Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krzesło w róże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krzesło w róże. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 4 marca 2013

Róże, wszędzie te róże.......

Zydelek kupiliśmy czas jakiś temu na starociach. Najpierw służył jako stolik na książki i latarkę  przy kaczorówkowym łóżku, potem awansował na zydelek domowy i służył do przysiadywania w czasie zakładania butów. Pożądliwie patrzyłam już na niego dłuższy czas z zamiarem wydekupażowania, ale z racji tego, że stoi w przedpokoju, najczęściej miałam na niego chrapkę wchodząc lub wychodząc z domu, a potem jakoś o nim zapominałam. Podobnie było z krzesłem śmietnikowym. Już w zeszłym roku zostało oszlifowane papierem ściernym, pobejcowane i odstawione w mój kąt warsztatowy. Jednak wczoraj, rzutem na taśmę "załatwiłam" oba  meble. Od samego rana, wszystko przez ten wicher, który pokrzyżował plany spacerowe, zaczęłam szlifowanie, malowanie bejcą, klejenie, lakierowanie. Pod wieczór oba mebelki były wstępnie gotowe. Oczywiście, nie mają jeszcze wymaganych nastu warstw lakieru, ale zasadniczo w ich wyglądzie już nic się nie zmieni. Miałam dwóch sekundantów podczas klejenia serwetek i usłyszałam trochę krytycznych uwag, że za dużo tych róż na krześle, że strach usiąść na tych kolczastych różach, itd. Nie dałam się jednak zbić z pantałyku, bo miałam powód, żeby tych róż było cztery, a nie na przykład dwie. Powód jest dość prozaiczny, spękania na środku krzesła wyszły dość mikre, można powiedzieć, żadne, dlatego różami zamaskowałam ich brak. W końcu to i tak moje krzesełko warsztatowe, brzydsze z pewnością nie jest w porównaniu z jego wyglądem zaraz po przyniesieniu ze śmietnika. Kto nie chce nie musi siadać:)))
Zydelek wróci na swoje miejsce po nałożeniu odpowiedniej ilości warstw lakieru i moim zdaniem będzie dobrze wyglądał na tle jarzębinowych ścian przedpokoju, zwanego również "czerwonym październikiem".

Nie zrobiłam fotek w wersji "przed", a szkoda ocenilibyście sami, czy moje zabiegi wyszły im na zdrowie.

Zaczniemy od zydelka, oto on w całej swej różanej krasie.




Teraz zaprezentujemy przepych różany, będę mogła mówić, że podczas pracy siedzę na różach:))




A na końcu ów różany duet w całej okazałości.



Czy przesadziłam? Osadźcie sami, w razie co krzesło zawsze może wrócić na śmietnik, a zydelek pociągnę brązową olejną farbą:)))

Życzę miłego wieczoru dla Wszystkich, jutro już wtorek, co oznacza, że do weekendu zostały nam tylko cztery dni:)))