Wpadłam na chwilkę dosłownie, żeby ostatnie nowiny wrzucić i zmykam szykować się do wyjazdu mazurskiego.
Jestem troszkę podniecona, bo jadę tam po pierwsze, zrobić coś czego nigdy nie robiłam, po drugie może zobaczę chałupkę w śniegu? A po trzecie spotkam się z moimi sąsiadami i ich uroczą gromadką, a nie widzieliśmy się już 2 miesiące.
Mam tu trochę zaległości, bo i wyróżnienie dostałam i jakieś skrzynki popełniłam i zalalczyłam się, ale i tak nie zdążę o tym dziś, więc będzie później.
Dziś krótko, a najmilsze będzie na końcu.
Woreczki i hafty mnie pochłonęły, więc nie bacząc na rozgardiasz, który produkuję wokół, zaniedbując podstawowe obowiązki matki i żony, szyję i haftuję. Dochodzę jednak do wniosku, że tak na szybko z wyrzutami sumienia, że zaniedbuję troszkę ważniejsze jednak sprawy nie wychodzi to tak fajnie, tzn. wychodzi, ale chciałabym te woreczki jeszcze "popieścić". To tak jak z gotowaniem, jak się ma dużo czasu i nic nie goni gotowane potrawy są smaczniejsze, a jak tak na szybko to zawsze coś nie wyjdzie, a to niedosolone albo przepieprzone.
Zamiast, więc prasować tą stertę, co to do niej już ze dwa tygodnie się zamierzam, wyprodukowałam kolejny woreczek
A jakby tak jeszcze go na bogaciej? Moje zapchane szuflady różne skarby chowają, koraliki też w nich są. Widziałam w ten sposób ozdabiane hafty wstążeczkowe, no to pilnując lazanii i konwersując z nieoczekiwanym gościem doszyłam jeszcze woreczkowi przed chwilą koraliki.
Zdjęcie po ćmoku i nie widać za dobrze, ale uwierzcie mi na słowo woreczek zyskał na urodzie.
Wrzucam jeszcze witrażowe pierniczki, bo dziś dotarłam do domu jeszcze przed zachodem i uchwyciłam resztki słonecznego dnia.
A teraz to najmilsze będzie.
Dziś Mikołajki, ale do mnie Mikołaj już przyszedł wczoraj, a w zasadzie przyjechał, a potem za pomocą pocztowych ludzi dotarł do mnie.......
Szalona kobietka, Ewkiki z bloga Moje małe przyjemności, zrobiła mi wielką przyjemność obdarowując mnie takimi oto słodkościami. Bardzo Ci kochana dziękuję, wiem jak jesteś zapracowana , a jeszcze znalazłaś czas, żeby mnie tak obdarować:))
Mój Mikołaj domowy w trosce o moje aksamitne ciało ( hi, hi) wsadził mi do buta kawałek balsamu takiego, co to na kilogramy w mydlarniach sprzedają i sama nie wiem, czy się nim smarować, czy go zjeść, tak pachnie pięknie.
Zmykam się szykować, a Was proszę o trzymanie kciuków. Jeśli wszystko pójdzie gładko i dostanę pozwolenie to wszystko opiszę po powrocie.
Buziaczki.
A to ostatnio za mną chodzi: