środa, 6 listopada 2013

Osaczona przez psa.

To, że mam psa, wiecie, że mam lekkiego świra na jego punkcie - też już wiecie. Ostatnio jednak uzmysłowiłam sobie, że mój pies mnie osacza. A jak mnie nie ma próbuje osaczać Wu, ale on się tak łatwo nie daje.
Wygląda to mniej więcej tak. Siadam w fotelu, pies włazi na moje kolana. Piszę na laptopie, wtyka pyszczysko na klawiaturę, a ja robię literówki, bo nie śmiem panu przecież przeszkadzać.



 Leżę w łóżku, pies leży mi na nogach, czasem po nocy ich rozprostowć rano nie mogę takie mam zdrętwiałe. Odpoczywam na kanapie, pies sadowi mi się na brzuchu, ubzdurał sobie, że jestem cokołem, na który on włazi, kładzie się i udaje pomnik, yorka na wywczasach. Po domu snuje się za mną krok w krok, ja do łazienki, on za mną, podgląda bezczelnie, nawet, jak go nie wpuszczę to waruje pod drzwiami i tęsknie tam pomrukuje do czasu, aż nie wyjdę. Ja do przedpokoju, drepcze za mną, jak cień. Gotuję obiad, stoi w progu kuchni i obserwuje, co robię, prasuję, zajmuje miejsce  przy desce. Siedzę na krześle, pilnuje krzesła, albo opcjonalnie szuflady.




Normalnie jak mój cień. Nawet łazi za mną kiedy odkurzam mieszkanie!!!!

Do mistrzostwa opanował spanie na poduchach i podusiach.

Czasem udaje gwiazdę filmową i pozuje..........





Jest jednak wyjątek od tego pilnowania i osaczania mnie.

Na spacerze mój pies ma mnie w nosie. Rządzi, którędy będziemy iść i jak długo będziemy chodzić. Im bliżej domu tym dłużej wąchany jest każdy listek i każde źdźbło trawy. Obsikany bodaj kropleką musi być każdy krzaczek i każde drzewo. Nawet jak zabraknie kropelek to i tak salut przy każdym krzaczku i drzewku musi być wykonany. Na spacerze pies głuchnie i nie zważa na ostrzegawcze moje piski, aby nie włazić do rowu pełnego błota, albo nie kłaść się w tej paskudnej kałuży.



Ten kurdupel nie boi się żadnego psa, a powinien, bo łomot już kiedyś dostał za niewinność.



Nawet próbował przyjaźni z krową, ale nie zrozumiała pokojowych intencji, więc salwował się ucieczką, do pańciiiiiiiiiiiii.......

Porafi chodzić po wodzie......

Całkiem dobrze pływa.......

Aportuje kapcie.......

I fruwa..........

Cieszę się tylko, że nie pija alkoholu, jak jego kolega zza płota, taki młody, a już degenerat:))


No i jak ja mam nie kochać tego kurdupla?

22 komentarze:

  1. Memo ....bez obaw, wszak pies najlepszym przyjacielem .....człowieka :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Z tym leżeniem na nogach (na brzuchu) to my też tak mamy... jak Padre wyjeżdża Kri włazi do łózka i kładzie się w poprzek, a ja... nie śmiem się ruszyć ;-)) Bo jeszcze się obrazi i pójdzie sobie ;-))
    Tyle, ze moja panna waży 38 kg...
    Ściskam ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. z małym to jeszcze ujdzie, ale ja musiałam miejsce amstaffowi robić, bo wygodny taki, ale tylko jak był u mnie. u siebie w domu spał na swoim posłaniu. ja każdego swojego i dzieciowego psa kochałam i to one przeważnie rzadziły. a z tym spacerem to chyba kazdy psiak tak ma.

    OdpowiedzUsuń
  4. Skąd ja to znam.......ale ten Twój to kruszynka. Nasza ok. 20 kg - niby też drobinka, ale jak się uwali w łóżku, to nie można się ruszyć. Musimy zacisnąć zęby i .....kochać dalej:). Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  5. zdominował Cię całkowicie, nie dziwię się, fajny jest

    OdpowiedzUsuń
  6. Jesteś kobietą jego życia ;) :))

    OdpowiedzUsuń
  7. I jak nie kochać takiego absztyfikanta?

    OdpowiedzUsuń
  8. widocznie on też ma świra na Twoim♥

    OdpowiedzUsuń
  9. Już one wiedzą jak nas wykorzystać choć wcale nie szkolone w tym względzie. Przeuroczy a mój faworyt to oczywiście ten w kałuży. Widać, że żyje.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja stawiam na zdjęcie z krową)))) Kruczęcie moje ma to samo - tylko ja i koniec, od nogi nie odchodzi, pod kompem śpi, pod kuchenką, gdy gotuję, pod stołem, gdy jemy. Ale pysk/ogon/łapa/brzuchol - niepotrzebne skreślić - muszą być na moich stopach... Uwielbiam tego zołzowatego jaszczuro-psa;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Moja Jota świętej pamięci też taka była, nawet na dworze przy mnie na niewidzialnej smyczy. Moja najukochańsza sunia. Mam zdjęcia jej na poduszkach, po obu stronach wazony z kwiatami. To były aranżacje dzieci, a Jota była cierpliwa i pozowała jak prawdziwa dama.

    OdpowiedzUsuń
  12. W końcu Pańciostwo są od osaczania! Znam to, och jak dobrze!
    I uwielbiam. :)
    Ale już w stosunku do obcych moja Mała zachowuje w miarę dystans- chce być pogłaskana ale nie jest "namolna"- i całe szczęście, bo to by było trudne dla gości, gdyby ich dręczyła ( w moim rozumieniu- tak rozkosznie, jak mnie !).
    Więc wstydu mi nie przynosi- a że mnie to czy owo zdrętwieje? Po to mnie ma, po prostu. ;)
    Maja B.

    OdpowiedzUsuń
  13. Rozumiem Cię. Mam dokladnie to samo z moim dzieckiem ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. kochana ..no cóż ..nic innego tylko go kochać:)))...ale takie utytłanego w błocie....współczuję
    :)))

    OdpowiedzUsuń
  15. Kochać i nie zadawać pytań. Moje psy i koty wnoszą tyle radochy, że z nawiązką rekompensują wszystkie niedogodności, w rodzaju utytłanego w błocku brzucha, pogryzionego koszyka, dziury w płocie...

    OdpowiedzUsuń
  16. Sorki, dziewczyny, że tak mnie nie było, ale huta mnie zeżarła i wypluła dopiero, co w stanie zwiotczenia umysłowego i mięśniowego też. Jeszcze wczoraj, przez jeden dzień nie miałam autka, a miałam spotkanie hen, hen daleko i psiakrew tak się zmęczyłam tą komunikacją miejską, że ledwo żywa wróciłam. A jutro chciał nie chciał huta znowu wzywa. Żeby nie fryzjer z którym byłam umówiona już 3 miesiące temu (jak na audiencję) to pewno już bym leżała odłogiem, a tak urąbał mi grzywkę i poczułam się taka "odświeżona", he, he...........

    OdpowiedzUsuń
  17. To kochana osaczona zostałaś totalnie! W psi pantofelek upchnięta z kretesem:D Ale jak tu się oprzeć!

    OdpowiedzUsuń
  18. One tak mają... Chociaż mój jest umiarkowany pod tym względem, osaczanie ma głównie związek z michą lub wymuszaniem rzucania piłeczki. A tak to raczej pozwala się miziać i całować , chociaż od czasu do czasu sam chce.
    Zdjęcie z krową cudne!

    OdpowiedzUsuń
  19. Wcale się nie dziwię, że Cię opanował, bo jest fantastyczny, ja też mam bzika na punkcie swoich dwóch psów i mogą, co chcą!

    OdpowiedzUsuń
  20. Klikum i klikum, a Ty śpisz, czy jak?

    OdpowiedzUsuń
  21. Moja Malina to chyba bliska krewna Twojego "kurdupla". Jak patrze na jego wygibasy, to jakbym moja Szczurke widziala;) hehe

    OdpowiedzUsuń
  22. Czytając to czuję się jakby to był mój opis... Tylko że maż już jest zazdrosny muszę coś z tym zrobić :)

    OdpowiedzUsuń

Fajnie, że zostawiasz słówko:) A im więcej słówek tym milej:)