niedziela, 13 stycznia 2013

Konkurs u Jasnej 8 i skąd się biorą Mopki

Skąd się biorą Mopki? Mój przyjechał z małego miasteczka :) 
To może być długi post, uprzedzam, ale było to tak.
Po przeprowadzce do wielkiego miasta nie mogłam pozwolić sobie na psa ani kota w domu. Powodów było wiele, mały metraż, praca na zmiany, obowiązki, obowiązki. Żałowałam bardzo, ale argumentacje męża były na tyle przekonujące, że ustąpiłam. Kolejne pokolenia chomików musiały wystarczyć mojemu dziecku i mnie. Z czasem mały metraż się zwiększył, dziecko podrosło, więc zaczęłam nieśmiało o psiaku wspominać. Ile lat można głaskać cudze psy w parku, żeby zaspokoić potrzebę posiadania własnego?
Pewnego styczniowego wieczora w trzaskający mróz zawitała do mnie siostrzenica z czymś za pazuchą. Ciociu, chciałam Ci pokazać pieska, którego kupiłam po okazyjnej cenie dla mamy, zobacz, i tu zza pazuchy wyjęła małą, śmierdzącą kuleczkę. Z dumą mi obwieściła, że to jest york, ale, że urodzony jako ostatni z miotu nie jest rodowodowy. Dziecko, mówię jaki z niego york toć to kundelek i to jeszcze bardzo zaniedbany. Psina nie wiedziała chyba, co to pieszczoty i siedzenie na kolanach, bo wzięta na ręce czym prędzej z nich uciekała. Położona na kanapie czmychała  na podłogę. Zapach rozsiewał taki, że już po chwili czuć go było w każdym zakamarku mieszkania. Jak Ty go mamie zawieziesz w taki mróz? Przecież to 300 km, kiedy masz zamiar jechać do domu, zapytałam. Okazało się, że dopiero za jakieś 3 tygodnie będzie możliwość wyjazdu.
A co Ty z nim do tego czasu zrobisz? Przecież pracujesz na zmiany, zostawisz go tak samego na 10 godzin? Pytałaś właściciela mieszkania, czy pozwoli na trzymanie psa? Na te pytania nie umiała mi odpowiedzieć, więc zerkając nieśmiało na męża szukając aprobaty, wypowiedziałam takie słowa, to może zostaw go u nas, na te trzy tygodnie, nas jest troje to nie będzie tak ciągle sam....... 
Chyba moje argumenty ją przekonały, bo zgodziła się psiaka zostawić. 
Mijały dni, a ja coraz bardziej przyzwyczajałam się do niego. Został wykąpany, wyczesany,pozbawiony pcheł, zbadany przez weterynarza. Uczyłam psiaczka spać na kolanach i z uporem maniaka przyzwyczajałam do spania na kanapie, choć wcale tego nie chciał. Zbliżał się termin zawiezienia pieska do prawowitej właścicielki, a mnie się serce ściskało na samą myśl o rozstaniu. Powiedziałam o mojej rozterce mężowi......
Wiesz, jaki to obowiązek usłyszałam? Wiem, ale przecież jest nas troje podzielimy się obowiązkami......ja zajmę się karmieniem, kąpaniem, chodzeniem do weta.......
W codziennych telefonicznych relacjach do siostrzenicy opowiadałam, jakie robi postępy i jak bardzo się do niego przywiązałam. Nie czekając na dzień, w którym miał zostać zabrany, poprosiłam siostrzenicę, aby do mnie przyjechała. Ze łzami w oczach powiedziałam, że nie mogę się z nim już rozstać, tak bardzo się do niego przyzwyczaiłam i go pokochałam. Przecież moja siostra miała już psa, nawet dwa, a skoro tego jeszcze nie widziała to jakoś przeżyje, znajdziesz jej innego. 
W taki to sposób zostałam pańcią Mopka.
Ze śmierdzącej, brudnej, kudłatej kulki wyrósł śliczny york ( a jednak). Na początku bardzo chorował, myślę, że hodowla ( jeśli to była hodowla) była z rodzaju tych, co to głośno o nich czasem w mediach. 

Dziś Mopek jest wielkim pieszczochem, śpi oczywiście w łóżku i na kanapach, okupuje nasze kolana i podbija serducha wszystkich wokół. Czaruje starsze panie w windzie i małe dziewczynki w parku.  Jest wielkim miłośnikiem kotów, ale większość kotów o tym nie nie wie, bo zmyka na widok zbliżającego się w ich kierunku Mopka. A on tylko chciałby się bawić.

Zdjęcie konkursowe pokazuje, jak wielkie serce ma Mopek, pozwala "Kotu dochodzącemu" na Mazurach bezczelnie wyjadać swoją karmę z miski. Gdyby tak kotek jeszcze chciał się z nim bawić byłby zachwycony. Dlatego startujemy w konkursie organizowanym przez Klub Kota Jasna 8. Myślicie, że mamy szansę?




Nasze archiwa są pełne Mopkowych zdjęć, śmiało mogę powiedzieć, że tysiące. Mopek w różnych pozach, sytuacjach. Jest z nami wszędzie i życie jest organizowane pod Mopka :) Odkąd na Mazurach został zaatakowany i pogryziony  przez miejscowego psa, z którym tylko się chciał pobawić nie spuszczam z niego oka. Krótko mówiąc mam na jego punkcie świra i wszyscy to wiedzą :)
A to kilka fotek z pierwszych miesięcy pobytu u nas.


Z siostrzenicą, dzięki niej jest teraz nasz.


 Kąpiel nie jest taka zła.

 Rozprawiam się z kolejną piłeczką do tenisa.


Pieszczoty z pańcią.

Noga pańci jest bardzo smaczna.


Suszenie futra suszarką też lubię,


Moje "dzieci"  razem pływają :)




Pan też kocha zwierzątko mimo "obowiązków",  nawet razem ucinają sobie drzemki w Kaczorówce.

Uwierzcie mi dobrze mieć takiego czworonożnego przyjaciela, on nawet wie, kiedy jest mi smutno, nie opuszcza mnie wtedy na krok:)

Wszystkich miłośników zwierzaków zapraszam do odwiedzania bloga  Klub Kota Jasna 8 :)

czwartek, 10 stycznia 2013

Nowy telefon i nagroda.

Mam nowy telefon, tzn. leży już ze trzy tygodnie, ale bałam się go ruszać, takie to mądre bydle. Gdyby nieoceniona pomoc mojego zmyślnego i cierpliwego małżonka pewnie nigdy bym go nie uruchomiła. Toż to urządzenie ma w sobie  więcej niż mój lapcio. Nie odważę się wymieniać, co on tam takiego ma,  bo zwyczajnie nie zapamiętałam,ale uwierzcie mi na słowo cuda, cudeńka. Na ten przykład dostęp do netu i to jaki dostęp!!! Gadam do telefonu np. de-kupa-że i wyświetla mi od razu mojego bloga!!! Wygodne, bo zanim wyjmę okulary, wcisnę, a raczej przesunę jakiś tam pulpit i dostanę się do wyszukiwarki to już po jednym słowie mogę buszować w necie. Teoretycznie oczywiście, bo nie sądzę, abym nagminnie z tej atrakcji korzystała. Ma też wgrany taki programik zwie się jak nasz/ słowacki? zbójnik, co to go za "ziobro" powiesili, a ostrzega przed patrolami, radarami, korkami, nawet nieoznakowanymi samochodami lotnej policji drogowej, no cudo wprost. Bydle takie mądre, że zapisuje trasy, kilometry. Dotykasz paluchem, ciągniesz  upuszczasz, nie ma żadnego klikania po klawiszach. Ciekawe jak go można zepsuć, bo poprzedni załatwiłam śrubokrętem, łatwiej mi było trafić w klawiaturę niż paluchem, a rzecz działa się po ciemku w Kaczorówce, gdzie wiadomo prądu niet. No i coś tam rozkalibrowałam czy rozmagnesowałam, nie wiem, fakt, że jak stukałam w " A "to wyskakiwało "M", albo "Z",aż w końcu całkowicie odmówił posługi. Co on tam jeszcze ten mój nowy telefon ma, dowiem się pewnie w czasie najbliższych paru lat. Czuję się jakbym nosiła w torebce Wielkiego Brata, który czuwa! Nawet się go trochę boję, dlatego moją "różową landrynkę", kupioną za psi grosz po załatwieniu poprzedniego telefonu śrubokrętem, zapakowałam w woreczek i odłożyłam do szuflady. Tak na wszelki wypadek, jakbym się za bardzo tą balszają techniką zmęczyła.

Ostatnio leniwe czasy u mnie, ale co tam pozwalam sobie i przedłużam świąteczne lenistwo, w końcu "jestem tego warta".
 Przez to lenistwo i egipskie ciemności od 15:00, a o tej godzinie to ja jeszcze obowiązki służbowe wykonuję, nie sfociłam (dlatego jest link) książki, pt. "Kleo i ja", którą dostałam za zdjęcie od patrona honorowego, z blogu mojkotija. Zdjęcie przesłałam na konkurs u  Jasnej 8 . Bardzo Ci Beatko jeszcze raz dziękuję za takie wyróżnienie.


Żeby sobie polepszyć humor i zapomnieć o paskudnej pogodzie, którą dziś mamy za oknem przejrzałam zdjęcia z wakacji i trafiłam na takie oto zdjęcie mojego słodziaka pogrążonego w błogostanie!!!
Jeszcze troszkę, troszkę i moja psina, a obok ja, tak właśnie będziemy sobie na słoneczku w Kaczorówce leżeć :)



Smutne to, że nie wszystkie psiaki mogą tak beztrosko się wylegiwać na słoneczku, i mieć spokojne i syte życie, dlatego przypomnę o spontanicznej akcji, która ciągle trwa, a o której pisałam tu. 

I tym akcentem kończę dzisiejszy dzień, dobrej nocy Wam wszystkim życzę:)

wtorek, 8 stycznia 2013

Proszę uratuj psa.......

Wspólnie z dziewczynami z różnych blogów próbujemy pomoc zwierzakom Ori z blogu Pełnialatawdomutymianka
Na blogu u Kretowatej znajdziecie więcej informacji.
Ja przekazuję na cel zwierzaków skrzyneczkę ozdobioną metodą decoupage, taką właśnie.






 Mam nadzieję, że  będzie wkrótce dostępna w sklepiku Ori. Maila wysłałam kilka dni temu, ale jeszcze nie mam odpowiedzi i w sklepiku też się nie pojawiła. Zanim, więc skrzyneczka pojawi się w sklepiku  można ją kupić u mnie.Cena im wyższa tym lepsza, w całości zostanie przekazana na zwierzaki. Ja za radą Hany, aby podać cenę, proponuję 45 zł na początek i licytujemy do niedzieli tj. 13.01.2013 do 24:00.
Skrzyneczka jest ozdobiona metodą decoupage, color ecru z wierzchu, w środku stalowo-niebieski,jest przetarta, tak aby imitowała starą skrzynkę  zabezpieczona kilkoma warstwami lakieru. Na wieczku ma spękania. Wymiary 16x20x7,5 cm. Ma 6 przegródek.
Zwycięzca licytacji wpłaca na konto Fundacji  pieniążki mnie na maila śle skan przelewu, podaje adres, ja wysyłam skrzynkę i odwołuję u Ori zawieszenie zdjęcia skrzynki w jej sklepiku.


Proszę wszystkie dobre dusze o przyłączenie się do akcji, pieski są naprawdę w potrzebie.
Rozpowszechniajcie gdzie się da........


A do akcji włączyła się:
Baba ze Wsi 
Kretowata
Rogata Owca



Buziaczki dla wszystkich.


poniedziałek, 31 grudnia 2012

Jak to było pewnej nocy sylwestrowej.....

Piąte dziecko w rodzinie miało się lada moment urodzić.....
Urodzi się jak pozostałe, w domu przecież, już się tak trzy dziewuszki i jeden chłopak urodził to i to piąte przecież....
W takiego sylwestra to ani potańczyć ani pospać nie da rady....brzuch już tak nisko i skręca jakoś....oj chyba to małe, pcha się na świat....
Grubo po północy zbudziła męża... słuchaj chyba czas na mnie.... jedź po akuszerkę......
Motor WSK chyżo zaskoczył, ale droga ciężka, jaki tam asfalt, jakie tam odśnieżanie, zaspy zagradzały przejazd......
Do akuszerki 7 km było, ale po tej ciężkiej drodze zeszło trochę. Rodzina akuszerki zwyczajna, że po nocach jej w okna bębnią do porodu, takie czasy to jeszcze były, choć przecież szpital i oddział położniczy w tej samej odległości.
Akuszerki w domu nie było, poród odbierała w sąsiedniej wsi, zanim wróciła już było nad ranem, ale wsiadła na tylne siodełko motoru i przyjechała do położnicy....
Akuszerka ponoć chciała zobaczyć badania, wyniki jakieś, ale ich nie było... Nie żeby ciężarna zaniedbała, wszystkie poprzednie ciąże poszły gładko bez badań i lekarza się obyło to jak tym razem tak latać po lekarzach, przecież nic się nie działo złego. To jednak było dość dawno temu...... No to ja tu rodzić bez badań nie będę, ponoć stwierdziła akuszerka, trzeba do szpitala....
I takim to sposobem nie urodziłam się jak reszta rodzeństwa w zacisznej sypialni, pod okiem mojej babci, która zwykła odbierać porody we wsi, ale nie robiła tego nigdy w rodzinie, tylko w starym miejskim szpitalu..........
A latem to już sobie w wózeczku na węgle domu siedziałam. Ponoć od niemowlęctwa z kotami i psami czas spędzałam, tak jak widać z resztą na zdjęciu.
W wózku kociak, pod wózkiem Żaba, pies mojego wczesnego dzieciństwa.



I takim to akcentem kończę ten 2012 rok i wchodzę starsza w nowy 2013 .....

Wszystkim życzę w roku 2013 samych pogodnych dni i zdrowia, zdrowia, zdrowia.....

niedziela, 23 grudnia 2012

W lesie w lesie sosna rośnie.....

W lesie, w lesie sosna rośnie
Na tej sośnie złoto rośnie
Niech nam rośnie, niech nam będzie my tu przyszlim po kolędzie...





Ze świątecznymi życzeniami dla Was  wszystkich i Waszych bliskich w takt kolęd na ludowo

życzy 

Mnemosyne