Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zegar. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zegar. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 27 marca 2012

O tym jaka mnie czasami złość ogarnia, znalezisku i byle jakich zdjęciach

Czasem jestem zła, naprawdę zła, a wcale bym nie chciała. A zaczęło się tak. Ze względu na chroniczny brak czasu, aby zająć się własnymi przyjemnościami  czytaj dłubaniem w skrzynkach i takich tam "głupotach") postanowiłam wygospodarować sobie dzisiaj troszkę wolnego czasu, aby usiąść i dokończyć moich ostatnich "skrzynkowych" dzieł, zrobić zdjęcia, bo w końcu słońce zachodzi później niż wracam z pracy, poczytać Wasze blogi. W ramach zaoszczędzenia czasu NIE UGOTOWAŁAM OBIADU  I UDAŁAM, ŻE NIE WIDZĘ STOSU PRANIA!!! Nakarmiłam rodzinę bułkami, psa puszką i pełna optymizmu zasiadłam do warsztatu. Nagle dzyń, dzyń dzwonek do drzwi.....Dalej już nic nie odbyło się zgodnie z planami..... odpowiedziałam na "tysiąc pytań, " w stylu, a kiedy?, a po co? a jak?, wysłuchałam też troszkę pasjonujących opowieści rodem z poczekalni u lekarza  po raz enty), w tym czasie słonko zachodziło i szlag trafił możliwość zrobienia w końcu przyzwoitych zdjęć. Przebierając nogami nieśmiało bąknęłam, że muszę skończyć pewne detale na pracach bo słońce mi zachodzi, a ja przecież ślepa mocno i znowu coś krzywo albo nierówno.......A jak zamknęłam drzwi po niezapowiedzianej wizycie zaraz mnie dopadły wyrzuty sumienia, że jestem taka niedobra i niegościnna na dodatek. I w końcu nie wiem, czy jestem teraz zła, że nie dane mi było zrobić tego, co zaplanowałam, czy dlatego, że okazałam się nie dość gościnna!!! Wrrrrrrrrrrrrr!!!!!
Dlatego pokażę Wam dziś dwa kiepskie zdjęcia: jedno mojego znaleziska sprzed kilku tygodni, a drugiego skrzyneczki, która dawno zrobiona czekała na możliwość cyknięcia jej w dobrym świetle. Jak wiadomo z niniejszej opowieści się nie doczekała!!!! Ze znaleziskiem było tak. Wybrałam się z psiną, niedzielnym popołudniem na spacer, ku uciesze drugiej połówki, który ciągle mi wypomina, że pies mój a spacery  jego. Widocznie los mi wynagrodził mój nagły zryw wyręczenia udręczonego spacerami męża, bo tuż pod domem, między drzewami dojrzałam leżący dziwny kształt. Ze względu na moje zbieraczo-szperacze przyzwyczajenia postanowiłam  przyjrzeć się "rzeczy z bliska", bo jak wiadomo wzrok już nie ten. Wszak dzierlatką już nie jestem, więc pretensji, że wzrok się sypie mieć nie powinnam. Podchodzę do onej rzeczy bliżej i oczom nie wierzę! Leży na ziemi zegar, podnoszę oglądam, cały, oglądam dalej i doczytuję, że wyprodukowano w CCCP, stwierdzam, że brak mu klucza, bo to zegar na oko 30 -letni, wiec nakręcany kluczem. Ucieszyłam się, że taki fajny i pomaszerowałam z zegarem pod pachą opróżnić psi pęcherz. A potem oddałam zegar w dobre ręce zaprzyjaźnionego zegarmistrza, który zajrzał zegarowi do wnętrzności i stwierdził, że zegar ma rzeczywiście ze 30 lat, a dolega mu tylko brak klucza. Dostałam, więc taki klucz i dzisiaj radziecki relikt przeszłości stoi sobie na szafce w paradnym miejscu i wkurza mojego męża swoim, cyk, cyk , cyk, cyk, cyk ....
A oto moje trofeum.
A skrzyneczka wyszła tak, choć zdjęciu daleko do przyzwoitości nawet. Zrobiłam nawet szablon z przodu, ale guzik go widać.
Pozdrawiam wszystkie złe i niezadowolone dzisiaj kobietki, łączę się z Wami w złości:)