Trzeba wyniuchać jakąś na targu staroci albo wypatrzeć u kogoś leżącą w poniewierce i potem ją wyskamleć. Bo do aukcji internetowych się zraziłam. Znawcą żadnym nie jestem, nie potrafię ocenić, czy kropielniczka jest faktycznie stara czy nie, a z reguły wystawiający wypisuje cuda -wianki, jaki to jest rarytas i antyk. Krzycząc przy tym taką cenę, że się już tej kropielniczki odechciewa.
Toteż mój zbiór rośnie powoli, acz uparcie i każdego roku po sztuk kilka do niego przybywa. Głównym dostawcą jest moja siostra, która ma częstsze okazje do pchlich targów niż ja i na dodatek talent do kupowania fajnych rzeczy za grosze. Na szczęście nie zaraziła się tym bakcylem i sama nie zamierza ich zbierać, tak, jak to było w przypadku starych, porcelanowych lalek. Najpierw te lalki wyszukiwała dla mnie, teraz sama zbiera, co w sposób dość oczywisty wpłynęło na powiększanie się mojej kolekcji. W praktyce oznacza to, że moja kolekcja przestała się powiększać.
No ale wróćmy do kropielniczek. Kiedyś Ystin z zaprzyjaźnionego bloga ( oj znacie Justynkę, ta sutaszowa biżuteria, koronkowe abażury i inne), miłośniczkę rzeczy z drugiej ręki, które potem cudnie odnawia, napisała do mnie, że jak widzi gdzieś kropielniczkę to zawsze o mnie myśli. Miłe nie? Ja, jak widzę na przykład Panią Kotkową , która w naszym bloku zajmuje się kotami z piwnicy to zawsze mam przed oczami na ten przykład Ankę Wrocławiankę, Klarkę, albo Ewę z Mazur. A jak widzę jakiś drób to Hana mi, jak żywa w oczach staje. Kiedy natykam się na jakąś owcę tudzież barana to zaś Pacjan jak żywy mi się objawia, na dodatek przemawiający do tych owiec w pewnym języku, który uznaje się za martwy, choć nie tak do końca....
Ystin mi się kojarzy z bielą, bielą salonu i .......lusterkami.
I wiecie, co ta Justynka zrobiła? Ano przy którejś tam okazji, kiedy jej wpadła stara kropielnica w oczy nie tylko o mnie pomyślała, ona zrobiła więcej, ona tą kropielnicę dla mnie ZDOBYŁA!!!!
Od powiadomienia mnie o tym fakcie do momentu, kiedy ją już w łapkach trzymałam minęły DWA dni!!!!
Kropielniczka ma swoje lata i widać, że była używana, na zbiorniczku widać osady z wody. Będzie pasować do innych też nadjedzonych zębem czasu, które mam w swoim zbiorze, choć i tych "nówek nieśmiganych" u mnie nie brak, to pamiątki z różnych odwiedzanych miejsc.
Za jakiś czas kropielniczki będą wyeksponowane w nowym miejscu, bo z Kaczorówki je zabrałam. Jakoś mi smutno było, że przez pół roku sezonu zimowego wiszą i nie mogę sobie na nie popatrzeć.
Oprócz tego kropielniczego rarytasu Justynka, obdarowała mnie jeszcze serduchami, które mają świąteczne motywy i gwiazdeczką. I tak to w listopadzie pojawiły się u mnie pierwsze świąteczne akcenty, a jak tak dalej pójdzie z moją weną to może się okazać, że to będą jedyne nowe świąteczne ozdoby w tym roku:)
Bo ten wianek na którym je zawiesiłam to wyrób zeszłoroczny, ale ja w zeszłym roku płodna byłam!!!!
Justynko bardzo, bardzo Ci serdecznie dziękuję. Zrobiłaś mi WIELKĄ niespodziankę:))
Zobaczcie, jaki ten net fajny, gdzieś tam na świecie są takie dobre duchy, które znając Cię tylko wirtualnie, a pamiętają i myślą o Tobie. Szkoda, że cały świat tak nie funkcjonuje, o ile wtedy życie byłoby prostsze.....
Fajna niespodzianka :) Czasem warto pochwalić się swoim niecodziennym hobby :))
OdpowiedzUsuńWspaniała!!
UsuńJa mam już zanotowane w głowie, że jak kropielniczka to dla Mnemo.
OdpowiedzUsuń:)
Dziękuję Ci kochana, ale ja chyba nie powinnam się rozglądać za jakimś kotkiem dla Ciebie????:))))))
UsuńPrześliczna kropielniczka! Nie rób sobie wyrzutów, że nic nie robisz i nie masz weny. Ta pani kapryśna jest, raz znika, a raz się pojawia zupełnie nieoczekiwanie. Jak przyjdzie jej czas to wróci, zobaczysz. I dopiero nam pokażesz co potrafisz!
OdpowiedzUsuńJasne,że ładna, już nie mogę się doczekać aż "zawiśnie", ale coś mi się odwleka możliwość małego remonciku, który planowałam......
UsuńNiecodzienne masz hobby :)
OdpowiedzUsuńKropielniczka słodka jest, a że zdobyta przez wirtualną przyjaciółkę, tym bardziej cenna. I jeszcze serduszka :)
A weną się nie przejmuj...wróci, jak zły szeląg ;))))
Kiedy pytam o kropielniczki, często kiwają głową i przynoszą mi ,,,,,,popielniczki......czasami nawet nie wiedzą, co to jest ta kropielniczka:)
UsuńAle fantastyczne hobby- dlaczego nie mieszkasz blisko mnie? Nie opędziłabyś się ode mnie.
OdpowiedzUsuńTeraz myśląc o Tobie, będę myślała o kropielniczkach, pa...
Czyżbyś również zbierała jakieś dewocjonalia? Mnie jakoś w stronę tych świątków, ciągnie i Maryjek......coś w sobie mają. Nie mówię już o starych kapliczkach, ale te to się da tylko na fotkach kolekcjonować, co też robię:))
UsuńTak, "budyniowy świat", jak go nazwała Anka Wroclawianka ;) Mnie też spotkało wiele nieoczekiwanych gestów życzliwości ze strony blogowych znajomych. Justynka jest cudowną osobą o wielkim sercu - i jeszcze te serca rozdaje ;)
OdpowiedzUsuńOd dziś będę wypatrywać kropielniczek dla Ciebie ;))
To bardzo miłe z Twojej strony, moja kolekcja ma szansę się zdecydowanie powiększyć:)))
UsuńNiby ten świat wirtualny a taki prawdziwy, o czym na każdym kroku można się przekonać :))
OdpowiedzUsuńKropielniczka cudna! I ozdoby urocze :)
P.S. Pytałam moich złomiarzy, jeden wcale takich rzeczy nie przyjmuje z obawy, że kradzione, ale drugi obiecał, że zwróci uwagę, bo do tej pory to w ogóle nie myślał, że komuś "może się przydać". Ech, te ludzie ...
Porządny ten złomiarz, bo na złomie dużo rzeczy kradzionych, niestety.....
UsuńKocham ten budyniowy świat internetowy - szkoda, że cały (świat) taki nie jest. Aż mi głupio, ale i ja jestem wyczulona na kropielniczki! Istnieje więc realna szansa, że wkrótce zostaniesz zasypana kropielniczkami. Czego Ci życzę.
OdpowiedzUsuńProtestować w tym względzie nie będę, a nawet wiem czym się odwdzięczę:)
UsuńA bo to musisz zaraz się odwdzięczać?
UsuńJa zbierałam kiedyć opakowania po czekoladach i batonikach:) Ale to było baaardzo dawno temu, kiedy w sklepach nie było takiego wybotu,a każda konsumpcja choccolate z Pewexu była celebrowana jakby jadło się mannę z nieba. Oczywiście papierek po czekladzie był pieczołowicie przechowywany:) Była nas kolekcjonerów w podstawówce taka grupka, że zawsze można było się wymienić. Później zbierałam kubki, ale nie za szybka tylko na widoku i w uzytku - a co z kubkami lubi się dziac to wiadomo, więc kolekcja się kurczyła:) Twoje hobby ma jednak hmmm duszę, że tak powiem:) Bardzo piękna kropielniczka.
OdpowiedzUsuńO i ja miałam taką kolekcję, przepadła gdzieś, bo to była kolekcja ze wczesnych lat młodzieńczych, odziedziczona po siostrze i sukcesywnie powiększana. Czasem wąchałam te papierki, cały czas pachniały czekoladą, szczególnie te zagraniczne. Niektóry były piękne, tłoczone w arabeski, z arabskimi napisami nawet nie wiem skąd to się wzięło. Potem zbierałam stare monety, mam je nawet do dziś........
UsuńZaczne rozgladac sie za kropielniczkami...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
J.
Bardzo je lubię, w domu rodzinnym też wisiała taka na futrynie przed wyjściem do szkoły trzeba było umoczyć palce w święconej wodzie i powiedzieć "zostańcie bogiem", a mama odpowiadała "idź z bogiem", wyobrażasz sobie dziś coś takiego?
UsuńU nas odpowiadało się "Panie Boże prowadź"
UsuńMy wciąż pielęgnujemy "idź z Bogiem" i "niech będzie pochwalony" po powrocie z pracy/szkoły albo dłuższej podróży, choć raczej z nas wierzący niż praktykujący
UsuńMasz takie niecodzienne hobby,będę też poszukiwała kropielniczek może jakaś wpadnie mi w oczy:) ( masz rację nie wszyscy wiedzą co to jest)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Na Mazurach raczej nie wiedzą, ale u mnie w Wielkopolsce w każdym domu wsiały. Szkoda mi pierwszej z mojego zbioru, bo przez nieuwagę ją zbiłam w drobny mak, miałaby coś koło 100 lat.......
UsuńZaraziła mnie Pani Frantiszka z Czech tą kolekcją....
Mnemo, proszę Cię, jakie "zdobyła"... przy okazji zakupków sie trafiła... nie żeby jakoś specjalnie... a że jak kropielniczka, to wiadomo, że TY, no to poszło.... a serduszka to tylko żeby się nie telapała samotnie w przesyłce...:-)
OdpowiedzUsuńaż sie normalnie wzięłam i zaczerwieniłam...
żadne to cudo, wiec i bez tzw. rewanżów proszę- oficjalnie zastrzegam!!!!!!
u mojej babci w lubuskiem też była taka, na framudze drzwi do tzw. "paradnego"pokoju...
całuski
Weź się i nie czerwień:)) Cmok, cmok i cmok jeszcze raz:)))
UsuńPrześliczna jest! Ciekawa jestem, jak je w domu wyeksponujesz. A swoją drogą nie natknęłam się na starociach na takie cudo. Ale jutro u nas targ "starości":) to będę się gapiła! buziaki dla Ciebie i Justyny!!!!
OdpowiedzUsuńMiały mieć zrobioną specjalną taką ściankę z desek starych i jeszcze postarzonych, tak jak moje ludy, ale nie dałam rady, zrobiło się zimno i przestaliśmy jeździć na Mazury. Coś tam mi się po głowie kołacze innego:)) Ciekawe co u Was na tych targach staroci? Buziaki
Usuńa ja bym nawetnie wiedział że coś takiego istnieje gdybym ich u Ciebie nie zobaczył( kropielniczek znaczy):)))
OdpowiedzUsuńNo i potem sam nawet jedną wyrzeźbił.......
UsuńMnemo, ośmieliłam się, ale utkłam...
OdpowiedzUsuńhttp://dzikakurawpastelowym.blogspot.com/