Pokazywanie postów oznaczonych etykietą haft. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą haft. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 listopada 2013

Urąbana grzywka, która wyzwala chęć działania?

Mój fryzjer jest cudotwórą. Zaraz Wam wszystko wyjaśnię. W piątek ledwo żywa powlokłam się prosto z huty na umówioną 3 miesiące temu wizytę u fryzjera. Właściwie na audiencję, bo mistrz nożyczek jest tak oblegany, że kwartał wcześniej trza się umawiać.
Już od progu dostałam burę za odrosty, wiem, wiem miałam je zrobić przed strzyżeniem. No bo nie kładę farby w salonie, tylko przy pomocy Wu, w domu. Salonowa farba jakoś szkodzi mojemu owłosieniu. Nie wiem jednak, czy nie mniej niż stękanie Wu, że śmierdzi, że nudno i że ostatni raz mi już maluje. I tak od kilku lat:)
No, ale wrócimy do fryzjera. Gęby mi się nie chciało nawet otwierać, ale zapytana, "jak tam leci?" bąknęłam tylko, że syf, kiła, mogiła, jestem, zmęczona, nie mam weny, nic mi się nie chce i ledwo tu przylazłam.

 Rżnij mówię grzywkę,  do zmarszczki!! Chcę krótko!!! Do jakiej zmarszczki? krygował się jak zwykle, że niby jej tam nie ma pośrodku czoła. Tnij, mówię, nie żałuj i tak odrosną, a resztę, jak zwykle. Chciałam, żeby szybko było już po wszystkim. Zrobił tak, jak chciałam i wyszło, jak zawsze dokładnie tak, jak lubię. Taki fryzjer to skarb, można iść, zasnąć na fotelu i nie drżeć, że coś schrzani.

I tak wracając od tego fryzjera poczułam się jakoś inaczej, jakby lżej, zmęczenie i frustracja ostatnimi tygodniami częściwo gdzieś się ulotniły. Dom przywitał mnie pachnący świeżością, zapalonymi świeczkami i wypucowanymi wszystkmi kątami. Cud normalnie. Wu korzystając z wolnego dnia wyrychtował chałupę, jak ta lala!!! Patrzcie ludzie, jak to dwóch facetów w jednym czasie może uszczęśliwić kobitę:))
Czy to ta urąbana do zmarszczki grzywka, czy też wyglancowana chałupa sprawiła, że nie zaległam na kanapie, jak to ostatnio bywało po powrocie z huty jeno wzięłam się do dekupek, których nagle mi się zachciało. Zachciało mi się mocno i zdecydowanie!!!
A co  z tej ochoty wyszło można zobaczyć poniżej.



Nie skończone jeszcze, bo jeśli chodzi o dekupki to staram się dokładnie wysuszyć każdą warstwę, więc niestety to trwa i trwa.  Kilka dni przeważnie. Brak jeszcze wielu warstw lakieru ich szlifowania i cieniowań. W  przerwach na suszenie złapałam za igłę i próbuję podpatrywać matkę naturę. Szykuje się jakieś serducho, albo woryszek, jeszcze sama nie wiem, co. Tak mnie wzięło na hafy po wizycie na blogu Luny. Zanim dojdę do takich umiejętności to pewno będę na emeryturze, ale, co tam, podziubać igłą, dobra rzecz:) Może coś wyjdzie z tego.


W ten łykend wszyscy jacyś u mnie robotni. Wu ze słuchawkami na uszach muzykę tworzy. Klasyczną chyba.  Młody coś tam rysuje na tablecie, Katka poleciała do szkoły, ale nabardziej spracowny jest zdaje się pies.

Już od godziny pozostaje w niezmienionej pozycji:))




Czasem łypnie tylko oczyskiem, czy pańcia czasem nie wypowie magicznego słowa "spacer", ale na spacery to jeszcze nie pora. Niech pies dalej pracuje w pocie ....czoła?





P.S.
Witam nowe obserwatorki, zapraszam, cześciej, wrota są otwarte dla Wszystkich:)