Zwiedzenie go w listopadowy, niedzielny ranek, ponury, mglisty i mroczny okazało się bardzo dobrym pomysłem. Owinięta w przepastną opończę, chroniącą przed listopadowym zimnem, Mnemo wędrowała alejkami, wdychając zapach mokrej ziemi, rozglądając się za wiewiórami, dla których niosła w torbie orzechy, a złośliwy Wu podśpiewywał pod nosem " Co tam widać w perspektywie, kupa łachów i się rusza.........",że niby ja w tej opończy, jak ta kupa łachów wyglądam.
Ale w parku nie było żywej duszy, nikt i nic nie zakłócało kadrów i spacerów po alejkach zasłanych gnijącymi liśćmi. Jako kobieta przewidująca i zapobiegliwa nie pozwoliłam zabrać z domu roweru i patefonu, które już Wu chciał pakować do bagażnika. Jak się okazało, dobrze zrobiłam, bo z takimi akcesoriami wstęp do parku jest zabroniony:))) Skruszony Wu przestał w końcu nucić pod nosem " Coś tam widać w perspektywie...."
Jak już wspomniałam park był pusty, żadnego stróża, biletów, zwiedzających. No cud normalnie, gdyby tak można było piramidy i Sfinksa w Egipcie zwiedzać lecę choćby zaraz. Nawet wiewiórek nie było i orzechy nazad wróciły do domu. Były za to bobry, to znaczy bobra żywego nie widziałam, ale za to całkiem świeże ślady bobrowej działalności.
Sztuczne ruiny nabrały w tej listopadowej scenerii dodatkowej posępności i mroczności. Najbardziej podobał mi się domek gotycki i łuk grecki, a zaraz dalej akwedukt na rzeczce Łupia.
I mur z Hermami.....
Był też sfinks, parę grobowców tu i ówdzie ustawionych, ale pustych na szczęście.
Podejrzewam,że oblicze sfinks zapożyczył od kogoś, czyżby to była Helena?
Oszczędzę Wam szczegółów i opisów poszczególnych budowli, kto, kiedy, jak itd. Jest mnóstwo stron internetowych, gdzie wszystko jest skrupulatnie opisane. Arkadia znajduje się rzut beretem od Łowicza, autostradą dojechaliśmy migusiem. Powrót był dłuższy bo Mnemo wybrała kręte drogi " po zadupiach" licząc na obejrzenie jakichś wiejskich chałup, kapliczek i takich oto klimatów.
Uwaga!! raz usłyszane nie chce się odczepić i łazisz tak po domu i wyjesz "
"My, Słowianki, wiemy, jak użyć mowy ciała,
Wiemy, jak poruszać tym, co mama w genach dała.
To jest ta Słowiańska krew, to jest ta uroda i wdzięk! "
Ale żniw fotograficznych nie było. Ot teren płaski, sady, pola, wsie typowe. Żadnych łowiczanek, żadnego folkloru.
W kadrze został więc tylko jeden domek z Arkadii i jedna kapliczka przydrożna.
A teraz może se ten śnieg padać, co to go zapowiadają na dzisiejszą noc. Plan wycieczek na listopad został zrealizowany.


Niesamowite miejsce. Nie wiedziałam o nim, teraz już wiem! Jeśli to oblicze Helenki, to urodą nie grzeszyła.
OdpowiedzUsuńŻe też nie zabraliście gramofonu, no naprawdę, co za szczęśliwy traf!
U nas śnieg padał, ale jakiś fałszywy. Zanim do ziemi doleciał, już stopniał.
Te ruiny wyglądają całkiem jak jedna moja obora (ta druga, nie ta, co na Ciebie czeka).
Już przy okazji zwiedzania Nieborowa mieliśmy pojechać bo to kawalątek, ale do tego Sromowa odbiliśmy.
UsuńU mnie śniegu nie ma, w nocy ma być, przewidująco na jutro wolne sobie wzięłam i będę się byczyć.
Gramofon mnie rozwalił........
Widzisz ruiny już masz, trza zrobić coś a'la Arkadia u Ciebie:))
Sfinksa z mojom facjatom zrób mi z desków! Do obory przypasuje.
UsuńMusisz do lata się wstrzymać, warsztat z ludami pokryty jest igłami, a za chwilę będzie śniegiem!!!
Usuńpięknie jest w arkadii to fakt. co kilka lat tam jeździłam i się napawałam:)
OdpowiedzUsuńTrzeba ją jeszcze wiosną zobaczyć, też będzie ładnie i może do wnętrz wpuszczą? Byłaś może w środku?
Usuńniestety w środku nie byłam. widocznie trafiałam na czas, kiedy nie wpuszczano do środka.
UsuńI teraz wszystko zamknięte na głucho...
UsuńTakie arkadyjskie ruiny widzę co i rusz w trakcie oględzin "moich" nowych domów i posesyj. Ino z majętnością moją nie jest tak dobrze, jak u nieboszczki Heleny. Facjatę miała nieco ładniejszą, niż sfinks.Poprószyło śniegiem, a G. już o piątej musiał jechać do Wawy, mam nadzieję Mnemo, że u Was nie będzie jeszcze zimy. Wszystkie moje psy uznały, że już zima i wylegują się w domu zamiast pilnować dobytku. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńU mnie cudna pogoda, po wczorajszej zgniliźnie, dziś od rana słonko piękne świeci, ale zrobiło się zero na termometrze. G. się ubrał ciepło?
UsuńJa się dziś byczę, przez jeden dzień odpoczywam od huty. Właśnie wstałam.....
On się zawsze ubiera ciepło, bo zmarzluch. Dobrze, że wzięłaś wolne. Gdy pracowałam miałam na me życzenie wolne piątki przez cały rok (czasem przychodziłam do fabryki na chwilę, gdy sprawa była "gardłowa"). Ja dziś wstałam bladym świtem, aby wypić poranną kawę z G., bo to taki nasz rytuał, tylko że czasami ten "poranek" jest około 3 w nocy.
UsuńPiękne miejsca, a do tego brak tłumów, ciepła opończa i można się relaksować w sprzyjających okolicznościach przyrody :)
OdpowiedzUsuńMiały fantazję te Radziwiłły ;) no i wolną gotówkę, żeby wybudować takie ruiny.
Dopiero jak wychodziliśmy z parku ze dwie pary przyjechały, fajnie tak bez tłumów, a latem pewno tak niestety jest.
UsuńNiebiańsko smakuje taki poniedziałek bez huty, co? Jeszcze ten smak pamiętam. Piątki tak smakowały i soboty, niedziele już nie - miałam syndrom poniedziałku.
OdpowiedzUsuńMam jakąś głupawkę nie wiem, co mam robić, wszystko od razu najlepiej, ale tylko poszłam do sklepu plastycznego i siedzę, a wokół połykiendowy armagedon .......boszsz, a już południe minęło...
UsuńNiewiarygodnie piękne...bardzo lubię takie klimaciki:)
OdpowiedzUsuń.........armagedon..hihi...u mnie nic lepiej:) Urodziny mojego M.... drzwi się nie zamykały. Myślę, że już pora ogarnąć budę :]
Pozdrawiam serdecznie♥
Ciągle to ogarnianie i ogarnianie....nudne, nie?
UsuńArkadia, Nieborów i Oporów to mój plan na wiosnę. Byłam wielokrotnie w Arkadi ale nigdy w listopadzie. Uroczy spacer...
OdpowiedzUsuńW Oporowie jeszcze nie byłam, ale dzięki Tobie wyczytałam, że tam można nawet zanocować!! Może by tak zimą pojechać?
UsuńW tej opończy wpasowała się Waśćka w krajobraz.
OdpowiedzUsuńA krajobraz urokliwy bardzo :)
Ha!! Jedna się poznałaś, o to mi chodziło!!!
UsuńTe ruiny romantyczne urzekają. Aż mi zapachniało ziemią i liśćmi. Ostatnio bywam w aptece co to w naszym parku się mieści i wiewiórki spotykam, mówisz, że można je dokarmić? Polecą na orzechy?
OdpowiedzUsuńTe w Łazienkach to włażą na nogę, jak po pniu, ledwo zobaczą, że masz orzecha. Tak mnie załatwiła wiewióra zimą, mało zawału nie dostałam, a wrzasku narobiłam!!!!! Te bardziej normalne wiewióry biorą orzeszka z rąk i zmykają. Tym strachliwszym wystarczy orzeszka zostawić na widoku:))
UsuńHa! Nie mam jutro interesu w aptece ale mam orzeszki. Sprawdzę jak nasze wiewióry zareagują :-)
OdpowiedzUsuńZareagowały?
UsuńMnemo, jak Ci strasznie ZAZDROSZCZĘ!!!!!!!
OdpowiedzUsuńBoże, czytam i oglądam już tyle razy...
To miejsce dla mnie.
Dlaczego ja tak daleko mieszkam?
Daj takie posty, jak najczęściej- choćby dla Basi....
Dla Basi, bo widać, że lubi takie klimaty ( jak nie lubić no, nie? ) mam linka do mojego drugiego bloga, gdzie swego czasu opisywałam takie miejsca, szczególnie jest jedno takie: http://mnemosyne-ocalicodzapomnienia.blogspot.com/2011/09/moja-wola-gmina-sosnie-paac-z-xix-w.html
UsuńTylko, że ja to Basiu tylko oglądam a Ty mogłabyś to jeszcze namalować, albo i wierszem opisać......
Super klimaty! Kobieta fantazję miała! No i kasę ... Ja uwielbiam takie pory roku, gdzie w kadrze pusto! W Parku Oliwskim też wiewióry cisną się do ręki:)
OdpowiedzUsuń