Ranek w Kaczorówce obudził nas słońcem i piękną pogodą. Pełna werwy złapałam za pędzel. Mąż chwilowo nie patrzył, zajęty miłą rozmową z sąsiadem przeoczył moment,kiedy dorwałam się do puszki niebieskiej farby. Pomalowane miały być tylko okiennice,tak zostało ustalone, ale tak mi dobrze szło i tak pięknie słońce świeciło, że dorwałam jeszcze dwa krzesła. Nie wiem jak by się to skończyło, gdyby sąsiedzka rozmowa potrwała dłużej:) Efektem mojej chwilowej miłości do niebieskiego jest "bardzo niebieski taras" i tik nerwowy u męża, kiedy mnie widzi z pędzlem:) Eee tam, Kaczorówka to nie pałac, znudzi mi się niebiesko, wymyślę coś innego.
Oprócz szaleństw z pędzlem były szaleństwa prac fizycznych, po których do dziś chodzę jak paralityk, a mój kręgosłup wyraźnie daje mi ostrzeżenia. Dobrze, już dobrze mój kręgosłupie ogródek ziołowy założony, skopane, posiane, podlane - czekamy na efekty.
W tak zwanym między czasie zabawiałam się też w ornitologa, bo zobaczcie co nas odwiedziło
Pani/pan sójka na płocie
A tu w moim własnoręcznie skleconym z kawałka schodka karmniku. Sójka wyjada płatki owsiane, które ostały się po zmasowanym ataku myszy na Kaczorówkę. Przychodziła codziennie, chyba jej smakowały.
A to rudzik, zmajstrował sobie gniazdko pod sosenką, tu mnie obserwuje bacznie i czeka aż sobie pójdę.
Pliszka urządzała sobie przechadzki po dachu
Na jeziorze aż gęsto od gniazd, rwetes i gwar, lęgi już na całego
A tu za płotem szarak pasie się na świeżej trawce.
A tak wygląda wiosna w Kaczorówce, soczysta prawda?
W sumie podczas weekendu odpoczynku zaznał tylko Pan Pies, podczas, kiedy Państwo ryli w ziemi, machali pędzlem, wozili taczki i ogólnie tyrali, Pan Pies godzinami leżał w hamaku i oglądał zblazowany okolicę, no chyba, że było pieczenie kiełbasek.... wtedy złaził z hamaka i obgryzał patyki po kiełbasie.
I tak to było na tym majowym wypoczynku:)
Przysięgam sobie, że to już ostatni raz, od następnego tylko odpoczynek, relaks i leżenie w hamaczku. Jak myślicie uda się?
Pozdrowienia dla wszystkich.
Akurat! Ty i relaks, już to widzę:))) Myslę sobie, ze tego hamaka to może ze dwa razy użyjesz:)) Moje sójki upodobały sobie sosnę tuż przy tarasie i teraz nie idzie go doczyścić:)) Kiedyś mi jedna tak wrzasnęła nad głową, że musiałam sobie ciśnienie kontrolować:))Ale jak ich dłużej nie ma, to tęsknię:)).Okiennic niebieskich zazdroszczę (planuję w tym roku zrobic). Oszczędzaj kręgosłup, to dopiero początek! Buziaki.
OdpowiedzUsuńRzeczywiście sójki nie śpiewają jak skowronki, to krukowate. Za to potrafią naśladować głosy cwaniury.Ja też malowałam cały taras drewnochronem, bo było widać, że ptaszki tam zimą koczowały. Jestem ciekawa Twojego malowania, czy też poszalejesz czy delikatnie pobielisz?
UsuńFajny domek i otoczenie.
OdpowiedzUsuńMnie podoba sie taki kobalt niebieski, bardzo fajnie wygląda z drewnem
No gratulacje wypoczynek w ruchu. Ale efekty są bardzo efektowne - okno i krzesła mam na myśli a mąż skoro się na pogaduchy wybrał, to o Twoje malowanie nie może mieć pretensji. W końcu nieobecni nie maja głosu. Dzięki za miłe odwiedzinki na blogu.
OdpowiedzUsuńTo było czyste przerażenie, że wymaluję wszystko na niebiesko:)
UsuńWitam nowe duszyczki:)
OdpowiedzUsuńkaczorówka lśni jak nowa
OdpowiedzUsuńdobrze że farby tylko połowa
puszki
ocalały pliszki brzuszki
i mopika piękny pysk
chwali braki także dysk
i mięśnie czterogłowe
chwalmy błękit zatem
i puszki połowę:)))
Z drugą połową wpadnę do Ciebie, babę z grzybem wymaluję, czy co:)
UsuńJaki niebieski taras??? to to piękny kolorystycznie detal wykończeniowy- do tego ciemnego drewna pasuje idealnie!moim zdaniem wyszło super!!
OdpowiedzUsuńPtasiory też świetne...
no i jakos w ten przyszły odpoczynek nie bardzo wierzę...♥
No i proszę kolejny głos za niebieskim, mnie też się podoba. Właśnie zdobyłam starą, niebieską kankę na mleko będzie z łąkowymi margerytkami pasowała do tarasu.Ja też nie wierzę, w sumie to ja lubię tam tyrać.....
UsuńNa tarasie u Ciebie Grecja normalnie.Jeszcze tylko brak sałatki greckiej,ouzo i tzatzki!Będzie milutko w wakacje!Psiak słodki,pewnie się dziwił co ci państwo tak biegają,zamiast się położyć koło mnie:)))
OdpowiedzUsuńOj, Umbrellko jak ja bym chciała, żeby klimat grecki tam zapanował, zaraz bym oliwki zaczęła hodować zamiast sosen i żarełko greckie też mi odpowiada.
OdpowiedzUsuńOj i ja zazdroszczę tego tarasu z pięknym kolorem niebieskim , mim ulubionym ...
OdpowiedzUsuńMój mąż na pewno zawałem by przypłacił. Teraz walczymy o ogród - chciałby tylko trawę, a jak trawy jak najmniej. Dwa bieguny. Ale pomalutku, małymi kroczkami osiągnę pełnię ogrodowego szczęścia, choćby to miało trwać 20 lat - mam nadzieję, że dożyję :))
OdpowiedzUsuńDziękuję za odwiedziny, dworków/pałacyków wokół mnie zatrzęsienie. Mam zamiar trochę pofotografować tego lata, więc będą fotki na blogu:)
A co do odpoczynku ... myślę, że są ludzie, którzy najchętniej odpoczywają w ruchu, podejrzewam więc, że hamak będzie najczęściej używany przez Pana Psa :))
Niebieskie okiennice - bajeczne :)))
Może przekonasz, trawę trzeba też pielęgnować no i kosić:)Trzeba męża zabrać na wycieczkę po ogrodach blogowiczek, niektóre są tak cudne, że każdego zatwardzialca przekonają do zmiany poglądów. Ja w necie znalazłam dziś to: http://www.futuregardens.pl/hortensja-debolistna-amethyst-hydrangea-quercifolia.html i już przekonałam do tej piękności. Czekam na zdjęcia pałacykowe.
Usuń