Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wielkie pranie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wielkie pranie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 16 listopada 2013

Z weny nici

Wena nie przyszła, przytłoczyły ją sobotnie podciąganie tygodniowych zaległości.
Na pierwszy ogień poszło pranie. Prało się wszystko od samego rana, pościelowe, ręczniki, szmaty czarne, szare, białe, delikatne i wełniane. Armagedon dosłownie i tak do 22, kiedy to trzeba szybciorkiem lecieć na strych, żeby ciszy nocnej innym nie zakłócić.



W drodze na strych (trochę tam strasznie) towarzyszy państwu dzielny brytan i obrońca Mopek Nieustraszony. Za zaszczyt bycia obrońcą domaga się od pańci "uszka". Ten pies ma jakieś skrzywienie na punkcie mojego ucha. To chyba dla niego jest jakiś fetysz, bo tylko czeka żeby mi się do niego dobrać. Nie przegapi żadnej okazji, nawet podczas oczekiwania na windę.




Niestety zmagań pralniczych jutro będzie ciąg dalszy, zostały jeszcze koszule męskie, damskie portki, bluzki, i inne fatałaszki. A to, co dziś powieszone będzie jęczeć o prasowanie.
I masz tu babo łikend:(((
I było po co z tych drzew schodzić i futro porzucać???

P.S.
A dziś odbierałam z pralni chemicznej płaszcz i tuż za mną młody chłopak odbierał  bieliznę pościelową, ślicznie wypraną i wyprasowaną w kosteczkę. Ja nigdy na to nie wpadłam, żeby pościel prać w pralni.