Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiosna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wiosna. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 marca 2012

Kolejny desant na Kaczorówkę

Niestety, choć zarzekałam się, że  kolejna wizyta w Kaczorówce odbędzie dopiero jak wiosna zagości tam na dobre, nie wytrzymałam. TVN Meteo zachęcała, że będzie pięknie, więc spakowawszy walizy ruszyliśmy z samego rana, wiedzeni przeczuciem, że to będzie wspaniały weekend. Po drodze widzieliśmy BOCIANA!!, co dobrze wróżyło.
Po przyjeździe na miejsce wielkie zaskoczenie, nasza wioseczka przywitała   nas okopami i oblężeniem. Mimo próby przedarcia się przez umocnienia, musieliśmy porzucić nasz pojazd  pod płotem przy skrzyżowaniu, gdzie odchodzi droga nad jezioro i z podwiniętymi ogonami, taszcząc walizy, poczłapać piechotą ostatnie 200 metrów do Kaczorówki. Wszystko to z powodu prowadzonej z typowo mazurskim rozmachem budowy wodociągu, w ramach której okopano nas dokładnie ze wszystkich stron. Dzięki gościnności sąsiadów udało nam się przetrwać bez strat w ludziach, zarówno oblężenie naszej twierdzy jak i nocny przymrozek.( TVN Meteo kłamie?) Przez 2 dni wydrapaliśmy do gołej ziemi i wylizaliśmy na gładko większość działkowego metrażu z" milionów, a może nawet tuzinów" sosnowych igieł, spaliwszy je w ognisku, które dawało przyjemne ciepełko i można było podgrzać co rusz inne części ciała. Przycięłam krzaczki, wygrabiłam zeszłoroczne liście na rabatkach, pod którymi w końcu dojrzałam pierwsze oznaki wiosny. Z ziemi wychylają się nieśmiało tulipany i hiacynty. Przekopałam zagonek na zioła, zostawiłam tylko pietruszkę bo wypuszcza całkiem zdrowo wyglądającą natkę. Zazieleniły się też rozchodniki, a sikorki jak oszalałe oglądały domki lęgowe, wyśpiewując we wszystkich możliwych tonacjach. W nagrodę za pracowitość dostały jeszcze jedną budkę i teraz razem mają do dyspozycji ich sześć. Podczas porządkowania skalnika spotkałam leniwie pełzającego żuczka i ślicznym seledynowym obramowaniu na pancerzu. Bagienko już odmarzło, więc mogłam zabrać znaleziony tam poprzedniej wizyty garnek. Okazało się, że dno mu odpadło, ale co tam posłuży jako doniczka. W tym szale porządkowania nawet mało zdjęć zrobiłam, bo nagle słońce zaszło, zrobiło się zimno jak   diabli i trzeba się było schronić do Kaczorówki i zapalić.... świeczki.
Następnego dnia aura zafundowała nam wicher, który przeszywał do szpiku kości, ale co tam trzeba było dokończyć rozpoczęte porządki. Po kilku godzinach biegania z grabiami i walce z wiatrem powiedziałam dość!! Nie cierpię wiatru!!! Dobrze, że za płotem mamy przyjazne dusze, które nas zgarnęły do cieplutkiego domku, dały jeść i pić i ukoiły stargane wiatrem nerwy miłą rozmową na tematy różniste. W drodze powrotnej, mimo hulającego wiatru postanowiliśmy jeszcze obejrzeć stary ewangelicki cmentarz, relacja z oględzin tu: http://mnemosyne-ocalicodzapomnienia.blogspot.com/

Troszkę zaniedbałam pokazywanie moich  prac, ale spokojnie, coś tam robię i niebawem pokażę.
Pozdrawiam wszystkie zapracowane przedświątecznie i wiosennie blogowiczki.
 Okopy na naszej drodze, w zamian w lipcu woda poleci nam z kranu:)
 Posadzone jesienią tulipanki botaniczne wyłoniły się ziemi.
 Wieczór przy świecach.
 Sypialnia na poddaszu.
 Garnek zdobyczny.
 Jedno z ustrojstw ogrodowych, zardzewiałe klucze na starych belkach w ogrodzie.
 Tulipany i budzące się do życia rozchodniki.
 Obudzony z zimowego snu "ktoś"

niedziela, 11 marca 2012

Po wizycie w Kaczorówce

No i już po wizycie. Piątkowy ranek powitał nas mgłą, ale im bliżej Kaczorówki tym ładniejsza robiła się pogoda, słonko wyszło zza chmur i zza samochodowego okna świat wyglądał pięknie. Tuż przed dojazdem na miejsce miłe zaskoczenie. Na wypłowiałej łące jak gdyby  nigdy nic spacerowały sobie spokojnie dwa żurawie. Hurra pomyślałam sobie to już wiosna, przyleciały!
 Z niecierpliwością jechaliśmy dalej, ale jakoś słonko zniknęło i zrobiło się buro. Tuż przed samym wjazdem do wioski  oniemieliśmy, nagle pojawił się na drodze lód i śnieg. Tyle kilometrów ani grama śniegu , a tu innym świat. Lodowy i pochmurny.
Trudno, chcieliśmy zobaczyć Kaczorówkę to zobaczymy, tym razem w odsłonie zimowej, choć to przecież  już marzec.
Kaczorówka stała sobie spokojnie na tle wypłowiałej trawy, wszędzie cicho i pusto. Sikorki uwijały się wśród sosen i z chęcią zaczęły wyjadać przywieziony słonecznik i słoninkę. Lustracja terenu odbyła się wolnym kroczkiem. Żadnych szkód po zimie nie widać.
 Domek dla owadów stoi w śniegu.
 Płotek też wytrzymał jesienne i zimowe wiatry.
Zostały nawet malowane przez dzieciaczki latem kamyki.
A w domu też wszystko w porządku.Cyknęłam szybciutko  kropielniczki, które mieszkają teraz w Kaczorówce. A potem był spacer po okolicy.


Zlustrowanie okolicy mimo wciąż pogarszającej się pogody (a to pech) było dość przyjemne, oczy odpoczywały i ta cisza.......
 Jakiś kotek odpoczywał w wyrudziałych trawach.
 Jezioro oczywiście skute lodem i pokryte mgiełką.
 Po drodze w bagienku znalazłam garnek. Będzie ładnie wyglądał na płotku, ale muszę poczekać na odwilż niestety nie udało się go wyrwać z lodu.
I jeszcze zamarznięta zatoczka, gdzie latem nasi chłopcy łowią pstynki, a czasem leszcze.

Nie mogłam uwierzyć, że wiosny nie widać nic, a nic, więc z nosem przy ziemi jeszcze raz zlustrowałam zagonki i znalazłam ledwo widocznego hiacynta, który jakimś cudem przebił się przez zmarzlinę.
Potem było grzanie się w przytulnym domku sąsiadów i odjazd przed czasem, bo mimo, że wiosny nie widać to jednak mój żołądek chyba ma już wiosnę bo zaczął mnie boleć tak jak to zwykle robi wiosną i jesienią. Ehhh, czyli na wiosnę na Mazurach trzeba jeszcze poczekać.