością był pryzkrywany ceratą, bo na rogu znaleźliśmy wpiętą starą metalową, zardzewiałą pinezkę.
Mebel jest dębowy, z pewnością, prawdopodobnie pokryty szelakiem, który został właściwie jedynie na nogach, na blacie praktycznie go już nie było. Starł się podczas dziesięcioleci użytkowania.
Deski na blacie mają spękania, rysy, szramy. Postanowiliśmy z Wu tak go oczyścić, żeby nie stracił nic ze swoich historycznych ran. Nie było w użyciu, ani szlifierki, ani nawet papieru ścierniego.
Na początek stół został wyszorowany wodą z mydłem (szarym), szczotką, tą samą, którą w zeszłym roku czyściłam konie. To taka wielka szczotka do rąk. Nie za twarda, nie za miękka. Ze stołu leciała czarna breja, taki był brudny. Szorowanie zostało powtórzone, a potem umyłam go całego jeszcze raz czystą wodą. W miejscach, gdzie ta czarna sadza, mocno przywarła, Wu czyścił brud miedzianą szczoteczką. Ostatecznie po tych zabiegach stół zrobił się taki trochę łaciaty. Blat zszarzał, tam zostało tylko surowe dębowe drewno, a reszta była pokryta jeszcze tu i ówdzie szelakiem.
Uznaliśmy, że nie zdrapujemy tego szelaku, niech tak zostanie. Umyliśmy bidoka jeszcze raz denaturą, poczekaliśmy aż wyschnie i z drżeniem serca zaczęliśmy olejowanie. Z drżeniem serca i wstrzymanym oddechem, bo nie mamy zbyt dużego doświadczenia w tego rodzaju odnawianiu. Olej, którego użyliśmy był bezbarwny i po nałożeniu pierwszej warstwy stół nagle zaczał ładnieć.
Potem tych warstw jeszcze nakładaliśmy kilka, a na blacie delikatnie, dla wyrównania koloru, Wu pciągnął olejem w kolorze dębu.
Wszystko to odbywało się pod czujnym nadzorem inspektora do spraw renowacji starych klamotów, pana Mopcianka.
Między jednym, a drugim olejowaniem, Wu naprawił szuflady, posklejał, załatał dziurę w jednej z desek, dorobił prowadnice do tych szuflad, bo nie było.Pomyśleliśmy też, że warto mu dorobić gałki, bo szuflady trudno jest wysunąć. Akurat miałam takie gałki, które idealnie do niego pasowały. Już zaczynało słonko zachodzić, kiedy zabraliśmy się za woskowanie. I to był bardzo dobry ruch, bo stół wyszlachetniał, zrobił się taki aksamitny w dotyku i na dodatek pięknie pachnie.
Wszystkie jego rany z przeszłości doskonale widać, i te rysy od noża i jakieś plamy i różnice klorów na deskach, pęknięcia. Myślę, że mimo braku fachowej wiedzy go nie zepsuliśmy, bo bardzo się tego bałam.
Wieczorem pogadałam sobie z tym stołem. Powiedziałam mu, że teraz ma nowe życie, i choć może to nie są salony to jednak jest teraz najładniejszym meblem i, że bardzo, bardzo go lubimy. Obiecaliśmy mu, że dostanie nowych, równie wiekowych towarzyszy, aby mu tu w tej Kaczorówce samemu nie było nudno. Bo o czym ma gadać taki stół ze śmietnikowym towarzystwem, które tu przez lata zostało ściągnięte? Siedzilieśmy tak z Wu i gapiliśmy się na ten stary-nowy stół.
A dziś rano z myślą o Was zrobiłam mojemu najładniejszemu meblowi sesję zdjęciową.Mała pomocnica dzielnie mi asystowała i testowała po kolei wszystkie sprzęty, zadając rezolutne, jak na 3 - latkę pytania. Na przykład, "a twoja szczotka do zamiatania to, która jest"? Odpowiadam, "ta fioletowa", acha, odpowiada dziecię, " to w takim razie ta czerwona jest wujka"?
Na otoczenie proszę nie zwracać uwagi, bo po kolei zostanie cały ten śmietnikowy wystrój zmieniony:))
A moje dekupażowane mebelki......odjadą do lamusa......
Aw kolejnym, którymś poście będzie......stare-nowe krzesło,uratowane przez Wu i całkiem nowy taborecik, który Wu zrobił z drewnianych odpadków........
Urlop się kończy, a ile jeszcze pomysłów się plącze po głowie........
No to szczerze, podoba się Wam, nasz stary-nowy stół???