Już od progu dostałam burę za odrosty, wiem, wiem miałam je zrobić przed strzyżeniem. No bo nie kładę farby w salonie, tylko przy pomocy Wu, w domu. Salonowa farba jakoś szkodzi mojemu owłosieniu. Nie wiem jednak, czy nie mniej niż stękanie Wu, że śmierdzi, że nudno i że ostatni raz mi już maluje. I tak od kilku lat:)
No, ale wrócimy do fryzjera. Gęby mi się nie chciało nawet otwierać, ale zapytana, "jak tam leci?" bąknęłam tylko, że syf, kiła, mogiła, jestem, zmęczona, nie mam weny, nic mi się nie chce i ledwo tu przylazłam.
Rżnij mówię grzywkę, do zmarszczki!! Chcę krótko!!! Do jakiej zmarszczki? krygował się jak zwykle, że niby jej tam nie ma pośrodku czoła. Tnij, mówię, nie żałuj i tak odrosną, a resztę, jak zwykle. Chciałam, żeby szybko było już po wszystkim. Zrobił tak, jak chciałam i wyszło, jak zawsze dokładnie tak, jak lubię. Taki fryzjer to skarb, można iść, zasnąć na fotelu i nie drżeć, że coś schrzani.
I tak wracając od tego fryzjera poczułam się jakoś inaczej, jakby lżej, zmęczenie i frustracja ostatnimi tygodniami częściwo gdzieś się ulotniły. Dom przywitał mnie pachnący świeżością, zapalonymi świeczkami i wypucowanymi wszystkmi kątami. Cud normalnie. Wu korzystając z wolnego dnia wyrychtował chałupę, jak ta lala!!! Patrzcie ludzie, jak to dwóch facetów w jednym czasie może uszczęśliwić kobitę:))
Czy to ta urąbana do zmarszczki grzywka, czy też wyglancowana chałupa sprawiła, że nie zaległam na kanapie, jak to ostatnio bywało po powrocie z huty jeno wzięłam się do dekupek, których nagle mi się zachciało. Zachciało mi się mocno i zdecydowanie!!!
A co z tej ochoty wyszło można zobaczyć poniżej.
Nie skończone jeszcze, bo jeśli chodzi o dekupki to staram się dokładnie wysuszyć każdą warstwę, więc niestety to trwa i trwa. Kilka dni przeważnie. Brak jeszcze wielu warstw lakieru ich szlifowania i cieniowań. W przerwach na suszenie złapałam za igłę i próbuję podpatrywać matkę naturę. Szykuje się jakieś serducho, albo woryszek, jeszcze sama nie wiem, co. Tak mnie wzięło na hafy po wizycie na blogu Luny. Zanim dojdę do takich umiejętności to pewno będę na emeryturze, ale, co tam, podziubać igłą, dobra rzecz:) Może coś wyjdzie z tego.
W ten łykend wszyscy jacyś u mnie robotni. Wu ze słuchawkami na uszach muzykę tworzy. Klasyczną chyba. Młody coś tam rysuje na tablecie, Katka poleciała do szkoły, ale nabardziej spracowny jest zdaje się pies.
Już od godziny pozostaje w niezmienionej pozycji:))
Czasem łypnie tylko oczyskiem, czy pańcia czasem nie wypowie magicznego słowa "spacer", ale na spacery to jeszcze nie pora. Niech pies dalej pracuje w pocie ....czoła?
P.S.
Witam nowe obserwatorki, zapraszam, cześciej, wrota są otwarte dla Wszystkich:)
ja sobie też urąbałam grzywkę i włosy (nie, miła pani, w krótkiej grzywce wyglądam okropnie. musi mi zasłaniać brwi i odrobinę na oczy opadać a reszta to taka linia jak jest tylko ze 3 - 4 centymetry krócej). oj, ja muszę pilnować, bo moja fryzjerka w warszawie została....ale weny do niczego później nie miałam.
OdpowiedzUsuńMoja krótkość graniczna to do zmarchy, też myślałam, że będę głupio wyglądać, w takiej kusej,ale chyba nie, a może mi tylko się tak wydaje?
UsuńMyślałam, że sama sobie urąbałaś, co ja często czynić zwykłam:)), a tu proszę, proszę, w efekcie tańczące dekupki i co Ci tam jeszcze do głowy (ostrzyżonej) wpadnie:))))
OdpowiedzUsuńCoś Ty, miszcz by mnie wyklął. Kiedyś urąbałam, to od progu wrzeszczał, że jak on ma teraz to prostować? Więcej się nie odważyłam, jeszcze wydziedziczy:)
Usuńnie wytrzymam, pisze, że ma nową fryzurę a pokazuje skrzynkę i psa! Kobieto, zrób słit focię i wstaw tu!
OdpowiedzUsuńPies też ma grzywkę no i jest zdecydowanie ładniejszy niż ja:))
UsuńO, słit focia byłaby wisienką na torcie tego wpisu ;)
OdpowiedzUsuńFajni ci Twoi faceci, wiedzą, jak Cię uszczęśliwić :) Od razu wena wraca i chęć do pracy. Super :))
Szczególnie mi ta wypucowana chałupa nastrój poprawiła. Nie ma nic gorszego niż powrót z huty a tam czeka, sterta garów do mycia, puste gary i rodzina od progu woła. co dziś na obiad, a pies podskakuje, żeby z nim iść na spacer.....
UsuńU mnie takie powrót to normalka, jakby mi Książę wypucował to na pewno byłby podmieniony przez kosmitów!
UsuńMojego w takim razie podmienili, bywa, że pucuje:))
UsuńPies spracowany, bo testowanie łoża, to ciężka praca jest.
OdpowiedzUsuńGrzywkę urąbałam sobie sama ...wczoraj ;)
Oj cieżka robota i tak cały dzionek nieboże, raz na kanapie raz w łóżku. Ten to ma żywot, mówię Ci, czasem mu zazdroszczę.........ostatnio bardzo często nawet.
Usuńod czasu fryzjerskiej partaniny, tylko swoim palcom zawierzam ... :D
OdpowiedzUsuńniech mi ktoś wysprząta chałupinę ... plisssssss ... mój małż jedynie co, to zajmuje się załadunkiem zmywarki, co się szumnie u niego nazywa zmwaniem naczyń ...
A ja to wszystko tzn. ten porządek dziś sprzeniewierzyłam. Wywaliłam materiały do dekupek i haftów i trza skakać po pokoju, bo wszędzie rzęchy i klamoty leżą. Na razie tylko raz było, "ożeszzabićsięmożna", ale tak to jest, jak się nie ma pracowni:((((
UsuńFryzjer skarb to dobra rzecz;) Towar deficytowy, ale nie lubię tych z audiencjami;)
OdpowiedzUsuńAudiencja to dlatego, że gość jest oblegany, a nie dlatego, że robi łaskę. Zawsze się dobrze u niego bawię, klientko go uwielbiają:))
UsuńNasze panny spracowane w R, do imentu... padły totalnie. A ja wreszcie po latach zdobyłam namiary fryzjerki z mojej wsi, podobno "czarodziejki od włosów" - dzięki Nabywcom ;)Jaki ten świat mały...
OdpowiedzUsuńMój z małą przerwą na psipsi znowu gnije na poduszkach, ale, co on bidok ma robić w tym mieście?
UsuńU Ciebie odwrotnie niż u Samsona, któremu włosy obcięli i totalna klapa:D Faktycznie psiak najbardziej utyrany się wydaje :D
OdpowiedzUsuńps. Ludy na górze są świetne! Takie metalowe w kształcie dużej litery E pamiętam z dzieciństwa. Jestem ciekawa od czego to?
UsuńDziękuję:)) To moje wakacyjne dzieła, na czas zimy, ludy z konieczności poszły w odstawkę, ale wócę do nich na wiosnę. Właśnie nie wiem od czego to metalowe, na złomowisku było tego sporo.
UsuńWłaśnie też pamiętam to coś w dużych ilościach ...
UsuńZmiana fryzury a nawet i tylko grzywki to rzecz bardzo podnosząca na duchu, a jak widać powyżej, poweru dodająca. Gratuluję! Czujne oczko piesa na filmiku warte wszystkie pieniądze, gwiazdor jeden!
OdpowiedzUsuńJaki bystry nie? Nic bardziej mylnego, za chwilę chrapał jak stary dziad:)
UsuńNo przecież zmęczony był, nie?
UsuńŁypnięcie mnie ubawiło tak, że aż Mojego wezwałam i też się ubawił.
OdpowiedzUsuńGdyby jakaś niewidzialna ręka wypucowała mi chatę, też miałabym przypływ.
Póki co, kot porozwalał wszystkie farby, połaził po pastelach stawiając wszędzie pomarańczowe kroczki, wylizał do czysta pucharek po lodzikach (Mojego, żeby nie było, ja jadłam z kubełka), strącił kieliszek do jajek (i zbił), teraz lata jak oparzony. Ten to dopiero się narobi!
Łypanie jest boskie. Okrutnie pracowity ten twój Inżynier! Maila zajrzeć proszę do.
UsuńCzasy Niewidzialnej Ręki dawno minęły, nie łudź się Hana. Pucowanie to albo samemu, albo się druga połówka zlituje, albo nająć trza kogoś. Szkoda, że takie wypucowane nie trawa dłużej. Właśnie się zastanawiam,kto zbierze ten pieprznik, który sobie zrobiłam. Dobrze, ze jutro jeszcze wolne, może dohaftuję jeżynki do końca. Hafciarka ze mnie, jak z koziej dupy worek na mąkę.........
UsuńLetę......
UsuńDzięki Bogu nie jestem perfekcyjną panią domu, bo dostałabym obłędu z tymi wszystkimi zwierzakami. Nie da się ukryć, że cztery bałaganią bardziej, niż dwa. A najbardziej Mamoń Inżynier. Strąca, wyciąga, gryzie, zrzuca, tłucze, wysypuje żwirek z kuwet, bo oczywiście zalicza wszystkie trzy niekoniecznie zgodnie z przeznaczeniem.
OdpowiedzUsuńJestem z siebie zadowolona, bo posprzątałam w szafie. Resztę odkładam na jutro. Okropnie mnie denerwuje, że to wypucowanie nie trwa nic a nic. Głupiego robota, a jaka nudna!
Moja mama w takie sytuacji, wiesz, co mówiła " nie miała baba kłopotu....". Na mojego psa też tak mówiła, ........ i w sumie miała rację, ale kto by mi tak czule w oczy zaglądał i chodził za mną krok w krok???
UsuńDziś nie chowam majdanu, zostawiam na jutro, jeżynki skończone, haftnę może coś jeszcze?
Szczęściaro jedna,skąd Ty bierzesz tak usłużnych facetów. Ja nie mogę znaleźć takich,ani na lekarstwo!
OdpowiedzUsuńPodzieliłabyś się z koleżanką:)))Pozdrawiam.
Fryzjerem czemu nie......babki lgną do niego, jak do miodu:))
UsuńA ja sama sobie rżnę grzywkę, jeszcze sie taki fryzjer nie narodził, żebym była z rżnięcie grzywy zadowolona. Robią zawsze głupią minę jak na pytanie; A CO Z GRZYWKĄ? odpowiadam ZOSTAWIĆ, OBETNE W DOMU:) Mnemo, Ty szczęściaro:) Ale tez nie lubię się umawiać, wolę z partyzanta...
OdpowiedzUsuńZ partyznata do niego nie da rady, chyba, że na grzywkę to wtedy rżnie między klientkami:)
UsuńNo tak, dobry, JEDYNY fryzjer to skarb. A jak jeszcze rozumie Cie bez słów, to już bezcenny!
UsuńPrzecie pies ruszył oczmi! Nie wydziwiaj, że leniwy!
OdpowiedzUsuńGrzywkę chcę zobaczyć, a poza tym to kocham Twoje ludy! Są boskie!!!
Chyba musisz sobie moją grzywkę wyobrazić, tak na pół czoła:)) Fajna jest taka kusa:) Dziękuję za ludy, ale wiesz, to letnie zabawy, teraz ino dekupki i hafty mi zostały. No i zajmowanie się zarobionym psem:))
UsuńTeż sobie ciupnęłam włosy na krótko. I głowa jakby lżejsza ;-) Coś w tym jest.
OdpowiedzUsuńDobranoc Mnemo, chociaż Cię nie mo.
OdpowiedzUsuńJezdem, szukam inspiracji na hafty. I się wkurzam, że już tak późno trza iśc nyny a aaaaaa.....
UsuńA ja se kurde nie ciupnęłam włosów, bo znowu zapuszczam! I weny nie mam przez to......Dekupki fajne, pogapię się, to i może mnie natchnie:).
OdpowiedzUsuńTwój zarobiony pies odpoczynku potrzebuje, po prostu! Nie marudź, tylko lepiej go przykryj! Buziaki!
Ja zawsze mam przypływ życia Mnemo, po cięciu,ale tnę sama, odkąd tu wylądowałam. Nasi fryzjerzy mają deczko inne zapatrywania na to, co powinno być na głowie. Właśnie trochę sobie uciachałam i mam bardzo dobry humor.
OdpowiedzUsuńMopeczek zmęczony bidulek, ale rusza powieką.
Mnie czeka odgruzowywanie chałupy. Co ogarnę jakoś z grubsza, to wpada sfora i znów jak na podwórzu. G. się nie ima takich zajęć, ale gdy jest na miejscu wspomaga mnie już przy zwierzętach.
Skrzynia wyszła Ci pięknie. Ta tancerka podoba mi się bardzo. Za hafty to się nie biorę wcale. Mam traumę z dzieciństwa.
Jaki biedny ciężko zapracowany pies :-))))
OdpowiedzUsuńOj przydałby mi się taki fryzjer,
bo ostatnio też mi się nic nie chce i nie mam weny przez ciągłe przygody z Internetem...