Widziałam już różne zwierzęce matki zastępcze. Dawno temu, nasza suczka Lala wykarmiła kociaka, znajdę. To sama suczka próbowała opiekować się moimi chomikami i malutkimi kaczuszkami, które znosiła sobie do legowiska w pysku i potem lizała. Psina miała wyjątkowo mocno rozwinięty instynkt macierzyński, ledwo, co zapiszczało, a już brała delikatnie w zęby i znosiła do legowiska. Nie robiło jej różnicy, czy to kot, pisklak, czy chomik.
Widziałam też , jak pies, duży, nie jakiś kurdupel, śpi na dworze, na deszczu, bo w jego budzie śpią.........kury. Jajka mu tam nawet znosiły!!! No i wyżerały mu żarcie garnka. Chyba je lubił, a może im tak matkował?
Chlebem powszednim na wsi było, że kura wysiadywała kacze jajka albo odwrotnie.Kwoce wsio jedno na czyich jajach siedzi i jakie pisklaki potem wodzi.
Sama miałam taką przygodę życiową, że przez chwilę byłam mamką zastępczą. Różnie to z tym pokarmem jest, mnie tam nie brakowało, ba, było nawet go za dużo. A swojego dziecka przez kilka dni karmić nie mogłam. Przez 3 doby po cesarce dziecko było na bloku niemowlaków, karmili je przez butlę, a mama mogła popatrzeć zza szybki i raz dziennie wejść na blok popatrzeć z bliska na swoje dziecko. Swoje mleko się odciągało i wylewało, taka to była głupota. Za to sąsiadka z łóżka obok nie miała pokarmu za wiele i na dodatek miała bardzo popękane brodawki. Rodziła normalnie, więc dziecko miała przy sobie. Cierpiała przy karmieniu, a dzieciak i tak kwilił, bo był głodny. Dziś dano by butlę mleka i byłby spokój, ale wtedy były inne czasy. Karmić cycem i koniec. Mleko z butelki musiał przepisać lekarz, albo trzeba było sobie "załatwić". To sobie załatwiła, poprosiła mnie i karmiłam tego chłopaczka........
Różne są oblicza macierzyństwa, ale widziałyście kiedyś takie?

Wstawiłam z fejsa to zdjęcie, chyba mnie nikt nie zlinczuje za to ( https://www.facebook.com/kotlownia), ale nie mogłam się oprzeć.
Co za troskliwa kurza mama!!! A mówi się, że kury są głupie i mają tylko dwa zwoje mózgowe. Może ta miała więcej?
He he mam nadzieje ,ze Cię nie zlinczują sama wstawiam fotki z Internetu a nie zawsze umiem podac adres.
OdpowiedzUsuńPrawda co piszesz o tych zastępczych matkach ...najczesciej widzialam psa i kota , ale takiego widoku nie ! Super pozdrawiam.
Okazyjnie wstawiam zdjęcia z netu, może zaraz rabanu nie będzie, przecież w ten sposób promuję stronę:)) Szkoda, że kiedyś nie było aparatów cyfrowych no i telefonów, teraz już nie mam dostępu do takich widoczków. Ja też pozdrawiam:)
UsuńSłitaśne, jakby powiedział mój syn:) Co tam zwoje, jakie ma SERCE!!!
OdpowiedzUsuńCiekawe czy kociaki próbowały cyca u kury szukać:)
UsuńOj, to musiałoby boleć...:)
UsuńKapitalne zdjęcie...nie przypuszczałam, że kura może być tak opiekuńcza w stosunku do zupełni innego gatunku :)
OdpowiedzUsuńTo miałaś "etat" mamki ;) Swoją drogą co to za durne czasy były. Moją córkę zobaczyłam dopiero przy wypisie, bo miałam katar i z tego powodu mi jej nie pozwolili nawet zobaczyć!!! co ciekawe, przy wypisie, katar nie był już problem.....
Daj spokój te 9 dób to był koszmar, oddali młodego po 3 dobach, on nie chciał już cyca bo nauczyli go butelką, ja ryczałam on ryczał. Dobrze, że miałam koleżankę położną i męża mi przemyciła do pokoju, a młodego wyniosła do pokoju pielęgniarek, żeby mógł go zobaczyć, a nie tylko przez okno.
UsuńZdjęcie rewelacyjne. W moim długim życiu miałam też okazję być mamką dla pewnej dziewczynki, która urodziła się tego samego dnia, co i moja. Obu też dałyśmy na imię tak samo. Mam więc jakby dwie córcie M.
OdpowiedzUsuńW dzieciństwie mieliśmy sunię Mrówkę, która wykarmiła osierocone króliczki. Zdjęcie Mrówki w wielkim wiklinowym koszu, karmiącej króliki, wysłaliśmy do Pana Michała Sumińskiego gospodarza programu "Zwierzyniec". Króliczki przeżyły. Moje trzy pasterskie psy są bardzo opiekuńcze dla wszystkich noworodków - gąsek, jagniąt, kociąt. Najlepszy jest owczarek szkocki collie o imieniu Orwell - zwany wujkiem. Jest rewelacyjny w tym babysitterowaniu. Delikatny, troskliwy. W zeszłym tygodniu sterylizowana była nasza kotka znajda. Źle zniosła całą operację, nie chciała "wrócić" do życia. Dopiero, gdy pozwoliłam Orwellowi z nią zostać i się nią zaopiekować, wszystko się zmieniło. Tu muszę dodać, że kotka Felix miała może z 10-12 dni, jak została znaleziona i to Orwell był jej mamą, a my tylko karmiliśmy mleczkiem.
Ale się rozpisałam, wybacz. Pozdrawiam serdecznie
Ty jeszcze możesz takie obrazki oglądać, masz zwierzaki, ja już nie mam gdzie podglądać, choć Mopek też bardzo lubi wszystkie kotki, małe pieski, kto wie, może i by się opiekował. Siostry pies też śpi z kotką i jej młodymi w koszyku....... Z tymi królikami to też dobre......
UsuńA najlepsze było to, że Mrówka miała urojona ciążę i laktację, bo sama nie miała szczeniąt.
UsuńPacjanie, czytałam z wielkim zainteresowaniem i wcale nie za dużo napisałeś tylko za mało!
UsuńKlarka słusznie prawi:)) Takich opowieści nigdy za wiele:)
UsuńLala też wtedy nie miała swoich szczeniaków, a właśnie ciążę urojoną, ona często ją miała.
Fajne zdjęcie :)) Zwierzęta nie są wcale takie głupie, nawet muchy swój rozum mają ;)
OdpowiedzUsuńTwoja historia jako mamki - rozczulająca :) Swoją drogą, aż dziw, że kobiety rodziły dzieci w takich warunkach ....
Toż to trauma i dla matki, i dla dziecka, chociaż jej nie pamięta.
To nie było fajne, szczególnie, jak się rodzi pierwszy raz. Taki 9 dniowy pobyt w szpitalu to koszmar, dziecko ci zabrali, odwiedzić cię nikt nie mógł, swojej bielizny mieć nie mogłaś, tylko trzeba było latać w takiej koszuli za pępek i to bez majtek, bo były zakazane. Na to obrzydliwy poplamiony szpitalny szlafrok. Koszmar.
UsuńNam tez nie pozwalali gatek, ale ja miałam to w pompce i nosiłam - wielkie majtasy, ale zawsze. No bo CO MI ZROBIĄ??? Nic:) A z synem spała w jednym łóżku, tez mówili, że nie wolno (po cesarce, nie miałam siły tarabanić się z mojego zapadniętego szpitalnego łózka...) Byłam okropna pacjentką:) Pozbyli się nas w 6 dobie:)
UsuńTo byłaś mądrzejsza, ja tylko wymuszałam na matkach, żeby choć raz dziennie wietrzyć pokój, one się bały, żeby dzieci zawieje, zaduch, smród im nie przeszkadzał. A to przecież był marzec!!!
UsuńAż mi się włos na głowie jeży. Niedawno na Interii były takie obrazki, jak opisujesz i to ze słynnego szpitala na Karowej. Dzieci w jednym pomieszczeniu, jak w wylęgarni jakiejś, matki noszące maseczki na ustach podczas karmienia ..... japiernicze, to przedsionek piekła, albo samo piekło było/ jest nadal.
UsuńOjej! Ale wspominki! Taaak! 6 dób w koszulinie z rozcięciem do pasa, bez tych nieszczęsnych gatek ... Ja to pamiętam jak się cyfry rzymskie zmieniały się na drzwiach i człowiek patrzył z zazdrością jak na innych jedynka już była .... Najlepszy był obchód, za pierwszym razem dziewięć kobit nas leżało ... może by jaki horror nakręcić?
UsuńAlbo podzielić się swoimi przeżyciami:)
Usuńniesamowita kura, ja nie lubię kur, chyba, że w rosole ale ta jest szczególna.
OdpowiedzUsuńA ja lubiłam się przyglądać kurom na podwórku, zaś moje dziecko w pewnym wieku miało świra na punkcie kur. Kiedy przyjeżdżaliśmy do mamy leciał do kurnika, łapał jakaś kurę, sadowił się gdzieś w kącie z kurą na kolanach i ją głaskał......nawet niedawno pytałam, czy to pamięta i czy wie dlaczego tak robił. Bo kury miały takie gładkie piórka....
UsuńMnemo, ja też tak mam, jak Twój Młody. A gęsi to mają dopiero gładziutkie piórka. Moje gęsi zdziczały, tylko w stawie siedzą i są bielusieńkie.
UsuńA ja je pamiętam szare i w domku;)
UsuńNie wiedziałam, że gęś może zdziczeć, że się oswoić tak, ale odwrotnie?
UsuńDwa zwoje mózgowe mają ci, którzy tak o zwierzakach mówią ;)
OdpowiedzUsuńpozdrowienia!
Był kiedyś taki żart o tych kurzych zwojach, bo kobieta ponoć ma trzy, dlatego nie zostawia kup na podwórku. Facet to pewno jakiś wymyślił.
UsuńNie, to o kogucie było: dlaczego facet ma o jeden zwój w mózgu więcej niż kogut? Żeby jak chodzi po chalupie to nie sr..ł gdzie popadnie. Ot, szowinistyczny dowcip:)
Usuńpiękny widok, mnemo. a opowieści pacjana mogłabym czytać do rana.
OdpowiedzUsuńPacjan ma o czym opowiadać, żyje wśród zwierzaków i udatnie to opisuje:))
UsuńTylko czemu nie pisze już bloga? :(
UsuńWłaśnie, Pacjanie, łamy udostępnione, blog zarasta Ci kurzem, rusz piórem!
UsuńZarasta, zarasta, co będzie, jak zarośnie?
UsuńMnemo, to masz mlecznego synusia???
OdpowiedzUsuńKury są ładne, gładkie mają piórka i wcale nie są głupie! Kiedyś miałam bokserkę - regularnie miewała urojone ciąże. Ucórczała wtedy gumowe piszczaki. Zanosiła do legowiska, wylizywała, próbowała karmić. Można było wywołać u niej taką urojoną ciążę za pomocą gustownego piszczaczka. Trochę trwało, zanim się zorientowałam, w czym rzecz.
Kury są fajne i już:)) Zdjęcie boskie, kiedyś widziałam fotkę odwrotną. Kocica kurczęta wychowywała:)))
OdpowiedzUsuńKiedy nasza Czita opiekowała się małymi pieskami, jej partner Hary naznosił do klatki małych kaczuszek i bardzo je pielęgnował ( innymi czasy zadusiłby natychmiast). Przykład ma wielką siłę sprawczą!
OdpowiedzUsuńoj, ta macieżyństwo ma różne oblicza- na szczęście najczęściej pozytywne ( jak to na zdjęciu) i tego sie trzymajmy!
OdpowiedzUsuńcałsuki
Mój Nowofunlad też kocięta chował ... nawet do kuwety nauczył się je wkładać jak szukały spokojnego kącika... rozczulające to było.
OdpowiedzUsuńA co do Twoich wspomnień z porodówki ... Julka ma 11 lat a ja wspomnienia mam podobne choć rodziłam naturalnie. Eeech, szkoda słów. Potem z Marcinem starałam się nadrobić, karmiłam prawie do 2 lat i wykarmiłam rozpieszczonego synka mamusi i to też nie jest dobre.
Taka nasz polska rzeczywistość.
Kapitalna zdjęcie! moja psica jest kompletnie pozbawiona instynktu macierzyńskiego.
OdpowiedzUsuńPełen szacunek za bycie mamą zastępczą!