Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spacer. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą spacer. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 marca 2015

Kot 25

Wczoraj po opublikowaniu posta, wzięłam Mopa i poszłam na wieczorny spacer. Koniecznie chciałam zobaczyć, co wydali z siebie po atrakcjach z kością. Uzbroiłam się w tytkę, bo droga miała wieść przy onym śmietniku, co to wiecie fajans bolesławicki znalazłam. Za to nie zabrałam telefona, bo kieszenie płytkie, a torebki mi się targać ze sobą nie chciało. Z tego też powodu, że nie było telefona, nie mogę Wam udowodnić, że mnie spotkało to, co mnie spotkało. Musicie uwierzyć na słowo, bo zdjęć nie będzie.
Mop zaordynował spacer w prawo. Ostatnio tak rządzi, nie do parku, tylko przez małą uliczkę, przy blokach do śmietnika. Widać przeczuł, że i mnie ta trasa interesuje.
Idziemy sobie grzecznie, Mop dwa razy kuca, dusi, ale nic nie wydusza. Trochę mam wyrzuty, że kość go zatkała, ale nic idziemy dalej.
Mop dalej rządzi, wącha długo coś pod drzewem, na którym nocuje stado glap. Zorientowałam się, jak tuż przed nosem zrobiło mi chlap i zaraz za mną też chlap, chlap. Iobok chlap, chlap, chlap.
Wiadomo glapy niby śpiom, ale ich odbyty widać nie. Pociągnęłam psa, żeby nie zarobić guanem w czerep. A ten zamiast karnie iść zwykłą, śmietnikową trasą, ciągnie mnie w stronę jeszcze mniejszej uliczki, takiej przy małych bloczkach, gdzie ludzie pod oknami mają małe ogródeczki. No nic idę, jak pies kazał. Nagle Mop się zatrzymuje, bo z krzaczorów tuż przy wejściu do klatki, wyskakuje do nas czarny kot i z głośnym miauuuł, ociera się o moje nogi guzik sobie robiąc ze zdębiałego Mopa. Kot ociera się o nogi miałczy i podchodzi do drzwi. Wyraźnie pokazuje, żeby go wpuścić. Ale klatka zamknięta. Teraz wszystkie zamykane, ale jest domofon. Klękam, bo widzę, że kocina ma obróżkę i coś tam dynda. Może jest tam jakiś telefon? Nawet gdyby był to i tak nici, bom ślepa kura, a okularów niet ze sobą. Kot miałczy dalej, ociera się o nogi i pokazuje drzwi. To musi być tutejszy kot myślę, widać komuś wypadł z okna, albo uciekł. Trudno zadzwonię, wybiorę jakiś numer mieszkania i zapytam o kota. Wybieram 12. Nic, cisza. Chyba nie ma takiego mieszkania. Zadzieram głowę, żeby zobaczyć na tabliczce, jakie w tej klatce są numery. I co widzę?
Obok tabliczki z numerami mieszkań wisi karteczka ręcznie pisana "Kot 25"
Ufff, a to mamy rozwiązanie zagadki! Kot widać wychodzi, a potem ktoś go wpuszcza?
Wybieram 25, odzywa się starszy pan. Mówię "dobry wieczór, stoję pod drzwiami i mam kota, to pana? A mój, wpuści go pani? No wpuszczę, ale jak mi pan drzwi otworzy, bo ja tu nie mieszkam"
Drzwi się otworzyły, kot natychmiast wpadł na klatkę i poleciał schodami na górę.
Starszy pan mi podziękował, a ja powędrowałam dalej z Mopem, myśląc sobie... o mały włos nie zostałabym posiadaczką kotka, czarnego. Zupełnie, jak Lidka, na dodatek w tym samym dniu:)

P.S.
Dziś rano zrobiłam zdjęcie klatki,żeby był dowód:)
KOT 25. Ciekawe, czy ludzie się domyślają, że chodzi o kota, a nie o koda:))




P.S. Peesa.

Do Skarpetki poszło takie, ło, pudełeczko. Cieplutkie jeszcze. Gdyby ktoś potrzebował, czy cuś...