Zydelek kupiliśmy czas jakiś temu na starociach. Najpierw służył jako stolik na książki i latarkę przy kaczorówkowym łóżku, potem awansował na zydelek domowy i służył do przysiadywania w czasie zakładania butów. Pożądliwie patrzyłam już na niego dłuższy czas z zamiarem wydekupażowania, ale z racji tego, że stoi w przedpokoju, najczęściej miałam na niego chrapkę wchodząc lub wychodząc z domu, a potem jakoś o nim zapominałam. Podobnie było z krzesłem śmietnikowym. Już w zeszłym roku zostało oszlifowane papierem ściernym, pobejcowane i odstawione w mój kąt warsztatowy. Jednak wczoraj, rzutem na taśmę "załatwiłam" oba meble. Od samego rana, wszystko przez ten wicher, który pokrzyżował plany spacerowe, zaczęłam szlifowanie, malowanie bejcą, klejenie, lakierowanie. Pod wieczór oba mebelki były wstępnie gotowe. Oczywiście, nie mają jeszcze wymaganych nastu warstw lakieru, ale zasadniczo w ich wyglądzie już nic się nie zmieni. Miałam dwóch sekundantów podczas klejenia serwetek i usłyszałam trochę krytycznych uwag, że za dużo tych róż na krześle, że strach usiąść na tych kolczastych różach, itd. Nie dałam się jednak zbić z pantałyku, bo miałam powód, żeby tych róż było cztery, a nie na przykład dwie. Powód jest dość prozaiczny, spękania na środku krzesła wyszły dość mikre, można powiedzieć, żadne, dlatego różami zamaskowałam ich brak. W końcu to i tak moje krzesełko warsztatowe, brzydsze z pewnością nie jest w porównaniu z jego wyglądem zaraz po przyniesieniu ze śmietnika. Kto nie chce nie musi siadać:)))
Zydelek wróci na swoje miejsce po nałożeniu odpowiedniej ilości warstw lakieru i moim zdaniem będzie dobrze wyglądał na tle jarzębinowych ścian przedpokoju, zwanego również "czerwonym październikiem".
Nie zrobiłam fotek w wersji "przed", a szkoda ocenilibyście sami, czy moje zabiegi wyszły im na zdrowie.
Zaczniemy od zydelka, oto on w całej swej różanej krasie.
Teraz zaprezentujemy przepych różany, będę mogła mówić, że podczas pracy siedzę na różach:))
A na końcu ów różany duet w całej okazałości.
Czy przesadziłam? Osadźcie sami, w razie co krzesło zawsze może wrócić na śmietnik, a zydelek pociągnę brązową olejną farbą:)))
Życzę miłego wieczoru dla Wszystkich, jutro już wtorek, co oznacza, że do weekendu zostały nam tylko cztery dni:)))
Bardzo ładne,najważniejsze że tobie się podobają.Nie wyrzucaj.
OdpowiedzUsuńPierwszy głos za zostawieniem:)
Usuńjak przeczytałam tytuł, to pomyślałam, że zwidy masz z braku natychmiastowej wiosny.
OdpowiedzUsuńzestaw jest bardzo ładny, nie wystawiaj go na śmietnik. zaraz ktoś ukradnie. wystawę zrobiłaś na blogu
buziaki wieczorne:)
Do zwidów niewiele brak!! To nie wyrzucam:)
UsuńWyrzuć, wyrzuć, powiedz tylko gdzie!!!
OdpowiedzUsuńTakie rzeczy to w miejsce na gabaryty się wynosi:)) Ale na razie są dwa głosy za zostawieniem, jesteś w mniejszości:)
UsuńNo cos ty, zostaw koniecznie! Bardzo sympatyczne, a krzeslo samo w sobie ma bardzo ladny ksztalt.
OdpowiedzUsuńTrzeci głos za zostawieniem:)
UsuńWiem, że na gabaryty. Ale konkretnie adres i kiedy???
OdpowiedzUsuńNadal jesteś w mniejszości:)) A dlaczego mam wyrzucić? Róż za dużo czy co?
UsuńNajlepiej wyrzuć gdzieś bliżej, jak pojedziesz do Sióstr na Święta...
OdpowiedzUsuńMoże ja się rozejrzę po śmietnikach za następnym hmmm? Potem zrobię, co trzeba, a potem wyrzucę po tej drodze?
UsuńMnemo, ty uwazaj, ona podstepna jest:)))
UsuńNareszcie skumała!
OdpowiedzUsuńPrzejrzała Cię na wylot:))Szukaj jutro krzeseł na śmietniku Hana...dam Ci jakieś wskazówki i se machniesz?
UsuńKrzeseł Ci u mnie w oborze dostatek. O dekupażu nie mam najbledszego pojęcia natomiast.
OdpowiedzUsuńNapiszę Ci krok po kroku i zrobisz!!!
UsuńDobra, jak wrócę. Tegom jeszcze nie próbowała.
OdpowiedzUsuńHmm, ale jak na rozach siedziec?
OdpowiedzUsuńSerdecznosci
Judith
Jak na igłach...
OdpowiedzUsuńSiedziska pięknymi się stały. rozumiem, że cztery róże dla każdej literki jedna ;).
OdpowiedzUsuńA siadać szkoda, w tedy róż nie widać.
przyznam sie ,ze ja dałabym mniej...ale w zadnej mierze nie wyrzucaj:)))))))))))))))
OdpowiedzUsuńKochana, moim zdaniem wyszło bardzo sympatycznie, choć zwolenniczką róż nie jestem- duzy plus za brak "różowości"...
OdpowiedzUsuńtylko uważaj na kolce....
Tak, tak na kolce;) U nos to sie nazywa ryczka;)
OdpowiedzUsuńHelou Mnemo! Jestem! I działam! A Ty śpisz!
OdpowiedzUsuńOj nie było mnie od rana, ale dziękuję za komentarze. Teraz to już tylko "nyny aaa", jak się mówiło we wczesnym dzieciństwie na porę spania. Dobranoc:)
OdpowiedzUsuńSiedziska bardzo zaróżowione, ale wesołe, tylko uważaj na kolce, jak siadasz:))))
OdpowiedzUsuńZaróżowione na pomarańczowo:))
UsuńCóż- róży nigdy dosyć;-)
OdpowiedzUsuńkrzesełko w róże i zydelek
OdpowiedzUsuńdo przysiadania zbyt wiele
przy takiej możliwości dowolce
gdzie nie klapniesz
w tyłku kolce;))