niedziela, 20 maja 2012

Mały wypad mazurski dwóch zdechlaków

Dwa zdechalki to ja i mąż, no jakoś tak nas dorwało. Pomyśleliśmy, że na Mazurach nam przejdzie, tzn. mnie jakieś uporczywe bóle w klatce, a mężowi kręgosłup. Mnie pomogło w tym sensie, że jak tam byłam nie bolało, a w drodze powrotnej już zaczęło z powrotem. Wydedukowałam, że musi to być reakcja na wielkomiejski stres do którego wracam, a mąż do bolącego kręgosłupa dołożył sobie jeszcze dodatkową dawkę, no musiał po prostu harować jak wyrwidąb przez dwa dni:)
Szkoda, że nie można zamontować sobie licznika w nogach, bo jestem strasznie ciekawa ile kilometrów przetuptałam   sadząc, pieląc, podlewając, malując  nie będąc nawet na porządnym spacerze, który sobie obiecywaliśmy. Ot barany z nas głupie.
Dwudniowe tuptanie przeniosło efekty w postaci:
*ładnego kawałka żywopłotu posadzonego z grabów,
*wypielonych grządek i zasileniu krzaków nawozem,
*posadzeniu zdobycznych kwiatków,
*oczyszczeniu kawałka działki ze skatowanych zimą sosenek,
*stworzenia z brzydkiego śmietnikowego stolika i krzesełka, stolik i krzesełko, które przynajmniej już nie straszy brzydotą,
*kilku fotek przyrodniczych
*ugotowaniu zupy szczawiowej, pierwszej w tym sezonie
*zrobieniu porządku w moim kropielniczkowym zbiorze,
 Oczyszczona z rdzy gęsiarka, która służyła za wodopój kaczkom teraz będzie ozdobą, na razie tarasu
Śmietnikowa walizka na szybko decupnięta, przyda się na przydasie (serwetki)
Uporządkowana kolekcja kropielniczek
 Śmietnikowy stolik przed
 Śmietnikowy stolik po zabiegach, łyżeczki rozklepałam młotkiem, spatynowałam, przykleiłam i zalakierowałam, krzesła nie skończyłam ( następnym razem)
Posadziłam lobelie, a doniczki malnęłam z lekka na niebiesko ( pod taras)



Cyknęłam fotki marnie w tym roku kwitnącym kwiatkom i szpaczkowi, który wyjadał coś z trawnika
Dobrze już po zachodzie słońca pogalopowałam przez bagienko, żeby zrobić fotki koniom we mgle. Wróciłam mokra po majtki bo rosa była okrutna.
Jedynym mądrym okazał się jak zwykle Pan Pies, który w pozycji horyzontalnej obserwował świat z tarasowego fotela.
W drodze powrotnej zostały omówione działania na przyszły wyjazd i raczej się nie zanosi na leżenie do góry kołami w hamaku:)))

Wszystkim nowych gości witam serdecznie i idę odgruzować się po tym atrakcyjnym wyjeździe:)

12 komentarzy:

  1. OH Kochana! zacznę od stolika bo jestem pod głębokim wrazeniem!!! wyszedł cudnie a jeszcze jak napisałaś, ze te łyżeczki sa rzeczywiste, to po prostu padłam trupem z zazdrosci!!! świetny pomysł! musze , po prostu musze go gdzieś wykorzystać, jesli pozwolisz oczywiście! Strasznie mi się podoba, nie moge normalnie przestac o tym myśleć. I ta zastawa na srodku- malowałaś sama, czy serwetka? no po prostu bosko!!
    wekkend był bardzo owocny ( i szczawiozupny) na pewno psychicznie jest Wam lespiej , jeśli fizycznie nie bardzo.
    Cudnie się tam u Was robi, z niecierpliwością czekam na dalsze zdjęcia.
    Całuski♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie ma co się dziwić tyle robot to jak kości maja nie boleć zresztą one bola głownie od siedzenia w samochodzie a przy robocie tylko pracują. Stolik mam taki sam i podobne krzesała i świetnie wyszedł a ogólnie huk roboty się przetoczył to i efekty widać. Super!

      Usuń
    2. Ystin, zastawa na środku stolika to serwetka, przykleiłam w całości, bo tak najlepiej wyglądało. Wycięte elementy będą na krześle. Oczywiście, że wykorzystuj,i koniecznie pokaż potem, sama byłam zdziwiona, że tak fajnie wyglądają te łyżeczki. Są tak płaskie, że niewiele wystają i nie przeszkadza to w stawianiu np. kubka z kawą.Dzieci chciały je odklejać:)Ja je spatynowałam patyną, z bliska wygląda tak jakby na nich były fusy z kawy. Muszę zrobić zdjęcia z bliska. Serdeczności:)

      Usuń
    3. Grażynko, a ja czekam na dalsze wieści z Ruderki:)Oderwij się na chwilkę i pokaż nowości:)

      Usuń
  2. Świetny ten stolik:)))bardzo fajna metamorfoza:))

    OdpowiedzUsuń
  3. No ale efekty tuptania są a to najważniejsze. Gorzej by było gdyby ta para poszła w gwizdek.A tak to i nie żal i jest czym oko nacieszyć :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Śliczne te niebieskości :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kawał dobrej roboty! A niebieskie okienko zaprasza....
    Natomiast pomysł z rozklepywaniem łyżeczek młotkiem po prostu powalił mnie! Super!
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  6. Tak sobie myślę, że widelce też można rozklepać, tylko obrazek musiałby być inny np. pieczony prosiak na tacy.....:)))

    OdpowiedzUsuń
  7. Mój garnek z margerytkami rzeczywiście by Ci pasował, ale kanka z bzem też pikna.
    Stolik obłędny.
    Fajnie wyszły pomazane błękitem donice.
    W ogóle to te Mazury cudne są:)
    Buziaki - jolanda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj cudne:) Kanka pamięta moje dzieciństwo, kto by pomyślał, że jeszcze stoi u mamy w graciarni.A garnek taki sobie upoluję, bo jest malowniczy. Znalazłam niebieski na bagienku, ale jak go wydłubałam z moczarów to okazało się, że mu dno odpadło. Posadziłam w nim nagietki:)

      Usuń

Fajnie, że zostawiasz słówko:) A im więcej słówek tym milej:)