Wczoraj po opublikowaniu posta, wzięłam Mopa i poszłam na wieczorny spacer. Koniecznie chciałam zobaczyć, co wydali z siebie po atrakcjach z kością. Uzbroiłam się w tytkę, bo droga miała wieść przy onym śmietniku, co to wiecie fajans bolesławicki znalazłam. Za to nie zabrałam telefona, bo kieszenie płytkie, a torebki mi się targać ze sobą nie chciało. Z tego też powodu, że nie było telefona, nie mogę Wam udowodnić, że mnie spotkało to, co mnie spotkało. Musicie uwierzyć na słowo, bo zdjęć nie będzie.
Mop zaordynował spacer w prawo. Ostatnio tak rządzi, nie do parku, tylko przez małą uliczkę, przy blokach do śmietnika. Widać przeczuł, że i mnie ta trasa interesuje.
Idziemy sobie grzecznie, Mop dwa razy kuca, dusi, ale nic nie wydusza. Trochę mam wyrzuty, że kość go zatkała, ale nic idziemy dalej.
Mop dalej rządzi, wącha długo coś pod drzewem, na którym nocuje stado glap. Zorientowałam się, jak tuż przed nosem zrobiło mi chlap i zaraz za mną też chlap, chlap. Iobok chlap, chlap, chlap.
Wiadomo glapy niby śpiom, ale ich odbyty widać nie. Pociągnęłam psa, żeby nie zarobić guanem w czerep. A ten zamiast karnie iść zwykłą, śmietnikową trasą, ciągnie mnie w stronę jeszcze mniejszej uliczki, takiej przy małych bloczkach, gdzie ludzie pod oknami mają małe ogródeczki. No nic idę, jak pies kazał. Nagle Mop się zatrzymuje, bo z krzaczorów tuż przy wejściu do klatki, wyskakuje do nas czarny kot i z głośnym miauuuł, ociera się o moje nogi guzik sobie robiąc ze zdębiałego Mopa. Kot ociera się o nogi miałczy i podchodzi do drzwi. Wyraźnie pokazuje, żeby go wpuścić. Ale klatka zamknięta. Teraz wszystkie zamykane, ale jest domofon. Klękam, bo widzę, że kocina ma obróżkę i coś tam dynda. Może jest tam jakiś telefon? Nawet gdyby był to i tak nici, bom ślepa kura, a okularów niet ze sobą. Kot miałczy dalej, ociera się o nogi i pokazuje drzwi. To musi być tutejszy kot myślę, widać komuś wypadł z okna, albo uciekł. Trudno zadzwonię, wybiorę jakiś numer mieszkania i zapytam o kota. Wybieram 12. Nic, cisza. Chyba nie ma takiego mieszkania. Zadzieram głowę, żeby zobaczyć na tabliczce, jakie w tej klatce są numery. I co widzę?
Obok tabliczki z numerami mieszkań wisi karteczka ręcznie pisana "Kot 25"
Ufff, a to mamy rozwiązanie zagadki! Kot widać wychodzi, a potem ktoś go wpuszcza?
Wybieram 25, odzywa się starszy pan. Mówię "dobry wieczór, stoję pod drzwiami i mam kota, to pana? A mój, wpuści go pani? No wpuszczę, ale jak mi pan drzwi otworzy, bo ja tu nie mieszkam"
Drzwi się otworzyły, kot natychmiast wpadł na klatkę i poleciał schodami na górę.
Starszy pan mi podziękował, a ja powędrowałam dalej z Mopem, myśląc sobie... o mały włos nie zostałabym posiadaczką kotka, czarnego. Zupełnie, jak Lidka, na dodatek w tym samym dniu:)
P.S.
Dziś rano zrobiłam zdjęcie klatki,żeby był dowód:)
KOT 25. Ciekawe, czy ludzie się domyślają, że chodzi o kota, a nie o koda:))
P.S. Peesa.
Do Skarpetki poszło takie, ło, pudełeczko. Cieplutkie jeszcze. Gdyby ktoś potrzebował, czy cuś...
.jpg)

... dobre, kot, taki karny ... to musi być, jakiś koto-pies, jak nic :)
OdpowiedzUsuńAle nie wiem, czy właściciel mądry. To środek miasta, a co będzie, jak kota napadnie jakiś pies. On był ufny, Mopka się nie bał.
UsuńNo właśnie ......
UsuńI ja też napiszę: no właśnie!
UsuńAle historia cudna, opowiedziana mistrzowsko!
Dziękuję Gosianko, ale dzie mi tam do Ciebie i innych Mistrzyń:))
UsuńAle historia:) I popatrz, Mopek się przysłużył. Intuicja psia, czy cóś?:)
OdpowiedzUsuńMoże wspólnie ustrzegliśmy kotka, przed jakąś przykrością? Było już późno i ciemno.
UsuńBardzo dobry patent z tą wizytówką na drzwiach :)))
OdpowiedzUsuńWidocznie wczoraj był dzień Czarnego Kota ;)
Może ten pan nie może wychodzić? Ale ja bym chyba nie ryzykowała wypuszczać kota w środku miasta. W końcu kot nie pies, może załatwiać się w domu. Ktoś może go w końcu zabrać myśląc, że się zgubił.
Usuńja też sobie nie wyobrażam, że moja Frania latałaby luzem po osiedlu. Ale ten Borubar, został przygarnięty z łazęgowego sposobu życia, i przez póltora miesiąca nie udało się nowej pani go przyzwyczaić do niewychodzenia.
UsuńAno własnie, nie wiemy, dlaczego ten kotek jest do łazęgowania przyzwyczajony ... też sobie nie wyobrażam, że kot po blokowisku buszuje. Co innego przy domach jednorodzinnych, ewentualnie ;)
UsuńMoja koleżanka miała kiedyś 6 kotów, ale mieszkała na parterze i miała ogrodzony ogródek. Ten, jak się zorientowałam mieszka na 1 pietrze, czy wysokim parterze. Trudno powiedzieć, dlaczego wychodzi, ale trzeba przyznać potrafi o siebie zadbać, zaczepił nieznajomą mu osobę:) Cwaniak.
UsuńKot z miasta po prostu ;)
Usuńwarszawski cwaniaczek:)
Usuńwarsiaski;)
UsuńU mnie w klatce jest burasek bandyta o imieniu Borubar. Przygarnięty przeze mnie, a później sugestywnie opiewając jego same zalety,wciśnięty sąsiadce. I ten oto huncwot MUSI być wychodzący, bo inaczej się z nim nie wytrzymać :) I jak wracam do domu, to pojawia się nie wiadomo skąd z zadartym pionowo ogonem. Mówię mu "cześć kocie". On odmiaukiwa "cześć". Pytam, idziesz do domu ? Odmmiaukiwa "tak". Otwieram drzwi, kot wlata pierwszy, i biegiem pod windę. Ja wchodzę, wiozę go na VII, i wracam do siebie na II :) Identycznie sytuacja wygląda, jak jestem z Kają. Kot razem ze mną i ze psem jedzie windom na samiutką góre :) Wylata, a my wracamy do siebie. Kiedyś chodził ze mną i z Kają na spacery. Przy nodze, jak pies :) Teraz już mu się nie chce, bo ma o wiele ciekawsze sprawy na głowie. Na przykład notoryczne naparzanie się z innymi kotami. Jest z niego cudowny chuligan :) I też sąsiedzi wpuszczają go do domu :) ... a ten pan od kota 25 miał bardzo dobry pomysł :)
OdpowiedzUsuńTeż niezła historia. To tak, jak nasz blokowy kot, który mieszka na holu. Pokazywałam go kiedyś.
UsuńDawno temu, znalazłam psa. Zabrałam do domu, bo jak zostawić takiego biedaka w środku miasta. Ale od razu wiedziałam, że go nie zatrzymam, bo wtedy to nie było możliwe, kawalerka, małe dziecko, praca na zmiany. Miałam mu poszukać domu (znalazłam) I ten chuligan był taki cwany, że na spacerach mi zwiewał i się nie słuchał. Ja zdesperowana, żeby zdążyć do pracy musiałam wracać, a on po kilku minutach wracał pod klatkę i czekał. Kiedyś jakimś cudem wrócił sam na 15 piętro i drapał w drzwi. To też był oryginał.
Historia niby zabawna, ale macie rację- właściciel naraża kota na niebezpieczeństwo :/
OdpowiedzUsuńMoże tego kotka spotkam jeszcze, mieszkam blisko. Jak go będę wpuszczać to zapytam właściciela dlaczego sam wychodzi.
UsuńO jak mi sie podoba ta historia, ale madry kotek, a ten pan chyba wie co robi i zna swego kota.
OdpowiedzUsuńTeż tak mi się wydaje. Po głosie wywnioskowałam, że właściciel mocno starszawy.
UsuńDwa cwaniaki, i pan, i kot. Ale... wlasnie!
OdpowiedzUsuńOby nic zlego mu sie nie przytrafilo...
Chyba na wieczorny spacer dziś pójdę tą samą trasą. Sprawdzę, czy kot znowu się pojawi.
OdpowiedzUsuńLudzie to naprawdę nie mają wyobraźni. Mnie się to nie mieści w głowie. Chyba bym umarnęła.
OdpowiedzUsuńSprawdź koniecznie :-)
UsuńNie umarnęłabyś, gdybyś tak robiła od początku. Wszystko kwestia nawyku. No i nie każdy ma świra, tak, jak my:)
UsuńFajna historia :-)))
OdpowiedzUsuńA kot tresowany widzę i ludzie też chyba się dostosowali :-)
Rezolutny kotek. I zaradny.
UsuńŚwietna historia. W mojej klatce też mieszka na parterze kot,który wychodzi. Czasem prosi żeby go wpuścić. Pomysł z numerem dobry, ale też bym się bala. Ktoś może kotu krzywdę zrobić, a on ufny jest.
OdpowiedzUsuńTeż czarny?
UsuńKotek spryciula ,zabawna historia :)) Moja mama ma kilka opowieści o mądrości kotów i wszystkim co jakiś czas opowiada te historie :)) Jest to dość męczące .
OdpowiedzUsuńCo do tego pana ,to starsi ludzie maja inny stosunek do zwierząt . Kochają swoje zwierzaki ,ale przecież jak swiat światem koty same wychodziły z domu i tego sie trzymają .
Pamiętacie urocze opowiadania o zwierzętach Grabowskiego . Tamtejsza rzeczywistość wyglądała w ten sposób ,że wszystkie psy wędrowały sobie samopas po masteczku i starsi ludzie to własnie pamiętają i do tego sie stosują . Bardzo trudno przestawić się na inny tor myslenia ,szczególnie w podeszłym wieku .
No własnie, co do kotów. to wolne zwierzęta. Nie darmo się mówi, że kot własnymi drogami chodzi:)
UsuńFajny pomysł z tym drogowskazem (kotowskazem?).
OdpowiedzUsuńU mnie się "fioletowe noski" ostatnio śmiały z moich kocic, że obróżki maja (przeciwpchelne), bo czerwone. "Pani do kościoła nie chozzzi to jakie maja być, hehe ". A ja na to- chyba raczej czarne...hre hre...
Już się nie śmiali.
:)
A dynie na Halołyn wystawiasz? Bo, jak moja koleżanka na wsi wystawiła, to była sensacja. Pogańskie zwyczaje, kto to widział!! A kocie obróżki, no cóż...fanaberia, miastowej pańci, burżujska wydumka? Tak nas niestety na wsi widzą?
UsuńKot zwyczajny, ale ja tam bym się bała o niego - Marija ma rację - myślimy inaczej...
OdpowiedzUsuńDobre!! niezły aparat z tego kota, krzywdy sobie zrobić nie da, na pewno!
OdpowiedzUsuńO jakie pomysłowe, w życiu bym nie wpadła na taki pomysł :-)
OdpowiedzUsuńPewne koty musza wychodzic i juz. Fajna ta histora Mnemo, zaczytalam sie:) I musza dobrzy ludzie tam mieszkac..
OdpowiedzUsuńkoty to są cwane bestie, jaka fajna historia :D dzięki!
OdpowiedzUsuńKot 25, świetna historia, zastanawiam się, tyko czy inni ludzie też odgadują taki rebus;)
OdpowiedzUsuń