Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lód. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lód. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 marca 2012

Po wizycie w Kaczorówce

No i już po wizycie. Piątkowy ranek powitał nas mgłą, ale im bliżej Kaczorówki tym ładniejsza robiła się pogoda, słonko wyszło zza chmur i zza samochodowego okna świat wyglądał pięknie. Tuż przed dojazdem na miejsce miłe zaskoczenie. Na wypłowiałej łące jak gdyby  nigdy nic spacerowały sobie spokojnie dwa żurawie. Hurra pomyślałam sobie to już wiosna, przyleciały!
 Z niecierpliwością jechaliśmy dalej, ale jakoś słonko zniknęło i zrobiło się buro. Tuż przed samym wjazdem do wioski  oniemieliśmy, nagle pojawił się na drodze lód i śnieg. Tyle kilometrów ani grama śniegu , a tu innym świat. Lodowy i pochmurny.
Trudno, chcieliśmy zobaczyć Kaczorówkę to zobaczymy, tym razem w odsłonie zimowej, choć to przecież  już marzec.
Kaczorówka stała sobie spokojnie na tle wypłowiałej trawy, wszędzie cicho i pusto. Sikorki uwijały się wśród sosen i z chęcią zaczęły wyjadać przywieziony słonecznik i słoninkę. Lustracja terenu odbyła się wolnym kroczkiem. Żadnych szkód po zimie nie widać.
 Domek dla owadów stoi w śniegu.
 Płotek też wytrzymał jesienne i zimowe wiatry.
Zostały nawet malowane przez dzieciaczki latem kamyki.
A w domu też wszystko w porządku.Cyknęłam szybciutko  kropielniczki, które mieszkają teraz w Kaczorówce. A potem był spacer po okolicy.


Zlustrowanie okolicy mimo wciąż pogarszającej się pogody (a to pech) było dość przyjemne, oczy odpoczywały i ta cisza.......
 Jakiś kotek odpoczywał w wyrudziałych trawach.
 Jezioro oczywiście skute lodem i pokryte mgiełką.
 Po drodze w bagienku znalazłam garnek. Będzie ładnie wyglądał na płotku, ale muszę poczekać na odwilż niestety nie udało się go wyrwać z lodu.
I jeszcze zamarznięta zatoczka, gdzie latem nasi chłopcy łowią pstynki, a czasem leszcze.

Nie mogłam uwierzyć, że wiosny nie widać nic, a nic, więc z nosem przy ziemi jeszcze raz zlustrowałam zagonki i znalazłam ledwo widocznego hiacynta, który jakimś cudem przebił się przez zmarzlinę.
Potem było grzanie się w przytulnym domku sąsiadów i odjazd przed czasem, bo mimo, że wiosny nie widać to jednak mój żołądek chyba ma już wiosnę bo zaczął mnie boleć tak jak to zwykle robi wiosną i jesienią. Ehhh, czyli na wiosnę na Mazurach trzeba jeszcze poczekać.